Reklama

Wszystko, co możesz zobaczyć

Wszystko, co możesz zobaczyć

02.11.2020
Czyta się kilka minut
WŁÓCZYKIJ KULTURALNY | Także w sztuce pandemia przyniosła niepokój, lęk i stan zagrożenia. Nie chodzi jedynie o to, czy znów zamkną się drzwi do galerii i muzeów. Istotniejsze, czy wszystkie instytucje odnajdą się w nowej sytuacji.
Urszula Broll, bez tytułu, 1965 r. / TOMASZ MIELEC DZIEKI UPRZEJMOSCI FUNDACJI KATARZYNY KOZYRY
O

O zwrocie w kierunku sztuki kobiet mówi się od lat, ale dopiero teraz twórczość artystek staje się pełnoprawną częścią głównego nurtu. Symbolicznym wydarzeniem było to, że w opublikowanym przed kilkoma miesiącami przez prestiżowe wydawnictwo Phaidon tomie „Great Women Artists”, prezentującym szerszej publiczności twórczość ponad 400 kobiet, przekreślono w tytule słowo „Women”. Jakby chciano podkreślić, że przedstawione w nim kobiety są po prostu great artists.

To tworzącym kobietom właśnie miały być poświęcone jedne z najważniejszych tegorocznych wystaw. Pandemia boleśnie zweryfikowała te plany. Na szczęście nie wszystkie imprezy zostały odwołane, a bezsprzeczne pierwszeństwo w pokazywaniu artystek ma Londyn. Choć i tu ważne ekspozycje, jak przygotowywana w Royal Academy wystawa Angeliki Kauffmann, która w ostatnich dekadach XVIII w. osiągała wielkie sukcesy nad Tamizą i w 1768 r. była jedną z założycieli tej szacownej instytucji, zostały przeniesione. Wśród odwołanych jest też planowana w Tate Modern wielka wystawa monograficzna Magdaleny Abakanowicz.

National Gallery bez kobiet?

Otwarta jesienią w National Gallery wystawa Artemisii Gentileschi to bez wątpienia europejskie wydarzenie roku. Przy czym nie chodzi jedynie o pojedynczą ekspozycję. Przed dwoma laty galeria nabyła „Autoportret” Gentileschi, na którym ta wybitna artystka doby baroku przedstawiła siebie w stroju i z atrybutami św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Zakupowi towarzyszył medialny szum – okazało się bowiem, że w jednym z najważniejszych muzeów sztuki twórczość kobiet jest niemalże nieobecna. Władze National Gallery postanowiły to zmienić.

Nie tylko one – ostatnie miesiące to wręcz wysyp filmów, artykułów i książek poświęconych artystkom. W mediach społecznościowych nieustannie prezentowana jest historyczna i współczesna sztuka kobiet, a szerszym odbiorcom przybliżane są kolejne zapomniane artystki, jak choćby Plautilla Nelli. Niedawna konserwacja obrazów jej pędzla pokazała mistrzostwo warsztatu XVI-wiecznej florenckiej malarki i zakonnicy.

Z kolei w Tate Britain, także z opóźnieniem, można oglądać obrazy jednej z najciekawszych brytyjskich malarek młodego pokolenia Lynette Yiadom-Boakye, której portrety osób pochodzących z Afryki, bliskie XIX-wiecznemu malarstwu, wydają się próbą wypełnienia pustego pola, jakie wynika z wielowiekowego marginalizowania w sztuce wizerunków czarnych. Zaplanowana z dużym wyprzedzeniem wystawa wpisała się w aktualną debatę publiczną wywołaną tragiczną śmiercią George’a Floyda, poruszając wątek rozliczeń z dziedzictwem rasizmu i niewolnictwa.

Rewizja kanonu

Fala zainteresowania sztuką kobiet nie ominęła także Polski. Niestety, do przyszłego roku musimy poczekać na od dawna planowaną w stołecznym Muzeum Narodowym wielką wystawę poświęconą działającej w ostatnich dekadach XIX w. Annie Bilińskiej, pierwszej polskiej artystce docenionej przez zagranicznych krytyków, której obrazy prezentowano na najważniejszych europejskich wystawach. Chociaż jej twórczość od dłuższego czasu budzi coraz większe zainteresowanie, teraz na dobre trafi do kanonu sztuki.

Tymczasem udało się już przypomnieć dorobek kilku innych istotnych współczesnych artystek. W łódzkim Muzeum Sztuki pokazano twórczość zmarłej w tym roku Teresy Tyszkiewicz, jednej z najciekawszych reprezentantek polskiej neoawangardy – performerki, autorki eksperymentalnych filmów, obiektów i asamblaży. Wrocławskie Muzeum Współczesne przypomniało związaną ze środowiskiem sztuki konceptualnej Barbarę Kozłowską, uczestniczkę przełomowych w latach 70. wydarzeń, jak Sympozjum Plastyczne Wrocław ‘70 czy Zjazd Marzycieli w Elblągu w 1971 r. Z kolei w warszawskiej Królikarni można było zobaczyć ważny przegląd prac ­Urszuli Broll, jednej z najoryginalniejszych twórczyń II połowy XX w.


Urszula Broll, bez tytułu, 1965 r. / TOMASZ MIELEC DZIEKI UPRZEJMOSCI FUNDACJI KATARZYNY KOZYRY

Te i kilka innych zorganizowanych w ostatnich latach wystaw pokazują, że konieczna jest rewizja kanonu polskiej nowoczesności przewartościowująca powszechnie uznane hierarchie artystyczne. Zbyt wiele artystek zostało pominiętych, zmarginalizowanych i zapomnianych.

Najważniejsze, że ich obecność w galeriach i muzeach staje się oczywistością. Świetnym przykładem jest tegoroczna edycja Warsaw Gallery Weekend (odbył się w dniach 1-4 października) – ponad połowa wystaw przygotowanych przez prywatne galerie była poświęcona kobietom. Wiele z nich będzie można oglądać do końca listopada.

Fitness i malarstwo

O dawna mówi się o performatywnym zwrocie w sztuce. To twórczość, która sytuuje się między teatrem, tańcem a sztukami wizualnymi. Niektórzy nawet narzekają, że współczesny performans staje się rozrywką dla mas, a krytyk Stach Szabłowski określił go mianem „fitnessu w sztuce”. Zagościł on jednak nie tylko w wielu galeriach, ale przede wszystkim zdobył swoją publiczność i został dostrzeżony przez rynek sztuki, choć w czasach pandemii – podobnie jak teatr i taniec – padł ofiarą sanitarnych obostrzeń.

Ten zwrot nie doprowadził jednak do odejścia od tradycyjnych technik. Przeciwnie, zwłaszcza malarstwo nieustannie przykuwa uwagę, a nawet więcej – na powrót stało się modne. Malarki i malarze młodego pokolenia, często urodzeni pod koniec lat 80. albo tuż po przełomie 1989 r., bardzo szybko robią kariery. O ile nie tak dawno głośno było o powrocie do surrealizmu, a potem rozpisywano się o zombi formalizmie, malarstwie odwołującym się do sztuki abstrakcyjnej, dziś wróciła figuracja. Nieuładzona, brutalna, często nawiązująca do tradycji ekspresjonistycznej. To malarstwo, którego symbolem stała się Potencja – Karolina Jabłońska, Tomasz Kręcicki i Cyryl Polaczek.

Lista młodych artystów i artystek jest długa. Są wśród nich Martyna Czech tworząca dosadne i brutalne obrazy przedstawiające skrajne stany i uczucia: miłość i nienawiść, cierpienie i śmierć, czy Jan Możdżyński, który w sposób bezpretensjonalny, bez epatowania, pokazuje rozmaitego rodzaju odmienności, fascynacje i nieoczywiste praktyki seksualne. Jednym z odkryć tegorocznego Warsaw Gallery Weekend jest malarstwo Hanny Krzysztofiak. Artystka przedstawia świat z pogranicza realności i snu, w którym mieszają się motywy z dzieciństwa i rzeczywistości dorosłych. Groteskowy, ale też budzący grozę.

Jednak ograniczenie się do twórców uprawiających malarstwo figuratywne byłoby znacznym uproszczeniem – nie wszystkich młodych uwiodło. W obrazach Irminy Staś można dopatrywać się fragmentów organizmów, tkanek, narządów lub uznać je za abstrakcyjne formy. Niewiele od niej starszy Sławomir Pawszak – jego wystawa trwa obecnie w BWA Warszawa – na swych płótnach umieszcza nie do końca przystawalne do siebie elementy, miksuje różne tradycje i sposoby obrazowania.

Malarstwo nie jest tylko domeną najmłodszego pokolenia. W innej warszawskiej galerii – Pola Magnetyczne – trwa wystawa Agaty Bogackiej, przez lata kojarzonej z przedstawieniami młodych ludzi, często w intymnych sytuacjach. Dziś Bogacka zerwała z figuracją. Tworzy niezwykłe, abstrakcyjne płótna, w których skupia się na samej materii malarskiej, na grze układów figur geometrycznych, przenikaniu barw i warstw farby.

Miejsca dla sztuki

Do niedawna można było sądzić, że mamy do czynienia z dość ustabilizowanym układem instytucji publicznych zajmujących się sztuką. Tuż przed pandemią zaczął się jednak regres. W ubiegłym roku warszawskie Muzeum Narodowe zostało niemalże sparaliżowane. Ze stanowiska usunięto także Alicję Knast, która z Muzeum Śląskiego uczyniła jedną z najważniejszych instytucji w kraju (kilka tygodni temu została szefową Galerii Narodowej w Pradze). Coraz bardziej ponura staje się sytuacja w Zamku Ujazdowskim. Tym bardziej śpieszmy się bywać w ciekawych miejscach, politycy tak łatwo potrafią je zniszczyć.

Warto wyjść także poza medialny ogląd tego, co dzieje się w kulturze, i zaglądać do miejsc przez artystów i krytyków cenionych, lecz trudniej, nie tylko z racji położenia, przebijających się do ogólnopolskiej publiczności. Lista jest długa: od przygotowującego od lat świetne wystawy białostockiego Arsenału i lubelskiego Labiryntu poprzez BWA w Tarnowie czy BWA w Zielonej Górze po sopocką Państwową Galerię Sztuki, w której sztuka dawna sąsiaduje ze współczesną. Jest też inny obieg sztuki. Ukształtowała się już stabilna sieć galerii prywatnych, sprofesjonalizowanych, osadzonych w naszym rynku sztuki i przygotowujących ciekawą ofertę wystawienniczą.

Im wszystkim pandemia przyniosła niepokój, lęk i stan zagrożenia. Nie chodzi jedynie o to, czy za chwilę znów zamkną się drzwi do galerii i muzeów. Istotniejsze jest pytanie, czy wszystkie instytucje odnajdą się w nowej sytuacji. Czy już dziś znajdą odpowiedzi na trudne, wręcz traumatyczne doświadczenie COVID-19, ale też napięć i konfliktów, politycznych i społecznych? W przypadku galerii prywatnych jest też pytanie o wpływ nieuniknionego kryzysu gospodarczego na rynek sztuki.

Część instytucji stara się wrócić do normalności. Czasami wiąże się to z ucieczką od spraw aktualnych albo radykalną rewizją planów – Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie zrezygnowało z większości zamierzeń, skupiając się przede wszystkim na pomocy artystkom i artystom dotkniętym kryzysem pandemicznym. A z planów wystawienniczych na drugą połowę roku pozostawiono jedynie kolejną edycję festiwalu Warszawa w Budowie (trwa do stycznia 2021 r.) poświęconego problemom kluczowym w czasach pandemii, czyli wspólnocie, budowaniu więzi społecznych, i to na tym najbliższym, lokalnym poziomie.

Jeżeli pandemia spowodowała już radykalną zmianę, jest ona związana z ostatecznym oswojeniem internetu. Stał on się codzienną przestrzenią kontaktu z kulturą. Ministerstwo Kultury ogłosiło nawet konkurs grantowy na prowadzenie działań kulturalnych w sieci. Problemem jest to, że w większości były i są to działania polegające na prostym przenoszeniu dotychczasowej aktywności z realu do wirtualu. Znacznie trudniejsze, zarówno dla artystów, jak i instytucji, okazało się wykorzystanie specyfiki sieci, co pokazuje przygotowany przez magazyn „Szum” ranking działań artystycznych ­online: znalazły się w nim nawet zajęcia ­fitness w Muzeum Narodowym w Krakowie.

Najbardziej przekonujące okazały się działania Pawła Żukowskiego, który nie w internecie, ale realnym świecie, za pomocą kartonowych transparentów wywieszanych na balkonie komentował rzeczywistość czasów pandemii. I to zdjęcia tych akcji zalały sieć. Na początku października Fundacja Nowych Działań otworzyła wystawę „2020 Konrad Pustola: Transfer”. To samodzielny, kuratorski projekt wykorzystujący możliwości, jakie daje sieć. Bo to zapewne na nią przez kolejne miesiące będziemy skazani. ©


DODATEK DO „TYGODNIKA POWSZECHNEGO” 45/2020

REDAKCJA: Monika Ochędowska

PROJ. GRAF. Marek Zalejski // Do Lasu

FOTOEDYCJA: Jacek Taran

SKŁAD: Zuzanna Kardyś

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Także w sztuce pandemia przyniosła niepokój, lęk i stan zagrożenia". Od stu kilkudziesięciu lat, co najmniej, sztuka karmi się niepokojem, lękiem i stanem zagrożenia oraz uważa wprowadzanie tychże za swoje właściwe powołanie. No bo co to jest "sztuka szczęścia", Redaktorze? Pandemia podrzuciła artystom tylko relatywnie mały - w porównaniu z przerażeniem totalitaryzmem, holokaustem, fundamentalizmem, globalnym ociepleniem itp. - chociaż bardzo osobisty lęk egzystencjalny.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]