Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

W poświęconej ziemi

W poświęconej ziemi

04.12.2017
Czyta się kilka minut
Ostatecznie, gdy ktoś odbierze sobie życie, zostajemy sam na sam z tajemnicą, która nie może być całkowicie wyjaśniona w tym życiu.
W tym miejscu 19 października 2017 r. spalił się Piotr Szczęsny. Warszawa, plac Defilad. JOANNA RUDNIAŃSKA
C

Choć wiele religii odrzuca samobójstwo jako usprawiedliwiony czyn, to jednocześnie zachwala męczeństwo. Tak jest i w judaizmie, i w chrześcijaństwie, i w islamie. Te religie odróżniają odebranie sobie życia od przyjęcia śmierci z rąk innych – czy to w obronie wiary, czci Boga, czy dla ratowania drugiego człowieka. Owo jasne kryterium religijnie motywowanej śmierci nie zawsze jest jednak czytelne w praktyce. Oprócz religijnie motywowanego męczeństwa mówi się więc również o heroicznym i altruistycznym samobójstwie – sytuacji, w której osoba jest przekonana, że ma moralny obowiązek umrzeć dla dobra wspólnoty czy honoru.

Biblia hebrajska nie formułuje w jasny sposób zakazu samobójstwa, chociaż tradycja judaistyczna zakazywała takich czynów – częściowo w oparciu o przekonanie, że Bóg jest dawcą życia i śmierci, a częściowo w oparciu o interpretację V przykazania. Prawo rabiniczne...

14240

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jeżeli harmonia pomiędzy celem działania i utrzymującą stan rzeczy "sytuacją" w jakiejś sytuacji stanie się zasadniczo niemożliwa do osiągnięcia, i jeśli zmiany w nowej sytuacji, czy w przyszłości nie można chcieć bez sprzeczności, albo można ją osiągnąć, tylko przez takie motywacje i działania, które mu bezpośrednio (te sprzeczności) zaprzeczają i działający człowiek zdaje sobie z tego sprawę, wówczas powstaje sytuacja wewnętrznej osobowej niekoherencji i sprzeczności, którą za to inni, zewnętrzni obserwatorzy, postrzegają często jako "normalną" .Taka cała sytuacja w istocie rzeczy, dlatego że jest niestabilna i zarazem oceniana jako "normalna" nie może nigdy się pozbyć swej ambiwalentnej jakości, a warto zwrócić uwagę, że zasadniczo osoby są w niej nieodpowiedzialne i pozbawione swej wolności. - Nie możemy działać, jeżeli wiemy, że systematycznie osiągamy przeciwieństwo tego, czego właściwie chcemy, gdyż moralny kartezjański "złośliwy demon" przemienia intencje ludzkich działań w ich przeciwieństwo, tak że trzeba by chcieć zła, aby osiągnąć dobro. Księżom piszącym na stronach TP warto by przypomnieć, a szczególnie tym rozpisującym się o cierpieniu jakiego doszukują się "wchodząc"- gładko i mino woli - do głowy innych, i pochwalających ostatecznie ich decyzje, że prawdziwe jest tylko takie cierpienie, którego sami nie szukamy. Poszukiwać powinniśmy tylko jednego cierpienia, a mianowicie adekwatnego doświadczenia prawdy naszej własnej złej woli, innymi słowy, żalu z powodu naszych własnych grzechów. Cierpienie, którego szukamy nie jest zresztą autentycznym cierpieniem. Warto też przypomnieć, że wczesne chrześcijaństwo nie uznawało za męczenników tych ludzi, którzy dobrowolnie zgłosili się do męczeństwa. Wiedzieli też, że często to oni byli pierwszymi, którzy podczas tortur wypierali się swojej wiary. Prawdziwe cierpienie przekreśla naszą wolę!!! Dlatego chrześcijańska nauka o sensie cierpienia nie przekreśla i nie paraliżuje aktywności, reform politycznych, postępu w medycynie, itd., itp.. Uczy jednak postawy w stosunku do tego, co dzieje się wbrew naszej woli i wbrew naszym wysiłkom, człowiek religijny będzie inaczej widział to do czego coś ma być przydatne, aby było przydatne, niż człowiek niereligijny, cierpienie uczy afirmacji rzeczywistości i dziękowania Bogu również tam gdzie ponosimy porażkę.

O. Józef M. Bocheński w swej książeczce pt. "Podręcznik mądrości tego świata" pisał tak: "Gdy dalsze życie wydaje ci się na pewno i bezwzględnie nieznośne popełń samobójstwo". Cóż tu proszę Państwa dodać można do tej tak prostej i jednoznacznej frazy. Tymczasem żyjemy w świecie w którym na zdrowy rozum i logikę narzucone zostały pęta ideologii religijnej. Ta każe nam uznawać życie za "dar Boga", czyni owego Boga jedynym uprawnionym dysponentem życia itede. Śmiechu warte dogmaty w świecie, który tenże Bóg stworzył na zasadzie "zabijaj aby żyć". Śmiechu warte płacze po czyjejś śmierci jakoby w nie wierzących, na dodatek wyznających wiarę w zmartwychwstanie. Budzi co najmniej zdziwienie dysonans między deklaracjami wiary w teorie o "życiu wiecznym w Królestwie Niebieskim, przy wtórze chórów anielskich i w blasku Pańskiej chwały" a cmentarnymi lamentami. +++ Samobójstwo to z pewnością dramatyczny krok udręczonego swym istnieniem JA. Jednak wyciągać z tej udręki wniosek o dokładaniu owych udręk i cierpienia, o ich przymusowym przedłużaniu - to iście diabelska sztuczka. Kiedy kościół katolicki odmawia ludziom prawa do samodzielnego decydowania o zakończeniu swego życia, wtedy jakby dokładnie wypełniał szatański plan wypełnienia świata cierpieniem.

Ależ tania ta manipulacja cytatem o samobójstwie, Szanowni Państwo. O. Bocheński pisał tak, ale nie powiedział tego od siebie. Pozdrawiam

Dziękuję Szanownemu Panu za skromny, ale zawsze dowód zainteresowania moim postem. Zachęcam do podzielenia się informacją od kogo 'powiedział o. JMB to co napisał'. +++ Zapewniam, że nie było moim celem manipulowanie tekstem i myślę, że ta pozycja jest dobrze znana wielu czytelnikom TP. Autor bez wątpienia sam wybrał teksty, które uznał za wyrażające zbiorową mądrość ludzi. W przedmowie pisze: "Zestawiłem w tym podręczniku niektóre przykazania mądrości, których nauczyłem się w ciągu mojego długiego życia od dawnych mędrców. (...) Z faktu, iż jest się wyznawcą jednej wiary, nie wynika, by nie należało znać innych. Przeciwnie: kto odrzuca jakiś pogląd, powinien wiedzieć, co odrzuca (...)". Byłbym mimo Pańskiej krytyki - a raczej wskutek niej - zainteresowany Pańskim zdaniem na ten konkretny temat, ewentualne na inne o których piszę. +++ Na marginesie - sugestię manipulacji przyjąłem jako wyraz przekonania "niemożliwe, żeby ksiądz coś takiego mógł powiedzieć". Otóż wiele jest możliwe, a akurat niemożliwego niewiele. Dla przykładu, ostatnio dowiadujemy się, że papież ma wątpliwości co do "nie wódź nas na pokuszenie" i chce zmienić Ojcze Nasz. Moim zdaniem słusznie - ten fragment od zawsze budził moje zdumienie a nawet wręcz prowokował do krytyki - jednak przez wieki nikomu do głowy nie wpadło, że to z punktu widzenia Ewangelii i zdrowego rozsądku brednia, wręcz herezja?... nikomu to nie przeszkadzało? Podobnie rzecz się za Pańskiego i mojego życia miała z samobójcami czy zmarłymi bez chrztu malusieńkimi - ci pierwsi już nie są chowani pod płotem, a drugie - oficjalnie skazywane na piekło, nawet zimną poczekalnię otchłani im teologia darowała. Tak i z oficjalnym stosunkiem kościoła do samobójstwa czy LGBT pewnie się stanie - ba, najwyraźniej zaczyna się dziać. Ludzkość powoli dojrzewa do pełni człowieczeństwa, kapłanów ten proces nie omija. Pośród nich oprócz ślepych i głuchych, a jedynie głośnych są także i tacy, co widzą i słyszą lepiej niż inni, choć głos ich wcale nie musi być donośny. Proszę nie odbierać księżom prawa do bycia rozumnymi i miłującymi bliźnich ludźmi. Z wietrznego południa się kłaniam.

Cytuję książkę o. Bocheńskiego (non vidi):<<Odpowiem, że (pomijając fakt, iż wiele przykazań mądrości znajdujemy w moralności tradycyjnej) chodzi tu o mądrość tego świata, filozoficzną, o której święty Paweł powiedział (I Kor. 1, 20), że: "Chrystus uczynił ją głupią".>> Można manipulować nieświadomie, uprzednio oszukując siebie samego...

Robert F. napisał, że o. JMB powiedział, że święty Paweł powiedział, że Chrystus uczynił... A o. JMB uczynił ją powszechnie znaną, wydał książkę pod bardzo wyrazistym i jednoznacznym tytułem "Podręcznik mądrości tego świata" i tam napisał, co napisał. +++ Jak diabeł przed wodą święconą można się wzdrygać przed tą banalnie prostą i do bólu logiczną prawdą o człowieku i o życiu, świadomie czy nieświadomie oszukując samego siebie - ale samej prawdy nic a nic to nie zmienia. Panie Robercie, z pewnością Panu nigdy jeszcze życie nie wydawało się na pewno i bezwzględnie nieznośne, no to oby tak dalej i dlatego może Pan sobie na ten temat właśnie filozofować.

Mogę pofilozofować, czemu nie? Ostatnie zdanie przyjmuję jako radę. Może z niej skorzystam, bo życie wydaje mi się znośne. A jaką radę miałby Pan dla mnie, gdyby opanowała mnie rozpacz życia?

wódka -> medytacja -> prozac -> psychoanalityk -> sznur

o wódce, żeby wszystko było jasne: nie chodzi o ekstazę samego upoju; wódka, choć po niej w dawkach terapeutycznych zażytej rozpacz jest zwykle straszliwa, paradoksalnie jednak pomaga, gdyż na koniec jest prawdziwe zmartwychwstanie - kto przeżył, wie o czym pisze - a ja uważam, że nic tak nie pobudza do życia i nie sublimuje z niego wszelkich najdelikatniejszych akcentów radości, jak dopiero co przeżyte zmartwychwstanie

Jestem chrześcijaninem, więc słabo pojmuję takie drogowskazy. Gdyby Ciebie samego naszło pragnienie na zastosowanie swojej rady, ja na to miałbym inną radę, którą daję w porę czy nie w porę: wyznaj głośno że Jezus Chrystus jest Twoim Panem. Wiem że pójście za taką radą może urągać godności wieku albo rozumu. Może zwłaszcza rozumu, który dżwiga dorobek analiz, obserwacji i wniosków, może dorobek twórczej i humanistycznej myśli, może wreszcie dorobek refleksji nad własnym trudnym doświadczeniem. Ale królestwo niebieskie jest dla dzieci, więc i rada jest adekwatna. Zaszkodzić nie zaszkodzi, a może pomoże cudowniej niż wódka.

Szanowny Panie, brzmi pięknie, ewangeliczny tekst - ale kompletnie odstaje od realiów życia i logiki. Aby wyznać - trzeba wpierw mieć w sobie głębokie przekonanie, a wtedy po cóż wyznawać?... Że niby jakaś technika magiczna? zaklęcie a la Harry Potter?... Nawiasem mówiąc, apostoł Paweł obiecuje wyznawcom nie powrót radości życia, a zbawienie, ito, żeby było śmieszniej i bardziej na temat, po śmierci właśnie...:)Proszę Pana, mnie takie interesy nie interesują. Zresztą nauka kościoła jest pełna podobnych obietnic na 'po śmierci' za marne 'co łaska', a najlepsze to, że z owego 'co łaska' gigantyczne bogactwa się uzbierały. Dziękuję, pomilczę - choćby na gryczanej poduszeczce, przed ścianą. Póki co trzymam się nieźle, nie wiem, czy bardziej dzięki wódce, czy medytacji, ale na spodziewany wcześniej czy później moment absolutnego braku chęci kontynuowanie nieproszonego przecież życia szykuję sobie strzykawkę w nocnej szafce - niestety na pomoc bliźnich w tym względzie liczyć nie mogę.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]