Z notatnika

To musi cieszyć! Prasa doniosła właśnie, że litewski wiceminister spraw zagranicznych zapowiedział poprawkę do konstytucji litewskiej, która “umożliwi pisownię nazwisk polskich zgodnie z oryginałem", a więc bez dotychczas obowiązującego (konstytucyjnie!) używania tylko znaków języka litewskiego i dodawania końcówki litewskiej. To jeszcze potrwa, może nawet pół roku, ale będzie dla mieszkających w Litwie Polaków usunięciem powodu urazu niemal nieprzezwyciężalnego. Zmienianie brzmienia nazwiska z przymusu administracyjnego musi być odbierane jako gwałt. Nowa zasada obejmie oczywiście wszystkie inne mniejszości narodowe mieszkające na Litwie. A na długą metę jestem przekonana, że świetnie zrobi tamtejszej atmosferze społecznej, której zawsze pomaga przecież akceptacja różnorodności i tolerancji.
Czyta się kilka minut

W mediach rozbrzmiewa muzyka Witolda Lutosławskiego, bo w dziesięciolecie śmierci właśnie zaczyna się jego Rok. Ja mam swoje dobre wspomnienie kompozytora, choć nie związane z muzyką. Jeszcze w końcu lat osiemdziesiątych zainicjowałam w “Tygodniku" małą akcje ratowania dziecka z ciężkim uszkodzeniem okołoporodowym. Napisałam o tym, czytelnicy odpowiedzieli ofiarnością, a któregoś dnia odebrałam prosty telefon: “Tu mówi Witold Lutosławski. Proszę o kontakt z rodzicami. Wezmę na siebie koszty kuracji". I tak się stało. Matka dziecka dzięki tej pomocy odbyła dwukrotny staż zagraniczny uczący ją potrzebnej rehabilitacji dziecka. Będę to - tak jak i rodzice - pamiętać zawsze z głęboką wdzięcznością.

Na biurku wylądował właśnie wznowiony kwartalnik “Tatry", wydawany pięknie i ciekawie. Wiele tematów wartych lektury (m.in. spór o “wydajniejszą" kolejkę linową na Kasprowy), ale jeden materiał szczególnie przejmujący. Jego autorką jest Anna Antkiewicz z Sądeckiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego. Opisuje historię odkrywania Jaskini Małej i swoje dalsze zamierzenia. Kiedy redakcja dawała materiał do druku, Anna jeszcze żyła. Czytelnik czyta i wie, że już nie ma ani jej, ani trojga przyjaciół z tegoż klubu, pogrzebanych pod lawiną w Miętusiej. To jakby cofnięcie czasu - na moment. I żal tym większy.

A za trzy dni od chwili, gdy to notuję, będzie Światowy Dzień Chorego, uroczyście obchodzony w Kościele. Mam nadzieję, że w tym dniu - choć to nie pierwszy piątek - wszyscy chorzy w domach otrzymają Eucharystię, przyniesioną przez kapłanów parafialnych albo nadzwyczajnych szafarzy. Trudno wyobrazić sobie, żeby tak się nie stało, to przecież ich dzień. Bardzo chciałabym dowiedzieć się, że się nie pomyliłam w tym oczekiwaniu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 07/2004