Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Życio-snucie

Życio-snucie

02.11.2011
Czyta się kilka minut
Z nagród przyznawanych innym i przez innych zawsze jesteśmy niezadowoleni. Z Lauru Miasta (właściwe dodać), Nike, Nobla, Nagrody Artystycznej (w dziedzinie dowolnej). Aż strach się przyznać do popierania jakiegoś wyboru i czytania pisarza, który został doceniony. Należy mieć gotowy protokół rozbieżności.
N

No więc ja dość lubię Orhana Pamuka, noblistę z 2006 roku, chociaż niezliczoną ilość razy słyszałam od literaturoznawców, krytyków, turkologów, że nagrodzenie tego pisarza Literacką Nagrodą Nobla to pomyłka, bo ani głębi, ani powiewu wielkości w tym pisarstwie nie znajdziemy. Ja czytam Pamuka z paru powodów. Po pierwsze lubię Stambuł, więc szukam jego literackich utrwaleń. Po drugie lubię tę mieszankę polityki, melancholii i delikatnego humoru, którą znajduję w jego kolejnych autobiograficznych narracjach. Po trzecie - mój szacunek i zazdrość budzi powieściopisarstwo pojmowane jako zadanie życia.

Kupuję sobie kolejne tłumaczone w Polsce książki Pamuka, zwłaszcza gdy jadę trasą Szczecin-Warszawa, coraz dłuższą: pięć lat temu, bywało, pociąg zbliżał się do ideału 5.15, dziś nie schodzi poniżej 5.50. Potrzebne są grube, zajmujące narracje, albo kilka gazet. Pokonując drogę z moich rubieży do centrum znielubiłam czytanie tygodników opinii, bo w desperacji zapoznawałam się nawet z ich rubrykami sportowymi i dokonywałam porównawczych analiz prasoznawczych poszczególnych działów. Długie powieści zaś to na ogół te w gatunkach, jakich nie przyswajam: sensacja, fantasy i pochodne. Pamuk niemal nie ma konkurencji. Jakby kilka zespawanych próz Andrzeja Stasiuka, tylko postać narratora wyraźniej zaznaczona, prawie cielesna, siadająca w pociągu naprzeciw czytelniczki, przy rozchybotanym stoliczku, pod brudnym oknem, obronnym gestem odgarniająca szaro-burą szmatę naokienną z napisem "PKP". Tajemnice, historia i historyjki rodzinne płyną równym nurtem, a pociąg na kolejnych stacjach "doznaje opóźnienia" jakby nigdy nic.

Kupiłam więc "Czarną księgę" do pociągu. Jakoś tak się jednak złożyło, że nie zaczęłam jej czytać, bo spotkałam znajomych i zagadałam się na temat koniunkturalizmu jury nagród literackich. Orhan Pamuk zajął miejsce w mojej sypialni, ba! - w łóżku, po prawej stronie, gdzie trzymam książki przeznaczone do wieczornej lektury przyjemnościowej. Czytałam go małymi porcjami, coraz bardziej rozczarowana. Przy którymś wieczornym podejściu pomyślałam, że w moim związku z tym pisarstwem "Czarna księga" stanowi przełom, przeważa, przechyla szalę. Oczywiście: rytm, w jakim poznajemy tłumaczenia, nie jest zgodny z rytmem "naturalnym" twórczości, rzadko miewamy do czynienia z sytuacją, w której kolejne dzieła ukazują się niemal w tym samym czasie w swoim rodzimym miejscu. "Czarna księga" po raz pierwszy ukazała się w oryginale tureckim w 1990 roku, po angielsku w 1994, a dopiero teraz po polsku. Nie można więc mówić o "wyczerpaniu tematu" po stronie pisarza, który po tej powieści napisał kolejne, w tym "Śnieg" czy "Muzeum niewinności" - akurat ta ostatnia powieść została udostępniona polskiemu czytelnikowi niemal jednocześnie z publikacją w USA. W dodatku "Muzeum niewinności" to lepiej skonstruowana bliźniacza historia "Czarnej księgi", z dodanym elementem szaleństwa zbudowanego na rusztowaniu nostalgii, znanej z autobiograficznego "Istambuł. Wspomnienia i miasto". W obu przypadkach chodzi o zbieranie pamiątek po osobie, która odeszła, po miłości, po nieistniejących związkach i miejscach wypłukanych z obecności poprzednich, młodszych wcieleń "ja". W "Muzeum niewinności" Pamuk idzie na całość, bohater zakłada całkiem dosłownie placówkę wypełnioną przedmiotami po ukochanej i czasach miłości. W "Czarnej księdze" tropi także przedmioty, ale bardziej teksty i narracje, zdarzenia i anegdoty. Można w tym widzieć zmianę: od wiary w literaturę do wiary w materialność, choćby lichą, zarażoną rozpadem.

W zakładaniu muzeum ukochanej osoby jest coś pociągającego i budzącego grozę, idącego w poprzek doktrynie "przepracowania żałoby", wyrzucania rzeczy po zmarłych. Coś jak balsamowanie zwłok i umieszczanie ich w kryształowej trumnie: pachnie dawnymi czasami, dawnymi fantazjami, wydaje się demonstracją samowoli i władzy nad naszymi wspomnieniami, jakiej w rzeczywistości nie mamy. Z tropienia tekstów wieje nudą. Chyba że są to teksty własne pisarza.

Piszę ten felieton w Wilnie, gdzie zostałam wspaniałomyślnie doproszona do delegacji PEN Clubu, na spotkanie pisarzy. Wczoraj w kawiarni, zmęczeni dyskusjami i zwiedzaniem, zamilkliśmy na chwilę nad znakomitą kawą i od razu w to milczenie weszło pytanie zadane po rosyjsku przez kolegę z Kowna: "A jaką prozę pisze się teraz w Polsce? Co jest modne? Postmodernizm?" - Jezus Maria! - w takich razach wpadam w panikę. Jak w paru zdaniach w obcym języku wyjaśnić, że "Postmodernizma u nas uże niet", czy ewentualnie "Well, Postmodernism is gone"? Bo przecież to całą antologię trzeba napisać, żeby wyjaśnić, o co z tą prozą w Polsce obecnie idzie. Pomyślałam, że może o to samo, o co z prozą Pamuka. Uściślając, trzeba by rzec, że wina leży nie po stronie pisarza, lecz po stronie czytelniczki, która wykonuje slalom między tekstami w kierunku niezgodnym z ruchem pisarskiego zegara: poznaje to, co przedtem, po tym, co potem. To, co potem, podoba mi się w tym przypadku bardziej, więc wszystko wydaje się logiczne: pisarz rozwija swe pomysły, od szkicu (na kilkuset stronach) zmierza do dzieła.

A może chodzi o coś jeszcze: o pomniki stawiane melancholii. Jeden, dwa, dziesięć. Można bez końca. Sama mam ten gen, tę skłonność. Przeraża mnie przemijanie, nie mogę przeboleć faktu, że od dzieciństwa dzieli mnie czterdzieści lat. Przygniata mnie kalendarz wypełniony czasem przeszłym dokonanym i zmieniam go, wyciągając nitki, w niedokonany do końca. W kółko kręcę się po stosie swoich dawnych śmieci. Nie mam odwagi zrobić z tych właściwości duszy permanentnej metody pisarskiej. Może decyzja, że warto, ma w sobie coś szalonego, coś maniakalnego? Coś egotycznego, ale wszyscy jesteśmy egotykami i dlatego lubimy czytać innych egotyków.

Tak, z nagrodami jest ten problem, że cenimy dzieła, wokół których pisarze snują się przez całe życie, ale nie możemy tego powiedzieć głośno. Przyznalibyśmy tym samym, że i dla nas najważniejsze jest życio-snucie, nie zaś na przykład postmodernizm, zaangażowanie lub język. Oczywiście do czasu i w odpowiednich proporcjach, bo czasem melancholiczny pejzaż wymaga przełamania ostrzejszymi barwami i szukamy odmiany.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]