Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wskazówki dla biskupów na temat adhortacji o rodzinie

Wskazówki dla biskupów na temat adhortacji o rodzinie

03.04.2016
Czyta się kilka minut
Do biskupów trafił już tekst najnowszej adhortacji Franciszka „Amoris Laetitia”. A wraz z nim list, który wprowadza w treść papieskiego dokumentu.
Papież Franciszek
Watykan, marzec 2016 r. / fot. AP / FOTOLINK
P

Przesłany przez Sekretariat Synodu list, który prezentuje linię przewodnią dokumentu, nawiązuje do 34. punktu adhortacji „Evangelii gaudium, zauważającego, że dzisiaj często orędzie Jezusa utożsamiane jest z „drugorzędnymi aspektami”. Zatem „musimy być realistami i nie traktować jako pewnik, iż nasi rozmówcy znają pełne tło tego, o czym mówimy”. Obszerne fragmenty listu przytacza Angela Ambrogetti we włoskiej wersji serwisu Catholic News Agency.

Sekretariat Synodu zauważa, że „styl papieża Franciszka wiąże się z koniecznością »odnowy«, a nawet więcej, z prawdziwym »nawróceniem« języka”. Cel adhortacji jest jasny: „sprawić, aby Ewangelia była czytelną i mogła dotrzeć do wszystkich. Przepowiadanie Ewangelii nie może być teoretyczne lub oderwane od konkretnego życia ludzi. Mówić dzisiaj do rodzin nie znaczy wcale zmieniać doktryny, ale wiąże się z koniecznością właściwej »inkulturacji« podstawowych zasad doktryny, aby mogły być one zrozumiałe i praktykowane. Nasz język ma zachęcać i umacniać każdy krok i każdą decyzję każdej konkretnej rodziny”.

Działaności duszpasterskiej powinno zatem zawsze towarzyszyć rozeznanie i dialog. „Rozeznanie – czytamy w liście skierowanym do biskupów – domaga się dzisiaj tego, aby nie brać za pewnik czytelności i zrozumienia sformułowanej prawdy oraz wynikajacych z niej wskazówek majacych pomóc w dokonywaniu wyborów.

Papież Franciszek, podobnie zresztą jak jego poprzednicy, pyta się w jakim zakresie duszpasterze dokonują odpowiedniego rozeznania mając na uwadze różnorodność sytuacji w jakim żyją nie tylko nasi wierni, ale w ogóle współcześni, w jakiej żyją rodziny. Rozeznanie to powinno towarzyszyć nam zawsze i nie dotyczy tylko zetknięcia się z sytuacją wyjatkową. Jest ono stałym procesem otwarania się na Słowo Boże, aby rozświetlić konkretną sytuację życia, pomóc w dochowaniu wierności Duchowi; ma pomóc w dokonywaniu wyborów z miłością, biorąc pod uwagę sytuacje konkretne i w miarę osobistych możliwości konkretnego człowieka i konkretnej rodziny. Rozeznanie ma pomóc, aby człowiek mógł nieustannie wzrastać w dobru.

Jedną z charakterystyk rozeznania ignacjańskiego jest bardzo mocne zwrócenie uwagi nie tylko na prawdę obiektywną, ale także na elementy subiektywne podmiotu wyrażające się na przykłąd w jego dobrej woli i w pragnieniach. Rozeznanie jest dialogiem pasterzy z Dobrym Pasterzem w poszukiwaniu dróg zbawienia owiec”.

Dialog i myśl „niedokończona” pozostawiająca otwartą przestrzeń dla drugiego, to klucz do zrozumienia tekstu adhortacji, gdyż postawa papieża Franciszka jest postawą dialogu. „Myśl, którą papież definiuje jako »niedokończoną« jest postawą pozostawiającą przestrzeń drugiemu; nie jest to postawa koncentrująca się na sobie (autoreferencyjna), nie ma ona prowadzić ku monologowi, nie jest ona osadzoną w abstrakcji. Dialog polega jednak także na tym, że podobnie jak nie zamykamy się na to, co inny myśli, równocześnie jasno ukazujemy to, co my sami wiemy.

Franciszek wskazuje na dwa rodzeje podmiotów, które nie podejmują dialogu, ponieważ obydwie te postawy „koncentrują się jedynie na samych sobie: niektórzy redukują się tylko do tego co wiedzą lub czują (postawa, którą możemy określić jako »gnostycyzm«), inni natomiast sprowadzają wszystko do siły: »tak ma być« (postawa, którą można nazwać »neopelagianizmem«). Dialog zakłada przekonanie o naszej istocie, jako bytu społecznego, wspólnotowego, o naszej niewystarczalności indywidualnej, która jest wartością ze wszech miar pozytywną, gdyż nie pozwala nam trwać w zamknięciu i otwiera nas na miłość, dzięki której zresztą istniejemy”.

Twierdzenie, że „podmiotami jesteśmy wszyscy, nie może prowadzić do tworzenia wspólnoty, która byłaby prostą sumą indywidualności, lecz oznacza całość rozumianą jako lud. Papież proponuje zatrzymać się na tym aspekcie, aby zrozumieć czym jest Kościół jako wierny lud Boży. Papież rozumie społeczność w sensie włączającym (inkluzywnym). Znaczy to podjąć wysiłek celem zaakceptowania różności, otwarciem się na dialog z tymi, którzy myślą inaczej, faworyzowania uczestnictwo tych, którzy mają inne zdolności”.

Dialog i rozeznanie splatają się wzajemnie i obligują duszpasterzy we właściwym rozeznaniu każdej sytuacji według linii nakreślonej już w „Familiaris Consortio i w „Sacramentum Caritatis.

W konsekwencji tego wszystkiego co powyżej, „duszpasterska troska nie może być interpretowana jako przeciwstawienie się prawu. Wręcz przeciwnie: miłość do prawdy wymaga znalezienia punktu spotkania pomiędzy prawem a duszpasterstwem. Prawda nie jest abstrakcją, lecz dotyka rzeczywistości ludzkiej i chrześcijańskiej każdego z wiernych. Jednakże duszpasterstwo nie może być postrzegane jako sucha aplikacja praktyczna tego co wypływa z teologii. Nie chodzi o to, aby dostosowywać duszpasterstwo do teologii, ale aby odnaleźć w doktrynie pierwotny i konstytutywny zamysł pastoralny”.

Papież wskazuje na podstawowy jezyk, którym oczywiście jest język miłosierdzia, który wciela prawdę w życie. Tekst papieskiej adhortacji nie ma na celu zatem zmieniać doktrynę, ale „na nowo skontekstualizować doktrynę w służbie misji duszpasterskiej Kościoła. Doktryna ma być interpretowana w odniesieniu do serca chrześcijańskiej kerygmy i w świetle kontekstu duszpasterskiego w jakim ma zostać zaaplikowana, zawsze pamietając o tym, że najwyższym prawem [suprema lex] musi być zawsze zbawienie dusz [salus animarum], tak jak to jest okreslone w ostatnim kanonie Kodeksu Prawa Kanonicznego: »mając przed oczyma zbawienie dusz, które zawsze winno być w Kościele najwyższym prawem« (Kanon 1752)”.

Wraz z przesłanymi wskazówkami biskupi otrzymali także niektóre fragmenty „Teologii ciała” Jana Pawła II z katechez wygłoszonych w latach 1980-82, a także teksty katechez papieża Franciszka poświęcone rodzinie wygłoszone w ostatnich dwóch latach.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Tę absurdalną konfrontację pokazał już Apostoł Paweł pisząc: "im bardziej wzmaga się grzech, tym bardziej rozlewa się miłosierdzie". Prawo oskarża każdego człowieka, Krzyż uniewinnia każdego-simul justus et peccator...Czy chrześcijanie dojrzeli już do takiego ewangelicznego radykalizmu? Powinni-skoro mają być "solą tego świata". Jak przekazać np. naukę dotyczacą prokreacji-gdzie Prawo oskarża kobietą(małżonków) nawet za menstruację kobiety(aborcja z zaniechania), zaś Ewangelia mówi o "miłosierdziu,które sięga samego dna piekła"; i dotyczy także i tej kobiety(Rosjanki),która przed kamerą telewizyjną chwaliła się z dokonanych 42 aborcji-jak jakaś "przodownica pracy". Dlatego chrześcijanie muszą bardziej zdecydowanie głosić "absurdy" Objawienia, by ludzkość uchronić przed całkowitym pogrążeniem się w chaosie.

Już rozumiem przyczyny, dla których znów "przemówił" Papa-emeryt:))) Tekst - obok. Proponowany przez papieża Franciszka "dialog" może być tez polecony lekarzom, którzy powinni skonsultować z chorym rodzaj terapii i dobór leków. Tak już dzieje się w Wielkiej Brytanii w publicznej służbie zdrowia, gdzie pani doktor pokazuje listę leków i kaze sobie cos wybrać:))) Obawiam się, ze Kościół spływa po równi pochyłej.

Sacrum bez dostępu człowieczego profanum? To w takim razie, co jest istotą Trójcy Świętej, gdzie Syn jest Bogiem i człowiekiem zarazem-jest trynitarna, czy tryteistyczna? Dlaczego "Izrael", to "naród wybrany", który "zmaga się z Bogiem"? Dlaczego u chrześcijan Bóg nie "zarządza człowiekiem", tylko mu oddaje się jako ofiara "pełna i czysta"? Jeżeli człowiek spada nawet na samo dno piekła, to Kościół winien tam za nim podążyć- tak jak Chrystus Odkupiciel...

Bez wykręcania kota ogonem: Bóg jest życzliwy człowiekowi, co nie znaczy, ze można robic, co się chce, bo Bóg i tak przebaczy. Wiara i oddanie się Bogu chrześcijańskiemu nakłada określone obowiązki. Czasem trudne do spełnienia, ale trzeba mieć świadomość, że się zrobilo źle, i mieć wole, aby tego więcej nie robić. Od tego jest Sakrament Pojednania, a następnie Eucharystia, w której bez wyznania win i zalu za grzechy nie należy uczestniczyć.

...ale wręcz szalony z miłości do człowieka. Dlatego w pełni jedna się z człowiekiem w sakramencie Eucharystii, która jest Dziękczynieniem za niezasłużoną łaskę szaleńczej(z naszego człowieczego punktu widzenia)miłości Boga. Zaś "określone obowiązki" jak się mają do Prawa Bożego, które "trzeba wypełnić co do joty", by na zbawienie sobie zasłużyć bez łaski?

Bóg szalony z milosci do czlowieka...a po czym Pan to poznaje? Bo chyba nie z ogladu rzeczywistosci:)))) Prosze sie zgodzić z tym, ze nie mamy pojecia, jaki jest Bóg i czego chce, poki nie przeczytamy Pisma Świetego. A wnioski stamtad płynące raczej nie wskazuja ani na wielka Milość, ani na wielkie Milosierdzie:))) W Eucharystii Bóg nie pojedna sie z Panem, jesli bedzie pańskie sumienie obciazone wina niewyznaną i niezadośćuczyniona. W przeciwnym razie bedzie to jedynie świetokradztwo

Po tym, że istnieję nie swoim istnieniem i mam wolną wolę zanegować ten dar istnienia od Boga-zanegować samego Boga. W wolnym wyborze mogę Boga splugawić, ale i tak Go muszę "zabić" i "zjeść",żeby istnieć. Mogę być za to wdzięczny w Eucharystii, ale nie powinienem się łudzić, że nie potrzebuję Jego daru, by istnieć. Istotą chrzescijańskiej świętości jest eucharystyczna wdzięczność, a nie satysfakcja jakiegoś "dobrego uczynku", czy "poprawy", bo nasze postępowanie nigdy nie będzie do końca dobre.

Jakze Pan nie może istnieć bez Eucharystii, jak istnieją bez niej miliardy ludzi? No i nadal Pan nie zdradził, dlaczego uważa Pan Boga za oszalałego z Milosci:))) Mnie się czasem wydaje, ze On nami wręcz gardzi. Choćby dlatego, ze nigdy nie będziemy doskonali, a więc musimy się płaszczyc i przepraszać, przepraszać i kajać się, ze tacy jesteśmy do niczego...

lepiej jest pacjentowi przepisać tonę leków firmy z którą ma się nieformalny układ i w zamian zafundować sobie ciepłe wakacje, a co tam, że na rynku jest podobny lek 2 razy tańszy, pacjent ma łykać co mu lekarz każe i płacić.

leczą się ludzie pokancerowani na frocie życia. Tylko w tym szpitalu, to raczej wszyscy leczą się nawzajem, a wydzielony "personel medyczny" i "pacjenci", to raczej tylko konwencja. Zabrzmi to może jak bigoteryjny kato-banał, ale tak naprawdę leczy człowieka Chrystus i Jego Krzyż. Jak? Tego nie wiem. Ale chyba doświadczam...

-dziękczynienie Bogu Stwórcy. To dziękczynienie rodzi w nas Syna, który jest w istotnej jedności z Ojcem. Choć można biologicznie istnieć bez tego "pokazu", ale tylko tak długo, jak trwają biologiczne funkcje ciała-to nasza ludzka świadomość bez Objawienia. Objawienie składa się z Tory i z Ewangelii. Tora pokazuje cenę za nasze istnienie-doskonałość. Ewangelia mówi o zapłacie za nasze istnienie przez samego wierzyciela-i to jest właśnie "buchalteryjne szaleństwo" Boga chrześcijan: miłosierna sprawiedliwość. Ale tylko takie szaleństwo jest zdolne przezwyciężyć śmierć-przede wszystkim jako fakt determinujący indywidualną i społeczną świadomość. Ale przecież nie tylko nasza świadomość dostępuje zbawienia; ale to już misterium zmartwychwstania, którego, da Bóg, doświadczymy i ciałem. Przed wierzycielem pewnie trzeba się kajać i przepraszać,ze zwlekamy ze spłaceniem długu. Ale co robić, gdy wierzyciel ten dług sam zapłacił?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]