Za sprawą ptasiej grypy na dalszy plan schodzi problem znacznie trudniejszy. Indyki można wybić i spalić, a dobrego rozwiązania w sprawie modernizacji kolei linowej na Kasprowy Wierch nie widać. Apel, wystosowany przez ekologów do nowego ministra środowiska, jeszcze raz pokazuje ciemną stronę inwestycji: dwukrotnie zwiększona przepustowość oznacza nie tylko ułatwienia dla narciarzy, ale też większy ruch turystyczny w wyższych częściach Tatr. Kozicom i świstakom raczej się to nie spodoba. Wbrew deklaracjom Tatrzańskiego Parku Narodowego na razie nie wiadomo, jak skutecznie kontrolować liczbę turystów wjeżdżających na Kasprowy. Modernizacja trwa mimo negatywnych opinii sądu i Komisji Europejskiej.
Jeżeli do nowych wagoników ustawią się jeszcze większe tłumy, to ogonki nie znikną, a narciarze i turyści ulgi nie poczują. Ekolodzy apelują więc, by minister Nowicki do otwarcia kolejki nie dopuścił. Reakcji na razie brak. Szkoda, bo nadmiar turystów jest dla niewielkich Tatr równie niebezpieczny co ptasia grypa w zagrodzie.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















