Załóżmy, że bogów wymyślili ludzie i tak mocno w nich uwierzyli, że oddawali za nich życie. Najwidoczniej człowiekowi ta wiara jest do czegoś potrzebna. I nie chodzi tylko o ludzi religijnych, ale również ateistów – a może nawet przede wszystkim. Oni, rezygnując z życia na rzecz wierności przekonaniom, nie spodziewając się żadnego dalszego ciągu, potwierdzają, że są na tym świecie sprawy warte ceny życia. Nie spieszmy się więc z ogłaszaniem śmierci bogów. To dzięki nim jesteśmy tym, kim jesteśmy. Anioł Ślązak mówi: „Jak Bóg ja jestem wielki, On mały jest jak ja: / Nie może On nade mną, ja być pod Nim wszak” (przekład Andrzeja Lama). Dlatego człowiek, stanąwszy na szczycie swoich możliwości, ze zdziwieniem stwierdza, że więcej przed nim, niż za nim. Widzi niebo, więc po nie sięga, horyzont mu odbiegł, więc rusza za nim.
„Paweł stanął pośrodku Areopagu i powiedział: Ateńczycy! Widzę, że jesteście nadzwyczaj religijni. Kiedy się bowiem przechadzałem, oglądając wasze świątynie, natrafiłem też na ołtarz z napisem: Nieznanemu Bogu. Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając. Bóg, który stworzył świat i wszystko, co jest na nim, jest władcą nieba i ziemi. (...) W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. »Jesteśmy z Jego rodu« – jak to powiedzieli niektórzy wasi poeci”. I może udałoby się Pawłowi pozyskać nowych wyznawców, gdyby nie powiedział, że tenże Bóg wyznaczył już dzień sądu nad światem i „dokona go przez Człowieka, którego powołał i uwierzytelnił wobec wszystkich, gdy Go wskrzesił z martwych”. Tego Ateńczykom nie godziło się słuchać. No bo po co ożywiać ciało, które więzi duszę i jest jej grobem. Dlatego grzecznie podziękowali Pawłowi za wykład i się rozeszli.
Mojżesz przemówił do ludu: „Zapytaj dawnych czasów (...) czy od dnia, w którym Bóg stworzył człowieka na ziemi, (…) jakiś bóg próbował kiedyś przyjść, by przez doświadczenia, znaki, cuda i wojnę wybrać sobie naród spośród innych narodów?”. Idąc za Mojżeszem, Paweł z Tarsu dopowiada: „Teraz widzimy niewyraźnie jak w zwierciadle, potem będziemy oglądać twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, potem poznam tak, jak sam zostałem poznany. Teraz więc trwają wiara, nadzieja i miłość – te trzy. Z nich zaś największa jest miłość”. A zatem nic nie jest już skończone, zamknięte, zabetonowane. Anioł Ślązak twierdzi, że również Bóg: „Niegotowy Bóg się staje w doczesności, / Czym się nigdy nie stał w całej swej wieczności”. My też nie jesteśmy niegotowi. I my, razem z Bogiem, stajemy się ludźmi. Dlatego możemy powiedzieć: „Też jestem synem Boga, koło niego siedzę: / Ducha, krew swą, ciało On rozpozna we mnie”. A zatem trójca: wiara, nadzieja, miłość to Ojciec, Syn i Duch, jedność możliwego i niemożliwego.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















