Węgry od kuchni

Krzysztof Varga: Czardasz z mangalicą
Czyta się kilka minut

Sześć lat temu był „Gulasz z turula”. Gulasz – wiadomo, a turul to węgierski ptak mityczny, „dziwne skrzyżowanie orła z gęsią”. Teraz jest „Czardasz z mangalicą”. Czardasz – też wiadomo, ale mangalica? Od niedawna wiem, co to jest, bo słonina z mangalicy, węgierskiej kudłatej świni żyjącej na swobodzie, pojawia się w sklepiku na moim krakowskim placu targowym, obok innych węgierskich specjałów. Pokosztowawszy ich, lepiej rozumiem, czemu Krzysztof Varga, dziecko dwóch bratnich narodów, tak chętnie sięga po klucz kulinarny, by Polakom wytłumaczyć zawiłości węgierskich emocji i pretensji wobec historii. Kuchnia, kultura, mitologia narodowa – te trzy wątki spajają jego świetne reportaże. Pisane ze szczególnej perspektywy, bo z zewnątrz i od wewnątrz zarazem, z punktu widzenia „półbrata”, który potrafi zanurzyć się w węgierskiej melancholii, by w następnym akapicie skomentować ją z ironicznym dystansem. Dla którego węgierskie potrawy należą do smaków domowych, choć jego wątroba się przed nimi wzbrania. „Nieszczęścia historyczne są nieodłącznym elementem węgierskości, w tych zawodach nawet Polacy – wydaje mi się – z Węgrami przegrywają”, zauważa Varga na marginesie wielkiej wystawy malarstwa historycznego w budapeszteńskiej Galerii Narodowej, i dodaje: „jako pół Polak, a pół Węgier nosić muszę podwójne brzemię klęsk, to naprawdę nie jest przyjemny ciężar”. Gdy jednak dostrzega drogowskaz z napisem „Trianon Múzeum”, natychmiast tam jedzie, by zwiedzić ekspozycję poświęconą największej węgierskiej traumie (na mocy traktatu z Trianon w 1920 r. Węgry utraciły większość swych historycznych ziem). Z precyzją rasowego masochisty odnotowuje kolejne pomniki – znaki historycznej świadomości i cegiełki narodowego mitu, zauważa też rosnącą liczbę tablic przydrożnych, na których nazwy miejscowości zapisane są odtworzonym pismem runicznym pra-Węgrów... „Czardasz z mangalicą” to także książka o literaturze. Na przykład relacja z podróży za trianońską granicę, do Suboticy//Szabadki w serbskiej dziś Wojwodinie, jest właściwie esejem o twórczości wielkiego pisarza serbskiego Danila Kiša, ale też przypomnieniem dwóch wybitnych autorów węgierskich, Dezső Kosztolányiego i Gézy Csátha, oraz dzieła innego Węgra, Tibora Cseresa, który w „Zimnych dniach” opisał masakrę popełnioną podczas II wojny przez węgierskich strzałokrzyżowców w Nowym Sadzie. Varga pisze – z miłością, nie wstydźmy się tego słowa – o Budapeszcie i o węgierskiej prowincji, o krajobrazie puszty i o chińskich sklepach w pusztańskich miasteczkach, o węgierskich bohaterach, o osławionej morderczyni Elżbiecie Batory. Bywa liryczny, choć częściej prześmiewczy, czasem okrutny – nigdy jednak nie nudzi. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2014