W ostatnich latach mogliśmy oglądać kilka ważnych wystaw poświęconych sztuce kobiet. Wystarczy wymienić niedawną, monumentalną ekspozycję „Co babie do pędzla?! Artystki polskie 1850–1950” w Muzeum Narodowym w Lublinie, z pięciuset pracami ponad stu artystek, którą obejrzało łącznie ponad 40 tys. osób. Jednak „Kwestia kobieca”, przygotowana w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej przez cenioną amerykańską kuratorkę Alison M. Gingeras, zasługuje na szczególną uwagę.
To bardzo obszerna wystawa. Zgromadzono na niej prace niemal stu pięćdziesięciu artystek, powstałe w latach 1550–2025. Co więcej, po raz pierwszy dzieła stworzone w Polsce zostały skonfrontowane z pracami kolejnych pokoleń zagranicznych artystek, od Sofonisby Anguissoli, Artemisii Gentileschi, Élisabeth Vigée-Lebrun i Angeliki Kauffmann po Louise Bourgeois, Marlene Dumas, Lubainę Himid i Tracey Emin. Jednak to nie tylko liczba dzieł ani różnorodność zgromadzonych twórczyń sprawia, że jest to ważne wydarzenie.

„Kwestia kobieca” stwarza szansę, że twórczość kobiet na stałe trafi do sal muzealnych i podręczników historii sztuki w Polsce. Do tej pory bowiem, mimo licznych przedsięwzięć i publikacji, prace malarek i rzeźbiarek często były spychane na margines. Po zakończeniu wystaw wracały do właścicieli lub trafiały do magazynów muzealnych i czekały na kolejną „wystawę sztuki kobiet”.
Tymczasem ekspozycja zaproponowana przez MSN nie tylko pokazuje, że jest to twórczość, która – mimo wszystkich ograniczeń przez wieki stawianych przed artystkami – stanowi istotną część historii sztuki, ale umieszcza ją w samym centrum, docierając, co również ma znaczenie, do szerokiej grupy odbiorców.
Czyni ją po prostu częścią mainstreamu ze wszystkimi możliwymi, także negatywnymi następstwami, jak skupienie się na wąskiej grupce artystek, uzyskujących nawet, jak Frida Kahlo, status celebrytek. To zresztą jeden z paradoksów tej wystawy: odbywa się ona w Muzeum, które nieustannie podkreśla, że jego celem nie jest tworzenie kanonu sztuki, a tym bardziej kreowanie artystycznych gwiazd.
Twórczości wielu artystek jest wciąż mało znana
Coraz częściej pada pytanie, czy nadal konieczne jest przypominanie historycznej sztuki kobiet. Czy nie powinniśmy się skupiać na twórczości powstającej obecnie i stwarzać możliwie jak największe możliwości prezentacji tworzącym artystkom?
Jak zauważa w towarzyszącym wystawie katalogu Griselda Pollock, autorka fundamentalnych prac poświęconych sztuce, nadal postrzega się badania nad tą twórczością jako karmienie urażonego narcyzmu kobiet, które były niewystarczająco ważne i znaczące, by „naprawdę zapisać się w historii, a nawet w teraźniejszości, jako twórcze myślicielki i kreatorki”.

Może zatem, oglądając kolejne wystawy i czytając powstałe w ostatnich latach książki, ulegamy złudzeniu i mimo licznych wystaw i publikacji zmiana postaw wobec ich twórczości jest pozorna? Przede wszystkim nadal nie wiemy wiele o twórczości wielu artystek, nawet tych, które w przeszłości uznano za ważne.
Jedną z nich jest Mayken Verhulst, malarka, żona wybitnego brukselskiego twórcy Pietera Coeckego van Aelsta. Po jego śmierci nie tylko prowadziła jego warsztat, ale też miała wpływ na zięcia Pietera Brueghla st. A po jego śmierci uczyła swoje wnuki: Pietera i Jana, przyszłych znanych malarzy. To za jej sprawą powstała najbardziej wpływowa rodzina artystyczna XVI i XVII wieku.
Pisano już wiele o roli Mayken Verhulst w życiu artystycznym Flandrii. Jednak nieznana pozostawała jej własna twórczość. Dopiero niedawno Verhulst zaczyna być odkrywana jako autorka obrazów określanych przez lata jako dzieła anonimowego Monografisty Brunszwickiego.
Jedno z nich, „Ecce homo” ze zbiorów gdańskiego Muzeum Narodowego, po raz pierwszy po konserwacji i jako dzieło przypisywane Mayken Verhulst, jest prezentowane na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Jej przypadek pokazuje, jak wiele jest do odkrycia.
„Kwestia kobieca”: autoportrety jako manifest artystycznej siły
Jednak „Kwestia kobieca” nie ma ambicji przedstawienia całościowej historii sztuki kobiet od czasów renesansu po współczesność. Przeciwnie, świadomie pominięto na niej wiele artystek, które osiągały w minionych wiekach znaczące sukcesy, np. jako autorki martwych natur. Niemalże nie ma na wystawie sztuki religijnej czy malarstwa historycznego. Wreszcie, pominięto sztukę abstrakcyjną, w której tworzenie artystki miały ogromny wkład.
Wystawa pokazuje, że mimo ograniczeń społecznych i kulturowych artystki nie tylko tworzyły, ale kreowały też wizerunki kobiet i wpływały na ich postrzeganie. Pokazywały ich sprawczość. Nie przypadkiem ekspozycję otwierają przedstawienia silnych kobiet, których historie zaczerpnięto zarówno ze Starego Testamentu, jak i dziejów starożytnych.
Jest wśród nich Judyta, która pozbawiła głowy dowódcę wojsk asyryjskich Holofernesa, i rzymska patrycjuszka Lukrecja, która popełniła samobójstwo, nie mogąc znieść hańby, jaka ją spotkała – zgwałcił ją syn Tarkwiniusza Pysznego. Tematy te były bardzo popularne w sztuce nowożytnej i podejmowane przez najwybitniejszych artystów. W Muzeum Sztuki Nowoczesnej oglądamy je oczyma kobiet. Jak biblijną Zuzannę, która padła ofiarą oszczerstw starców pożądających jej ciała. Obraz autorstwa Artemisii Gentileschi to jedno z ikonicznych dzieł historii sztuki kobiet.
Manifestem siły artystek są też ich autoportrety. To, jak siebie przedstawiały, a tym samym definiowały. Na wystawie znalazł się ich obszerny wybór, mamy tu obrazy powstające od XVI w. po współczesność. Często przedstawiające artystki przy pracy lub z przyborami malarskimi, ale też (jak w przypadku XVI-wiecznej Lavinii Fontany, która przedstawiła siebie przy szpinecie) podkreślające ich dobre wykształcenie.
Malowały siebie w pracowni albo z bliskimi, jak Ałła Horska, przedstawicielka ukraińskiego odrodzenia w latach 60. XX w., brutalnie zamordowana w 1970 r. Jej „Autoportret z synem” jest jednym z najbardziej przejmujących na warszawskiej wystawie.
Maria Baszkircew, czyli czego nie wolno artystkom
Wizerunkom artystek towarzyszy opowieść o warunkach, w jakich przyszło tworzyć. O ograniczeniach, jakie napotykały w edukacji artystycznej. Na wystawie znalazł się inny obraz emblematyczny dla historii sztuki kobiet: „W pracowni” Marii Baszkircew, artystki urodzonej na terenie dzisiejszej Ukrainy i zmarłej w wieku zaledwie 26 lat. Obraz przedstawia młode adeptki sztuki przy pracy. Malujące studium z żywego modela.
Maria Baszkircew mogła już uczyć się malarstwa w prywatnej szkole, bo od połowy XIX w. coraz bardziej otwierały się one na kobiety. Mogła nawet studiować nagie męskie ciało, czego przez stulecia odmawiano artystkom, a co było niezbędne dla dobrego poznania anatomii człowieka.
Dzięki temu można było podejmować w malarstwie tematy historyczne czy mitologiczne, które zapewniały najwyższy prestiż, a często także pieniądze. Jednak nawet po umożliwieniu kobietom studiów w szkołach publicznych, pozostały inne bariery: klasowe, rasowe. Dostęp do studiów był tylko jedną z przeszkód.
Niemniejsze były ograniczenia kulturowe oraz społeczne. „To, czego pragnę, to swoboda samotnej przechadzki: zatrzymywania się przed witrynami sklepów artystycznych, wstępowania do kościołów, do muzeów, wieczornych spacerów po starych uliczkach. Oto, czego pragnę, oto swoboda, bez której nie można zostać prawdziwym artystą. Braknie mi tej właśnie swobody, bez której nie można na serio stać się kimś” – notowała Baszkircew w „Dzienniku”.

„Kwestia kobieca” opowiada także o cielesności i erotyzmie z punktu widzenia kobiet, o macierzyństwie. Kończy ją część poświęcona wojnie. Zarówno II wojnie światowej, jak i obecnie toczącej się wojnie w Ukrainie. Opowiadanej przez kobiety, które jej doświadczyły, jak więziona w Ravensbrück Maja Berezowska czy Ceija Stojka, Romka, która przeżyła Auschwitz-Birkenau, a następnie Ravensbrück i Belsen.
Jednak najbardziej wstrząsająca jest obecność na wystawie dzieł Geli Seksztajn, malarki, uwięzionej w warszawskim getcie i zamordowanej w 1943 r. – jej prace ocalały w Archiwum Getta Warszawskiego. Są tu też dzieła Marharyty Połowinko, artystki, która wstąpiła do Sił Zbrojnych Ukrainy i zginęła 5 kwietnia 2025 roku.
Sztuka przymiotnikowa, czyli jaka
Ponad 40 lat temu bell hooks, jedna z najważniejszych postaci współczesnej myśli feministycznej, podkreślała, że „tożsamość rasowa i klasowa generuje różnice jakości życia, statusu społecznego i stylu życia, które są ważniejsze niż wspólnota doświadczeń kobiet – różnice, które rzadko się przekracza”. Tym ważniejsze jest pokazywanie różnorodności doświadczeń i ich odrębności.
Ważnym atutem tej wystawy jest zestawienie twórczości z naszej części kontynentu z powstającą w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych, ale też wielopokoleniowa perspektywa. Dlatego dobrze, że nie zabrakło na wystawie pokolenia najmłodszego: Somayi Critchlow i Małgorzaty Mycek – rocznik 1993, czy urodzonej w 1999 r. Kariny Synytsii.
Jednak przede wszystkim na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej znalazła się sztuka „przymiotnikowa” (określenie antropolożki Ewy Klekot), czyli określana często jako „prymitywna”, „ludowa”, „naiwna”, „nieprofesjonalna”, „inna”, jakby bez tych przymiotników nie mogłaby być zakwalifikowana po prostu jako sztuka.
Tymczasem w Muzeum Sztuki Nowoczesnej prace Felicji Curyło, Marii Korsak czy Marii Wnęk potraktowano jak każdą inną. To niemalże rewolucyjna decyzja, przełamująca trwające od wielu dekad przyzwyczajenia i hierarchie. Owszem, od dawna interesowano się tą twórczością, jednak ostatecznie i tak – z bardzo nielicznymi wyjątkami – ostatecznie trafiała ona do muzeów etnograficznych lub muzeów „sztuki naiwnej”.
„Kwestię kobiecą” poświęcono sztuce powstającej w ostatnich pięciu wiekach, a jednak wystawa dotyka kwestii bardzo aktualnych. Powstała ona bowiem – jak podkreśla Joanna Mytkowska, dyrektorka MSN-u – z niezgody i „niedowierzania wobec narastającej w wielu miejscach na świecie, w tym w uważanej za ostoję równości obywatelskich Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych, fali antykobiecych wystąpień i zmian prawnych, które odwracają wywalczone już w latach 70. prawa i standardy równościowe”.
Wydarzenia te bardzo dobitnie przypominają, że żadne prawa nie zostały dane na zawsze, a wszystkie zmiany mogą być zawsze zanegowane.
KWESTIA KOBIECA 1550–2025, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, wystawa czynna do 3 maja.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















