Odkąd w dzieciństwie usłyszałem biblijną frazę „Żarliwość o dom Twój pożera mnie”, płonie we mnie ona niegasnącym ogniem. Drżąca eufonia żaru i żeru daje przyjemność językowi i podniebieniu, a myśl też ma się czym pożywić, gdy rozważa ożywiające i niszczące działanie żarliwości. Zadziwiony zachwyt nie słabnie, gdy zdanie wraca do opowieści, z której umknęło – choć i tam przybyło z psalmu 69, aby opisać człowieka będącego wcieleniem łagodnej miłości do całego istnienia. Mimo tej dobroci, widząc mistrza w porywie pasji, „uczniowie jego przypomnieli sobie, że napisano: Żarliwość o dom Twój pożera mnie” (J 2, 17).
Płomień, który karmi i pochłania sam siebie, jest obrazem żarliwości, czyli fenomenu energetycznego, jakim emanują rozmówcy Katarzyny Kubisiowskiej (w książce „Żar, żarliwość” zostały zebrane jej rozmowy z „Tygodnika Powszechnego”). W jednych żarliwość płonie ogniem widocznym z daleka, inni skrywają go starannie, a tylko czyny i dzieła noszą ślady gorliwej pracy wewnętrznego ognia.

Wielu z nich znamy lub wyobrażamy sobie jako ludzi łagodnych i osobnych, ich praca wymaga bowiem skupionej kontemplacji. Tych spala ogień spokojny, który czasem wybucha gdzieś obok ich właściwej profesji, na innym terytorium, poza refleksyjnością, aby dać upust spazmem fizycznej energii pchającej na spacer krawędzią dachu, na wysokie drzewo, wyczerpującą pieszą wędrówkę lub do szalonej jazdy rowerem, po której umysł znów może spędzić dziesiątki godzin na przenoszeniu znaczeń między językami (Ireneusz Kania). Bywa, że żarliwość przeobraża przedmiot pasji, nawet wymagający tak bardzo skupionego bezruchu, że aż niemożliwy do pomyślenia poza rozumem, jak szachy – ale dla żarliwca nawet szachy mogą stać się grą chaotyczną, szaloną, przypadkową (Rafał Marszałek).
Ów paradoks sąsiadujących ze sobą skupienia i ekspulsji dobrze obrazują sztuki cierpliwości, które szczególnie domagają się kontrolowania ożywiającego je płomienia, zwłaszcza kiedy obiekt swojej pracy – kapryśną i wymagającą naturę chleba – trzeba powierzyć prawdziwemu ogniowi: „W piekarni w nocy zdarzały mi się chwile, kiedy zaczynałem niemiłosiernie tęsknić za moją żoną, która spała w naszym mieszkaniu położonym nieopodal. Tęsknota była tak intensywna, że aż bolała” (Jan Rączka).
Połączona z miłością pasja łączy najbardziej odległe obiekty, czasem niewiedzące nic o sobie; ludzi, rzeczy, zwierzęta, przyrodę, przeszłość i przyszłość. Żarliwość pracy – tworzenia, podróżowania, dobrego życia – połączona z miłością szczęśliwą może szczęście zwielokrotniać. Ale kiedy przychodzi strata, żar zmienia się w ciemne słońce nieskończonej tęsknoty, które już nie rozpala, ale którego nie chce się gasić. Nieporzucona pasja, jaką dzieliło się we dwoje, staje się latarnią, zapalonym na ganku światłem dla przybysza z krainy, skąd nikt jeszcze nie wrócił (Teodor Segiet).
Wspólne dla żarliwego przeżywania jest bowiem ryzyko, ogień tworzenia obnaża, spala zasłony, skłania lub zmusza do wystawienia na widok publiczny jakiejś naszej „nagości”, powstającej z tak oczywistego aktu, jak publikacja wiersza (Krystyna Dąbrowska), zwłaszcza gdy jest zrobiony z tego, co najbardziej intymne i długo trzymane w ukryciu; czemu zawsze towarzyszy zawstydzenie (Jerzy Jarniewicz) – a zarazem kiedy chce się, aby żar, który domagał się wydobycia na jaw, rozpalił też czytelnika; aby książka była czymś, co „czytelnik przeżyje do kości” (Łukasz Orbitowski).
Poruszające w tych rozmowach jest odkrywanie źródeł żarliwej namiętności do pracy lub jakiejś formy życia. Czasem nosimy ją w sobie od urodzenia, częściej zostajemy dotknięci płomieniem lub ogrzani dobrym ciepłem jakiegoś innego ognia. Wszystko może stać się materią żarliwości. Bywa, że nic nie zwiastuje, że iskra może rozbłysnąć. I oto nagle obcy język, obojętny, chłodny, długo opierający się rozumieniu i mowie, staje się fascynujący bardziej niż własny; chce się w nim być i pokazywać innym jego piękno i bogactwo (Justyna Czechowska).
Niewyczerpanym źródłem miłosnej pasji są zwierzęta, które potrafią wyzwolić w ludziach niepojętą energię działania, odpowiedzialności, ciągłego przekraczania gatunkowego egoizmu. Bliskość żywych, nie-tylko-ludzkich istot, całej przyrody, udziela człowiekowi łaski nieustannej witalności; doświadczenia odradzającego się codziennie życia, zwłaszcza jeśli jest ono naturalnie dzikie. A gdy nie jest, można próbować je takim uczynić nie tylko w Białowieży, ale w przydomowym ogródku; „odziczyć” go dla radości ludzkiego życia (Marcin Krzyżański). I dla pożytku, ponieważ w tej bliskości z naturą wzrasta nasza uważność wobec szczegółów istnienia, powstaje z niej zwierzęca czujność człowieka (Małgorzata Lebda).
Płomień twórczej pracy, która daje rozmaite odmiany piękna, żywi się również mrocznymi materiami: niszczącym żarem chorującego umysłu (Justyna Bargielska) lub sąsiedztwem choroby kochanego człowieka (Gabriela Muskała). Żarliwość przesycona jest wtedy lękiem, który nie gaśnie nigdy, jak ten odczuwany przez dziecko dotknięte Zagładą, choć doświadczenie i mądrość próbują go przytłumić (Michał Głowiński).
Albo przeciwnie – przygasa lub znika, kiedy wcale tego nie chcemy. Wypalenie jest wtedy naturalną obroną organizmu, który nie może już sprostać żądaniom żarliwości. Inny kłopot pojawia się, kiedy ta realizuje się w wyzwaniach ekstremalnych, na przykład w pytaniu, co z nią począć w pokojowej temperaturze codzienności, aby nie zniszczyła więzi rodzinnych, zawodowych, towarzyskich (Mateusz Janiszewski). Przezorność i pokora wobec sił pasji i talentu dowodzi siły i dojrzałości, które pozwalają trzymać ogień w bezpiecznej odległości od bliskich ludzi i ważnych spraw; aby ogrzewał i oświetlał, ale nie spalał (Jagoda Szelc). Wraca w tych rozmowach terapeutyczne, ochronne działanie żarliwości. Zatracone zanurzenie się w muzyce, w powtarzalnych ćwiczeniach, w przyjaznym środowisku ludzi kochających piękne dźwięki daje ulgę i wytchnienie (Jan Młynarski).
W niezwykłej panoramie pejzażu żarliwości, jaki otwierają przed czytelnikiem te rozmowy, jeden składnik jest wspólny – pulsująca, żywa, nieodparta materia życia, która musi zostać przez bohaterów dotknięta, odczuta, poznana, opowiedziana, przeżyta. To ich imperatyw żarliwości: „Cieszyliśmy się każdą znalezioną muszlą, każdym widokiem, każdym wschodem słońca, każdym zejściem pod wodę, każdą zobaczoną rybą. Ten stan ducha trudno wytłumaczyć dzisiejszym ludziom, którzy znają tylko świat otwartych granic” (Wojciech Plewiński).
A jednak Kasi się udało.

Katarzyna Kubisiowska ŻAR, ŻARLIWOŚĆ, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2024
Tekst jest przedmową do tej książki.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















