Ukraina: rynek książki łapie oddech

W Ukrainie ludziom chce się czytać, więc otwierają się księgarnie, a nakłady rosną, mimo że wiele drukarni, na przykład w przyfrontowym Charkowie, zostało zniszczonych. Jedna z nich kilka godzin przed tą rozmową.
Biblioteka Naukowa Uniwersytetu Tarasa Szewczenki uszkodzona w wyniku ataku rakietowego wojsk rosyjskich. Kijów, 10 października 2022 r. // Fot. Yevhen Kotenko / East News
Biblioteka Naukowa Uniwersytetu Tarasa Szewczenki uszkodzona w wyniku ataku rakietowego wojsk rosyjskich. Kijów, 10 października 2022 r. // Fot. Yevhen Kotenko / East News

Paweł Pieniążek: W ciągu ostatnich dwudziestu lat Ukraina przechodziła liczne wstrząsy – dwa Majdany, okupację Krymu, wojnę w Donbasie i tę pełnowymiarową z roku 2022. Które z tych wydarzeń było przełomowe dla literatury?

Andrij Saweneć: Nie chciałbym porównywać i ważyć tych momentów, pod koniec lat 90. też mieliśmy wiele protestów. Ale faktycznie, nie było żadnej spokojnej dekady, a ostatnie dwadzieścia lat to ostra jazda. Wszystkie te wydarzenia były przeżyciami różnych pokoleń, w tym mojego i pisarzy młodszych ode mnie o kilka, kilkanaście lat. Każdy z tych okresów wywierał wpływ. Natomiast wojny pełnowymiarowej nie można porównać z niczym. Ona uderzyła najmocniej, była szokiem, wstrząsem, ale też potężną mobilizacją.

Wszyscy mówili o tym, co się dzieje w Ukrainie.

AS: Mocna obecność Ukrainy w mediach wywołała zainteresowanie jej kulturą. Zaczęto szybko tłumaczyć i wydawać lokalnych autorów. Choć ta literatura była bogata niezależnie od dramatycznych wydarzeń.

Dlatego do naszego projektu włączamy teksty, które z jednej strony opowiadają o doświadczeniach wojny, ale też wychodzą poza ten obszar, poruszając wątki, które były i będą aktualne zawsze.

Co to za projekt?

Aleksandra Zińczuk: Literary Eastern Express Warsztatów Kultury w Lublinie, dofinansowany z programu Kreatywna Europa. Przez trzy lata chcemy wydać szesnaście pozycji książkowych, w tym dwujęzyczną poezję. Zawsze się staramy, by poezja ukazywała się w oryginale i przekładzie. Będzie też proza, literatura dla młodzieży oraz komiks, co jest dla nas nowym doświadczeniem. Nawiązaliśmy też współpracę z nowymi tłumaczami.

W tym kontekście chciałabym wrócić do tego, co mówił Andrij o doświadczeniu pokoleniowym. Gdyby spojrzeć na naszych autorów – Mykołę Riabczuka, Jurija Andruchowycza, Ołeksandra Bojczenkę, Andrija Lubkę, Ołeha Sencowa czy Artema Czecha – wszyscy oni dobrze pamiętali pomarańczową rewolucję, aktywnie brali udział w Majdanie czy wojnie. Sencow został uwięziony na Krymie, a teraz walczy. Czech wstąpił w 2014 r. do armii w czasie wojny w Donbasie.

Zresztą doświadczenie Wasyla Słapczuka, weterana wojny w Afganistanie, którego prozę i poezję wydaliśmy, jest bardzo mocno osadzone w realiach wojny.

Inną kwestią, która jest obecna w naszych książkach – u Natalki Śniadanko, Kateryny Babkiny, Andrija Bondara czy Czecha – to zerwanie z dziedzictwem radzieckiej Ukrainy. Pojawia się tam problem rozliczenia i pamięci.

Wydaje mi się, że wydarzenie na taką skalę, jakim była wojna w Donbasie, staje się motorem napędowym w wielu sferach, w tym literatury.

AS: Pierwsze tytuły związane z tą wojną, które mi przychodzą mi do głowy, to „Internat” Serhija Żadana, „Najdłuższe czasy” Wołodymyra Rafiejenki, „Córeczka” Tamary Dudy czy „Morele Donbasu” Lubow Jakymczuk. Kolejne pokolenia będą się dowiadywały o tej wojnie m.in. z nich.

AZ: To był ważny moment w historii Ukrainy. Nie była jeszcze zjednoczona, jak to się stało 24 lutego, ale już trwały poważne dyskusje. Ołeksandr Bojczenko nieraz wypowiadał się w ostry sposób, nikogo nie oszczędzając w swojej eseistyce. Myślę jednak, że wojna w Donbasie najpełniej znalazła wyraz w prozie i reportażu. Wojna pełnowymiarowa z 2022 r. odcisnęła się z kolei mocniej w poezji, niejako przepowiadała ją.

Na przykład tomik poezji Żadana „Tampliery” („Templariusze”). Choć wiersze są osadzone w średniowieczu, opowiadają o wojnie we wschodniej Ukrainie.

AS: Mnie z kolei jako pierwszy do głowy przychodzi Borys Humeniuk, który oddał kawał swojego życia tej wojnie. W 2014 r., już będąc uznanym pisarzem, poszedł jako ochotnik na front. Tam powstawały jego wojenne wiersze i opowiadania. Od grudnia 2022 r. uważa się go za zaginionego. Ciężko mówić o takich rzeczach tylko w kontekście literatury, gdy nie wiadomo, czy człowiek w ogóle żyje.

To pierwsza wojna, w której Ukraińcy mówią swoim głosem, bo odgrywają w niej pierwszoplanową rolę. Dotychczas ich narracja – jak choćby w przypadku drugiej wojny światowej – nie była tak słyszalna.

AZ: Warto przypomnieć, co mówili o tym Jarosław Hrycak czy Mykoła Riabczuk. Ukraińska kultura była zagłuszana propagandą narzuconą z Moskwy. Teraz możemy usłyszeć ukraiński głos. Staje się możliwe konstruowanie pewnych opowieści na nowo.

AS: Nie chciałbym, żebym zabrzmiało to cynicznie, ale dzięki doświadczeniu wojny i opisywaniu jej z pozycji uczestnika literatura ukraińska staje się bogatsza. Szczególnie, że inaczej pisze się o cudzej wojnie, a inaczej o swojej, w której broni się własnej egzystencji.

Na okres wojny w Donbasie przypadł rozkwit ukraińskojęzycznej literatury. Zaczęła ona dominować na ukraińskim rynku, wypierać rosyjskojęzyczną. Pojawiły się programy wsparcia ze strony państwa.

AS: Euromajdan z lat 2013-2014 to była cezura, język ukraiński zaczął być językiem codziennej komunikacji i twórczości. Pisarze przechodzili z rosyjskiego na ukraiński, jak było w przypadku Rafiejenki czy poety z Odessy, Borysa Chersońskiego. Od 2022 r. ten ruch stał się bardziej masowy. Wiele postaci ze świata kultury, mediów i sportu zadeklarowało przejście na język ukraiński. Najbardziej traumatyczna taka transformacja jest oczywiście dla literatów, poetów. Przeszły ją takie autorki młodszego pokolenia jak Ija Kiwa czy Daria Suzdałowa.

Widzicie, jak pisarze zmieniają się wraz z kolejnymi tekstami?

AS: To swego rodzaju literackie dorastanie. Jaskrawym przykładem jest dla mnie Kateryna Babkina. Jak przypomnimy sobie jej opowiadania, później „Sonię”, gdzie zapowiada się jako obiecująca pisarka, to w „Nikt tak nie tańczył, jak mój dziadek” wznosi się na inny poziom.

AZ: Mówicie o rozwoju, a ja się zastanawiam, co dalej i jak autorzy poradzą sobie z przełamywaniem inercji. Docierają do nas głosy, że podczas wojny, która jest przecież wydarzeniem ekstremalnym i depresyjnym, wielu artystów odczuwa niemoc i próbuje przezwyciężyć ciemność.

Dotyczy to zarówno czytania, jak i pisania. Są takie momenty, że nie ma czasu na lekturę, nie mówiąc o codziennym pisaniu, jak to miało miejsce do wybuchu wojny. Trzymajmy za nich kciuki, bądźmy też ciekawi nowych rozwiązań, formalnych, językowych. Można zaobserwować, że istnieje potrzeba zmiany paradygmatu i narracji, stare się wypaliły.

Dobrze widać to w komiksie „z mięty” Borysa Filonenki, który ukaże się w tym roku. Jego tematem jest komunikacja, opór, jaki rzeczywistość stawia porozumieniu. W sposobie narracji odnajdziemy wiele intertekstualnych tropów. Kultura właśnie tego wymaga – odczytywania i nowych ścieżek narracyjnych.

Wydaje mi się, że powoli podejmowane są próby wychodzenia z mroku. W zeszłym roku została wydana „Drabina” Eugenii Kuzniecowej, przełożona w tym roku na polski. Opowiada o losie emigranta z Ukrainy mieszkającego w Hiszpanii, do którego, z powodu inwazji, nagle trafia cała rodzina. Kuzniecowej udało się połączyć straszne wydarzenia z humorem, choć to balansowanie na bardzo cienkiej linii.

AS: To jest coś wpisanego w mentalność ukraińską. W niezbyt sprzyjających okolicznościach Ukraińcy potrafią żartować, przede wszystkim z samych siebie. Może dziś rzadziej się uśmiechamy, ale nie przestaliśmy tego robić.

Natomiast w ukraińskiej literaturze pojawiło się więcej patosu. Parędziesiąt lat temu zwalczano go, bo wydawał się odziedziczony po socrealizmie. Cały karnawał przełomu lat 80. i 90. to był sposób, żeby zwalczyć patos, który brzmiał fałszywie. Teraz patos jest odbierany inaczej, literatura mówi o rzeczach ostatecznych. Ale z drugiej strony powieść „Charków 1938” Ołeksandra Irwancia, którą w tym roku wydajemy, to też ukłon w stronę niepoprawnego, obrazoburczego karnawału sprzed trzech dekad.

Czy znaleźli Państwo książkę o wydarzeniach z roku 2022, na którą szczególnie warto zwrócić uwagę?

AS: Dla mnie taką książką była antologia „Wojna 2022” wydana przez Centrum im. Mieroszewskiego. Zebrano tam wiersze, eseje oraz dzienniki kilkudziesięciu autorów i autorek. Ta książka, która została stworzona i wydana w ciągu kilku miesięcy, najlepiej oddaje to, czym żyła wtedy ukraińska literatura.

Dzienniki stały się gatunkiem, który do 2022 r. nie był tak obecny w obiegu literackim, ale po tych wydarzeniach jego popularność eksplodowała. One są często oparte na wpisach facebookowych, jak w przypadku „W mieście wojna” Serhija Żadana, ale zaczęły żyć swoim życiem.

AZ: Dla mnie to właśnie twórczość Żadana i ważna seria wydawnictwa Pogranicze „W obliczu wojny” jest znacząca. Cieszy też zapowiedź Andrija Lubki, który miał problem z pisaniem, a mimo to przezwyciężył twórczą niemoc „Wojną z tylnego siedzenia”. To opowieść o jego pracy wolontariackiej.

Żadan w pierwszych dniach wojny obiecywał, że podejmie wątki związane z wolontariatem. Pierwszy zrobił to Andrij Lubka, chociaż takich książek mogłoby powstać pewnie całe mnóstwo, bo całe ukraińskie społeczeństwo to jeden potężny wolontariat.

A czy widać różnicę w tekstach dotyczących wojny w Donbasie i wojny pełnowymiarowej?

AS: Na pewno łatwiej jest o tym mówić w kontekście odbioru społecznego. Przez te osiem lat konflikt w Donbasie przez część społeczeństwa nie był zauważany. Niektórzy mówili o nim „wojna”, a inni unikali tego słowa. Można było zauważyć, że część autorów, jak Wołodymyr Rafiejenko czy Lubow Jakymczuk, próbowali dotrzeć do szerszego grona czytelników, ale nie mieli siły przebicia. W 2022 r. świadomość się zmieniła – wszyscy znaleźli się w centrum wojny.

Podczas wojny pełnoskalowej ukraiński rynek książki złapał drugi oddech. Wzrosły nakłady, pojawiły się nowe wydawnictwa i księgarnie. Jak to wyjaśnić?

AS: Nie chcę widzieć w tym paradoksu, bo to jest coś naturalnego, że ludziom chce się czytać. Chociaż pierwsze tygodnie czy miesiące pełnoskalowej inwazji to był oczywiście okres, kiedy pisarzom, artystom ciężko było się przełamać, żeby wrócić do twórczości, to samo było z czytelnikami. Tym bardziej, że były i wciąż są dużo ważniejsze rzeczy do zrobienia.

Rynek wydawniczy ukształtował się na nowo, zmalał udział rosyjskich książek i wydawnictw. Zmieniły się preferencje językowe. Do tego wcześniej brakowało rozwiązań prawnych. Teraz są pisarze, teksty i czytelnicy, więc pozostaje tylko pisać, wydawać i czytać. Ale oczywiście przede wszystkim pracować na zwycięstwo.

AZ: Super, że mamy tak dobre dane. Powstaje dużo przestrzeni czytelniczych i księgarnie się otwierają, ale mamy też w pamięci te wydawnictwa, które musiały zawiesić działalność. Ten los podzieliło wiele drukarni w przyfrontowym Charkowie.

AS: Jedna z charkowskich drukarni została zrujnowana kilka godzin przed naszą rozmową.

Podczas tego ostrzału zginęło 7 osób, a 20 raniono. Jednym z trafionych miejsc była drukarnia, z którą współpracowało znane wydawnictwo Vivat. Zniszczono 50 tys. książek.

AZ: Jednak książki współczesnych ukraińskich pisarzy na naszych półkach to materialny ślad istnienia kultury ukraińskiej. Ogromne znaczenie dla tego, jak rozwija się literatura, ma ukraińska społeczność czytelnicza. Tłumacz Bohdan Zadura żartuje, że zazdrości swoim kolegom pisarzom i poetom w Ukrainie fantastycznej publiczności oraz frekwencji na spotkaniach. Ta aktywność literacka była tam zawsze obecna. Organizując festiwale literackie i spotkania, krok po kroku pracujemy też na rzecz czytelnictwa.

W Ukrainie jest jakaś wyjątkowa energia. Może chodzi o to, że ludzie potrzebują nakarmić się czymś w czasie wojny, więc czytają. To bardzo budujące. My z tymi potrzebami spotkaliśmy się zaraz po wybuchu wojny, jak tylko nasza placówka przemieniła się w świetlicę dla dzieci. Poza wiktem potrzebne okazały się książki dla dzieci i młodzieży. Najlepiej w języku ukraińskim, więc zbieraliśmy je szybko dzięki pomocy przyjaciół z Ukrainy.

Moje doświadczenie z Ukrainy jest takie, że przez kilka miesięcy mało kto był w stanie na czymś się skupić. Czytanie przychodziło z ogromnym trudem, gdy miało się do czynienia z nieustającym zalewem informacji.

AS: W tych pierwszych miesiącach pisarze nie mogli pisać, czytelnicy – czytać, a tłumacze – tłumaczyć, poza może jakimiś dokumentami, ale nie była to literatura. Z czasem to się zmieniło.

Czy to ogromne zainteresowanie Ukrainą w 2022 roku było odczuwalne pod kątem sprzedaży książek?

AZ: Tak, i nie jest to tylko nasza obserwacja. Potwierdzają ją też wydawcy Kolegium Europy Wschodniej. To dobrze, że tak się stało. Nie poszukiwano wyłącznie literatury wojennej, bo ta poświęcona ostatnim wydarzeniom jeszcze się nie pojawiała, tylko starano się bardziej zrozumieć sąsiada poprzez literaturę, solidaryzować się. My z kolei część pieniędzy ze sprzedaży książek przeznaczyliśmy na pomoc dla Ukraińców.

Zainteresowanie czytelnicze wzrosło, co pokazała sprzedaż, ale nie stało się to samoistnie. Odkąd zaczęliśmy działać, otrzymaliśmy nagrody dla naszych tłumaczy, autorów i autorek, dostrzeżono książki, nazwiska. Dbamy o to, żeby zgłaszać nasze publikacje do różnych nagród, promować je, pokazywać na targach książki. Kultura sąsiadów pozwala nam również odkrywać siebie.

Andrij Saweneć // Fot. Wojtek Witek / materiały prasowe Warsztaty Kultury

ANDRIJ SAWENEĆ – tłumacz, badacz przekładu, współredaktor serii wydawniczej Warsztatów Kultury w Lublinie Wschodni Express, prezentującej w tłumaczeniach na język polski współczesną literaturę naszych wschodnich sąsiadów. Opublikował m.in. trzy wybory wierszy Wisławy Szymborskiej w przekładach na język ukraiński oraz dwujęzyczną, polsko-ukraińską antologię poetycką „Lublin z daleka, Lublin z bliska”.

Aleksandra Zińczuk // Fot. Natallia Tolochko / materiały prasowe Warsztaty Kultury

ALEKSANDRA ZIŃCZUK – wydawczyni i redaktorka naczelna czasopisma „Kultura Enter” oraz wydawnictwa Warsztaty Kultury w Lublinie. Nagrodzona Międzynarodową Nagrodą im. Pantełejmona Kulisza, Nagrodą „Angelus Lubelski”, Międzynarodową Nagrodą Literacką im. Hryhorija Skoworody, a także przez „Literaturę na Świecie”. Współzałożycielka i wolontariuszka m.in. Społecznego Komitetu Pomocy Ukrainie w Lublinie.

 

Festiwal Wschód Kultury – Inne Brzmienia: sprawdź program literackich premier oraz spotkań z pisarzami i pisarkami Wschodniego Expressu

Już od 11 lat podczas Festiwalu Wschód Kultury – Inne Brzmienia można się spotkać z najnowszą literaturą ukraińską i białoruską, a także pochodzącą z państw bałtyckich. W tym roku na festiwalową publiczność czeka 9 premier wydawniczych, w tym wydania książkowe projektu Literary Eastern Express (LEE), który stanowi dopełnienie i rozwinięcie działań serii „Wschodni Express” (dwie premiery opisujemy w osobnym tekście). Wśród nowości wydawniczych znajdują się gatunki takie jak komiksy, esej historyczny czy literatura dziecięca. Premierom towarzyszyć będą dyskusje związane zarówno z tematyką samych książek, jak i kontekstem społeczno-kulturowym, w jakim powstawały. 

To 17. edycja organizowanych przez Warsztaty Kultury lubelskich Innych Brzmień i 11. w ramach Wschodu Kultury, czyli projektu realizowanego przez Narodowe Centrum Kultury ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz przez 3 miasta wschodniej Polski – Lublin, Białystok i Rzeszów.

– W tym roku zaprezentujemy m.in. przekłady poezji i prozy współczesnych autorów i autorek z Białorusi, Ukrainy, Litwy i Estonii. Spotkania będą okazją do bezpośredniego kontaktu z twórcami, wymiany myśli i doświadczeń. Będziemy mogli posłuchać fragmentów ich dzieł w oryginalnym brzmieniu, a także w polskich przekładach, co pozwoli na pełniejsze zrozumienie i docenienie pracy zarówno autorek i autorów, jak i istotnej roli tłumaczek i tłumaczy. Podczas Festiwalu będzie można kupić książki i zdobyć autografy twórców. Wszystkie spotkania literackie odbędą się w siedzibie Warsztatów Kultury w Lublinie. – opowiada Monika Ostrowska z działu wydawniczego Warsztatów Kultury w Lublinie.

Harmonogram spotkań znajduje się na stronie organizatorów.


Dodatek do „Tygodnika Powszechnego” 24/2024

Redakcja: Monika Ochędowska

Proj. graf.: Marek Zalejski

Opieka wydawnicza: Anna Pietrzykowska, Mateusz Gawron

Skład: Andrzej Leśniak

Współwydawca: Fundacja Tygodnika Powszechnego

Partnerami wydania są Ergo Hestia i Warsztaty Kultury w Lublinie

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Dołącz do naszej grupy na Facebooku i Instagramie @ksiazkiwtygodniku
 

 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2024

W druku ukazał się pod tytułem: W mieście wojna