Reklama

Ładowanie...

Wiem, nie powiem

Wiem, nie powiem

10.12.2018
Czyta się kilka minut
Im kompletniejsza była kontrola władzy nad przekazem i językiem publicznym, tym bujniej rozwijało się polityczne, a może nawet historiozoficzne plotkarstwo.
B

Bardzo już zżółkłe papiery, druk chybotliwy i zatarty. Ach te olimpie, triumphy, mercedesy, continentale, uranie, underwoody, torpedy, hammondy, remingtony, royale, maszyny do pisania o imionach bohaterskich lub choćby budzących niejasną tęsknotę za szerokim światem. Zbrzydnięte, zużyte, przeważnie na pół popsute, lecz podczas mojej młodości niezastąpione, nauczycielki stawiania pierwszych znaków. Służebnice sensu, nieprzeczuwające, że ich dni – i jego – były już policzone.

Więc przeglądam zszywki, broszury, gazety, almanachy, tomiki i tomiszcza, promil dorobku tzw. drugiego obiegu, który zgromadziłem przed laty, a teraz – wiedziony niekończącym się złudzeniem, że kiedyś, wreszcie, czemu nie tym razem, uda mi się stare papiery uporządkować, nurzam się w pyle i wspomnieniach, zakatarzony i uparty. Jeśli dam temu radę, pieszczę nadzieję, to sprostam wszystkim innym książkom; jeśli zaś podołam swojej bibliotece, to zacznę żyć od nowa.

Żeby to jednak nastąpiło, niespiesznie trzeba przejrzeć zżółkłe papierzyska. Byłem już wtedy wśród ludzi, kiedy o sprawach niedających się rozwikłać pisano całkiem serio, z przejęciem, które później wyśmiano lub ukradziono, by wykorzystać do celów bez dwóch zdań cynicznych? Pewnie, że byłem, lecz wrażenie zstąpienia na jakieś dalekie piętro przeszłości, znalezienia się poza zasięgiem dzisiejszych pojęć, opanowuje mnie coraz silniej.

Góruje podziw dla wielkiej i niewdzięcznej roboty, czasami tylko przemyka się niskie, mściwe pytanie w rodzaju: czy X, który w czytanym właśnie eseju każdym słowem honor świadczy swej wysoko poważanej, niezłomnej przenikliwości, już wtedy był zawziętym obłudnikiem, czy stał się takim później? Bo przecież, bo przecież... a kysz! Żadnych niedyskrecji.

Bo oto wpada mi w ręce broszura Towarzystwa Kursów Naukowych z 1981 r., zatytułowana „Plotka a monopol informacji”. W środku intrygujące założenie: im kompletniejsza była kontrola władzy nad przekazem i językiem publicznym, tym bujniej rozwijało się polityczne, a może nawet historiozoficzne plotkarstwo, z którego wynikały alternatywne obrazy rzeczywistości. Z przekonania, że propaganda manipuluje i kłamie, brała początek fabularna twórczość na wielką skalę – pocieszycielska, biorąca rewanż, odmiennie – prawdziwiej? – definiująca wartości.

A dzisiaj? Władza nie sprawuje monopolu na informację, jest od tego daleka i nie ma na to szans. Poza tym mnogość małych narracji, prywatnych opowiastek, będąca jakoby własnością późnego modernizmu, poniekąd wszystko zmienia w plotkę (autoplotkę), rozsiewaną przy użyciu tabloidów, Facebooka, Instagrama. Tym samym bardzo ograniczając plotkarstwo w dawnym stylu, na wysokiej stopie.

Tak to wygląda. Plotka służy głównie autokreacji, zaznaczeniu własnej pozycji. Kiedy zaś odnosi się do innych, to przeważnie dotyczy sfery, by tak rzec, rozporkowo-degustacyjnej, zresztą dawno temu zdemitologizowanej. Na końcu staje się nie tyle pełną inwencji walką o pomnożenie opowieści, lecz zaledwie odwetem na własnej bezsilności.

Jest nękaniem silniejszego przez słabszych: „Bardziej zbliżone do agresji niż atak łowcy na ofiarę jest nadzwyczaj interesujące działanie odwrotne, a mianowicie przeciwnatarcie ściganego zwierzęcia na swego pożeracza. Szczególnie zwierzęta żyjące gromadnie atakują zbiorowo zagrażającego im drapieżnika wszędzie, gdzie tylko go dopadną. Po angielsku działanie to nazywa się mobbing” – pisał Konrad Lorenz w słynnym dziele „Tak zwane zło”.

I dlatego znowu nie powiemy, co wiemy o X. ©

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]