Adieu Napoleon!

A moja córka Lenka w siódmej klasie, do której właśnie poszła, dostała książki, które miałaby dostać dopiero w drugiej klasie gimnazjum.

11.09.2017

Czyta się kilka minut

Przeskoczyli program o rok! – powiedziała mi nieco przerażona koleżanka w drugim dniu roku szkolnego. – To będzie jakaś masakra – dodała, paląc nerwowo papierosa.

Zaintrygowana informacją, sprawdziłam sobie natychmiast, jak wygląda program nauczania dzieci z najbardziej narażonej na pisowski eksperyment świeżo stworzonej klasy siódmej. I rzeczywiście – Lenkę i jej kolegów ominie dzięki reformie np. Napoleon. Z pozoru straszna skucha, bo co to za prawdziwa Polka, która nie wie, jaki przykład dał nam Bonaparte, byśmy zwyciężali, ale gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, gdzie trwa kontrrewolucja, tam oglądanie się na ofiary w rodzaju niedouczonej Lenki z Warszawy doprawdy zakrawa na cienki lewicowy żart.

Owszem – trzeba przyznać – może nastąpić lekka konfuzja przy omawianiu „Pana Tadeusza” na polskim, trochę tam niestety o Napoleonie nasmarował wieszcz, który może i wieszczył, ale widać niezbyt dokładnie. Zawsze przecież można pożenić twórczo „Ostatni zajazd na Litwie” z drugą częścią „Dziadów” i powiedzieć bachorom, że to wszystko zwykłe gusła. Niech się zresztą Związek Nauczycielstwa Polskiego raz w życiu wysili i coś wymyśli.

Poza tym – jak uczy sprawa Trybunału, Sądu Najwyższego, Puszczy, wegetarian, reparacji i CAŁEJ WIELKIEJ RESZTY – nie ma tego złego, co by na dobre PiS-owi nie wyszło. Napoleona może szkoda z powodu jego nieusuwalnej obecności w hymnie (ale czy aby na pewno nieusuwalnej? Idzie referendum, niech się suweren wypowie, czy go nie zmienić, na kogoś z Węgier może?). Mała to jednak strata, bo skoro dzięki reformie dzieci z tegorocznych klas siódmych nie usłyszą również ani słowa o reformacji oraz – alleluja! – o rewolucji francuskiej, to naprawdę warto było się trudzić, Anno Zalewska et consortes!

Czy może być bowiem gorszy przykład dla świeżo uratowanego przed Sodomą i Gomorą gimnazjum młodego człowieka, niż niemiecki (!!!) reformator, który uważał, że „duszom w czyśćcu potrzeba zmniejszenia bojaźni i pomnożenia miłości”, który głosił, że „krzywda się dzieje Słowu Bożemu, jeżeli w kazaniu tyle, a może i więcej czasu poświęca się głoszeniu odpustów, co i Ewangelii”, który co gorsza stanowczo upierał się, że „kto przeciw samowolnym i kłamliwym słowom kaznodziei odpustowego występuje, niech będzie błogosławiony”? Gorsi zdają się tylko Jerzy Owsiak, Tomasz Piątek (ewangelik!) i ten żabojad, który pisał w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, że „ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach. Zróżnicowania społeczne mogą być oparte wyłącznie na pożytku powszechnym, celem każdej organizacji politycznej jest zachowanie naturalnych i nieprzedawnialnych praw człowieka, a są nimi wolność, własność, bezpieczeństwo i opór przeciwko uciskowi”. No toż to jakiś koszmar.

Tylko głupi gotów byłby dać tym dzieciom do ręki taki paragrafik, który powiada, że „każdy człowiek jest uważany za niewinnego aż do momentu gdy zostanie uznany winnym”. Jak byśmy im potem tłumaczyli internetowe lincze na przypadkowych ofiarach albo zjawisko resortowych dzieci?

Nie mniej strasznie byłoby pozwolić tym rozbuchanym hormonalnie smarkaczom na analizę punktu, który powiada, że „swobodne wyrażanie myśli i poglądów jest jednym z najcenniejszych praw Człowieka: każdemu Obywatelowi przysługuje więc wolność słowa, pisma i druku, a odpowiada tylko za nadużycie tej wolności w przypadkach określonych w ustawie”. Co byłoby wtedy z pomysłem posła w jenotach – Dominika Tarczyńskiego – który chce przeciwdziałać fake newsom w przestrzeni publicznej?

Dzięki luce w programie nauczania dzieciom z klas siódmych umknie szczęśliwie również to, że (zdaniem tej bandy kolesi, która zebrała się w XVIII w. na kawie i ciasteczkach) „społeczeństwo, w którym nie ma gwarancji poszanowania praw ani ustanowienia podziału władz, nie ma Konstytucji”. Apage!

Uratowaliśmy maluchy, uratujemy całą resztę. Przejdziem Wisłę i przejdziem Wartę! Księstwo Warszawskie, które też ponoć chwilowo wyleciało siódmoklasistom z programu, nie jest przecież warte mszy. W końcu, czy w ogóle wypada nam, Polakom, wspominać ten przejściowy smutny twór, zależny od cesarza Francuzów? Ten kadłubek, w którym w dodatku ustanowiono prawa będące zupełną aberracją – znosząc Konstytucję 3 maja i wprowadzając zrównanie ludzi w prawach i zniesienie poddaństwa chłopów. Sacrebleu – tego się tutaj tak łatwo nie wybacza!

Pani premier Szydło – jedna z dwóch zaledwie polskich kobiet, które zostały Człowiekiem (Roku), powinna być zadowolona z tej relokacji środka ciężkości w nauczaniu historii. Kiedy oficjalnie uznamy Francję za niebyłą, pani premier w końcu będzie mogła przestać tak strasznie się niepokoić o jej los, jak się teraz martwi.©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
Pisarka i dziennikarka, wcześniej także liderka kobiecego zespołu rockowego „Andy”. Dotychczas wydała dwie powieści: „Disko” (2012) i „Górę Tajget” (2016). W 2017 r. wydała książkę „Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy”. Wraz z Agnieszką… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2017