Wczoraj w Betlejem

Boże Narodzenie jest klasycznym przykładem cultural appropriation, to właściwie jedno wielkie przywłaszczenie kulturowe.
Czyta się kilka minut

Zawsze mi się wydawało, że aktor jest człowiekiem, który zawodowo bywa kimś innym, ujawniając ów fakt w postaci ukłonów lub napisów końcowych. Niejednokrotnie aktor gra kogoś bardzo, ale to bardzo od siebie różnego, np. Hannibala Lectera albo Karola Wojtyłę. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że niektóre hmm... prądy umysłowe chciałyby z aktorstwem skończyć.

Może świeży przykład: oto Maciej Stuhr pozwolił sobie wcielić się w Chińczyka... Internety zawyły piętnującymi komentarzami. Hańba! Jak Stuhr śmiał? Nie słyszał o prapolskim pojęciu cultural appropriation? Przecież białym nie wolno nawet jeść ryżu pałeczkami, nosić warkoczyków ani tańczyć latynoskich tańców, żeby nie urazić tych, co to tyle wycierpieli, a tu takie faux pas. Logiczne pytanie, czy Lang Lang może grać Chopina, pozostawiam symetrystom, prawdopodobnie palącym na poprawnie politycznym stosie płyty Bach Collegium Japan oraz Sepultury. Może po prostu to białym Polakom ze Stuhrem na czele nie wolno nic oprócz bycia tymi, kim są? Hmm, Marian Kowalski chętnie przyklaśnie, i to z liścia. On przyklaśnie, a aktorzy mogą się przebranżowić lub pozostaje im jedynie „Korona królów” i „Ojciec Mateusz”. Chociaż w sumie nie, bo nie są królami ani nie mają rowerów. Muszą po prostu postteatralnie być sobą, zamiast przywłaszczać sobie tożsamość innych, i to za pieniądze. Ale skończenie z aktorami jawi się dopiero jako początek długiego marszu do nowego, wspaniałego świata, w którym nikt nikogo nie uraża.

Żeby nie szukać daleko: Boże Narodzenie jest klasycznym przykładem cultural appropriation, to właściwie jedno wielkie przywłaszczenie kulturowe. „Dzisiaj w Betlejem” można śpiewać tylko w Betlejem, na Swarożyca! A zatem zróbmy coś dobrego w parszywym roku ZOZO: wyrzućmy choinkę jeszcze przed świętami i niech nas ręka Boska broni przed przebieraniem się za któregokolwiek z trzech monarchów, o palestyńskich pastuszkach nie wspominając. Również godziny turonia są policzone... ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 1-2/2021