Wołające kamienie

Dosiadający osła Człowiek, okrzyknięty przez gawiedź królem, mógłby się wydawać królem z maskarady. Ze wszystkich Ewangelistów jedynie św. Łukasz relacjonuje, że niektórzy spośród faryzeuszy natarczywie wzywali Mistrza z Nazaretu do uciszenia tłumów. W odpowiedzi usłyszeli: “Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą" (Łk 19,40). Kamienie? Wołać? Ożywiać nieożywioną przyrodę, aby śpiewała pochwalne pieśni jakiemuś Jezusowi? Dlaczego Bóg domaga się ludzkiego uwielbienia? Czy nie jest aby nieprzyzwoitym narcyzem - zapytają niektórzy mistrzowie podejrzeń - skoro domaga się od człowieka uznania ponad wszelką miarę? Lepiej już byłoby przerwać to święto szaleńców.
Czyta się kilka minut

Według niektórych biblistów odwołanie się Jezusa do świadectwa kamieni oznacza, że niemi świadkowie historii będą przemawiać przeciwko tym, którzy nie uznali w Jezusie pośrednika usprawiedliwienia ludzkości z grzechów. Faktem jest, że wers ten stanowi niemal bezpośredni cytat z księgi proroka Habakuka: “Kamień ze ściany zawoła, a belka budowy mu zawtóruje" (Ha 2,11). W tym kontekście łatwo uderzyć w emocjonalną nutę i interpretować odpowiedź Jezusa jako skierowaną explicite przeciwko krytykom chrześcijaństwa. Jeśli każecie nam milczeć, to niemi świadkowie historii złożą swoje świadectwo, a wówczas... I aż się prosi dodać lekceważące przysłowie o karawanie, która idzie dalej. W kaznodziejstwie (nie tylko katolickim, także protestanckim czy prawosławnym) pojawiają się takie emocje.

Czy tłumy wiwatujące na ulicach Jerozolimy rzeczywiście okazywały Chrystusowi uwielbienie i uznały Go za Syna Bożego przynoszącego odpuszczenie grzechów? Raczej myślano o Nim jako o Mesjaszu politycznym. Minie kilka dni, a te same tłumy zwiedzione lub rozgoryczone będą skandować: “Ukrzyżuj Go!". Dlatego kiedy Jezus mówi, że kamienie wołać będą, to jakby widział oczami wyobraźni wydarzenia następnych dni. Wiedział, że tłumy zamilkną. Zamilknie śpiew i świętowanie. Rozpocznie się dramat Golgoty i samotne uwielbienie Boga w ofiarniczej śmierci krzyżowej. Wiedział, że na swoim ciele poczuje uderzenia kamieni, z których żaden nie zawoła “Hosanna". Kiedy jedni będą Go wyśmiewali, a przyjaciele zamilkną w oddali, w kulminacyjnym momencie historii świata będzie wołał: “Ojcze, w Twoje ręce składam ducha mego". Zamilknie potem na trzy dni, zamknięty w grobie wykutym w kamiennej skale, by także i tę kamienną ciszę zakłócić wydarzeniem nikomu z ludzi nie dostępnym. Zmartwychwstaniem. Tak stanie się kamieniem odrzuconym, głowicą węgła, axis mundi - świętą Górą świata. I będzie mówił, do końca świata, ustami tych, którzy sami niedawno byli niemowami. Ustami prostych galilejskich rybaków, przed chwilą jeszcze oniemiałych i skamieniałych z przerażenia i rezygnacji.

***

Starożytne religie traktowały kamień jako symbol wieczności, a Stary Testament potępiał wszelakie kulty kamienia. Kamień jest martwym przedmiotem. W Biblii to metafora zatwardziałości serca. Kamienne serce oznacza, że człowiek duchowy, jego wspomnienia, myśli, zamiary i decyzje nie kierują się dobrem innego człowieka. Bez autentycznie przeżywanej wiary w Boga człowiek jest martwy jak kamień. Może być komuś kamieniem na drodze. Może być dla kogoś kamieniem obrazy. Może okazywać oblicze twardsze niż kamień. Bardziej niż poczucie bycia skałą, nosimy w sobie poczucie bycia kamieniem. Ciężkim, szarym, porzuconym przy drodze, milczącym, nic nieznaczącym, zdanym na łaskę przechodniów.

Jednak jedno z największych dzieł Boga to cud, gdy “kamień nagle zakwitnie na brzegu". Jezusowe “wołające kamienie" to nic innego jak konkretne osoby, mężczyźni i kobiety, powołane do życia wiarą tam, gdzie może coraz mniej przekonujących znaków wiarygodności chrześcijaństwa. To paralitycy pobudzeni do życia, zmienieni nie do poznania, uwielbiający Boga i głoszący Jego wielkość, majestat, wszechmoc, miłosierdzie, nie dla koniunkturalnych, chwilowych korzyści, ale ze względu na Niego samego. Zaczynający żyć zachwytem, że Bóg po prostu jest. Ten, który do niedawna był tylko kamieniem, chce wypowiedzieć ustami, co jest niekiedy niewypowiedziane: jak wielkie rzeczy Bóg mu uczynił. Nic nie może powstrzymać go przed oddaniem chwały Bogu, chociaż ma świadomość, że to, co mówi, i tak w pełni nie oddaje jego uczuć. Św. Augustyn powie w “Wyznaniach": “Biada, jeśli się o Tobie milczy! Ale choćby najwięcej wtedy mówił człowiek - niemową jest".

Bóg nie jest narcyzem. Kościół wierzy, że hymny uwielbienia Bogu nic nie przydają, ale przyczyniają się do ludzkiego uświęcenia. Ożywiony człowiek, który stał się wołającym kamieniem, nie gra na tanich sentymentach. Oddaje swoje życie Bogu i ludziom. Wszystkim ludziom, bo krew Jezusa została wylana “za was i za wielu". Stać się wołającym kamieniem, oznacza wyrazić radość, że odnalazłem wreszcie sens mojego życia, że po długich poszukiwaniach odkryłem, co i kto jest początkiem i kresem wszystkiego.

Jeśli dzisiaj, w dwa tysiące lat po triumfalnym wjeździe Jezusa do Jerozolimy, bierzemy do rąk palmy i uczestniczymy w radosnej liturgii okraszonej ludową pobożnością, to czynimy tak, aby wyrazić gestem to, co niekiedy trudno wyrazić słowami. Zachwyt wypływający z wiary, że Jezus wjeżdża już nie do Jerozolimy, ale do domu duszy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2004