Ostatnia klęska Jana Kazimierza. Pod Mątwami przegrał przyszłość Rzeczpospolitej

360 lat temu w bitwie pod Mątwami pogrzebano reformę państwa forsowaną przez króla Jana Kazimierza. Czy gdyby się udała, wiek później uniknęlibyśmy rozbiorów?
Czyta się kilka minut
Marian Adamczyk, Bitwa pod Mątwami, Muzeum w Inowrocławiu // domena publiczna
Marian Adamczyk, Bitwa pod Mątwami, Muzeum w Inowrocławiu // domena publiczna

Buntownicy nie mieli litości dla pokonanych. Jeńców zarzynali, a ich ciała rąbali na sztuki. Później policzono, że wiele zwłok nosiło po 6-7 cięć, ale niektóre nawet po 30-40. Rokoszanie, dowodzeni przez hetmana Jerzego Lubomirskiego, dali tym upust nienawiści do żołnierzy króla Jana Kazimierza.

Bitwa, którą 13 lipca 1666 r. stoczono pod wsią Mątwy (dziś to część Inowrocławia), stanowiła epilog nie tylko rokoszu Lubomirskiego, ale też rozpaczliwych prób reformowania Rzeczypospolitej – i całego panowania nieszczęsnego króla, ostatniego z dynastii Wazów.

Jan Kazimierz: król, którego szlachta nie kochała

O Janie Kazimierzu, który tron objął w 1648 r., w wieku 39 lat, mawiano, że nigdy nie budził sympatii: był wyniosły, gardził szlacheckim narodem i z tego względu na dworze zatrudniał głównie cudzoziemców i mieszczan, a najchętniej posługiwał się językiem włoskim. Nikomu się nie odkłaniał, był nieuprzejmy, miał tendencję do zmiennych nastrojów.

Uruchamianie odtwarzacza...

Jeszcze gorszą opinię miała jego żona, królowa Maria Ludwika: to właśnie „demonicznymi” wpływami tej Francuzki o silnej osobowości, wiedzącej, czego chce, tłumaczono brak pokory króla wobec tradycji ustrojowych Rzeczypospolitej

Portret Jana Kazimierza Wazy // domena publiczna

To ona namówiła Jana Kazimierza, żeby nowo mianowani urzędnicy podpisywali zobowiązanie, iż ustąpią na żądanie (podczas gdy urzędy były w Rzeczypospolitej Obojga Narodów dożywotnie). I to ona stała za dwoma słowami, które spędzały Sarmatom sen z oczu: vivente rege. Mowa o idei, aby następcę władcy wybierać i koronować jeszcze za życia poprzednika.

Rzeczypospolita Obojga Narodów do reformy

W siódmą dekadę XVII stulecia kraj wchodził wyniszczony potopem szwedzkim (do porównywalnych strat ludnościowych i materialnych dojdzie dopiero w czasach II wojny światowej). Paradoksalnie, w obliczu tej klęski otwarła się – na krótko – furtka do naprawy ustroju. Spora część szlachty i większość magnatów zdawała sobie sprawę, że państwo działa źle – skoro mogło dojść do opanowania niemal całego jego terenu przez obce wojska.

Para królewska widziała te tendencje i postanowiła wykorzystać je do wzmocnienia władzy monarszej. Co swoją drogą również byłoby istotną – i potrzebną – zmianą ustroju.

Skupione wokół dworu stronnictwo reformatorskie dyskutowało więc o zmianach w sposobie obrad Sejmu (aby jednomyślność zmienić na głosowanie większością), ograniczeniu liberum veto (możliwości rozwiązania obrad po proteście jednego posła), powołaniu stałej rady senatorów i posłów przy królu (czegoś na kształt nowoczesnego rządu). Przedstawiano też pomysły na sfinansowanie stałej armii. I myślano o reformie sposobu wybierania króla. 

Vivente rege: jak ocalić kraj przed chaosem

Funkcjonująca od 1573 r. elekcja viritim (a więc głosami całej zgromadzonej szlachty), dokonywana podczas bezkrólewia, była obarczona licznymi wadami. Bezkrólewia się przedłużały, stawały okresami chaosu, w których swoje interesy realizowali magnaci i ościenne mocarstwa. Dochodziło do podwójnych elekcji, a o tym, kto zostanie królem, decydował wyścig do katedry krakowskiej, a raz wojna domowa (w latach 1587-88, między zwolennikami Zygmunta III Wazy i Maksymiliana Habsburga).

W tym kontekście wrócił postulat znanej z czasów Zygmunta Starego elekcji vivente rege, gdy jego następcę, Zygmunta Augusta, ukoronowano za życia ojca (jak to się udało, to osobny thriller historyczny). 

Taka forma wyboru likwidowałaby (lub choćby ograniczała) większość powyższych zagrożeń. Stanowiłaby też wzmocnienie pozycji urzędującego króla: mógł przez rozdawanie urzędów i dzierżawę ziemi (tzw. królewszczyzn) zyskiwać stronników dla popieranego przez siebie kandydata.

Jan Kazimierz zaprzepaścił reformy

Jana Kazimierza i Marię Ludwikę tak zafascynowały możliwości, jakie dałby im ten model elekcji – głównie dla ułatwienia drogi do tronu kandydatowi z Francji – że zaniechali wspierania pozostałych reform. Czasu nie traciły też Austria, Francja i Brandenburgia. Nie w smak im była naprawa ustroju Rzeczypospolitej, dlatego przekupywały magnatów, za którymi szły tłumy klienteli szlacheckiej. Nastroje się zmieniały, furtka dla reform zaczęła się zamykać.

Król obsesyjnie przekonywał Sejm o konieczności elekcji vivente rege – czym w końcu sprowadził sobie na głowę dyżurne sarmackie hasła o tyranii, dążeniu do absolutum dominium (władzy absolutnej) oraz o likwidowaniu „złotej wolności”. Dziś możemy spekulować, jakie byłyby losy planów króla, gdyby najpierw zadbał o wprowadzenie głosowania w Sejmie większością...

Król ostrzegał przed rozbiorami. Nikt go nie słuchał

Na Sejmie w maju 1661 r. Jan Kazimierz uderzył w najwyższe tony. W przemowie tłumaczącej konieczność sukcesji tronu za życia króla zawarł... ponurą przepowiednię upadku Rzeczypospolitej, rozdartej przez Rosję, Prusy i Austrię. 

Tak, ostatni Waza przewidział rozbiory. Niestety nikogo wówczas nie przekonał. Być może dlatego, że w tle obrad sejmowych odbywały się akurat triumfalne wjazdy do Warszawy zwycięzców kolejnych bitew z Rosjanami – spod Połonki i Cudnowa. W obliczu takich przejawów potęgi oręża Rzeczypospolitej, przestrogi Wazy nie trafiły do wyobraźni.

Na czele opozycji wobec planów króla stanął zwycięzca spod Cudnowa: marszałek wielki koronny i hetman polny koronny Jerzy Lubomirski. Dotąd był stronnikiem dworu, ale para królewska uraziła go odmową ręki siostrzenicy Marii Ludwiki dla jego syna. 

Jerzy Sebastian Lubomirski, ok. 1667 r. // Alamy / B&EW

Król zaczął tracić grunt pod nogami. Wycofał spod obrad projekt vivente rege, bo Sejmowi groziło zerwanie. Tymczasem brakowało pieniędzy na wojsko i należało uchwalić podatki.

Lubomirski: sojusznik króla staje się zdrajcą

Królewska wściekłość skupiła się na Lubomirskim. Janowi Kazimierzowi wydawało się dotąd, że tego potężnego magnata z Małopolski ma po swojej stronie, że łączy ich zaufanie. To przecież jemu oddał na przechowanie insygnia, uciekając na Śląsk podczas potopu. To Lubomirski walczył u jego boku z Kozakami, Moskwą, Szwecją i Siedmiogrodem. A teraz stanął na czele szlachty broniącej „złotej wolności” (i żołnierzy domagających się zaległego żołdu).

Czy to był podszept żony? W każdym razie król postanowił zniszczyć hetmana, stawiając go przed sąd sejmowy – przeznaczony do sądzenia najcięższych przestępstw politycznych. Miał się odbyć na zimowym Sejmie 1664 r. Na nic zdały się listy hetmana z błaganiami o przebaczenie ani próby mediacji podjęte przez biskupa krakowskiego Andrzeja Trzebickiego. 

Król był nieprzebłagany: Sejm zebrał się w grudniu, a Lubomirskiemu (który się nie stawił) postawiono zarzuty obrazy majestatu, zdrady kraju, niedbalstwa w pełnieniu urzędów i nadużywania władzy.

W skład sądu weszli poplecznicy króla. Także sam Waza brał udział w jego obradach (bezprawnie, gdyż nie mógł uczestniczyć w postępowaniach o obrazę majestatu). 29 grudnia 1664 r. wydano wyrok: utraty życia, majątku, czci, pozbawienia wszystkich godności i urzędów. Surowszego nie dało się wydać.

Obce dwory podsycają bunt

Do wykonania wyroku król przystąpił od razu. Do posiadłości hetmana wysłał dragonów, którzy zajmowali i niszczyli nieruchomości. 

Kolejne akty królewskiej furii powodowały wzrost oburzenia szlachty, która zaczęła widzieć w Lubomirskim opiekuna swoich praw. Postawy takie wzmacniał sam hetman, wysyłając na sejmiki agitatorów i zasypując kraj pismami propagandowymi, w których wzywał braci szlachciców, by bronili go przed krzywdą, a tym samym ocalili własną wolność.

Sam Lubomirski przezornie uszedł do Wrocławia, skąd rozsyłał posłańców do Szwecji, Brandenburgii, Austrii, Saksonii, Danii, a nawet do Tatarów i Kozaków. Cesarz austriacki i elektor brandenburski wypłacili mu subsydia, dzięki którym hetman zwerbował wojska zaciężne. Zaś jego zwolennicy w kraju zerwali wiosenny sejm 1665 r., po czym zawiązali konfederację przeciw królowi. Zaczął się rokosz Lubomirskiego.

Beresteczko: wielkie zwycięstwo Jana Kazimierza

Wszystko wskazywało, że zbliża się starcie tytanów. Bo choć Lubomirski był zręcznym wodzem, to za Janem Kazimierzem szła sława zwycięzcy spod Beresteczka w 1651 r.

Naprzeciw 80-tysięcznej armii Rzeczypospolitej stanęło wtedy 120-130 tys. wojsk kozacko-tatarskich. Obawiając się, że hetmani nie poradzą sobie (i mając w pamięci klęski pod Korsuniem i Żółtymi Wodami), król przejął dowodzenie osobiście i zastosował taktykę, którą poznał na polach bitew wojny trzydziestoletniej (toczącej się w Europie Zachodniej w latach 1618-48; młody Waza dowodził tam oddziałem ciężkiej jazdy cesarskiej). 

Pod Beresteczkiem król umieścił więc na skrzydłach armii jazdę (zlecając jej czekanie na rozkaz do przełamującego ataku), a w centrum tzw. szyk holenderski: szachownicę naprzemiennie ustawionych oddziałów kawalerii uzbrojonej w broń palną i piechoty, zabezpieczających linię armat. 

Ta plująca ogniem ruchoma twierdza zgniotła Kozaków i Tatarów. Było to jedno z największych starć ówczesnej Europy – bitwa, o której opowiadano na całym kontynencie.

Wojna domowa: Matka Boska płacze

Minęło jednak kilkanaście lat, król był schorowany, miewał nastroje depresyjne, a na dodatek w lutym 1665 r. zmarł Stefan Czarniecki, jego najwybitniejszy dowódca. Wojsko króla składało się głównie z piechoty i artylerii, gdy Lubomirski miał przede wszystkim kawalerię.

Skutkowało to manewrami, które świadkowie nazwali tańcem gonionym: hetman stale uchodził przednim strażom króla. Ten słał do lokalnych urzędników polecenia, jak to z sierpnia 1665 r: „żeby nam przeto za przeprawy [Lubomirski] nie umykał, mieć chcemy i rozkazujemy, abyście mosty u siebie zrzucali, promy i łodzie w okolicy swojej zabierali, topili, przeprawy, brody i cokolwiek by łatwości dało psowali, naprawiać ich nie pozwalali”.

Taniec goniony sprawiał wrażenie – i o to hetmanowi chodziło – że król dąży do rozlewu krwi, a Lubomirski go unika.

Jan Kazimierz postanowił wykorzystać nawet moce niebieskie i zażądał od biskupa Trzebickiego, by rzucił na hetmana klątwę. Ten jednak wezwał króla, by okazał miłosierdzie i zapobiegł wojnie domowej. „Woła o to lud pospolity, który trwoży się złymi wróżbami. W różnych miejscowościach widziano, jak obraz Matki Boskiej płakał, a obraz Zbawiciela spłynął krwią” – apelował do króla.

Ten był nieprzebłagany. Roił sobie, że po stłumieniu rokoszu przeprowadzi z pomocą wiernych wojsk przewrót i wymusi wprowadzenie elekcji vivente rege.

Klęska pod Częstochową: rokoszanie upokarzają króla

Wkrótce stało się coś, co zdało się potwierdzać, że Niebiosa nie są po stronie króla (przynajmniej tak opowiadała o tym szlachta). We wrześniu 1665 r. szpica sił królewskich, głównie Litwinów, zbyt oddalona od reszty sił, by liczyć na odsiecz, podjęła bój z rokoszanami pod murami Jasnej Góry. Zepchnięci do fosy, nie mogąc uciec (paulini zamknęli bramy klasztoru), Litwini złożyli broń. 

W pęta trafił kwiat magnaterii. Pamiętnikarz Jan Chryzostom Pasek opisał, jak jeden z dowódców Lubomirskiego meldował wodzowi: „Więcej nam Pan Bóg daje nad to, niżeśmy Go prosili. (...) Prosiliśmy zawsze: Da pacem, Domine (...) i my prosili o jednego, a Pan Bóg dał nam pięciu Paców” (gra słów: da pacem to „obdarz nas pokojem”, a Pacowie to litewski ród magnacki). W istocie ujęto trzech Paców, ale to nie zmieniało skali klęski. 

Maria Ludwika // domena publiczna

Zawarty wkrótce rozejm między królem a rokoszanami okazał się krótkotrwały. Na dalszych walkach, osłabiających kraj, zależało Austrii i Brandenburgii. Króla z kolei wspierała Francja Ludwika XIV, licząca na obsadzenie tronu w Warszawie. Korupcja biła rekordy, pieniądze od obcych dworów brali wszyscy: król i królowa, hetmani, urzędnicy dworscy, wojewodowie, dowódcy pułków.

Ludwik XIV nie zamierzał jednak zbyt długo finansować armii Jana Kazimierza. Król, prowadzący 11 tys. ludzi wojska koronnego i 6 tys. litewskiego, dążył więc do ostatecznej konfrontacji z Lubomirskim, który miał 12 tys. żołnierzy.

Mątwy: pół godziny bitwy i tysiące zabitych

Doszło do niej pod Mątwami. Winny klęski był sam król i jego zaniedbania. 

W pogoni za Lubomirskim musiał przeprawić wojsko przez Noteć, ale nie wysłał zwiadu, by najpierw ustalić, gdzie jest wróg (a ten czekał za wzgórzem, nieopodal brodu). Nie sprawdzono brodu, który okazał się wąski (mieścił tylko kilku jeźdźców obok siebie). Żołnierzom nie rozdano rydli, więc po przeprawie nie mogli się okopać. I wreszcie: król nie wyznaczył wodza koordynującego cały manewr. Gdyby powierzył tę funkcję niejakiemu Janowi Sobieskiemu, od niedawna hetmanowi, może nie doszłoby do katastrofy.

Na stłoczonych po przeprawie królewskich dragonów i trzy pułki jazdy spadła nagle szarża rokoszan. Walka nie trwała dłużej niż pół godziny. Później doszło do rzezi; rokoszanie wyszukiwali zwłaszcza cudzoziemców służących w szeregach królewskich. Wtedy powstał wierszyk: „Siecz Francuzów, siecz, wyostrzywszy miecz / Bij Francuzów, bij, wziąwszy dobry kij / Wal Francuzów, wal, wbiwszy ich na pal / Męcz Francuzów, męcz, a jak możesz – dręcz”.

Jan Kazimierz bezradnie patrzył na to z drugiego brzegu rzeki.

Lubomirski klęka przed Janem Kazimierzem

Zginęło może trzy, a może nawet pięć tysięcy najlepszych żołnierzy królewskich, w większości byłych podkomendnych Czarnieckiego, weteranów walk ze Szwecją i Rosją. Ich utrata – i uprzednie osłabienie sił litewskich, na których spoczywała dotąd obrona przed Rosją – wkrótce zmusiły Rzeczpospolitą do zawarcia niekorzystnego rozejmu w Andruszowie: w rękach cara pozostały Smoleńsk, Kijów i lewobrzeżna Ukraina.

Bratobójcza rzeź otrzeźwiła szlachtę, która poczęła odsuwać się od Lubomirskiego. Król też miał dosyć. Przystał na ugodę, w której wyrzekł się planów elekcji vivente rege, ogłosił amnestię dla rokoszan i przyrzekł wojsku wypłacić zaległy żołd. Lubomirskiemu zwrócono cześć, ale nakazano udać się na wygnanie.

Najpierw doszło jeszcze do uroczystych przeprosin w obozie wojsk króla, w Jaroszynie koło Puław. W namiocie królewskim Lubomirski uroczyście zapewnił Wazę: „jako zawsze wiernym Waszej Królewskiej Mości byłem, tak i teraz wyznaję, iż jestem szczery poddany, dla tego padłszy do nóg twych, panie miłościwy, majestat twój weneruję”. 

Jan Kazimierz nie oszczędził mu ostatniego upokorzenia: w chwili, gdy były hetman przed nim klęknął, podniesiono poły namiotu i wszyscy zgromadzeni – szlachta, dworzanie i żołnierze – mogli zobaczyć uniżenie buntownika.

Sto lat później doszło do rozbiorów

W tej wojnie domowej nikt nie zwyciężył. Jan Kazimierz, złamany po śmierci Marii Ludwiki w 1667 r., abdykował w następnym roku. Lubomirski zmarł na wygnaniu (Sejm pośmiertnie uchylił ciążący na nim wyrok). Po prawie rocznym bezkrólewiu koronę nałożył Michał Korybut Wiśniowiecki, najgorszy z naszych monarchów

Jan Kazimierz zmarnował szansę na naprawę ustroju Rzeczypospolitej – i było to niewybaczalne, bo zablokowało tę sprawę na całe stulecie. Do korekt ustroju dojdzie dopiero na Sejmie konwokacyjnym przed wyborem Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1764 r. 

W ten sposób ostatni z Wazów osobiście przyczynił się do tego, że jego przestroga przed rozbiorami stała się samospełniającą się przepowiednią.

Korzystałem m.in. z: M. Nagielski „Druga wojna domowa w Polsce. Z dziejów polityczno-wojskowych Rzeczypospolitej u schyłku rządów Jana Kazimierza Wazy” (2011); S. Płaza „Rokosz Lubomirskiego” (1994); M. Markiewicz „Historia Polski 1492-1795” (2011).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Król, hetman i wojna domowa