Reklama

Wszystkie spory na Synodzie

Wszystkie spory na Synodzie

11.10.2015
Czyta się kilka minut
Synod jest globalny czy lokalny? Jakim językiem mówić w Kościele o rodzinie? Czy komunia dla rozwodników jest możliwa? Zuzanna Radzik podsumowuje pierwszy tydzień Synodu.
Synod o rodzinie 2015. Fot: AGF s.r.l./REX Shutterstock/EAST NEWS
P

Piątkowe raporty trzynastu językowych grup roboczych, które obradowały od wtorku do czwartku, pozwalają wyczuć jaka atmosfera panuje w trakcie obrad Synodu o Rodzinie. W tym tygodniu grupy koncentrowały się na pierwszej z trzech części Instrumentum Laboris. Delegaci podzielili się według własnych preferencji na grupy dyskutujące po francusku, angielsku, włosku, hiszpańsku i niemiecku. Po wspólnej sesji podczas której delegaci wygłaszają trzyminutowe wystąpienia, i wolnej niedzieli, grupy robocze wrócą do pracy w poniedziałek i wtorek.

Metodologia synodalna

Niektórzy uczestnicy synodu przyznają, że są zagubieni i nie pewni, czego się od nich oczekuje i jak mają pracować. Najobszerniej o swoim zagubieniu raportowała grupa anglojęzyczna pod przewodnictwem kard. Martina pisząc:

„W tym tygodniu pracując nad Instrumentum Laboris byliśmy w jakimś sensie niepewni jakie postawiono przed nami zadanie. Czasem wpadaliśmy w pułapkę przepisywania lub dyskusji bardziej semantycznych niż substancjalnych. Czasem szło nam bardzo wolno, i zastanawialiśmy się jak uda nam się przejść paragraf po paragrafie rzez cały dokument przed końcem synodu. Jeśli zadanie nie było jasne, w tym nowym formacie synodu, tak też było z metodą naszej pracy i to rzucało wyzwanie zaradności i taktowi moderatora, ale też cierpliwości członków grupy. Czasem nasza praca wydawała się bardziej zagmatwana niż metodyczna, ale mamy nadzieję że fokus, nawet jeśli nie w pełni jasno, wyłoni się gdy synod się rozwinie a my staniemy się bardziej pewni zarówno zadania jak metody.”

O początkowych problemach z nową procedurą obrad wspomina tez włoska grupa, ale przyznaje, że się przyzwyczaili.  

Na jakość Instrumentum Laboris narzekała szczególnie grupa, której sekretarzował kard. Chaput. Wprost narzekali na teologiczną jakość dokumentu i brak jasności, kto ma być jego odbiorcą: papież? Biskupi? Wszyscy wierni?

To właśnie ta grupa nazywa go w swoim raporcie chaotycznym, a jego język często „wadliwym i nieadekwatnym, zwłaszcza w jego teologii, jasności, zaufaniu w siłę łaski, jego sposobie używania Pisma Świętego i tendencji do patrzenia na świat przeważająco zachodnimi oczami.”

Grupa kierowana przez kard. Collinsa kontynuowała swoją krytykę zauważając, że prezentacja argumentów w pierwszej części jest chaotyczna, pozbawiona wewnętrznej logiki. Zdania wydają się zestawione ze sobą bez żadnego związku. Wiele stwierdzeń jest zbyt ogólnych, albo niezbyt precyzyjnych. Niektórzy członkowie zarzucali tekstowi nietrafne uogólnienia, innym razem treści rozwlekłe i pełne powtórzeń. Celne spostrzeżenia potraktowane były zbyt skrótowo lub źle rozwinięte. Kończąc swój wywód grupa stwierdza, że „papież Franciszek i ludzie Kościoła zasługują na lepszy tekst, taki, w którym idee nie gubią się w chaosie.” Czy to wystarczy by powiedzieć, że krytyka grupy której dyskusję opisywał arcybiskup Chaput była miażdżąca dla roboczego dokumentu?

Jeszcze inni chwalą taki sposób pracy, że na forum mają miejsce jedynie trzyminutowe wystąpienia, a za to więcej czasu pozostaje na rozmowy w grupach. Z kolei australijski arcybiskup Mark Coleridge pisał na swoim blogu, że jeden z biskupów nazwał ten sposób obradowania obserwowaniem popcornu: każde ziarno strzela w inną stronę. I tak ma być też z przemówieniami biskupów. 

Komentując zastrzeżenia biskupów dotyczące metodologii obrad, filipiński kardynał Luis Antonio Tagle stwierdził, że być może nowa, próbowana teraz na synodzie metoda dyskusji dostarczyła pewnej konfuzji, ale w prawdziwym życiu wszystko nie jest zawsze jasne .„To dobrze być co jakiś czas w konfuzji" – komentował śmiejąc się.

Jak i o jakiej rodzinie mówimy?

Inne ważne zagadnienie powracające w rozważaniach grup roboczych dotyczy tego, o jakiej rodzinie właściwie mówimy. Jedni sugerują, by pisać o "naszych rodzinach” lub „rodzinach”, by brzmiało konkretnie. Inni zastanawiają się, czy nie lepiej skupić się na rodzinach katolickich, ale to określenie zdaje się niezbyt jasne. Jednak ta kwestia dla synodu o rodzinie powinna być zasadnicza.

Grupa niemiecka pod przewodnictwem kard. Schonborna zwraca uwagę na szerszy od nuklearnej rodziny temat pokrewieństwa. Krewnych pomagającym rodzinie w wychowaniu dzieci, mieszkających razem. Delegaci zauważają, że to szczególnie ważne nie tylko tam gdzie mamy do czynienia z migracjami i katastrofami, ale tez z mobilnością wymaganą przez pracę i zerwanymi więziami ludzkimi, które sprawiają, że życie nuklearnej rodziny jest trudne jeśli nie niemożliwe. W takich sytuacjach szeroka sieć krewnych może okazać się pomocą.

Z kolei grupa hiszpańskojęzyczna która moderował kar. Maradiaga zwraca uwagę, że dokument nie poświęcił wystarczającej uwagi dziadkom i że jego ostateczna wersja powinna ich zachęcać by byli obecni w formacji swoich wnuków. Ta sama grupa dzieli się ciekawymi spostrzeżeniami odnośnie sposobu myślenia o rodzinie. Trzeba się zastanowić czym ona jest i jak ją wzmocnić. Z dużą otwartością zastanawia się: „Wielu sekularnych komentatorów mówi, że jesteśmy średniowieczni w naszym myśleniu. Może byliśmy zbyt monotematyczni, i pozostaliśmy w czystej normie, ale teraz powinniśmy przyjąć bardziej integralna wizje rodziny.” Druga grupa hiszpańskojęzyczna dodaje spostrzeżenie, że nie powinniśmy mówić o abstrakcyjnej rodzinie, bez jej specyficznej rzeczywistości i dodaje, że antropologiczne wyzwania są głębsze niż nam sięwydaje (i tu wspomina biotechnologię i gender).

Ciekawą obserwacją podzieliła się grupa (ang C), zauważając że niektóre sformułowania często używane przez kościelne dokumenty – takie jak: „Ewangelia rodziny” i „kościół domowy” – były żywe i rzucały nowe światło kiedy zostały użyte po raz pierwszy, ale z czasem stały się kliszami i ich znaczenie nie jest tak jasne jak kiedyś. Proponują , by poszukać innego języka, bardziej dostępnego niezaznajomionym z kościelnym żargonem.

Jak mówimy?

Wyraźna była też krytyka roboczego dokumentu za zbyt negatywną analizę rodziny i podkreślanie problemów.  Powinniśmy pokazać naszą wiarę i zaufanie w rodziny i unikać poczucia wykluczenia niektórych rodzin, bo wszystkie rodziny uczestniczą w misji Kościoła- podkreśla jedna z francuskojęzycznych grup dodając, że trzeba pamiętać iż wiele biblijnych rodzin jest dysfunkcyjnych. Biskupi zauważają, że trzeba wyjaśnić czym jest Dobra nowina o rodzinie i pokazać ją w języku dokumentu, nie skupiając się ta bardzo na kryzysie, ale bardziej na „cieniach i blaskach.”

Wyzwania są aż zbyt jasne, dodają, trzeba zaś rodziny wzmocnić, pokazać gdzie są ziarna odnowy. Niezależnie od wyzwań i trudności, rodziny wzmocnione łaska trwają w swoim powołaniu miłości, wzmacniania więzi społecznych troski o społeczeństwo – synod musi to bardziej podkreślić.

Ciekawie i konkretnie ujmuje to grupa moderowana przez kard. Thomasa Collinsa mówiąc, że trzeba zacząć od nadziei a nie porażek. Członkowie grupy wyrażali obawy, że czytelnik zniechęci się do lektury dokumenty, który rozpoczyna tak negatywna litania problemów społecznych, a nie biblijna radość. “ta wielka chmura wyzwań, którymi przepojona jest pierwsza część testu nieumyślnie wywołuje uczucie duszpasterskiej rozpaczy.”  To chyba przyjęta w dokumencie metodologia, która rozpoczyna od analizy sytuacji skupia uwagę autorów właśnie na problemach. Nie da się promować powołania opowiadając najpierw o problemach – zauważają członkowie tego grona i sugerują by nawet myśląc o trudnych sytuacjach podkreślać, że wiele rodzin Chrześcijańskich daje świadectwo nadziei przeciwne negatywnym trendom. Trzeba je tym dokumentem uhonorować i zachęcić. Zatem obserwując rzeczywistość należy podkreślać to co dobre a nie t co złe i tragiczne. “Heroiczna świętość nie jest tyko rzadkim ideałem i nie jest jedynie “możliwa” ale powszechna i przeżywana żarliwie w znacznej części świata.”

Podobnie grupa niemieckojęzyczna kard. Schonborna proponowała i oczekiwała by rozpocząć od opisania piękna małżeństwa i jego misji, w sposób w jaki robi to papież Franciszek. Z wdzięcznością i podziwem, dziękując za służbę sobie nawzajem, społeczeństwu i Kościołowi. Zwłaszcza tym, którzy trwając razem mimo trudności stali się żywym znakiem wierności Boga. Małżeństwo jest manifestacją najbardziej podstawowego pragnienia człowieka by kochać i być kochanym i stąd jako znamiennie trwałe przekracza granice kultur i religii oraz przemiany społeczne. Rodzina zaś promieniuje poza samą siebie na społeczeństwo i kościół. Tak chrześcijańskie małżeństwo staje się częścią żywego Kościoła.

Z potrzeba afirmacji tego co pozytywne zgadza się również grupa włoskojęzyczna (a) ale chce też, żeby końcowy dokument podkreślił, że jedynym modelem rodziny zgodnym z doktryna Kościoła jest małżeństwo między kobieta a mężczyzną, oraz zagrożenia płynące z ideologii gender.

Ciekawe, że innym tonem o kryzysie mówią hiszpańskojęzyczni delegaci obradujący pod przewodnictwem kard. Maradiagi. Przyznając, ze czynniki zewnętrzne sa z pewnością silne i maja wpływ na Kościół pytają, jak Kościół na to odpowiedział? „Czy zawiedliśmy w chrześcijańskiej formacji i nauczaniu wiary i w efekcie ludzie wkraczają w małżeństwo z formacyjnymi brakami? Musimy spytać sami siebie czego nie zrobiliśmy, i czy jesteśmy winni sytuacji rodziny?” – pytają. Drażą dalej zastanawiając skąd się wziął kryzys o którym mówi sobór. „Z pewnością ma coś wspólnego z rodzajem katechezy jaką oferowaliśmy, bardziej pogłębione przygotowanie jest teraz zdecydowanie potrzebne.” – mówią i dodają, że wiele par bierze ślub nie rozumiejąc własnej tożsamości jako małżeństwa, ale nie rozumieją tego również księża. Oskarżając o błędy sami siebie i przyznając, że szukaliśmy rozwiązań nie znając przyczyn problemów. Wypominają niedostateczną analizę wpływu technologii na samotność, indywidualizm i brak komunikacji: „Chcemy rozsiewać Ewangelię życia w kulturze, ale nie znamy kultury.”

To być może jedna z ciekawszych linii sporu, zasadnicze pytanie o to jak czytać znaki czasu: z troska czy nadzieją?

Grupa kard. Collinsa przyznaje, że istnieją też zjawiska negatywne, ale podkreśla, że to nie jest cały obraz. Gdyby to był cały obraz, wszystko co Kościół mógłby zrobić, to potępiać. Ale są też siły które są pozytywne i mogą być znakami Boga w historii. Małżeństwo i rodzina są pod presją, ale wielu młodych ludzi chce się pobierać, są wciąż wspaniale rodziny. „Mówić o zjawiskach pozytywnie nie oznacza popadania w jakiś rodzaj wyparcia. To raczej patrzenie oczami Boga, który wciąż patrzy na wszystko co stworzył i dostrzega, że jest dobre.” – podkreślają. Ale w raportach choćby grup włosko- czy francuskojęzycznych widać listę długą problemów, które delegaci zdają się wymieniać tak, jakby nie dostrzegali w nich znaków czasu tylko niebezpieczeństwa.

Globalny? Centralny? Lokalny?

W różnych grupach zauważano, że problemy na których dokument się koncentruje, albo język jakim opisuje rodzinę są zbyt Zachodnie lub europejskie. Delegaci widzą potrzebę sięgnięcia po bardziej globalny język do opisania rodziny w jej różnorodności i współczesnej rzeczywistości rodzin w różnych krajach i na różnych kontynentach. Twierdza że sama dyskusja była dla nich doświadczeniem wyjątkowej katolickości właśnie ze względu na różnorodność prezentowanych perspektyw.

Raport grupy anglojęzycznej D twierdził, że dla niektórych jej członków miejscami dokument jest nazbyt inspirowany problemami Zachodniej Europy i Ameryki Północnej i nie jest prawdziwą prezentacją sytuacji globalnej. Co ciekawe, niektórzy członkowie tej grupy zwrócili też uwagę na to, że używanie przez kościelny dokument sformułowań „kraje rozwijające się” i „ kraje rozwinięte” jest protekcjonalne i nieodpowiednie. Inni uważali, że język dokumentu jest zbyt ostrożny i politycznie poprawny, przez co czasem treść staje się niejasna.

Myśląc o godzeniu tego co globalne z perspektywą lokalną, jedna z grup anglojęzycznych zwraca uwagę, że trudno będzie w jednym dokumencie zawrzeć wszystkie problemy i perspektywy. Odsuwa więc rozwiązanie, by każdy lokalny kościół przyjrzał się osobno własnej sytuacji, temu jakie rodziny podlegają społecznej marginalizacji. Aspekt społeczny i problemy takie jak dostępność mieszkań, bezrobocie, migracje, nadużywanie narkotyków i koszt wychowania dzieci zostały tu mocno wypunktowane. Kolejna anglojęzyczna grupa (c) wysuwa podobny argument, zauważając, że niektóre analizy lub argumenty najlepiej budować na poziomie regionalnym. Przyznają ,że decentralizująca tendencja zdominowała ich dyskusje, ale paradoksalnie nie osłabiła poczucia jedności.

Ten pomysł zdążył już skomentować kard. Tagle podkreślając, że choć Kościół jest jednością, poszczególne sytuacje różnią się od siebie. Poszczególne episkopaty miałyby przyglądać się swojej sytuacji, ale w świetle wspólnej wiary. Przyznał jednak, że nie wiadomo, jak konkretnie miałoby to wyglądać. 

Inne tematy

Inne problemy rodzin warte zauważenia to rodziny migrujące i podkreślanie, że stanowią bogactwo dla krajów, które je przyjmują. Włoskojęzyczni delegaci chcą podkreślenia potrzeby współpracy miedzy kościołami z krajów pochodzenia migrantów, a tymi które ich przyjmują. Wspominano dla wsparciu rodzin z Bliskiego Wschodu. Mówiono tez o specjalnych wyzwaniach stojących przed rodzinami w których żyją osoby niepełnosprawne, oraz żyjącymi w ubóstwie. 

Uwadze zwłaszcza francuskojęzycznych ale tez innych delegatów nie umknęła problematyka teorii gender. Była mowa o jej ideologicznym charakterze narzucanym przez międzynarodowe organizacje, oraz, że jest absolutyzowana i prowadzi do zaprzeczenia relacji między tożsamością seksualną a ciałem.  Zauważono też w jednej z grup, że choć roboczy dokument docenia i koncentruje się na roli kobiety w rodzinie, to zbyt mało mówi o roli mężczyzny. Jedna z włoskojęzycznych grup również zwraca uwagę na potrzebę powtórnie wprowadzić rolę kobiety w ostatecznej wersji dokumentu, podkreślenia równości i różnic w stosunku do mężczyzn oraz „ograniczeń feminizmu skupionego tylko na równości.” Chce też, żeby podkreślać, że równa godność kobiety i mężczyzny jest zakorzenioną w Ewangelii. Hiszpańskojęzyczni uczestnicy chcieli z kolei wyjaśnienia  o czym mówimy nazywając rodzinę szkołą człowieczeństwa, gdy tak często ma w niej miejsce przemoc wobec kobiet i dzieci. Jest to podaj jedyna wyraźna wzmianka dotycząca doświadczanej w rodzinach przemocy.

Z kolei grupa której dyskusje przedstawiał abp. Chaput wymienia wprost tematy, których jej zabrakło: poważana refleksja nad ideologią gender, więcej namysłu nad duszpasterską opieką dla niepełnosprawnych, rola ojców i mężczyzn jak również rola kobiet, i pogłębione omówienie destrukcyjnej natury pornografii i inne nadużycia elektronicznej technologii.

Włoskojęzyczna grupa wspomina, że jest zadowolona ze wzmianek o handlu ludźmi i pomocy migrantom, ale że trzeba oddzielić problemy kobiet i dzieci i dołączyć do nich brak ojca w rodzinie. Postulowane też jest pragnienie, żeby organizacje międzynarodowe nie warunkowały pomocy najuboższym krajom prowadzoną przez nie polityką demograficzną.

Inne warte podkreślenia tematy, to że Kościół powinien być blisko par cierpiących na bezpłodność i zachęcać je do adopcji, że należy potępić wykorzystanie pracy dzieci, dzieci żołnierzy  ciała kobiet. Trzeba podkreślić, że Kościół pozytywnie patrzy na seksualność i przygląda się z uwagą biotechnologii.

Jaki powinien być ostateczny dokument?

Już teraz pojawiają się uwagi i wątpliwości co do tego, jak powinien wyglądać ostateczny dokument.  Część uwag skupiła się na metodologii przyszłego dokumentu, inne na języku, czy sposobie argumentacji, które należałoby stosować.

Wielu uczestników synodu podkreśla, że podoba im się metodologia Instrumentum Laboris, streszczająca się w podejściu dostrzec-ocenić-działać. Grupa moderowana przez abp. Eamona Martina entuzjastycznie odnosi się do tego podejścia twierdząc, że przynajmniej w teorii pozwala ono mieć kontakt z rodzina w jej rzeczywistości a nie rodziną taka jakiej byśmy chcieli, żeby była. „Mówiąc o „rodzinie” mamy świadomość niebezpieczeństwa wpadnięcia w wyidealizowany, oderwany od rzeczywistości i odcieleśniony obraz rodziny, który ma swoje piękno i wewnętrzną spójność, ale który może zamieszkiwać bezkrwawy świat a nie rzeczywisty świat rodzin w ich całej różnorodności i złożoności.”

Również hiszpańska grupa kierowana przez kard. Ortegę afirmatywnie traktuje metodologię dokumentu, podkreślając, że patrzenie – pierwszy jej etap – powinno być patrzeniem tak, jak widzi Bóg.

Jednak grupa anglojęzyczna pod przewodnictwem kard. Nicholsa stawia tej metodologii poważne pytanie, martwiąc się by analiza przeprowadzona przez synod nie była zbyt socjologiczna. Delegaci z tej grupy przypominają, że analiza z perspektywy wiary nie musi wcale uciekać od rzeczywistości. Może wręcz zwrócić uwagę na to, co przez dominująca kulturę przeoczone a dostrzegalne w świetle wiary, czyli na różnego rodzaju marginalizację, ubóstwo ekonomiczne ale i społeczne i duchowe. Delegaci z tej grupy zauważali, że biblijny język może okazać się bliższy codziennemu doświadczeniu rodzin.

Inną interesującą uwaga metodologiczną była obserwacja grupy kard. Chaput, która zachęca by skorzystać z doświadczeń Aparecidy i pisać tekst tak, by skierowany był na Jezusa, przez którego opisuje i interpretuje dzisiejszą sytuację świata. Zawsze powinniśmy zaczynać od Jezusa – podkreślali niektórzy członkowie tej grupy, podczas gdy inni sugerowali, że dokument powinien rozpoczynać od Trójcy Świętej.

Co ciekawe, kard. Chaput relacjonował, że jego grupa miała podstawową trudność nie wiedząc, kto jest adresatem ich pracy: papież, biskupi, katolicy, czy ludzie dobrej woli?

Język

Pojawiają się też uwagi o języku ostatecznego dokumentu. By był prosty, zrozumiały dla odbiorcy jakim mają być same rodziny. By widać w nim było, że biskupi usłyszeli ludzi podczas procesu konsultacji. Delegaci chcą by było w dokumencie jasne, że jest otwarty na dialog ze współczesnością. Wszyscy niemal zgodnie zaznaczają, że perspektywa przedstawienia rodziny musi być bardziej pozytywna. Hiszpańskojęzyczna grupa moderowana przez kard. Ortegę namawia do przyjęcia – za zeszłorocznym dokumentem synodu – języka nadziei i „Kościoła na tak”.

Krytyczna grupa kierowana przez kard. Collinsa i abp. Chaput uważa, że język dokumentu trzeba zrewidować tak, by mieć pewność że odwołuje się zarówno do mężczyzn ja i kobiet, nikogo nie pomijając. Ta sama grupa twierdzi, że w tekście roboczym brakuje czegokolwiek co mogłoby przyciągnąć ludzi. Jeśli dokument jest przeznaczony do szerokiej publiczności, mógłby zawierać historie rodzin lub żywoty świętych z ilustracjami, tak, żeby materiał był bardziej pociągający. Z praktycznych uwag, sugeruje potrzebę oddania tekstu jednemu redaktorowi, żeby zadbał o jego piękno, przejrzystość i siłę.

Grupa, która wspominała o kliszach językowych kontynuuje swoją myśl sugerując że dobrze by było, żeby końcowy dokument, w przeciwieństwie do IL które jest pełne takich kościelnych sformułowań, skierował się ku innemu i świeższemu językowi. „Tak jak Sobór Watykański II ten synod musi być wydarzeniem języka (language-event), który jest więcej niż kosmetyczny. Musimy mówić o małżeństwie i rodzinie w nowy sposób, który ma implikacja zarówno na makro i mikro poziomie oraz na lokalnym i uniwersalnym jednocześnie.

Grupa niemiecka której obrady raportował kard. Koch zwraca natomiast uwagę na problem bardziej przyziemny: kwestię tłumaczenia z włoskiego oryginału, które wymaga zarówno tłumaczenia kulturowego jaki i treściowego. Grupa ta twierdzi, że o ile zwykle niemieckie tłumaczenia dokumentów są bardzo precyzyjne, to przez to niemiecki tych tekstów staje się trudny do zrozumienia. Te trudności pokazują, że istnieje potrzeba by oryginał był pisany krótszymi (łatwiejszymi w tłumaczeniu) zdaniami oraz by jego treść była dobrze uporządkowana. Tłumaczenia nie powinny zaś być aż tak dosłowne, lecz oddawać ducha oryginału. Ciekawa jest ich uwaga, że podczas redagowania dokumentu trzeba zwrócić uwagę, by kościelne i teologiczne opinie były zrozumiane również dla pozakościelnego odbiorcy. Trzeba te teksty „inkulturować” ta by zgodnie z wezwaniem Gaudium et spes, mogły mieć pozytywny wpływ na społeczeństwo. Być może potrzebujemy czegoś takiego jak „hermeneutyka ewangelizacji.” Na kwestie tłumaczenia zwracali tez uwagę członkowie anglojęzycznej grupy D, bojąc się, że angielskie tłumaczenie nie oddaje precyzyjnie włoskiego oryginału.

Włoska A ma podobny pomysł: formułować Ewangelie rodziny jako propozycje ujętą w terminach kultury, by można ja było oferować każdemu, co uważa za szczególnie ważne dobie epokowych zmian.   

Byli tez jednak tacy, którzy podkreślali, że komitet redakcyjny musi uzgodnić tekst z magisterium. Jeszcze inni mieli nadzieję, że między komitetem a grupami będzie miał miejsce żywy dialog. Widzieli w tym wyzwanie dla synodalności i jedności.

To jaki będzie dokument jest o tyle ważne, że może się okazać iż synod sam przygotuje i ogłosi jego tekst. Nie zdążyło się to do czasu synodu w 1971 r, potem powiem synody były podsumowywane przez papieży w ogłaszanej przez nich adhortacji. To, że to papieże podsumowywali synody powodowało zarzuty, że synod nie realizuje kolegialności, bo niezależnie od przebiegu papież i tak napisze co uzna są stosowne. W piątek kard. Tagle przyznał, że nie jest to jeszcze pewne, ale możliwe że synod sam wyda swój dokument.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolożka, publicystka i blogerka („Żydzi i czarownice”). Zajmuje się dialogiem chrześcijańsko-żydowskim oraz teologią feministyczną. Studiowała na Papieskim Wydziale Teologicznym w...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Miło, że ktoś postanowił zebrać w jednym miejscu informacje podsumowujące pracę grup językowych synodu, ale ilość literówek została chyba wykorzystana z nawiązką na następny rok wydawania "Tygodnika". Powala tekst: "należy potępić wykorzystanie pracy dzieci, dzieci żołnierzy ciała kobiet" (???!). Oraz osobista wycieczka autorki: "(już to widzę ;)".

Ja tez widzę, jak na ten wspaniały komiks o zywotach Świetych rzucają się wszyscy czytelnicy:))) A w związku z meritum: problem, czy zaczynać od Jezusa, czy od Trójcy Świetej wydaje mi się jeszcze mniej poważny od tej XXI-wiecznej "Złotej Legendy". Proponuje więc zacząć od zdrowego rozsądku wykształconego tu i teraz, który powinien wejść w dialog z Ewangelią, a wszelkie niezgodności miedzy podmiotami dialogu powinny być rozstrzygniete na (nie)korzyść tekstów historycznych. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, jeśli chcemy zachować nasz Kosciół i kulturowa tożsamość:))) I to powinno być argumentem, a nie zawartość tekstów sprzed dwóch tysięcy lat, na dodatek nie wiadomo, czy dobrze przetłumaczonych. Obawiam się, ze szanownemu gronu synodalnemu brakuje właśnie takiej perspektywy. Ale czegoż wymagać od ludzi, którzy w małżeństwie dostrzegają "manifestację najbardziej podstawowego pragnienia człowieka by kochać i być kochanym i stąd [owo małżeństwo] jako znamiennie trwałe przekracza granice kultur i religii oraz przemiany społeczne." I jak tłumaczyć "Szanownym", ze pragnienie milosci nie musi się realizować w małżeństwie, z kolei małżeństwa w rozmaitych kulturach nie sa zawierane z milosci, ale w sposób odmienny etc. Ręce opadają...

Całkowicie się z Tobą zgadzam. Dużo jest w biskupich tekstach nawoływania o konieczności wyraźnej pochwały tradycyjnej rodziny w dokumencie synodalnym. Ok, całkowicie się zgadzam. Ale z tego, co się orientuję, to celem zwołania synodu jest próba rozwiązania problemów dzisiejszej rodziny. Dlaczego nie ma tam przedstawicieli najbardziej zainteresowanych? Rozwiedzionych, samotnych, zdradzonych, homoseksualistów? Dlaczego oni nie mogą się wypowiedzieć, jeśli uważają się za wierzących katolików i członków Kościoła? Pojechały tam wieloletnie małżeństwa głoszące afirmację życia rodzinnego, ale co wnosi to do sytuacji tych, którzy już znajdują się w ciężkim okresie życia?

Bo dokument ma być "optymistyczny", a nie "pesymistyczny", a ten właśnie jest "pesymistyczny"...:))))

Podaję link do blogu watykanisty Sandro Magistra http://chiesa.espresso.repubblica.it/articolo/1351154?eng=y Dziś 13 biskupów i kardynałów z kard. George Pellem na czele wystąpiło z listem do papieża w sprawie rzeczonego Instrumentum Laboris, które zdaniem autorów nie nadaje się do niczego, nawet psu na bude.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]