Serhij Żadan: Teraz jestem na swoim miejscu – w armii

Serhij Żadan, ukraiński pisarz i muzyk: Wytrzymamy to wszystko. Jasne, że będzie to trudne, i że nie skończy się szybko. Ale za bardzo kochamy nasz kraj, żeby skapitulować, zrezygnować ze stawiania oporu.
Czyta się kilka minut
Serhij Żadan w polowym studiu radiowym brygady „Chartia”, sierpień 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk
Serhij Żadan w polowym studiu radiowym brygady „Chartia”, sierpień 2024 r. // Fot. Antonina Palarczyk

Polscy pisarze i pisarki z pomocą dla Serhija Żadana

Obiad z Olgą Tokarczuk, książka z autografem Milana Kundery od Marka Bieńczyka, wieczór w teatrze z Wojciechem Tochmanem albo prezent od Joanny Kuciel-Frydryszak – takie skarby można licytować podczas aukcji charytatywnej, zorganizowanej przez stowarzyszenie pisarzy i pisarek Unia Literacka.

Na aukcję przeznaczono także wiele innych spotkań, przedmiotów kolekcjonerskich i oczywiście książek z dedykacjami. Oprócz wyżej wymienionych swoje zaproszenia i podarunki zaoferowali także m.in. Sylwia Chutnik, Max Cegielski, Jacek Dehnel, Agnieszka Drotkiewicz, Joanna Gierak-Onoszko, Jacek Hołub, Iza Michalewicz, Mateusz Pakuła, Klementyna Suchanow, Dionisios Sturis, Mariusz Szczygieł czy Mirosław Wlekły.

Zgromadzone w ten sposób środki trafią na pomoc dla Żadana i jego brygady „Chartia”.

Szczegóły: https://allegro.pl/charytatywni/stowarzyszenie-unia-literacka

„Tygodnik Powszechny” objął akcję swoim patronatem.


Serhij Żadan urodził się w 1974 r. w Starobielsku w obwodzie ługańskim (dziś miasto jest pod rosyjską okupacją). 23 sierpnia tego roku skończył 50 lat, a w tym samym dniu swoje 370. urodziny obchodził Charków – kiedyś drugie pod względem wielkości miasto w Ukrainie, z którym Żadan jest związany od lat 90. XX w. do dziś.

W Charkowie ukończył studia (ukrainistykę i germanistykę), tutaj powstała punkowa grupa Żadan i Sobaki, której jest wokalistą. Tu też osadzona jest fabuła niejednej z książek, które wyszły spod jego ręki. Poeta, prozaik i aktywista, śladami swoich młodych bohaterów – idealistów, buntowników – oprowadza po podupadłych kamienicach śródmieścia, stacjach metra i podmiejskiej kolejki. Włóczy się po burych blokowiskach z końca XX stulecia i posowieckich zakładach metalurgicznych, gdzie strach zaglądać. W ostatniej książce pt. „W mieście wojna” (ukazała się też w Polsce) patrzy na swoje miasto podczas pierwszego roku rosyjskiej inwazji – jako wolontariusz organizujący pomoc dla cywilów i wojska.

W lutym 2024 r. Żadan wstąpił na ochotnika do wojska: do 13. Brygady Gwardii Narodowej „Chartia”, jednostki sformowanej w znacznej mierze z mieszkańców Charkowa; wcześniej pomagał jej jako wolontariusz.

Antonina Palarczyk z Charkowa


ANTONINA PALARCZYK: Rozmawiamy w Charkowie, w busie przerobionym na mobilne studio radiowe. Co możesz powiedzieć o tym miejscu?

Serhij Żadan: To nasze radio. Nasz mały oddział – wszyscy jesteśmy żołnierzami 13. Brygady Gwardii Narodowej „Chartia” – poza innymi obowiązkami zajmuje się także prowadzeniem Radia Chartia. Tworzymy materiały o żołnierzach, o cywilach, o ludziach żyjących w strefie przyfrontowej. Staramy się być takim pomostem komunikacyjnym pomiędzy naszą brygadą a światem cywilnym. W tym celu stworzyliśmy mobilne studio nagrań, z niego prowadzimy transmisje na żywo, znajdując się w dowolnym miejscu. W procesie jego powstawania bardzo przyczynili się nasi przyjaciele z Polski.

Jesteś pisarzem i muzykiem. Opowiedz o swojej decyzji, aby zostać żołnierzem. Oraz wybraniu właśnie tej jednostki.

Z brygadą „Chartia” znam się od początku, od momentu jej powstania. Razem z przyjaciółmi dużo pomagaliśmy jej jako wolontariusze, dostarczając wyposażenie, samochody, zbierając środki na koncertach grupy Żadan i Sobaki. Kiedy stało się jasne, że w Ukrainie przyjęte zostanie nowe prawo mobilizacyjne, razem z naszą grupą stwierdziliśmy, że nie będziemy czekać, aż ono wejdzie w życie, ale po prostu wstąpimy do naszej brygady. Przeszliśmy komisję medyczną, przeszkolenie i trening na poligonie. I jesteśmy teraz tu, na swoim miejscu, w swoim oddziale.

Serhij Żadan (2. z lewej) z kolegami z wojskowego szkolenia demonstrują naszywki brygady „Chartia”. 1. z prawej Ołeksandr Merenczuk, puzonista zespołu Żadan i Sobaki, który wstąpił do wojska razem z Serhijem, opowiadał, że naszywki „Chartii” nie da się kupić w żadnym ze sklepów militarnych (w odróżnieniu od emblematów innych jednostek); by ją zdobyć, nieźle się zadyszał podczas ostatniego egzaminu na poligonie: kilkukilometrowego biegu w pełnym uzbrojeniu. Wiosna-lato 2024 r. // Fot. archiwum prywatne

Co do obecnej mobilizacji, jakie są Twoje odczucia? Obserwujemy coraz wyraźniejszy podział na tych, którzy chowają się przed mobilizacją, i na tych, którzy idą służyć.

Będąc na poligonie, widzieliśmy wielu chłopaków, którzy zostali zmobilizowani. My poszliśmy dobrowolnie. Trafili na front i nigdzie nie uciekają, rozumieją, że trzeba bronić swojego kraju, są wysoce zmotywowani. Ludzie są różni, każdy ma inne motywacje, każdy ma inne odczucia co do tego, co należy zrobić, a czego nie. Wśród moich znajomych nie ma nikogo, kto od tego ucieka. Co do tych zaś, którzy unikają mobilizacji... Jako że sam nie siedzę w okopach, trudno mi komukolwiek coś doradzić lub o cokolwiek go obwiniać. Ale wydaje mi się, że każdy ma możliwość decyzji: jak może być skuteczny, jak może pomóc swojemu krajowi.

Wielu się boi.

Tak, wielu boi się armii. Wielu uważa, że służba wiąże się wyłącznie z byciem na pierwszej linii. Niektórzy nie są na to gotowi moralnie i psychicznie. Tak naprawdę armia to złożony organizm. To nie tylko piechota, choć wiadomo, że właśnie na jej barkach jest największa odpowiedzialność i ciężar. Stąd wielki szacunek dla piechoty. Ale jej funkcjonowanie nie jest możliwe bez artylerii, dronów, lotnictwa, bez sił wsparcia, bez tych wszystkich ludzi, którzy pracują z tyłu, aby człowiek w okopach był zaopatrzony we wszystko, co trzeba.

My, nasza grupa, prócz pracy w radiu jesteśmy żołnierzami batalionu sił wsparcia. Od czasu do czasu wykonujemy też pracę w terenie, pod Charkowem [na tym odcinku frontu, na północ Charkowa, operuje dziś brygada „Chartia”; wcześniej walczyła w obwodzie donieckim – red.].

Wydaje mi się, że często strach i niechęć do armii wynika z nieznajomości sytuacji, z braku zrozumienia, czym jest wojsko, jak jest zbudowane i co się z tobą stanie, kiedy zostaniesz zmobilizowany. Wielu boi się, bo kuleje komunikacja. Aby jakoś temu zaradzić, stworzyliśmy radio. Aby pokazać, że wojsko to nie jacyś dziwni i wyjątkowi ludzie, tylko zwykli faceci i dziewczyny, którzy odważyli się porzucić swoje cywilne zajęcia i poszli służyć. Niekoniecznie od razu jako załoga moździerza czy piechociarze. Ktoś pracuje jako pilot drona, ktoś w służbach medycznych, ktoś inny w sztabie. To wszystko ważna praca.

Mówi się, że „Chartia” to nowoczesna brygada, której bliżej do standardów wojsk NATO niż do starej sowieckiej szkoły.

Począwszy od dowódcy brygady po oficerów, wszyscy starają się zapobiec jakimkolwiek objawom sowieckości. Dlatego tak cenię „Chartię” i robię jej reklamę. To prawdziwy przykład, że w ukraińskim wojsku są oddziały całkowicie wolne od tamtych naleciałości.

Jak się dzisiaj czujesz? Mija kolejny rok wojny, kolejny rok Twojej nieustannej pracy wolontariackiej.

Czuję się na swoim miejscu. Wśród ludzi, którym wierzę. Pomocą wojskowym zajmuję się od roku 2014 – od tego czasu należy zacząć liczyć lata tej wojny. Długo. Wyrosło całe pokolenie ukraińskich dzieci. Dzieci wojny. A wciąż nie zanosi się na to, żeby miała się zakończyć. To ponura perspektywa, ale cóż robić. To nasz czas i nasz kraj. I tak naprawdę nie mamy wyboru.

Jakie masz przeczucia co do przyszłości? Wszyscy chcą wiedzieć, jak to wszystko się skończy, nikt nie zna odpowiedzi.

(uśmiech) Wszyscy pytają, cały czas o to pytają. Myślę, że przyszłość będzie ukraińska. Myślę, że nasz kraj zwycięży, że wytrzyma to wszystko. Jasne, że będzie to trudne, że nie będzie szybkie. Ale nie widzę przesłanek, aby Ukraina miała zniknąć, żeby przestała istnieć. Za bardzo kochamy nasz kraj, nasze miasta i naszych bliskich, rodaków, żeby tak po prostu zdradzić. Żeby skapitulować, zrezygnować ze stawiania oporu.

Skąd w tym wszystkim brać siłę?

Trzeba trzymać się ludzi, trzymać się silniejszych od siebie. Siła... Często jej nie ma, ale kiedy widzisz podobną siłę u kogoś innego, pojawia się ona w tobie. To taki psychologiczny moment. Wszyscy jesteśmy zmęczeni, ktoś mniej, ktoś bardziej. Wiadomo, że osoba będąca bezpośrednio na linii walki jest bardziej zmęczona. Ale dotyka to nas wszystkich i tym ważniejsze jest, aby trzymać się nawzajem, aby nie być samotnym. Ci, którzy są samotni, mają ciężej.

Pozostając przy psychologii: co na wojnie dzieje się z taką cechą jak wrażliwość?

Wyostrza się. Oraz, oczywiście, przeszkadza: jeśli jesteś osobą empatyczną, otwartą, ta ilość bólu, cierpienia i obecność śmierci, jaka nas otacza, sprawia, że trudniej wytrzymać. Jeśli naprawdę współczujesz, jeśli chcesz pomóc, wesprzeć i widzisz, ile wokół jest kłopotów, to jest to trudne. A z drugiej strony to nas trzyma, dzięki sumieniu rozumiesz, że nie można uciekać od rzeczywistości, trzeba działać.

Jak od początku pełnoskalowej wojny zmienił się Charków i jego mieszkańcy?

Radykalnie się zmienił. Jest zupełnie innym miastem. Kiedyś był miastem wesołym, młodzieńczym, beztroskim, pełnym pracujących non stop dźwigów budowlanych. Teraz to miasto pełne dźwigów zastygłych w bezruchu. Miasto, z którego wyjechała ogromna liczba młodzieży, studentów, także obcokrajowców, którzy tu byli wcześniej. Oczywiście, wielu wciąż zostało. Jeśli przejechać się po mieście, widać tłum młodych ludzi. Ale wyobraź sobie, ilu ich było przed wojną. Przedtem w Charkowie mieszkało 400 tys. studentów! Bardzo wielu zagranicznych, prawdziwe miasto studenckie.

A teraz?

Teraz tego wszystkiego nie ma, uniwersytety stoją puste. Teatry, kina i biblioteki puste. Szkoły nie pracują. Dla mnie to zupełnie inny Charków. Bardziej niespokojny, bardziej zmęczony, dotkliwie pobity. Ale silny. Silny i niezłomny. Taki, który nadal stoi, stawia opór, walczy i nie poddaje się.

Jakieś miejsce w Charkowie jest Twoim ukochanym?

Po prostu kocham Charków w całości. I dzielnice-sypialnie, i stare centrum historyczne, i dzielnice proletariackie. Kocham i w czasie tej wielkiej wojny pokochałem go jeszcze bardziej. Od pierwszych dni, od 24 lutego 2022 r., wraz z przyjaciółmi jeździliśmy jako wolontariusze praktycznie do wszystkich dzielnic i zakątków miasta. To była okazja, by zobaczyć go z bliska setki razy, objechać wzdłuż i wszerz, sięgnąć wszystkich zakamarków.

A jak od 24 lutego 2022 r. zmieniła się ukraińska muzyka i literatura? Pojawiło się nawet nowe pojęcie „bayraktarszczyna”, dla nurtu wojennych piosenek [połączenie „szarawarszczyny” – pochodzącej od kozackich spodni, oznaczającej powierzchowne i stereotypowe przedstawianie ukraińskiej kultury – i nazwy tureckiego drona bayraktar, któremu poświęcona była popularna piosenka w 2022 r. i na którego cześć nazwano radio serwujące muzykę tego typu – red.].

„Bayraktarszczyna” owszem, ma swoje miejsce, to bezsprzeczne. Przychodzi taki koniunkturalny moment. Ale jednocześnie wydaje mi się, że o wiele ważniejsze jest to, że w muzyce ukraińskiej pojawiło się wiele ciekawych rzeczy. W muzyce alternatywnej, w folku i muzyce popularnej, odnoszę wrażenie, że otworzyły się jakieś śluzy, że znikły dawne bariery. Ukraińscy artyści w końcu przestali patrzeć za trendami idącymi z Rosji. Zaczęli robić swoją muzykę. Tak samo w literaturze, choć w niej, wydaje mi się, wszystko jest bardziej złożone.

Widzę swego rodzaju pauzę, ale to może zmienić się w każdym momencie. To dziwne, bo ukraińska literatura zawsze reagowała na wszystko ostrzej, była wrażliwsza. A teraz... Nie wiem, może jest zbyt ciężko w warunkach takiej presji. Może potrzebny jest czas, by literatura złapała oddech. Owszem, powstają wiersze i powieści, ale wydaje mi się, że głównym gatunkiem jest teraz reportaż. Blog lub pamiętnik, jakieś świadectwo składane właśnie dzisiaj, właśnie tutaj.

Czego warto słuchać, po jaką ukraińską muzykę czasów wojny radziłbyś sięgnąć polskiemu czytelnikowi, słuchaczowi?

Warto zajrzeć w line-up jakiegokolwiek festiwalu, jak Atlas Weekend albo Festiwal Fajne Misto. Jest dużo ciekawych wykonawców. To wszystko nowa muzyka, która pojawiła się w ciągu ostatnich kilku lat. Jestem przekonany, że w Polsce nie jest tak szeroko znana. To młodzi ludzie, którzy myślą już zupełnie inaczej, mają zupełnie nowy pogląd na kulturę.

A Twoja własna twórczość, jak się zmieniła?

Cóż, niewątpliwie zmieniła się. Bo wojna to taki straszny cios, psychologiczny. Wielki przełom w postrzeganiu wielu rzeczy. Dla mnie pierwsze miesiące inwazji na pełną skalę były czasem ciszy, poza wpisami na Facebooku nie pisałem nic. Dopiero potem zabrałem się za wszystko na nowo, powstawały wiersze i teksty piosenek. Wydałem kolejny tomik poezji, pod tytułem „Skripniwka”. W Polsce pojawiła się książka „W mieście wojna”, to zbiór zapisków publikowanych codziennie w social mediach z pierwszego roku pełnoskalowej wojny. Teraz napisałem kolejną książkę. Ale to nie jest tak ważne. Ważne jest to, co dzieje się teraz.

Serhij Żadan po jednym z koncertów w metrze, organizowanych w pierwszych miesiącach rosyjskiej inwazji. Charków, kwiecień 2022 r. // Fot. archiwum prywatne

Jak przetrwać wśród tego, co dzieje się teraz? Jak się trzymać?

Powiem to samo, co przed chwilą: otaczać się ludźmi. Czerpać od nich siły, a oni będą czerpać siłę z ciebie.

W moim przypadku dużo występowaliśmy z naszą grupą. Przez pierwsze dwa lata inwazji podróżowaliśmy, koncertowaliśmy, zbieraliśmy pieniądze. Często przyjeżdżaliśmy też do Polski, kwestowaliśmy na rzecz ukraińskiej armii. Potem w pewnym momencie stało się to trudne, bo ta wymiana energii jest wyczerpująca. Dajesz wiele i wiele otrzymujesz. Jednak to, co dostajesz, jest często bardzo bolesne. W każdej sali koncertowej w Ukrainie spotykasz żołnierzy, niektórzy walczą, inni odnieśli rany, są inwalidami. Mówią ci o kolegach, którzy zginęli lub są w niewoli. Ta koncentracja bólu i niepokoju jest ogromna. Właściwie to czuję się nieswojo, występując w takim czasie. W pewnym sensie o wiele bardziej komfortowo jest służyć teraz tu, w brygadzie.

Wierzę, że kiedyś znowu będziemy śpiewać, tańczyć i czytać wiersze.

Materiał powstał dzięki wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 36/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Jestem na swoim miejscu