Ziarna gniewu. Zboże z Ukrainy dzieli Polaków i Unię

Niedawno wzeszło, ale już wywołuje napięcia. Pytania o tegoroczne zbiory zbóż w Ukrainie niespodziewanie znalazły się w centrum polskiego sporu politycznego, a wkrótce sięgną także Brukseli.

07.04.2023

Czyta się kilka minut

Rolnicy ze stowarzyszenia „Oszukana wieś” protestują przeciwko nieudolności rządu w  sprawie importu zboża z Ukrainy. Czerniczyn, 4 kwietnia 2023 r.  / JAKUB ORZECHOWSKI / AGENCJA WYBORCZA.PL
Rolnicy ze stowarzyszenia „Oszukana wieś” protestują przeciwko nieudolności rządu w  sprawie importu zboża z Ukrainy. Czerniczyn, 4 kwietnia 2023 r. / JAKUB ORZECHOWSKI / AGENCJA WYBORCZA.PL

Wśród oficjalnych fotografii z ostatniej wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Polsce nie ma ani jednej, na której ukraiński prezydent całowałby w geście powitania bochen chleba. Pewnie to zbieg okoliczności, ale znamienny: w temperaturze, jaką osiągnęła dyskusja o zbożu z Ukrainy zalewającym od miesięcy polski rynek, nawet tak niewinny gest mógłby podziałać zapalnie.

Organizacje rolnicze szacują, że od 24 lutego ub. roku naszą granicę przekroczyły co najmniej 4 mln ton zbóż, które miały tranzytem dotrzeć następnie do odbiorców w innych krajach, ale zostały w Polsce. Efekt? W rejonach przygranicznych znalezienie pustych silosów zbożowych graniczy dziś z cudem. Konkurencję ze strony tańszego ziarna z Ukrainy widać już nawet w punktach skupu, które przy granicy płacą za tonę pszenicy o 20-25 proc. mniej niż w głębi kraju. Dla rolników, którzy o tej porze roku upłynniają część zbożowych nadwyżek, żeby zebrać kapitał niezbędny do wiosennych zasiewów i prac polowych, to fatalny zbieg okoliczności.

Powody do niepokoju mogą mieć także konsumenci. Jak donosi „Rzeczpospolita”, ukraińskie ziarno nie przechodzi, jako przeznaczone do tranzytu, badań pod kątem zawartości metali ciężkich i innych szkodliwych substancji – a o takie zanieczyszczenia w regionach przyfrontowych bardzo łatwo.

Sześć plus cztery

„Omówiliśmy sprawy dotyczące naszych rolników: rolników ukraińskich i rolników polskich – zapewnił Zełenski zaraz po ubiegłotygodniowym spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim – Uważam, że w najbliższych dniach, tygodniach już będzie ostateczne rozwiązanie wszelkich spraw”.

W podobnym tonie od kilku tygodni wypowiadają się politycy PiS. Porozumienie z organizacjami rolniczymi, zawarte przez resort rolnictwa 30 marca, w 11 punktach kreśli plan, który jeszcze przed żniwami ma doprowadzić do wywiezienia nadwyżki zbóż z kraju oraz wesprzeć rolników rekompensatami w kwocie do 520 mln zł. Rząd zapowiada również wystąpienie do Brukseli o przywrócenie ceł na ukraińskie surowce rolne, uchylonych po wybuchu wojny, a sam planuje udrożnienie przepustowości krajowych portów, zaostrzenie kontroli granicznych i dokładniejsze monitorowanie tranzytu przez Polskę.

Rolnicy przyjmują te deklaracje z zadowoleniem, ale mają poważne wątpliwości co do wcielenia ich w życie. W podobnym tonie wypowiadają się politycy opozycji i eksperci. „Rząd kupił sobie spokój tylko do świąt wielkanocnych” – ocenił w TVN Marek Sawicki, były minister rolnictwa z PSL, po czym dodał: „W 2021 roku Polska wyeksportowała rekordowe 4,5 mln ton zboża, ale w roku 2022 już tylko 3,8 mln ton, i to przy jednoczesnym wpływie z Ukrainy około 2 mln ton kukurydzy, prawie miliona ton rzepaku i około miliona ton pszenicy. My mamy swoją produkcję na poziomie 35 mln ton, a zużycie na poziomie 29 mln, trzeba zatem wyeksportować 6 mln ton naszego zboża i dodatkowo 4 mln ton z Ukrainy. Nie mamy takiej mocy przepustowej”.

Monika Piątkowska, prezeska Izby Zbożowo-Paszowej, zwraca w rozmowie z Interią uwagę na jeszcze jeden problem. „Według naszych wyliczeń moglibyśmy do lipca wyeksportować z Polski 3 mln ton zboża, głównie drogą morską. Musimy jednak uwolnić nabrzeża w portach, przy których wciąż stoją statki z węglem. Trzeba go wyładować i wyczyścić ładownie statku, co trwa 5-7 dni. 200 tys. ton można co miesiąc wywieźć ciężarówkami do Niemiec” – tłumaczyła ekspertka, podkreślając konieczność nacisków dyplomatycznych na kraje, które mogłyby kupić te nadwyżki. A czasu jest coraz mniej. W lipcu na rynek wejdzie krajowe zboże z tegorocznych, zapewne urodzajnych zbiorów, które szacuje się na około 35 mln ton.

– Największym importerem zboża, 9 mln ton rocznie, jest Egipt. Na ten rynek pszenicę eksportują choćby Niemcy, ale Polska nie. Problem jest na poziomie naszych służb fitosanitarnych. To mur, ściana, nawet wicepremier Kowalczyk był zirytowany ich postawą – kwituje Piątkowska.

„Swego rodzaju kryzys”

Nie ulega wątpliwości, że jeśli PiS nie da sobie rady ze zbożowym impasem, rywale postarają się, aby ten upadek był bolesny. Do politycznych żniw szykuje się zwłaszcza Konfederacja, która zwietrzyła okazję do zdobycia punktów poza żelaznym elektoratem. Zbożowy kryzys niespodziewanie nadał realistycznego kontekstu formułowanym przez polityków tej partii teoriom spiskowym o „Ukropolu” budowanym rzekomo przez Warszawę i Kijów. Silosy zapchane zbożem ze wschodu pozwalają teraz konfederatom wykrzykiwać triumfalnie: „a nie mówiliśmy?”, i walczyć o poparcie na wsi, gdzie dziś króluje PiS. „Straty dla gospodarki są liczone w miliardach. To jest naprawdę wielka afera gospodarcza” – grzmiał niedawno Krzysztof Bosak.

Wobec politycznych dział takiego kalibru partia rządząca jest na razie bezsilna. Premier Morawiecki stara się minimalizować straty wizerunkowe i mówi o „swego rodzaju kryzysie” na rynku, ale i dla wyborców ze wsi, i dla jego konkurentów o ich rękę jasne jest, że PiS ewidentnie zaspał. Nie pomoże nawet ogłoszona w pierwszych dniach kwietnia dymisja ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka, która wygląda raczej na polityczne auto da fé niż próbę rozwiązania problemu.

Rząd PiS nie tylko przegapił moment, w którym nieprawidłowości w tranzycie zbóż z Ukrainy zaczęły się szerzej przebijać do publicznej świadomości, ale też za długo mamił rolników nietrafionymi prognozami. W czerwcu ub. roku, kiedy o problemie ukraińskiego zboża mówił i PSL, i Donald Tusk, Kowalczyk uspokajał, że nie ma powodów do nerwowości. Przeciwnie, czas miał rzekomo grać na korzyść polskich rolników, bo „w kilkudniowej perspektywie ceny mogą spaść, jednak w dłuższym czasie zboże na pewno nie będzie tanie”. Minister powoływał się wówczas na prognozy, które zakładały, że Rosja skutecznie sparaliżuje nie tylko żniwa w Ukrainie, ale także eksport zbóż, co poskutkuje ostrym deficytem na światowych rynkach, a w efekcie – zwyżką cen.

„Tak naprawdę to MATIF dyktuje ceny” – mówił Kowalczyk 23 czerwca ub. roku. Pszenica kosztowała wtedy na tej paryskiej giełdzie płodów rolnych ponad 400 euro za tonę i od wybuchu wojny podrożała o prawie 120 euro. Potem jednak nacisk społeczności międzynarodowej na Moskwę sprawił, że przez Morze Czarne szerokim strumieniem zaczęło płynąć zarówno ziarno świeżo zebrane z ukraińskich pól, jak i to, którego tamtejsi plantatorzy nie zdążyli wyeksportować przed wybuchem wojny. Od 1 sierpnia 2022 r. do początku marca Ukraina dostarczyła tą drogą 18 mln ton pszenicy, kukurydzy, jęczmienia i nasion oleistych, czyli aż 60 proc. całego eksportu zbóż.

Jak podkreśla Sławomir Matuszak, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich specjalizujący się w badaniach nad ­ukraińską gospodarką, w inicjatywie udrożnienia czarnomorskiego korytarza chodziło jednak nie tyle o dostawy ukraińskiej pszenicy czy kukurydzy bezpośrednio do krajów globalnego Południa, ile o obniżenie ceny zbóż na światowych rynkach. Sukces tej inicjatywy oznaczał, że w łeb wezmą prognozy, którymi PiS uspokajał rolników. 1 sierpnia 2022 r., w pierwszym dniu funkcjonowania korytarza, cena tony pszenicy w Paryżu oscylowała na poziomie 325 euro. Na początku tego roku spadła poniżej 300 euro i wciąż tanieje. Na domiar złego Międzynarodowa Rada Zbożowa IGC w pierwszej tegorocznej prognozie szacuje, że na całym świecie zbiory zbóż wyniosą 2,28 mld ton i będą wyższe od zeszłorocznych o 33 mln ton – a to raczej nie zapowiada odwrócenia trendu spadkowego cen.

Unia dwóch prędkości

W tej sytuacji rząd sięga więc po ulubioną kartę i próbuje zrzucić winę na Brukselę. Składając rezygnację, minister Kowalczyk nie omieszkał zaznaczyć, że odchodzi „widząc, że podstawowy postulat rolników przez Komisję Europejską nie zostanie spełniony”. Chodziło oczywiście o zapowiedź (oprotestowanego przez Polskę) przedłużenia bezcłowego importu ukraińskiego zboża do UE o kolejny rok, do 5 czerwca 2024 r. Kowalczyk oskarżył również Brukselę o brak zainteresowania zorganizowaniem szczelnych korytarzy tranzytowych, którymi ukraińska pszenica, kukurydza i jęczmień płynęłyby do odbiorców spoza Wspólnoty – choć tu inicjatywa była przede wszystkim po stronie Warszawy.

Janusz Wojciechowski, unijny komisarz do spraw rolnictwa, wysłany do Brukseli przez PiS, nie wyklucza przywrócenia ceł na granicy Unii z Ukrainą. W praktyce może się to jednak okazać trudniejsze, niż gotów jest przyznać sam Wojciechowski. Ukraina jest bowiem jednym z najważniejszych dostawców surowców spożywczych na rynki wspólnotowe. W 2021 r., jak podaje Eurostat, Unia pozostawiła u ukraińskich kontrahentów aż 28 proc. z 1,7 biliona euro wydanych na import zbóż. Plus co dziesiąte euro przeznaczone na zakup olejów i nasion oleistych.

Dla niektórych krajów członkowskich dostawy zbóż z Ukrainy mają o wiele większe znaczenie niż dla państw z nią sąsiadujących, jak Węgry, Rumunia czy Polska, zbożowo praktycznie samowystarczalnych. Do Holandii czy Hiszpanii Kijów sprzedaje dziś statystycznie trzy razy więcej surowców rolnych niż do Polski. Podczas głosowań w europarlamencie Madryt czy Amsterdam z pewnością nie będą więc palić się do popierania polskich planów ponownego oclenia taniego zboża z Ukrainy. Dla wysoko rozwiniętych gospodarek krajów Europy Zachodniej Kijów jest dostawcą wprost idealnym. Pomimo wysiłków, Ukraina wciąż nie jest w stanie przeskoczyć bariery know how i większość jej eksportu spożywczego stanowią surowce nieprzetworzone. Tamtejsza pszenica wraca więc do ojczyzny w formie włoskich makaronów, ciast i innych wysoko przetworzonych wyrobów, za które zachodni konkurenci każą sobie słono płacić.

Wiele wskazuje jednak na to, że ten stolik przewrócić mogą niebawem zmiany klimatyczne. Gdy Europa, zwłaszcza jej rolnicze południe, zmaga się z postępującym pustynnieniem, Ukraina, położona znacznie korzystniej w strefie klimatu atlantycko-kontynentalnego, wciąż ma wystarczającą ilość opadów atmosferycznych do prowadzenia produkcji rolnej na wielkoprzemysłową skalę. W południowej części kraju, gdzie występują deficyty wody, jeszcze za ZSRS zbudowano z kolei wydajny system kanałów irygacyjnych. Warto też pamiętać, że niemal 50 proc. terytorium zajmują żyzne czarnoziemy, a kolejne 14 proc. – bardzo dobre gleby kasztanowe. Z wyjątkiem pasa na północy oraz na zachodzie, większość Ukrainy jest dziś żyznym polem. W 2019 r. uprawy zajmowały aż 28 mln hektarów, czyli 46,7 proc. powierzchni kraju.

Dziś około 20 proc. Ukrainy okupuje Rosja, a linia frontu zbliżyła się do najżyźniejszych obszarów w centrum kraju, zmieniając je w zaplecze dla wojska. Tysiące pracowników rolnych trafiło do armii, a setki tysięcy hektarów gruntów ornych stało się polami minowymi. Produkcję utrudniają reglamentacje energii elektrycznej, ale mimo to ukraińskie rolnictwo wciąż jest potęgą. Prognozy tamtejszej firmy analitycznej APK Inform zakładają, że w tym roku zbiory zbóż na terenie kraju wyniosą 45,7 mln ton – co oznaczałoby spadek tylko o 13 proc. w porównaniu z ubiegłorocznymi zbiorami (52,6 mln ton). Łączna powierzchnia zasiewów pod zboża wyniesie ok. 10,1 mln ha i będzie o 12 proc. mniejsza od areału z 2022 r. Najbardziej, bo aż o 16 proc., skurczą się uprawy pszenicy i kukurydzy – 11 proc.

Status kandydata, który Ukraina otrzymała w zeszłym roku, formalnie otworzył jej drogę do pełnego członkostwa w UE. W strategiach negocjacyjnych Kijów musi jednak uwzględnić także fakt, że po zakończonej wojnie przyjazna dziś Unia może zacząć utrudniać mu dalszą drogę do akcesji – właśnie w obawie przed tym potencjałem. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami ekonomicznymi tzw. Zachodu i Azji oraz wpływem globalizacji na życie… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Ziarna gniewu