Reklama

Wszystkie smaki moralności

Wszystkie smaki moralności

28.12.2020
Czyta się kilka minut
JESSE PRINZ, filozof: Potrzebujemy moralnej pokory. Każdy z nas mógłby być nazistą, islamskim fundamentalistą czy marksistowskim rewolucjonistą, gdyby urodził się w innym miejscu i czasie.
ARKADIUSZ HAPKA DLA „TP”
M

MARIA HAWRANEK: Piszesz, że moralność to konstrukt. Czy to znaczy, że jest teoretyczną koncepcją? Iluzją?

Jesse Prinz: To konstrukt, podobnie jak budynek. I tak jak on, jest bardzo rzeczywista – wchodzimy z nią w interakcje, głęboko wpływa na nasze życie. Przypomina prawo – uzgodnienia instytucjonalne, które obligują nas, by się do nich stosować, a jeśli tego nie robimy, ponosimy realne konsekwencje.

Problem może się pojawić, gdy przyjmujesz absolutyzm moralny, czyli przekonanie, że istnieje jeden zestaw prawdziwych zasad moralnych, jakaś raz na zawsze ustalona rzeczywistość, niezależna od naszej historii, potrzeb i preferencji, która określa, co jest dobre, a co złe. Wówczas, gdy spotykasz kogoś, kogo wartości moralne różnią się od twoich, zakładasz, że ty jesteś w posiadaniu prawdy moralnej, a on żyje w iluzji, błędzie, który trzeba naprostować.

A jeśli podzielam pogląd o moralności konstruktywistycznej?

To wiesz, że nie ma jednej prawdziwej moralności. Jest za to wiele prawdziwych moralności, wiele systemów organizacji społecznej, każdy z własną historią, każdy równie zasadny. Wiele osób boi się takiego relatywizmu, bo myślą o nim jako o ekwiwalencie nihilizmu, wedle którego wszystko jest możliwe do zaakceptowania. Ale relatywizm społeczny, czyli przekonanie, że może istnieć wiele moralności, a żadna nie jest nadrzędna, też może wzbudzać lęk – dotyczący braku spójności społecznej – i poczucie, że wszystko jest zagrożone.

Jak mam się nie bać relatywizmu?

Pomyśl o systemach moralnych jako o systemach wynegocjowanych, które miały posłużyć dogadywaniu się z innymi, rozwijały się w toku dziejów, znajdywały nowe rozwiązania na nowe czasy. Wówczas relatywizm staje się poglądem, który postrzega moralność jako narzędzie, a narzędzia można ulepszać.

Lepsze moralnie, czyli jakie?

Lepiej służące celowi użytkownika. Jeśli przyjmiemy, że naszym celem jest współistnienie z innymi w społeczeństwach, które nieustannie się zmieniają pod względem strukturalnym, ekonomicznym, politycznym i geograficznym, to relatywizm staje się bardziej przystosowawczą wizją moralności. Absolutyzm moralny przeciwnie – postrzega moralność jako coś, co nigdy się nie zmienia. Bywa to źródłem brutalnej nietolerancji, bo kiedy zmiany w społeczeństwach prowadzą do pojawienia się nowych poglądów moralnych, te są postrzegane jako błędne i niebezpieczne, trzeba je więc stłumić za wszelką cenę.


CZYTAJ CAŁY DODATEK WIELKIE PYTANIA NA NOWO: MORALNOŚĆ >>>


David Hume przekonywał, wbrew temu, co głosiło wielu wcześniejszych filozofów, że u podstaw moralności tkwią emocje. Wydaje się, że współczesna neurobiologia przyznaje mu rację: podczas dokonywania osądów moralnych aktywują się części mózgu, które odpowiadają też za powstawanie emocji.

W filozofii mamy stwierdzenia deskryptywne, opisujące, jak się sprawy mają, oraz stwierdzenia normatywne, które dotyczą tego, jak się sprawy mieć powinny. Te pierwsze opisują fakty, dają się zaobserwować, przebadać naukowo. Skoro te drugie nie opisują świata, to co właściwie opisują? David Hume, jak wielu innych filozofów, doszedł do wniosku, że stwierdzenia normatywne, dotyczące wartości, pochodzą z naszych własnych wewnętrznych stanów, a w szczególności z naszych emocji. Moralność przypomina pod tym względem gust estetyczny, romantyczny czy kulinarny. Jeśli powiem: „kawa jest pyszna”, mówię ci tak naprawdę o moim stosunku do kawy – że picie jej sprawia mi przyjemność. Inni mogą jej nie lubić, a mimo to ja nie powiedziałem nic fałszywego. Podobnie jest z atrakcyjnością fizyczną. Moralność to kolejne wartościujące stwierdzenie. Za każdym razem, gdy używasz słów: „dobry”, „zły”, „gorszy”, „lepszy”, „trzeba”, „powinien”, lądujesz w dziedzinie wartości. A zatem również w dziedzinie uczuć. Stwierdzenia normatywne mówią nam, czego chcemy, a pojęcia chcenia, pragnienia z definicji dotyczą emocji.

To znaczy, że z moralnością jest jak z winem: ja lubię białe, ty czerwone? Jest aż tak indywidualna?

Przekonanie o indywidualności gustów uważam za przesadne w takim samym stopniu, jak myślenie o moralności jako o czymś uniwersalnym. Preferencje kulinarne, podobnie jak moralne, mają swoją historię i są zakorzenione w kulturze. Chociaż wydaje się, że może istnieć nieskończenie wiele smacznych potraw, w rzeczywistości istnieją rozmaite ograniczenia – przychodzimy na świat z podobnym układem trawiennym, mamy dostęp do podobnych produktów, a rzeczy, które ostatecznie ci smakują, to te, które zostały ci zaproponowane przez kulturę. Dlatego ludzie w Polsce lubią barszcz, a w Ameryce nie. Do preferencji kulinarnych, podobnie jak moralnych, nie docieramy indywidualnie, tylko poprzez kulturę.

Można jednak znaleźć, choć niełatwo, kogoś, kto ma unikalne preferencje kulinarne. Moralność zaś ze swej natury jest społeczna – zasady moralne to emocjonalne zasady współistnienia z innymi. Moralność, której nikt nie podziela, nie ma sensu, jest bezużyteczna.

Wspólnie z psycholożką Angeliką Seidel przeprowadziliście serię eksperymentów. W jednym uczestnicy słuchali przyjemnej, wywołującej radość lub nieprzyjemnej i irytującej muzyki, a Wy ocenialiście, czy wpływa ona na ich osądy moralne. Okazało się, że po nieprzyjemnych utworach badani bardziej surowo oceniali takie zachowania jak oddanie znalezionego portfela po wcześniejszym wyciągnięciu z niego pieniędzy. Porównywaliście też osądy moralne po wypiciu wody albo gorzkich ziół wywołujących obrzydzenie. To bardzo ciekawe, ale co z tego wynika dla naszego życia?

Na co dzień dokonujemy osądów moralnych nieświadomi, że wpływają na nie jakieś zewnętrzne czynniki. Może to być poziom wyspania, sposób oświetlenia, natężenie hałasu, to, jak czyste jest biurko, przy którym siedzisz. Oczywiście muzyka nie spowoduje radykalnej zmiany poglądów, np. z proaborcyjnych na antyaborcyjne, ale wpłynie na stopień, w jaki dane zachowanie wydaje ci się złe i zasługujące na karę. Te badania dowodzą, że w jądrze moralności tkwią emocje. Oceniamy, czy dane zachowanie jest akceptowalne, czy nie, po konsultacji z naszymi emocjami. Gdybyśmy rozstrzygali tylko rozumowo, żadna zmiana nastroju nie powinna wpływać na naszą odpowiedź. Jesteśmy pod wpływem stanów emocjonalnych – tych ulotnych, wywołanych przez muzykę, ale też tych trwałych, które rozwinęły się w czasie socjalizacji.

Uczymy się lubić pewne rzeczy i uczymy się, co jest dobre, a co złe. Piszesz, że rodzice najczęściej stosują warunkowanie emocjonalne. Nie ma chyba silniejszego narzędzia.

Pomiędzy drugim a dziewiątym rokiem życia dzieci są poprawiane co kilka minut. Małe dzieci nieustannie zachowują się w sposób, który pogwałca nasze normy: mogą złapać cię za twarz i uderzyć, podrapać, ugryźć, rozrzucać jedzenie, krzyczeć w miejscach publicznych. Gdybyśmy zobaczyli dorosłego, który zachowuje się w taki sposób, umieścilibyśmy go w więzieniu lub zakładzie psychiatrycznym. Pomiędzy niemowlęctwem a dorosłością zmieniamy dziecko w to, co uważamy za moralnie dobrze wychowanego obywatela. Ewidentnie jest to kwestia nauki, instruowania, nie wrodzonego poczucia, co jest dobre, a co złe. Jestem przekonany, że dzieci podzielają z nami wiele postaw emocjonalnych, które pozwalają im dostosować się do tych norm, jednak projekt uczynienia dziecka moralnym jest niesamowicie wymagający. W przeciwieństwie do języka, którego dzieci uczą się spontanicznie, edukacja moralna wymaga niemal ciągłej interwencji w zachowanie dzieci.

Poręcznym narzędziem mogą być także religie – łatwiej straszyć boskim gniewem niż tłumaczyć zawiłości konsekwencji różnych zachowań.

Dodaje otuchy fakt, że religijność w żaden sposób nie pozwala przewidzieć stopnia moralnego zaangażowania. Wśród ateistów znajdziesz ludzi pełnych pasji, moralnie spójnych i równie zaangażowanych jak ci, którzy mają światopogląd teologiczny. Bóg, a szerzej: religia, to struktura narracyjna, która może sprzyjać edukacji moralnej w pewnych aspektach, bo dostarcza nam moralnych opowieści, a opowieści to generalnie coś, co nas przyciąga. Ostatecznie jednak lekcje, jakie z tych historii płyną, są niezależne od struktury narracyjnej.

To znaczy?

Historia o Mesjaszu, który cierpi i umiera dla dobra ludzkości, jest bardzo pociągającą narracją, a jednak kiedy pomyślisz o kluczowych lekcjach, które płyną z Kazania na Górze – opiekowanie się potrzebującymi, nadstawianie drugiego policzka, wzajemne wsparcie – łatwo je przekazać za pomocą innych opowieści, albo w ogóle bez ich pośrednictwa. Moralność jest solidniejsza niż religia – sięga dalej, może z nią współistnieć, może istnieć bez niej.

W książce „The Emotional Construction of Morals” przekonujesz, że choć reguły moralne mogą być zbieżne w różnych kulturach i religiach, nie istnieją uniwersalne. Naprawdę nie ma nic, co byśmy powszechnie uznawali za niemoralne? Może gwałt?

Przykro mi to mówić, ale historia naszego gatunku to historia ekstremalnej pogardy dla ludzkiego dobrostanu i ludzkiego życia. Morderstwa, gwałty i kradzieże są wszechobecne. Te rzeczy zawsze towarzyszyły wojnom i podbojom. Zresztą gwałt w trakcie konfliktu zbrojnego uznano za zbrodnię wojenną niedawno, w latach 90. XX w.

Piszesz, że normy moralne pojawiły się wraz z powiększeniem się ludzkich grup. Nie ma moralności bez państwa?

W niewielkich społecznościach ludzie mają naturalne powody, dla których chcą się o siebie troszczyć, nie trzeba do tego silnych zasad moralnych, wystarczyć może uczucie miłości, przyjaźni albo po prostu fakt, że inna osoba jest niezbędna dla mojego przetrwania – razem polujemy, gotujemy, opiekujemy się dziećmi. Moralność rozumiana jako zestaw norm, które są nam narzucane i wykraczają poza zobowiązania wynikające z przyjaźni czy miłości, staje się potrzebna, kiedy społeczności rosną. Gdy zaczęliśmy prowadzić osiadły tryb życia i nastąpił wzrost demograficzny, musieliśmy zacząć współegzystować z ludźmi, których nie znaliśmy, z obcymi. W tej sytuacji pokusa, by ukraść zbiory z sąsiedniego młyna albo nie wywiązać się ze swojej części umowy, była bardzo duża. Jeśli wszyscy by się jej poddali, społeczeństwo po prostu by upadło. Z pewnością z wieloma właśnie tak się stało. Te, które odniosły sukces, wpoiły ludziom zasady takie jak: powinieneś troszczyć się o obcych.

W jaki sposób moralność ewoluuje? Bardzo trudno jest zmienić przekonania – skoro sięgają dzieciństwa, dotyczą emocji.

Dawniej byłem sceptyczny co do możliwości moralnej zmiany na przestrzeni jednego pokolenia. Sądziłem, że skoro moralność kształtuje się we wczesnych latach, zwykle jesteśmy dosyć usztywnieni, a ponieważ moralne przekonanie to tak naprawdę silne emocjonalne zaangażowanie, będziemy się opierać, reagować z przerażeniem i obrzydzeniem na wszystko, co je kwestionuje. Ale przecież ludzie mogą ulegać moralnej konwersji. Może się to dokonać na wiele sposobów. Moralność ma podstawy emocjonalne, ale to nie oznacza, że rozum jest nieistotny. Czasem to on pomaga nam wykryć zachowania moralnie złe.

Na przykład?

Załóżmy, że ktoś je mięso, a jednocześnie ma przekonanie, że nie powinno się krzywdzić niewinnych istot, które mają życie umysłowe. Dzięki nauce dowiaduje się o bogatym życiu umysłowym zwierząt, a także o tym, jaką krzywdę wyrządzamy im w hodowli przemysłowej. Pod wpływem tej wiedzy staje się wegetarianinem.

Nawiążę jeszcze raz do Hume’a: rozum i uczucia pracują razem. Rozum może nam powiedzieć, jakie jest najlepsze rozwiązanie dla tego, czego pragniemy. Jeśli chcesz upiec perfekcyjne ciasto, potrzebujesz rozumu, by to osiągnąć. Emocje wyznaczają nam cel, a rozum daje nam środki.

Jak jeszcze może się wydarzyć moralna zmiana?

Poprzez podnoszenie świadomości albo coś, co nazywam moralnym wyobrażaniem. Zaproś ludzi do tego, by spojrzeli na coś inaczej niż do tej pory. Np. ktoś dorasta w tradycyjnym społeczeństwie, gdzie kobiety nie mają praw ekonomicznych ani politycznych. Opowiadasz mu o drugiej fali feminizmu, która pojawiła się na Zachodzie, gdzie kobiety pełniły głównie role domowe, a nie zawodowe. I możesz spytać: jak myślisz, czy powinniśmy utrzymać ten podział? Czy on jest zakorzeniony w naturze? Myślisz, że kobiety nie są w stanie wykonywać pracy? Czasem spojrzenie na alternatywę pozwala ujrzeć, że taki podział nie ma żadnego ugruntowania i umożliwia dotarcie do innej struktury moralnej.

Ale konfrontacja z nowymi wartościami może nas też jeszcze bardziej usztywnić.

Gdy stykamy się z czymś nowym, np. przedstawicielami grupy LGBT w latach 80., stajemy w punkcie moralnego wyboru, możemy pójść w dwie strony, i w każdym przypadku będzie to zmiana moralna. Ktoś może się zaniepokoić i mocniej zwrócić do tradycji, dokonać wyboru, który zawęża, a ktoś inny decyduje się poszerzyć horyzonty moralne. To nie jest z góry podjęta decyzja, tylko kwestia szczerej, moralnej przemiany.

Nie możemy jej zaprojektować?

Do pewnego stopnia da się ją przewidzieć. Np. to, gdzie ludzie będą popierać tolerancję dla gejów czy osób transseksualnych. Takie prognozy są dość depresyjne, oznaczają determinizm kulturowy, wedle którego twoje poglądy są funkcją twojego miejsca urodzenia. Płynie z tego jednak również pozytywna lekcja.

Jeśli pamiętasz o tym, że gdybyś urodziła się w innym miejscu, miałabyś ekstremalnie inne wartości – o tym, że każdy z nas mógłby być nazistą, islamskim fundamentalistą czy marksistowskim rewolucjonistą – wówczas musisz mieć w sobie rodzaj moralnej pokory. Wtedy wiesz, że twoje przekonania nie są konsekwencją bycia w posiadaniu prawdy moralnej, tylko czasu i miejsca, w których żyjesz.

Równie dobrze można pomyśleć, że wszystkie poglądy są bez znaczenia.

Właśnie nie! Takie spostrzeżenie skłania nas do podejścia bardziej progresywnego. Oczywiście poglądy progresywne też mogą się usztywnić i tak się często dzieje – to jest zagrożenie. Jednak ich esencją jest tolerancja i akceptacja moralnych mniejszości, różnic. Z odkrycia, że moglibyśmy uznawać jakąkolwiek moralność, płynie lekcja o radykalnej przypadkowości naszych wartości moralnych. A zatem podejście tolerancyjne jest lepsze niż nietolerancyjne.

To nie znaczy, że progresywiści mają wolną rękę – oni również muszą mieć się na baczności i pilnować swojego własnego szowinizmu i bigoterii. W USA lewica ma zwolenników Trumpa w niewiarygodnej pogardzie. To bardzo niszczące. Zamiast traktować ludzi, którzy popierają dotychczasowego prezydenta, jako odzwierciedlenie ich własnej pozycji społecznej, rozwijać w sobie tolerancję dla nich, otwierać kanały porozumienia, ludzie po lewej stronie widzą postawę swoich oponentów politycznych jako zgubną, obrzydliwą, konieczną do wyplenienia.

Często nam się wydaje, że osoby zatwardziałe w swoich poglądach to beznadziejne przypadki i szkoda energii na dyskusje z nimi.

Pomyśl, czy ty chciałabyś być moralnie poprawiona? To oczywiście jest nieprzyjemne uczucie. Ale czy nie sądzisz, że niektóre z twoich poglądów mogą być złe, niespójne, niewrażliwe, pełne hipokryzji?

Pewnie tak.

Chyba wszyscy odpowiedzielibyśmy na to pytanie twierdząco. Każdy, kto stał się wrażliwszy na dyskryminację ze względu na niepełnosprawność, wiek, tuszę, orientację seksualną, jest wdzięczny za tę moralną przemianę. Jeśli patrzysz na kogoś z innego pokolenia albo z innej partii politycznej i myślisz: nie ma dla nich nadziei, to jesteś bardzo arogancki. Skoro sam jesteś zdolny do moralnej zmiany, dlaczego oni mieliby nie być?

Co może pomóc? Empatia?

Wydaje się dobrym rozwiązaniem, ale jest ekstremalnie trudna. Jak empatyzować z kimś, kogo wartości uznajesz za krzywdzące? Jest też bardzo selektywna, najłatwiej o nią wobec osób najbardziej do nas podobnych. Względem tych najbardziej od nas różnych możemy ją budować w oparciu o wspólne doświadczenie bycia ludźmi, i jeśli się to uda, może być bardzo konstruktywne. Musimy jednak uważać, by nie stać się nazbyt tolerancyjni – dla tych, którzy akceptują krzywdzenie innych.

To co zamiast?

Złość. Wiem, że jest niepopularna, że nie lubimy, kiedy inni ją wyrażają, szczególnie kobiety. Ale złość w przeciwieństwie do pogardy to emocja zbliżająca – chcemy się skonfrontować z tym, kto nas rozwściecza. Złość to emocja, która szanuje ludzi, bo uznaje ich za wartych dialogu, zaangażowania. Nie postrzega drugiego jako zepsutego bez możliwości naprawy – wręcz przeciwnie: sądzi, że naprawa jest możliwa. Kiedy czujesz pogardę dla swojego życiowego partnera, to wiesz, że ta relacja się skończyła. Jeśli jesteś na niego zły, to komunikujesz: mam ci coś do powiedzenia i oczekuję, że posłuchasz.

Złość niekoniecznie doprowadzi do rozstrzygnięcia, ale jest emocją konfrontacji – a więc i dialogu. W kłótni dochodzisz do wniosku, że inaczej spoglądamy na rzeczywistość i nigdy nie zobaczymy jej w ten sam sposób – i właśnie dlatego musimy szanować swoje odrębności. Spośród tych trzech emocji: pogardy, złości i empatii, to złość rokuje najlepiej i może wzmocnić współistnienie w poszanowaniu różnic. Złość jest też lepsza od nadziei, bo jest aktywna.

A z nadzieją co jest nie tak?

Nadzieja to aspiracja bez działania, jest pasywna, każe czekać. Dobrze, gdyby zmiana się wydarzyła, ale nie wstrzymuj oddechu, nie oczekuj jej. Taka pasywna aspiracja jest zła dla motywacji, prowadzi do przeświadczenia, że dobre nastanie bez naszego wysiłku. Albo do czegoś jeszcze gorszego: rezygnacji wobec nieuchronnego.

W Republice Weimarskiej była bardzo liberalna konstytucja i pod jej rządami został wybrany Hitler. Sądzę, że wszelkie mniejszości, które czuły się przez nazistów prześladowane – LGBT, lewicowcy, artyści, niepełnosprawni – mówiły: to minie, musimy tylko przetrwać ten sezon w piekle, kiedy ta partia o wąskich horyzontach jest u władzy. Problem polega na tym, że to tak nie działa – musisz o to zawalczyć. Nawet w ramach liberalnej demokracji jesteśmy nieustannie narażeni na autorytaryzm. Nadzieja na zmianę jest nieadekwatna wobec takiego wyzwania.

Skoro moralność jest zależna od emocji, uwarunkowana w dzieciństwie, czasie historycznym, pochodzeniu, jak mam ocenić, czy wiodę moralne życie?

Ponieważ moralność jest trochę jak gust, w dodatku bywa podatna na zmiany nastroju, nie powinniśmy być ani zbyt dogmatyczni, ani zbyt nietolerancyjni wobec ludzi, którzy wyznają inne wartości. Moralne będzie takie życie, które nie walczy przeciw tej kapryśnej naturze moralności. Musimy budować społeczeństwa chroniące różne jej warianty.

A czy Ty wiedziesz życie, które odpowiada Twoim wartościom?

Oczywiście, że nie. Jak większość ludzi. Dlaczego? Jesteśmy leniwi. Może czasem wyjdziemy na ulicę albo będziemy zachęcać ludzi do udziału w wyborach, jednak przez większość życia pozostajemy moralnie nieaktywni. Jeśli pomyślisz, że społeczeństwo, w którym żyjesz, nie odpowiada wartościom, jakie wyznajesz, to od razu widzisz, że mogłabyś robić o wiele więcej. Albo milczymy, a to jest najgorsze.

Mój dziadek ze strony ojca był rabinem w hitlerowskim Berlinie. Na marszu Ruchu Praw Obywatelskich w Waszyngtonie w 1964 r. przemawiał tuż przed Martinem Lutherem Kingiem. Podkreślał, że największe zagrożenie to nie bigoteria, nie nienawiść, tylko milczenie. Zwłaszcza świadków. Wielu Żydów doświadczyło milczenia sąsiadów. Nie móc liczyć na to, by ci, którzy opowiadają się po twojej stronie, wstawili się za tobą – to dewastujące odkrycie na temat ludzkiej natury. Opór musi być aktywny.

Jak może to dzisiaj wyglądać?

Wielu białych w USA potępia rasizm. Ale gdy spytasz, co w związku z tym robią, to się okaże, że pewnie nic poza tym, że deklarują, iż go potępiają. To za mało. Mamy tendencję do nagradzania się za każde zachowanie – nawet oglądanie filmu będącego ekspresją naszych wartości sprawia, że sami klepiemy się po ramieniu: byłem wściekły, gdy widziałem tę niesprawiedliwość. To jest fikcyjna złość, nie działanie, nie praktyka w życiu. Nie wystarczy być przeciwko rasizmowi, trzeba być antyrasistą – to znaczy wygospodarować czas w dniu, tygodniu, który przeznaczasz na walkę z rasizmem.

Czyli wiodę moralne życie, jeśli aktywnie działam w duchu moich wartości?

Co robisz, kiedy twoja partia przegrywa wybory? Nie czekasz do następnych, musisz znaleźć sposób, by coś rzeczywiście zrobić. Jeśli nie zgadzasz się na koncentrację bogactwa, władzy i informacji, powinieneś ograniczyć finansowanie korporacji, które to uosabiają, jak Apple czy Amazon. Każdy może zrobić więcej.

Czy jesteś aktywnie zaangażowana w uczynienie twojej lokalnej społeczności bliższej twojemu moralnemu ideałowi? Odpowiedź dla każdego z nas brzmi: niewystarczająco. Jeśli powiemy to sobie każdego dnia, jeśli użyjemy mediów społecznościowych nie po to, by śpiewać z chórem takich samych głosów, ale znaleźć konkretne sposoby na zmianę, to zbliżymy się do prowadzenia bardziej moralnego życia. ©


ARKADIUSZ HAPKA DLA „TP”

JESSE PRINZ jest profesorem filozofii, pracuje na Uniwersytecie w Nowym Jorku. Zajmuje się filozofią psychologii i etyką, jest autorem kilku książek, m.in. „The Emotional Construction of Morals”, „The Conscious Brain”, oraz ponad stu artykułów naukowych o emocjach, psychologii moralności i świadomości.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zdaniem filozofa drukowanego w Tygodniku Powszechnym 1/2021, niejakiego Jessego Prinz-a, złość jest lepsza od nadziei, bo jest aktywna, zaś nadzieja to aspiracja bez działania. Wątpię w poprawność takiego przedstawienia. Ale. Porównywać się warto, jak sądzę, przede wszystkim z Jezusem. On też kiedyś się zezłościł i wygonił przekupniów ze świątyni. Dlaczego nie zezłościł się na żołdaków rzymskich, okupantów? Sam na to odpowiedział: Przyszedłem tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. Jezus czyścił własny dom. A gdy my chcemy wyczyścić własny Kościół, liczni biskupi mówią, że został zaatakowany. I jak tu się nie zezłościć?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]