Reklama

Żywy świat pierwszych chrześcijan

Żywy świat pierwszych chrześcijan

16.11.2003
Czyta się kilka minut
Kontakty z obcymi w autorytarnych reżimach zawsze traktowane są podejrzliwie. Mimo to postawa naszych gospodarzy była gościnna, heroiczna, po prostu chrześcijańska. Nikt nie pytał o listy uwierzytelniające.
Poranna modlitwa w klasztorze Mor Matta w pobliżu irackiego Mosulu
M

MATEUSZ FLAK: - “Zapomniani bracia" to plon podróży do Turcji, Syrii, Libanu, Jordanii, Iraku, Iranu i Izraela w latach 1998-2000. Dlaczego właśnie Bliski Wschód i Kościoły syryjskie, a nie na przykład Egipt z Aleksandrią i Kościołem koptyjskim czy Bizancjum, chrześcijańskie ośrodki o równie wielowiekowej tradycji?

BEATA KOWALSKA: - Początek trzeciego milenium wydawał nam się doskonałą okazją, by powrócić do źródeł naszej cywilizacji. Często zapominamy, utożsamiając chrześcijaństwo ze światem Zachodu, że to na Bliskim Wschodzie rozpoczynali swą działalność apostołowie, tam powstawały pierwsze biskupstwa czy wreszcie pojęcia, dzięki którym przesłanie ewangeliczne zyskało wymiar teologiczny. Bliski Wschód jest dziś przedstawiany często w karykaturalny sposób, a przecież wszystko to, co nas ukształtowało, tam właśnie miało początek. Na bliskowschodnich obszarach wciąż żyją wspólnoty, które jako pierwsze odpowiedziały na orędzie Jezusa. Istnieją zabytki z IV wieku pamiętające początki ruchu monastycznego, a mieszkańcy z dumą mówią, że ich wsie były wspominane już w Starym Testamencie.

Nasz wybór padł na Kościoły, które rozpoczęły ewangelizację - interesujące pod względem teologicznym i historycznym. Jest to chrześcijaństwo najstarsze, któremu najbliżej do korzeni żydowskich, przypominające judaizm w rytuale, jak i w swoim podejściu do spotkania z Bogiem.

- Gdzie znajdowało się kulturowe centrum bliskowschodniego chrześcijaństwa?

- Już w pierwszych wiekach istnienia nowej religii można wyróżnić trzy odrębne nurty: chrześcijaństwo orientalne, greckie i łacińskie. U źródeł każdego z nich leżały odmienne tradycje kulturowe. Chrześcijaństwo orientalne rozwijało się między dwoma miastami.

Z jednej strony była Antiochia - wówczas trzecie miasto imperium po Rzymie i Aleksandrii. Nic więc dziwnego, że znalazło się na szlakach podróży misyjnych pierwszych apostołów. To właśnie tu po raz pierwszy wyznawców Jezusa nazwano christianoi, chrześcijanami. Tradycja wspomina, że biskupstwo antiocheńskie założył św. Piotr, który stąd udał się do Rzymu. Już w latach 40. I wieku działała w Antiochii liczna gmina wyznawców nowej wiary, a miasto stało się ważnym ośrodkiem chrześcijaństwa greckojęzycznego. Powody tak imponującej dynamiki rozprzestrzeniania się religii Jezusa tkwiły w atrakcyjności nauk moralnych oraz w wykorzystaniu infrastruktury cesarstwa. Jednak to dzięki językowi greckiemu, znanemu w całym imperium, przesłanie ewangeliczne docierało do odległych zakątków państwa. Warto wspomnieć, że ewangelizację po grecku prowadził św. Paweł czy Barnaba.

Z kolei chrześcijanie z gminy jerozolimskiej nauczali w języku aramejskim, którym mówił sam Jezus. Głównym ośrodkiem chrześcijaństwa aramejskojęzycznego stała się Edessa, nazywana “Atenami Wschodu". Według legendy to pierwsze królestwo chrześcijańskie, którego władca Abgar V miał korespondować z Jezusem. Źródła historyczne wspominają zaś, że już u progu II w. działała w Edessie gmina chrześcijańska założona przez nawróconych Żydów.

Przełom IV i V wieku to początek sporów teologicznych i rozłam w chrześcijaństwie syryjskim. Jak podają historycy, w tamtym czasie niemal każdy chciał wypowiedzieć się na temat natury Jezusa. Jako pierwsza pada propozycja Nestoriusza, patriarchy Konstantynopola, który zabrania nazywania Maryi Matką Boga czyli Theotokos. Maryja w jego przekonaniu jest wyłącznie Christotokos, czyli Matką Chrystusą. Jezus posiada bowiem dwie oddzielne natury - boską, pochodzącą od Ojca i ziemską, która pochodzi od Maryi. Bardzo szybko pojawia się odpowiedź ze strony monofizytów, którzy twierdzą, że Chrystus miał tylko jedną naturę, boską, w której ludzka rozpłynęła się jak kropla wody w beczce wina. Tak powstają dwa główne nurty chrześcijaństwa syryjskiego, niezgodne jednak z oficjalną, diofizycką doktryną, które od Soboru Chalcedońskiego (451 r.) pozostają poza głównymi nurtami chrześcijaństwa.

- Wkrótce nurty przekształcają się w zinstytucjonalizowane Kościoły - monofizyci tworzą Syryjski Kościół Ortodoksyjny (jego wiernych nazywa się jakobitami od założyciela, Jakuba Bardaja), a nestorianie - Kościół Wschodu, błędnie nazwany później asyryjskim. Ci drudzy przez szereg wieków odnoszą zdumiewające sukcesy misyjne.

- To kolejny zapomniany fragment historii chrześcijaństwa. W średniowieczu, a przynajmniej do momentu ekspansji islamu, Kościół nestoriański był największym Kościołem chrześcijańskim na świecie, mówi się o kilkudziesięciu milionach wiernych! Mapa misji wygląda imponująco: nestorianie ewangelizowali Arabię, Persję, Indie, Mongolię, Jawę, a nawet Chiny i Tybet.

Dorobek Kościoła nestoriańskiego to znacznie więcej niż tylko myśl teologiczna. Zawsze gdy nestorianie przybywali do nowego ośrodka, budowali nie tylko kościół, ale też biblioteki, szkoły i szpitale. To łączenie służby na rzecz zbiorowości z ewangelizacją sprawiło, że misje miały tak ogromny zasięg i tak istotną pełniły rolę.

- Nie mówiąc już o tym, że przybysze z Syrii przynosili ze sobą klasyczne dzieła greckie, na przykład rozprawy Galena i Hipokratesa.

- O tym także zapomniano. Wszyscy pamiętamy, że dziedzictwo greckie wróciło do Europy dzięki kulturze arabskiej, ale mało kto zadaje sobie pytanie: skąd Arabowie mieli dostęp do kultury greckiej? I tutaj odpowiedzią jest Edessa ze Szkołą Persów, sławną akademią teologiczną, w której od połowy IV wieku trwała ogromna praca translatorska. Mnisi chrześcijańscy udostępniali kulturze arabskiej dzieła greckiej filozofii, ale nie tylko - także prace z dziedziny medycyny, geografii, astronomii, matematyki. Gdy monofizyci i nestorianie zostali poddani okrutnym prześladowaniom ze strony Bizancjum, uczelnia przeniosła się na teren Persji, do Nisibis, gdzie syryjscy uczeni kontynuowali działalność translatorską ocalając klasyczne dziedzictwo Grecji od zagłady.

- Po okresie chwały i świetności następują jednak czasy dla Kościołów syryjskich smutniejsze - trwającej do dziś wegetacji, prześladowań, a nawet eksterminacji. Co gorsza, ciemiężycielami syryjskich chrześcijan byli nie tylko Arabowie, Persowie, chińska dynastia Ming i hordy Tamerlana czy Turcy i Kurdowie w XX wieku, ale też katolickie zakony z Europy.

- Dzieje syryjskich Kościołów w drugim tysiącleciu to heroiczna walka o przetrwanie. Z jednej strony ciągle trwał imponujący pochód religii Mahometa. Wyznawcy Kościołów syryjskich witali muzułmanów jako wybawców, bo od chrześcijańskiego Bizancjum spotkało ich tyle nieszczęść, represji i dyskryminacji, że każda zmiana w ich mniemaniu musiała być zmianą na lepsze. Kolejne cierpienia to okres najazdów mongolskich z przełomu XIV i XV wieku, które zalały Azję Środkową i Zachodnią. W wieku XVI palestyńscy franciszkanie wykorzystali schizmę w Kościele nestoriańskim i doprowadzili do powstania Kościoła chaldejskiego podporządkowanego papieżowi. Sto lat później to samo spotkało jakobitów, rozbitych przez włoskich jezuitów i francuskich dyplomatów. Natomiast wiek XIX to okres misji protestanckich, które, jak wcześniej katolicy, zamiast głosić religię Jezusa wśród muzułmanów - co okazało się zbyt trudne - uderzyły w najsłabszych aktorów tamtej sceny religijnej, czyli chrześcijan, tworząc protestanckie odłamy istniejących Kościołów. Misyjne metody pozostawiały wiele do życzenia: na przykład uzależniano pomoc w czasie klęsk żywiołowych od konwersji na katolicyzm.

Ta bolesna karta w naszych kontaktach nadal budzi ogromne emocje wśród wyznawców Kościołów syryjskich. Konsekwencje tych wydarzeń były bardzo poważne: osłabiono pozycję chrześcijan orientalnych i ich Kościołów na Bliskim Wschodzie, tworzyły się bolesne podziały. Często w jednej rodzinie żyli obok siebie chrześcijanie opowiadający się za Watykanem i ci tradycyjni. Już samo określenie tych, którzy przeszli na katolicyzm słowem maghlubin (“pokonani"), jest wymowne.

- W naszym myśleniu o monofizytach i nestorianach nadal dominuje lekceważenie. W “Religiach ludzkości" Michela Malherbe’a - książce wydanej przez Znak cztery lata temu - znajdujemy zdanie: “Cóż naprawdę pozostało z wielkich herezji takich jak arianizm, nestorianizm czy monofizytyzm powodujących rozdarcie Kościoła między IV i VII wiekiem, prowadzących na manowce znaczną liczbę chrześcijan?". W “Zapomnianych braciach" część historyczną kończy optymistycznie zatytułowany rozdział: “Krok ku jedności" o nawiązaniu relacji z Watykanem.

- W ostatnich latach XX wieku wiele się zmieniło. Konsekwencją ruchu ekumenicznego było podjęcie rozmów z Watykanem przez Syryjski Kościół Ortodoksyjny i Asyryjski Kościół Wschodu. Chrześcijan syryjskich, do niedawna uważanych za heretyków, Watykan określa dziś jako członków “siostrzanych Kościołów", posługujących się “odmiennymi sformułowaniami" tych samych prawd wiary, Jan Paweł II podpisał deklaracje z ich przywódcami, porozumienie z Kościołami orientalnymi zawarli też prawosławni.

Pierwsze kroki zostały zrobione, aczkolwiek praktyka ciągle pozostawia wiele do życzenia. Wydaje mi się, że Kościoły syryjskie szybciej dojrzały do jedności, ekumenizmu - czego dowodem wspomniany cytat. Spędzając wiele miesięcy między wiernymi Kościołów na Bliskim Wschodzie w ogóle nie czuliśmy dzielących nas różnic. Dla nich ważne było to, że przyjechaliśmy z chrześcijańskiej Europy (chociaż wyobrażają ją sobie nieco inaczej niż wygląda w rzeczywistości). Tam po prostu odczuwa się tę pierwotną, ewangeliczną jedność.

To my znacznie częściej mówimy o różnicach. Pamiętam, że gdy przygotowywaliśmy na początek roku 2000 wystawę o naszych badaniach, szereg osób miało wątpliwości. Okazuje się, że zaakceptowanie inności, choćby przez Kościół katolicki w Polsce, nie jest proste. Jeszcze niedawno jeden z wyznawców Kościołów syryjskich skarżył się, że kontakty z katolikami są bardzo trudne, zwłaszcza przy okazji takich ceremonii jak ślub czy inne ważne uroczystości rodzinne. Ciągle czują się odrzucani.

- Drugą, albumową część “Zapomnianych braci" stanowi niezwykły zbiór ponad 150 zdjęć z obszernymi opisami-opowieściami. Jak wygląda obecnie życie chrześcijan rozsianych po krajach Bliskiego Wschodu?

- Podążaliśmy szlakiem pierwszych wspólnot chrześcijańskich po siedmiu krajach Bliskiego Wschodu. Sytuacja w poszczególnych państwach jest bardzo różna. W Libanie chrześcijanie ciągle pozostają elitą polityczną i społeczną, w Iranie bycie chrześcijaninem oznacza represje i obywatelstwo drugiej kategorii, w Syrii, choć istnieje wolność religijna, brak wolności politycznej.

Mam poczucie ogromnego długu wobec ludzi, których tam spotkaliśmy. Współpraca z nami często oznaczała problemy przez następne miesiące, inwigilację władz. Kontakty z obcymi w autorytarnych reżimach zawsze traktowane są podejrzliwie. Mimo to postawa naszych gospodarzy była gościnna, heroiczna, po prostu chrześcijańska. Nikt nie pytał o listy uwierzytelniające - bo jeżeli przyjeżdża ktoś z chrześcijańskiego kraju, to należy mu pomóc.

- Czy są jakieś elementy w ich życiu duchowym, które mogłyby nas zainspirować w naszej religijności lub które już zatraciliśmy?

- Jest ich mnóstwo. Chrześcijaństwo jest tam sposobem przeżywania życia. W książce piszemy na przykład o El-Jazirze, regionie w Syrii, który nazwałam “chrześcijańskim rajem". Chrześcijanie, którzy uciekli z pogromów tureckich, na niemal całkowitym pustkowiu stworzyli wspólnotę. Tam nie tylko chodzi się do kościoła, ale również spędza razem każdy wolny dzień w chrześcijańskim klubie czy restauracji, a w sanktuariach za miastem spotykają się chrześcijanie wszystkich wyznań.

Uderzyły mnie bardzo bliskie relacje wierni-duchowny. W Kościołach syryjskich nie ma celibatu. Społeczność wybiera spośród siebie kandydata na księdza, który wyróżnia się swoją postawą moralną i religijną. Później spędza on rok w klasztorze ucząc się aramejskiego, odprawiania Mszy i rytuałów religijnych. Kontakt kapłana ze zbiorowością, z której pochodzi, jest bardzo bliski. Podobnie jest z biskupami. Całe wsie odwiedzają swojego biskupa, który jest autorytetem, którego prosi się o radę. To on pomaga wybijającym się jednostkom opłacając ich studia czy wysyłając do szkół w miastach.

- Czytając opisy zdjęć miałem wrażenie, że najcieplej mówi się o jakobitach, wyznawcach Syryjskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Czy któraś wspólnota jakoś szczególnie Panią zafascynowała?

- Głębokim przeżyciem była wizyta w Tur Abdinie, w tureckim Kurdystanie. W miejscu, gdzie stoją klasztory z czwartego wieku, gdzie głębię duchowego przeżycia widać i czuć na każdym kroku, i gdzie chrześcijaństwo cały czas oznacza godną walkę o każdy następny dzień: do niedawna trwały tam jeszcze wysiedlenia wiosek chrześcijańskich z powodu rzekomej współpracy z Kurdyjską Partią Pracy. To tam, w monasterze Mor Gabriela liturgia w języku aramejskim odprawiana jest najpiękniej...

- Skoro mowa o fotografiach: w pewnym momencie obok chrześcijan pojawiają się portrety irackich jezydów i mandejczyków, irańskich kobiet i Bandari, wszystkich wspólnot religijnych Izraela. To dodatkowa atrakcja książki, ale zdezorientowany czytelnik może spytać o kryterium doboru zdjęć - przecież spodziewał się czegoś innego...

- Chcieliśmy pokazać chrześcijan syryjskich w ich naturalnym otoczeniu. Oczywiście mogliśmy skoncentrować się tylko na wyznawcach tych Kościołów, na zabytkach. Mam jednak wrażenie, że coś byśmy wtedy stracili. Bo czy nie jest fascynujące, że w jednej wsi obok chrześcijan żyją jezydzi, wyznawcy mało znanej synkretycznej religii, albo mandejczycy, kiedyś nazywani chrześcijanami św. Jana Chrzciciela? Katolicyzm w Polsce sąsiaduje z wyznawcami prawosławia i wspólnotami protestanckimi, natomiast tam Kościoły są osadzone w rzeczywistości dla nas bardzo egzotycznej. Na przykład południe Iranu - z jednej strony całkowicie zakryte kobiety Bandari w maskach, z drugiej - Msze odprawiane według rytu chaldejskiego. W Jerozolimie mamy klasztor św. Marka i miejsce Ostatniej Wieczerzy, a obok wszystko to, co znamy z telewizji - konflikt palestyńsko-izraelski i wyludnianie się dzielnicy chrześcijańskiej.

- W słowie wstępnym piszą Państwo: “Wszyscy jesteśmy dłużnikami chrześcijan Bliskiego Wschodu. To oni jako pierwsi odpowiedzieli na przesłanie Jezusa, które stało się jednym z fundamentów cywilizacji Zachodu. Dzisiaj nasi zapomniani bracia potrzebują pomocy i odruchu solidarności". W jaki sposób my, polscy katolicy, możemy pomóc “zapomnianym braciom"? Czy sama pamięć wystarczy?

- Sposobów jest mnóstwo. Na przykład po pierwszej wyprawie klasa mojej córki wysłała do Tur Abdinu życzenia i podarunki dla dzieci ze wsi, o której piszemy w książce

Moim głównym celem było opowiedzenie o tym, że oni - syryjscy chrześcijanie - rzeczywiście tam są. Jest czymś zupełnie niezwykłym uświadomienie sobie, że gdzieś daleko, pod rządami bezwzględnych dyktatur, pozbawione lobby, które chciałoby się o nich upomnieć, żyją wspólnoty swoimi korzeniami sięgające wydarzeń, na których opiera się nasza tradycja. Że gdzieś w Turcji jest wieś Hah, przez którą wedle tradycji przejeżdżało Trzech Magów, u nas zwanych Trzema Królami. Zrobić można naprawdę dużo, ale przede wszystkim trzeba mówić, że oni tam trwają - to jest najważniejsze.

BEATA KOWALSKA jest doktorem w Zakładzie Badań Problemów Ludnościowych Instytutu Socjologii UJ. Wkrótce ukaże się jej praca “Między fundamentalizmem a orientalizmem: prawda o kobiecie muzułmańskiej".

---ramka 317959|strona|1---

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]