Żeby tylko chciało się chcieć

Wielkie emocje, towarzyszące zwykle spotkaniom przywódców najbogatszych państw świata, rozgrzały i tym razem.
Czyta się kilka minut

Alterglobaliści palili auta, wybijali szyby, krzyczeli i bili się z policją. Ekonomiści z przekąsem i zjadliwie komentowali decyzje zapadłe na szczycie grupy G-20 w Toronto, że są niedostateczne i zbyt miękkie. A politycy po kilku dniach obrad za wielkim murem otoczonym kordonem policji rozjechali się do swoich państw w przekonaniu, iż pokonali kolejną rafę na drodze do stabilizacji gospodarczej świata. Pomijając malkontentów czy ideowych marzycieli, w Toronto naprawdę stało się coś ważnego. Bogaty świat stwierdził, że trzeba zrobić kolejny krok w uzdrawianiu globalnej gospodarki ugodzonej przez finansowy kryzys. Pomoc państwowa się skończy, finanse publiczne muszą wrócić do równowagi, inaczej reanimacja się nie uda. Oczywiście poszczególne regiony świata (np. Unia Europejska) już wcześniej same zaordynowały sobie nowe lekarstwo. Ale w świecie połączonym, globalnym efekty są lepsze, gdy wszyscy znają i podążają tą samą drogą, nawet jeśli nie w tym samym tempie.

Na zakończonym właśnie szczycie G-20 ustalono więc, że terapia wymaga teraz obniżenia o połowę deficytów budżetowych. Deficyty jak otłuszczone brzuchy nie pozwalają gospodarkom biec szybciej. Ustalono datę odchudzania - do 2013 roku. Trzy lata dłużej ma trwać ograniczanie deficytów finansów publicznych. Nie uzgodniono jednak sankcji dla tych, którym się to nie uda, kręcą nosami ekonomiści. Jedno jest pewne: bogaty świat zaczyna oszczędzać. Nie ma innej możliwości, by zadłużenie spadło. Obecny rachityczny wzrost gospodarczy nie pozostawia nadziei - bez cięć wydatków nie uda się zaoszczędzić.

Zaproponowana terapia nie jest jednak szokowa. Gwałtowne zmiany mogłyby jeszcze bardziej ograniczyć tempo wzrostu. Tego najbardziej boją się Amerykanie. Za to Europejczycy już wiedzą za sprawą Grecji, że zbyt duży deficyt potrafi zgilotynować rozwój gospodarczy. Może też prowadzić do kolejnego nieszczęścia, czyli wysokiej inflacji, niszczącej wartość pieniądza.

Smakiem obeszli się ci, którzy liczyli na bezpardonowe rozliczenie się państw z bankami, instytucjami finansowymi obwinianymi za wywołanie kryzysu. Postulat globalnego podatku płaconego przez banki nie zyskał akceptacji w Toronto. Decyzje w tej sprawie pozostawiono poszczególnym krajom. Skandynawska lekcja uczy, że taki podatek skutecznie wygania kapitał. A kapitał w świecie pokryzysowym to skarb. Problem, jak odzyskać publiczne pieniądze od banków ratowanych przed upadkiem, pozostaje nierozwiązany.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2010