Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa.
Ale eksperci z Centrum Nauki Kopernik starają się stworzyć podstawy pod zupełnie nowe podejście do stosowania elektronicznych gadżetów w nauce.
„Wymyśliłem zestaw zasad, które opisują nasze relacje z technologiami” – pisał brytyjski satyryk i baczny obserwator technologicznego postępu, Douglas Adams.
„1) Wszystko, co istnieje, gdy się rodzisz, jest normalne, zwyczajne i jest naturalną częścią porządku świata;
2) wszystko, co zostało wynalezione, gdy masz między 15 a 35 lat, jest nowe, ekscytujące, rewolucyjne i zapewne można w tym zrobić karierę;
3) wszystko, co zostaje wynalezione po tym, jak skończysz 35 lat, jest wbrew naturze”.
Pokolenia
I to jest najlepsze streszczenie źródła napięć, jakie widzimy w dzisiejszej szkole. Z jednej strony mamy pokolenie iksów, milenialsów i ich rodziców, którzy często dopiero jako dorośli mieli kontakt ze smartfonami i możliwością pozostawania w stałej łączności z siecią – bo wcześniej ich po prostu nie było. Z drugiej – nastolatków i ich jeszcze młodsze rodzeństwo, dla których jest ona tak naturalna jak oddychanie. Jedni traktują smartfony z podejrzliwością, drudzy – nie rozumieją, jak świat mógł funkcjonować bez nich.
W badaniach* przeprowadzonych przez Centrum Nauki Kopernik w szkołach widać, jak to zaczyna się zmieniać. Wielu nauczycieli wykorzystuje technologię i widzi w tym korzyści.
„To jest naturalne środowisko komunikacji, nawiązywania więzi i budowania relacji” – mówi Katarzyna Potęga vel Żabik, kierująca Działem Badań nad Kompetencjami Przyszłości w Koperniku.
Badania mówią, że wiek, w którym młody Polak otrzymuje swojego pierwszego smartfona, obniżył się z 10 lat w 2019 r. do zaledwie 8 i pół roku w 2022. Jednocześnie czas spędzany przez młodzież w sieci wzrósł z 3 godzin 40 minut w 2014 r. do 5 godzin i 36 minut dwa lata temu. Smartfona ma już 96 proc. nastolatków. Tablet – 39 proc. Niemal 60 proc. z nich regularnie zabiera smartfona do szkoły.
Dzieje się tak, mimo że aż 67 proc. rodziców obawia się, że urządzenia rozpraszają dzieci. To właśnie te obawy, wraz z solidnie ugruntowanymi wątpliwościami dotyczącymi negatywnego wpływu mediów społecznościowych na psychikę młodych ludzi prowadzą do coraz częstszych apeli o zakaz używania w szkołach smartfonów. U nas na razie regulacje należą do poszczególnych placówek. We Francji, Włoszech, Grecji czy Portugalii zakazy wprowadzono odgórnie, decyzją rządu.
Czy można inaczej?
– Telefon czy tablet nie jest naszym wrogiem, ale musimy wiedzieć, jak sensownie go wykorzystać – podkreśla Kamil Wachol, koordynator projektów badawczo-rozwojowych w Koperniku. – To nadal jest tylko narzędzie. Pytanie, jak korzystać z niego mądrze?
Problemem jest wciąż niski poziom kompetencji cyfrowych – tak nauczycieli, jak i młodzieży. – Niezależnie od tego, że telefony są i w naszym życiu, i w życiu uczniów, dalej kompetencje technologiczne nie rozwijają się samoistnie – zauważa Potęga vel Żabik.
Dr Ilona Iłowiecka-Tańska, dyrektor innowacji w Koperniku, podkreśla: – Pytanie, co ze smartfonem uczeń robi teraz, a co mógłby robić.
Sytuacja nie jest różowa. Według raportu NASK
pt. Nastolatki 3.0, tylko 12,6 proc. uczniów deklaruje, że urządzenia mobilne pełnią w ich szkołach funkcję pomocy naukowych podczas niektórych lekcji. A i wówczas często ich wykorzystanie ogranicza się np. do zastępowania czy uzupełniania tradycyjnych podręczników e-bookami. – To w zasadzie to samo, tylko w trochę innej formie. I to jest zastępowanie tego, co już było – mówi Potęga vel Żabik. – To, na co ta technologia pozwala i co jest rzeczywiście ekscytujące, to to, że możemy rozszerzać środowisko edukacyjne.
Bo w zasadzie każdy uczeń ma dziś w kieszeni urządzenie, którego moc obliczeniowa milion razy przekracza moc komputerów, które umożliwiły lądowanie na Księżycu.
A to zaledwie czubek góry lodowej. Każdy, nawet najtańszy smartfon czy tablet jest bowiem nafaszerowany całą baterią czujników, które mogą być pomocne w samodzielnym przeprowadzaniu doświadczeń i eksperymentów. Jest to więc sprzęt, który mógłby gruntownie wzbogacić lekcje biologii, fizyki czy chemii.
– Wyobraźmy sobie, że na lekcji fizyki chcemy zrobić z uczniami jakiś projekt. Szkoła jest na przykład zlokalizowana w pobliżu ekranów dźwiękochłonnych, więc ucząc tematów związanych z falami dźwiękowymi, możemy mierzyć natężenie dźwięku w różnej odległości od ekranów – mówi Kamil Wachol. – Normalnie potrzebowalibyśmy decybelomierza, który nie jest tanim urządzeniem, więc jeśli nawet szkoła takie urządzenie ma, to najwyżej jedno. Co oznacza, że jeden uczeń robi pomiary, a reszta patrzy. Tymczasem takie urządzenie z powodzeniem mogą zastąpić smartfony czy tablety, które często pojawiały się w szkołach przy okazji różnych programów.
Nauczyciele
– Trzeba powiedzieć, że bardzo ważna tutaj jest rola nauczyciela i tego żadna technologia nie zastąpi – podkreśla Potęga vel Żabik. – W ich rękach te narzędzia nabierają zupełnie innego znaczenia i te lekcje stają się zupełnie inne. Ale wdrożenie wymaga przygotowania. Można użyć takiego porównania,
że tablet jest trochę jak nóż – jeżeli go wykorzystamy mądrze, możemy nim przygotować posiłek. Równocześnie ten sam nóż może nas skaleczyć.
Aby wspomóc nauczycieli, Centrum Nauki Kopernik finalizuje program „Szkoła z Technologią”, którego celem jest przygotowanie scenariuszy lekcji wykorzystujących możliwości oferowane przez urządzenia mobilne, a także stworzenie około setki zestawów, które trafią do szkół i umożliwią prowadzenie takich zajęć „z marszu”, bez konieczności poszukiwania przez nauczycieli jakichkolwiek akcesoriów
czy aplikacji.
– To jest pudełko, które zawiera tablet oraz masę gadżetów niezbędnych do przeprowadzania lekcji – mówi Wachol. – Są tam kostka do rozszerzonej rzeczywistości, mikrokontroler, przystawka zmieniająca tablet w mikroskop. Ale sprzęt to jedno, druga rzecz to wiedzieć, jak z tego korzystać, i dlatego opracowaliśmy w trakcie ostatniego roku zestaw scenariuszy ze wszystkich przedmiotów szkoły podstawowej, od fizyki i chemii po doradztwo zawodowe czy WF.
100 zestawów ma być gotowych do końca grudnia.
Na początku przyszłego roku Kopernik planuje przeprowadzić rekrutację szkół chętnych do uczestnictwa w projekcie.
Te, które zestawów nie dostaną, będą mogły jednak skorzystać z wszystkich przygotowanych w ramach projektu scenariuszy, które mają być udostępnione na stronie internetowej i stale aktualizowane.
– Mamy nadzieję, że uda nam się stworzyć w przyszłym roku społeczność szkół, które rzeczywiście aktywnie korzystają z sensem z tych urządzeń mobilnych – podkreśla szef projektu.
Jednocześnie sami nauczyciele coraz częściej odkrywają, że choć przed postępem nie da się uciec, warto zastanowić się nad tym, jak efektywnie go wykorzystywać,
by wspomagać młodych ludzi.
– Nauczyciele mówili nam, że często czują, iż tracą kontakt z uczniami – stwierdza Potęga vel Żabik. – Ale na przykład wykorzystanie aplikacji do prowadzenia z uczniami anonimowej rozmowy o trudnych tematach na godzinie wychowawczej pozwala na poznawanie problemów, o których w innych okolicznościach nauczyciele mogliby zupełnie nie wiedzieć. Z perspektywy nauczyciela to jest po prostu trochę inne pokolenie i należy iść za nim.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















