Życie na gruzach Christianitas

Procesy związane z laicyzacją społeczeństwa, które poważnie osłabiły Kościół na zachodzie Europy, dotarły szybko do naszego kraju.

30.08.2015

Czyta się kilka minut

 / Fot. Yasuyoshi Chiba / AFP / EAST NEWS
/ Fot. Yasuyoshi Chiba / AFP / EAST NEWS

We wrześniu 2013 r., spotykając się z duchowieństwem Wiecznego Miasta, papież Franciszek stwierdził, że „nigdy Kościół nie miał się tak dobrze, jak dzisiaj, to piękny moment Kościoła”. Ta papieska diagnoza dotycząca aktualnej sytuacji Kościoła spotkała się z gwałtowną reakcją, przede wszystkim ze strony środowisk tradycjonalistycznych. Ożywiły się fora i blogi internetowe, gdzie kpiąc z papieskiego przesłania zaczęto ukazywać „Kościół w ruinie”: sprzedawane budynki sakralne, zamykane seminaria, opustoszałe klasztory. Zdaniem katolików sympatyzujących z lefebrystami Kościół przeżywa poważny kryzys, którego genezy należy szukać w reformach Soboru Watykańskiego II i w zerwaniu ciągłości wielowiekowej tradycji. Sama kwestia oczywiście jest o wiele bardziej złożona. Publikowane każdego roku dane statystyczne wskazują raczej na stały wzrost liczby katolików oraz powołań kapłańskich i zakonnych, choć oczywiście radykalnie zmienia się geografia Kościoła. Rozwija się on na terenach jeszcze do niedawna uznawanych za misyjne, natomiast na terenach będących w przeszłości ostoją katolicyzmu spadek liczby wiernych i duchownych jest niezaprzeczalnym faktem.


Dwa klasztory


W 2006 r. zatrzymałem się na dłużej w hiszpańskiej Sewilli. Zamieszkałem w naszym franciszkańskim klasztorze św. Bonawentury, oddalonym zaledwie o kilkaset metrów od centrum miasta. Obecny klasztor to zaledwie niewielka część dawnego i w większości nieistniejącego już budynku. W latach swej największej świetności (XVI-XVII w.) w budynku tym mieszkały setki zakonników, przygotowując się do wyjazdu na misje do nowo odkrytego świata. Z dawnych budynków pozostała tylko niewielka część: dawny kościół już nie istnieje, a jego rolę przejęła wewnętrzna, zakonna kaplica, która i tak jest o wiele za duża w stosunku do aktualnych potrzeb.


Klasztor pełni dziś funkcję domu formacyjnego dla niewielkiej grupy kleryków – studentów filozofii. Studenci teologii mieszkają w innym klasztorze, znajdującym się w ubogiej dzielnicy, na peryferiach miasta. Mieszkają w skromnym budynku, dzieląc dom z grupą młodych ludzi, byłych narkomanów i alkoholików, którzy po okresie leczenia starają się wrócić do normalnego życia. Byli narkomani i franciszkańscy klerycy wspólnie się modlą, spożywają posiłki, pracują, odpoczywają.


Przebywając w Sewilli, miałem okazję zwiedzić zabytki przepięknej i gościnnej Andaluzji. Alcazar, Alhambra w Granadzie, Mezquita (katedra) w Cordobie – świadectwa z okresu największej potęgi Królestwa Hiszpanii, rekonkwisty i zamorskich podbojów. Mogłem uczestniczyć w wielu procesjach religijnych, tak charakterystycznych dla tego regionu: adorować Najświętszy Sakrament umieszczony w ogromnej, srebrnej monstrancji, niesionej przez ośmiu mężczyzn w czasie procesji Bożego Ciała; patrzeć na taniec Seises – małych chłopców ubranych w barokowe stroje, którzy w ten sposób oddają cześć Eucharystii. Świadectwa dawnej żywej wiary i religijności, które obecnie pełnią najczęściej rolę turystycznych atrakcji.


Miasto, a w nim dwa franciszkańskie klasztory: jakże różne i wyjęte niejako z dwóch różnych epok. Ten w centrum miasta to świadek dawnej Christianitas; ten na peryferiach to żywy Kościół, gdzie zakonnicy dzielą „radości i nadzieje, smutek i trwogę z ludźmi współczesnymi, z ubogimi i cierpiącymi” (soborowa Konstytucja o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”). Z jednej strony Kościół muzealnych dzieł sztuki i atrakcji dla turystów, z drugiej żywa wspólnota.


Sekularyzacja polskiego Kościoła


Przez długie dziesięciolecia Kościół w Polsce szczycił się, że jest prawdziwą „wyspą” na mapie dechrystianizującej się Europy. Jednakże procesy związane z laicyzacją społeczeństwa, które tak poważnie osłabiły Kościół na zachodzie Europy, w ciągu zaledwie ćwierćwiecza polskiej wolności dotarły do naszego kraju. Przygotowywałem się do kapłaństwa w seminarium zakonnym, które w latach 90. tętniło życiem: w nowym gmachu mieszkało ponad 60 kleryków, obecnie kształci się tam zaledwie 16 braci. Większość pomieszczeń, gdzie jeszcze kilka lat temu mieszkali klerycy, pełni dziś funkcję pokoi gościnnych.


Śledząc głos niektórych hierarchów oraz katolickich publicystów próbujących zmierzyć się ze zjawiskiem pustoszejących kościołów oraz topniejącym zapleczem osób duchownych, łatwo wyodrębnić dwie zasadniczo różne i skrajne postawy. Możemy więc zauważyć z jednej strony tych, którzy wspominając poprzedni stan i nie mogąc pogodzić się ze zmianami, przyjęli postawę zabezpieczenia tego, co jeszcze nie utracone, starając się jednocześnie wszelkimi sposobami umacniać swe wpływy, często także za cenę politycznych sojuszów z ośrodkami władzy. Z drugiej strony mamy głos tych, którzy pragnąc przeciwstawić się eksodusowi wiernych, próbują pójść na ustępstwa wobec świata, rezygnując z części głoszonych przez Kościół prawd i wartości. Obie postawy, choć przeciwstawne, stawiają sobie ten sam cel: sprawić, aby kościoły na nowo wypełniły się rzeszami wiernych.


Czy jednak pomimo obowiązującego wszystkich chrześcijan obowiązku ewangelizacji i tego, że Ewangelia skierowana jest do wszystkich, należy dążyć za wszelką cenę do tego, aby Kościół rozrastał się liczebnie? Czy o prawdziwości chrześcijańskiej religii świadczy statystyka zmierzająca do czysto ilościowego ujęcia wiary, na przykład poprzez samo tylko uczestnictwo w rytach religijnych?


Sam Chrystus w Ewangelii najlepiej odpowiada na niepokojące niektórych ludzi problemy, wskazując, że metoda stosowania liczb jest w tej dziedzinie niewspółmierna: ,,Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo” (Łk 12, 32).


Przykład z Ameryki Łacińskiej
Żyjemy w okresie szybkich zmian w strukturach religijności i stajemy wobec poważnych pytań dotyczących przyszłości Kościoła. Ufni zapewnieniom Chrystusa, wierzymy, że bramy piekielne go nie przemogą (por. Mt 16, 1), co jednak nie znaczy, że przetrwa on w strukturach znanych nam z historii – także tej nieodległej, w której sami dorastaliśmy.
Victor Codina, hiszpański jezuita, który swoje życie związał z Boliwią, opublikował w 2008 r. artykuł o znamiennym tytule: „Agonia Christianitas”. Analizując aktualną sytuację Kościoła, wskazał na zmierzch pewnej formy jego istnienia, a mianowicie tej dominującej w ciągu wielu wieków, która obecnie znalazła się w nieodwracalnym kryzysie. Agonia Christianitas sama w sobie nie oznacza agonii chrześcijaństwa, a jedynie modelu jego funkcjonowania, którego początków należy szukać w IV w. Model ten wiąże się z edyktami cesarzy Konstantyna Wielkiego i Teodozjusza; wzmocniony następnie w okresie reformy gregoriańskiej (Grzegorz VII), osiągnął punkt szczytowy wraz z teokracją papieską Innocentego III i utrzymywał się aż do Soboru Watykańskiego II. Był to czas, kiedy to Kościół identyfikował się ze społeczeństwem, które składało się w zdecydowanej większości z ludzi ochrzczonych i kiedy to Kościół determinował całość porządku społecznego, politycznego, kulturowego, prawnego i moralnego obywateli.


Według Codiny, chociaż spóźniony o kilka wieków, Sobór Watykański II skończył z paradygmatem Christianitas. Wydarzenie to może być wspaniałą okazją dla całego Kościoła, aby chrześcijaństwo mogło w całkowicie nowym stylu rozpocząć swoją misję. Stwarza bowiem okazję do przejścia z Kościoła tradycyjnego i Kościoła mas do Kościoła ludzi wolnych i głęboko przekonanych do wyznawanej wiary; z Kościoła tłumów do Kościoła wspólnoty wierzących, chociaż będzie to maleńka trzódka porozrzucana po świecie i często żyjąca w diasporze; z Kościoła klerykalnego identyfikowanego z hierarchią do Kościoła społeczności Ludu Bożego, gdzie wierni świeccy stanowić będą większość i to oni staną się protagonistami dzieła nowej ewangelizacji; z Kościoła dbającego o przestrzeganie praw i doktryny do Kościoła, którego priorytetem jest doświadczenie osobistego spotkania z Panem...


Wszystkie te elementy szczegółowo wymienione przez Codinę posiadają swoje konkretne praktyczne konsekwencje, które należy wcielić w życie. Codina wskazuje m.in., że spadek liczby kandydatów do kapłaństwa powinien doprowadzić do postawienia pytań dotyczących osób żyjących w małżeństwach, które mogłyby przyjąć ten sakrament (viri probati), sposobów formacji kandydatów do święceń, a także otworzyć Kościół na inne formy służby. Natomiast spadek powołań zakonnych może przyczynić się do tego, że osoby konsekrowane zaczną żyć pełnią swojego powołania, stając się dla świata znakiem życia nadprzyrodzonego, przepojonego mistyką, i zrezygnują na rzecz osób świeckich z zadań, które wierni żyjący w świecie mogą swobodnie wykonywać (np. szkolnictwo i edukacja, służba zdrowia itp.).


CZYTAJ: AGONIA CHRISTIANITAS

KS. VICTOR CODINA SJ: Kiedy ktoś umiera, pozostawia dziedzictwo, krtóre należy zebrać i rozdzielić. Nie można go roztrwonić. Co dobrego pozostawiła nam Christianitas, abyśmy to przejeli i odpowiednio zagospodarowali?


Benedykt i Franciszek


Hiszpańsko-boliwijski teolog opublikował swój tekst w okresie pontyfikatu Benedykta XVI, papieża nie tylko wielkiej mądrości, ale nade wszystko głębokiej wiary, którego osobiście lubię określać jako ostatniego z romantyków. Papież ten mówił do świata językiem, którego świat współczesny często nie rozumiał. Był to język wysublimowanej teologii, język pięknych liturgicznych szat i gestów. Benedykt XVI chciał w ten sposób przeciwstawić się kulturze tymczasowości. Czy jednak ten sposób wyrazu okazał się skutecznym, aby nawiązać kontakt ze światem?


Czy Franciszek, papież z końca świata, używając innego sposobu komunikacji, jest w stanie lepiej nawiązać dialog ze współczesnością? W wielu miejscach styl papieża Franciszka spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem, wzbudził nieukrywany zachwyt, dla innych natomiast stał się znakiem lekceważenia wiekowych tradycji i spotęgował jedynie tęsknotę za tym, co minęło. Być może rzeczywiście asystujemy agonii dawnej Christianitas i narodzinom nowej formy Kościoła. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2015