Minął miesiąc od 26 maja, gdy Wołodymyr Zełenski podpisał dekret nadający jednostce sił specjalnych imię „Bohaterów UPA” – i widać już, że osiągnął cel, który chciał nim uzyskać.
Jeszcze miesiąc temu wielu moich ukraińskich znajomych – podobnie jak wielu liderów opinii – było gotowych „pognać het” Zełenskiego. Ci pierwsi nie gryźli się w język: widzieliby go za kratami lub poza krajem, jak Janukowycza – za niewątpliwy już, jak przekonywali, udział w „schemacie” korupcyjnym, a także za wcześniejsze krycie skorumpowanych kumpli.
Polski sprzeciw wzmocnił Zełenskiego
Dziś ci sami ludzi stoją za Zełenskim (nawet jeśli przez zaciśnięte zęby), zwłaszcza po pozbawieniu go Orderu Orła Białego, co odebrano jako upokorzenie także kraju. Widać to w sondażach: w maju Zełenski dołował i większość chciała, by po wojnie zniknął, a dziś znów ma większość (na ile trwale, to pytanie ważne, ale tu wtórne).
Zresztą mam wrażenie, że u wielu niekoniecznie jest to odruch solidarności, lecz przekory – wobec Polaków, których gniew miałby być tożsamy z narzucaniem im polskiej interpretacji historii (gdy w istocie to interpretacja uniwersalna: zbrodnia to zbrodnia, czy Wołyń, czy Bucza).
Zełenski zyskał rodzaj „immunitetu”. Daliśmy mu go pospołu: Polacy i Ukraińcy. My nawet nie tyle naszym gniewem (zrozumiałym), co właśnie tym orderem. Decyzję prezydenta Nawrockiego można zrozumieć na poziomie emocji, ale ciężko wskazać jej zysk polityczny dla Polski. Jest za to wrażenie, że Nawrocki zagrał w scenariuszu pisanym przez Zełenskiego.
UPA, korupcja i sprawa „Wowy”
I tak oto ze sfery publicznej zniknął „Wowa”: to imię pada na taśmach ujawnionych w maju przez ukraińskie media. Pochodzące z podsłuchów antykorupcyjnych służb, pokazują, jak ludzie wokół Zełenskiego „szyli” państwo na duże pieniądze („Wowa” miałby być wśród beneficjentów). Także w maju zarzuty usłyszał Andrij Jermak, przez lata jego prawa ręka. Kolejne takie przecieki i można by sobie wyobrazić demonstracje pod hasłem „Zełenski het!”.
Jest zresztą dowód, że podejmując 26 maja decyzję, Zełenski świetnie wiedział, co robi. Na początku 2022 r. obiecał on Andrzejowi Dudzie – podczas spotkań, na których ustalono, że w razie czego Polska da Ukrainie ciężką broń, by mobilizowani rezerwiści mieli z czym ruszyć w bój – iż nie będzie nadawać jednostkom na patronów ludzi i organizacji winnych zbrodni na polskich cywilach (opisuje to Jakub Kumoch w tekście w kwartalniku „Bezpieczeństwo Narodowe” nr 2/2025; jest on dostępny online).
To informacja dla tych, którzy wciąż wierzą, że Zełenski spełnił tylko prośbę żołnierzy. Gdyby istotnie chciał spełnić prośby tych, których znam, to powinien zrezygnować ze startu w wyborach po wojnie. Swoje miejsce w historii Ukrainy już ma.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










