Z Unią przeciw Łukaszence

Na początek dwa obrazy. Pierwszy z 1989 r.: był sierpień, w Warszawie trwały obrady nowego parlamentu. Pojechałem w Beskid Niski. Dziś ten region odżywa (są turyści, odnawia się świątynie i cmentarze z 1915 r.). Wtedy była to pustynia. Szliśmy doliną, w której na miejscu zniszczonej w Akcji Wisła wsi Czarne stały tylko ruiny cerkwi, cmentarz i bacówka górali z Podhala, którzy latem wypasali owce. Bacowie siedzieli przed szałasem wokół radia: słuchali, w skupieniu i milczeniu, obrad Senatu.
Czyta się kilka minut

W Polsce działo się wtedy wiele, ale to ten obraz tkwi w pamięci jako mały symbol końca - i początku - ważnego etapu polskiej historii. Rok później, latem 1990 r., znalazłem się w górach ukraińskiej Czarnohory, które w międzywojennej Polsce były popularne jak Tatry (a i dziś wędruje po nich sporo wycieczek z Polski). Gdy weszliśmy do wsi Worochta, przywitał nas głos ukraińskiego spikera Radia Wolna Europa z nastawionego na pełny regulator odbiornika. Kiedyś za słuchanie RWE można było trafić do łagru na 25 lat. Wtedy, w 1990 r., istniał jeszcze ZSRR. Ale ta na pozór banalna scena w Worochcie uświadamiała, że kolos stracił zęby. Że to, znowu, koniec i początek Historii, tej ukraińskiej.

Bo kiedy 15 lat temu zaczynała się Jesień Ludów i wraz z nią upadek drugiego głównego systemu totalitarnego XX w., naprawdę wydawało się, że w tej części świata zapanuje, prędzej czy później, demokracja. Fala wolności zdawała się docierać do Kijowa, Mińska, Moskwy - kto w 1990 czy 1991 r. był w którejś z tych stolic, ten pamięta nastrój może nie euforii, ale jednak czegoś nowego. I poczucie wspólnoty losu.

Dziś to przeszłość. Fala zatrzymała się na Bugu. W Moskwie rządzi prezydent-autokrata, w Kijowie zasiądzie najpewniej prezydent otwarcie popierany przez Kreml. Na Białorusi sfałszowano właśnie referendum, którym prezydent-dyktator zapewni sobie rządy na wiele lat. Tu nie ma miejsca na złudzenia ani nadzieje. Jest za to pytanie: jaką politykę Polska powinna prowadzić wobec Łukaszenki? Otóż, poza sprawami o charakterze doraźnym, które można załatwić własnymi siłami (jak sprawa reaktywowania białoruskiego radia “Racja", które nadawało z terenu Polski, aż w 2003 r. zamilkło, bo zabrakło mu pieniędzy), skonstatujmy rzecz zasadniczą: od 1 maja Polska jest w Unii Europejskiej, w której trwa właśnie dyskusja - w Polsce niemal niezauważona - o tym, jak powinna wyglądać polityka wschodnia Unii. To na tym właśnie forum Polska, z jej bagażem doświadczeń, powinna (także głosami naszych ludzi w Brukseli i Strassburgu) domagać się, by Europa nie spisała na straty Białorusinów i Ukraińców. Kiedyś pomagano nam - dziś powinniśmy spłacać ten dług.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2004