Wczasy pod lufą

"Pierwszy spacer - pół godzinki po mroziku. Bardzo zdrowo". Albo: "Mamy mrozik, w słońcu zupełnie wiosennie". I jeszcze: "Dzień Kobiet. Tulipany dla pani kierowniczki kuchni, jej rewanż - sernik". Do tego konkurs brydżowy i, w gruncie rzeczy, pocieszny płk Romanowski... Lektura "Dziennika z internowania" Władysława Bartoszewskiego może zmylić, bo wynikałoby z niej, że był to czas całkiem znośny. Prawda, warunki internowania intelektualistów w Jaworzu były lepsze od warunków, w jakich znaleźli się "szeregowi" opozycjoniści (zresztą internowani w Jaworzu protestowali przeciw temu i domagali się traktowania na równi z innymi). Ale sens tej "znośności" nie w lepszym jedzeniu, lecz w wigilijnych życzeniach, które Bartoszewski składał współwięźniom w Wigilię 1981 r.: "Już dziewiąte Boże Narodzenie obchodzę w więzieniu. Jest to dotkliwość, ale do zniesienia. Najważniejsze jest nie to, jak długo się siedzi, ale jak się to przyjmuje, jakie temu towarzyszą motywacje i jak widzi się sens własnych działań".
Czyta się kilka minut

Bartoszewski - wcześniej więzień hitlerowskiego kacetu i stalinowskiego więzienia - potrafił nadać sens tym miesiącom spędzonym w Jaworzu. Wiedzieli o tym współlokatorzy, obierając go "starostą" odpowiedzialnym za kontakty z władzą. Bartoszewski współorganizował także życie kulturalne w obozie (czy "ośrodku", jak mówiła władza). Choćby 17 wieczorów PEN Clubu, a więc 17 wykładów, których prelegentów i tematów pozazdrościłaby niejedna uczelnia. Aleksander Małachowski nazwał go "mistrzem sztuki pogodnego kiblowania", gdyż Bartoszewski czas internowania, ten "wroni areszt", przemienił w czas "nawet pożyteczny" (jak zauważył młody opozycjonista Tomasz Schoen).

Bo obok "Dziennika", wydawnictwo zawiera też "Księgę pamiątkową" na obchodzone w Jaworzu 60. urodziny i 40-lecie pracy pisarskiej Bartoszewskiego. Nazwiska autorów - Mazowiecki, Woroszylski, Geremek, Niesiołowski, Wierzbicki, Jedlicki, Szpotański, Drawicz i wielu innych - starczą, by zdać sobie sprawę, jak niezwykłe to dziełko. Starannie zapisany, 60-kartkowy brulion to dowód pomysłowości, uzdolnień poetyckich i plastycznych autorów "Księgi". A przede wszystkim ich poczucia humoru. Choć śmiesznie wcale nie było. W wieczór jubileuszowy Bartoszewskiego, 20 lutego 1982 r., Andrzej Szczypiorski, też tam internowany, mówił w laudacji: "Jest mi gorzko i źle, bom sobie inaczej ten dzień wyobrażał. Uroczystość dzisiejsza zgromadziła tu ludzi zniewolonych, obrabowanych z praw obywatelskich. Odbywa się ona pod ścianą szaletu, w świetle zakurzonej żarówki, pośród audytorium zgromadzonego na betonowej posadce".

Ćwierć wieku po tamtym wieczorze otrzymujemy wydawnictwo pięknie przygotowane: "Dziennik" ilustrowany pocztą stanu wojennego, a "Księgę" także jako reprint brulionu. Wszystko opatrzone przedmową i przypisami Andrzeja Friszkego.

Władysław Bartoszewski, "Dziennik z internowania. Jaworze, 15.12.198 1 - 19.04.1982", wyd. Świat Książki, Warszawa 2006.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51/2006