W poświęconej ziemi

Ostatecznie, gdy ktoś odbierze sobie życie, zostajemy sam na sam z tajemnicą, która nie może być całkowicie wyjaśniona w tym życiu.

04.12.2017

Czyta się kilka minut

W tym miejscu 19 października 2017 r. spalił się Piotr Szczęsny. Warszawa, plac Defilad. / JOANNA RUDNIAŃSKA
W tym miejscu 19 października 2017 r. spalił się Piotr Szczęsny. Warszawa, plac Defilad. / JOANNA RUDNIAŃSKA

Choć wiele religii odrzuca samobójstwo jako usprawiedliwiony czyn, to jednocześnie zachwala męczeństwo. Tak jest i w judaizmie, i w chrześcijaństwie, i w islamie. Te religie odróżniają odebranie sobie życia od przyjęcia śmierci z rąk innych – czy to w obronie wiary, czci Boga, czy dla ratowania drugiego człowieka. Owo jasne kryterium religijnie motywowanej śmierci nie zawsze jest jednak czytelne w praktyce. Oprócz religijnie motywowanego męczeństwa mówi się więc również o heroicznym i altruistycznym samobójstwie – sytuacji, w której osoba jest przekonana, że ma moralny obowiązek umrzeć dla dobra wspólnoty czy honoru.

Biblia hebrajska nie formułuje w jasny sposób zakazu samobójstwa, chociaż tradycja judaistyczna zakazywała takich czynów – częściowo w oparciu o przekonanie, że Bóg jest dawcą życia i śmierci, a częściowo w oparciu o interpretację V przykazania. Prawo rabiniczne nauczało, że osoby odbierające sobie życie czynią to najczęściej w wyniku braku równowagi psychicznej i z tego powodu nie odpowiadają za swoje czyny. Na tej podstawie nie odmawiano im prawa do zwyczajowego pochówku. Ponadto odebranie sobie życia w sytuacjach granicznych, np. przeciwdziałając morderstwu, idolatrii czy cudzołóstwu, nie tylko nie było potępiane, ale wręcz chwalone. Tak postrzegano np. zbiorowe samobójstwa Żydów w oblężonej przez Rzymian Masadzie w 74 r. czy Żydów prześladowanych w angielskim Yorku w 1190 r.

Od męczeństwa należy również odróżnić samobójstwo wymuszone na jednostce przez normy społeczne, usprawiedliwiane jako obowiązek (np. sat – palenie wdów w Indiach) czy karę (np. japońskie ­seppuku). Jednak i w tych przypadkach odebranie sobie życia bywało motywowane dobrowolnością, a nawet gloryfikowane. Zgadzając się na śmierć, wdowa nie tylko dołączała do męża, osiągając pośmiertne uznanie w oczach współwyznawców, ale również dokonywała zadośćuczynienia za grzechy swoje i jego. Z kolei seppuku było postrzegane jako możliwość dana pokonanemu wojownikowi dla zademonstrowania lojalności wobec swego pana i opanowania samego siebie w obliczu śmierci.

W niepoświęconej ziemi

W Nowym Testamencie nie mówi się o samobójstwie poza samobójstwem Judasza – interpretując jego śmierć jako logiczną konsekwencję zdrady Jezusa. Głoszony jednak przez judaizm zakaz samobójstw chrześcijaństwo uznało za integralny składnik swojej moralności. Nie znaczy to jednak, że wśród pierwszych chrześcijan istniała jednomyślność w kwestii rozróżnienia męczeństwa od samobójstwa – ofiary z życia od poświęcenia życia. Niektóre sekty (np. donatyści) głosiły pochwałę odebrania sobie życia w imię Chrystusa, widząc w takim akcie śmierć męczeńską. Z drugiej strony, niektórzy wczesnochrześcijańscy męczennicy świadomie narażali się na śmierć wierząc, za naukami Tertuliana, że tylko męczennicy osiągną raj przed ponownym przyjściem Mesjasza. Klemens z Aleksandrii starał się wręcz powstrzymać ten zapał wśród chrześcijan.

Pierwszy zarys teorii absolutnego potępienia samobójstwa w każdej sytuacji oraz uzasadnienie takiej normy w oparciu o jeden tylko argument – że samobójstwo jest po prostu zabójstwem – wprowadził do nauki Kościoła św. Augustyn w „Państwie Bożym” (428 r.). Kolejne sobory podtrzymywały to stanowisko, a w XIII w. rozwinął je Tomasz z Akwinu, który do rozważań o absolutnym zakazie odbierania sobie życia wprowadził rozbudowaną argumentację personalistyczną. Obaj nauczali, że samobójstwo w odróżnieniu od męczeństwa jest zarówno grzechem, jak i przestępstwem. Traktowali więc samobójcę jako sprawcę zbrodni na sobie samym, nie zaś ofiarę okoliczności (tragedii życiowej czy choroby). Mówiąc inaczej, samobójca był postrzegany jako ktoś, kto pozwolił w sposób świadomy i dobrowolny zwieść się szatanowi i ponosi pełną odpowiedzialność za czyn, którym daje wyraz całkowitego odrzucenia autorytetu Boga – a więc skazuje się na potępienie. Takie podejście, zainicjowane w prawodawstwie kościelnym pod koniec V w., przetrwało do końca XIX w. i doprowadziło do bardzo rygorystycznych praktyk wobec samobójców, jak i ich najbliższych.


Czytaj także: Homilia ks. Adama Bonieckiego na pogrzebie Piotra Szczęsnego


Pierwszym oficjalnym dokumentem była uchwała synodu w Arles (452 r.), uznająca samobójstwo za przestępstwo i czyn inspirowany przez diabła. W 533 r. II synod w Orleanie zakazał przyjmowania zapisów na Kościół poczynionych przez samobójców, nie obejmując takim zakazem innych zbrodni. Przełomowe okazały się uchwały synodu w Bradze (563 r.), które nakazywały odmówić samobójcom prawa do chrześcijańskiego pogrzebu, ukarać ich ekskomuniką i pozbawieniem czci, oraz zabraniały odprawiania uroczystych mszy św. w ich intencji i nakazywały konfiskatę ich majątku. W 693 r. synod w Toledo zadekretował również ekskomunikę za usiłowanie samobójstwa.

Dante Alighieri w „Boskiej komedii” umieścił samobójców w siódmym kręgu piekielnym. Ukształtowało to wyobraźnię ludzi średniowiecza, którzy samobójców umieszczali wśród wiedźm i czarnoksiężników. Zaczęli też w ten sposób traktować ich zwłoki – grzebiąc na rozstajach dróg z przebitym sercem, aby uniemożliwić ich duchom czynienie zła. Ostatnie zanotowane tego typu praktyki pogrzebowe w Anglii miały miejsce w 1823 r. Wykluczenie samobójcy ze wspólnoty Kościoła poprzez odmowę chrześcijańskiego pogrzebu oraz pochówek w „niepoświęconej ziemi” były zadekretowane religijnie, ale poprzedzone nierzadko zbezczeszczeniem ciała. Konsekwencje karne dotykały również rodzin samobójców i uzewnętrzniały się w konfiskacie mienia lub w nakazie uczestnictwa w publicznej ceremonii potępiającej czyn samobójczy członka rodziny.

Próbę zmiany takiego rygorystycznego podejścia do samobójców podjęło tylko kilku teologów i filozofów. John Donne w książce „Biathanatos” (napisanej w 1606 r., ale opublikowanej dopiero w 1644 r.) polemizował z Augustynem, który twierdził, że samobójca nie może żałować i odpokutować swego czynu. Według Donne’a tak skrajnie negatywna ocena samobójstwa ogranicza miłosierdzie i miłość Bożą w stosunku do każdego człowieka.

Wśród filozofów najbardziej znanym przeciwnikiem tezy, że samobójstwo jest przestępstwem, okazał się David Hume. Pomimo prób zmiany nastawienia do końca XIX w. samobójca był postrzegany jako ktoś, kto pozwolił zwieść się szatanowi i ponosi pełną odpowiedzialność za swój czyn, przez który daje wyraz całkowitego odrzucenia autorytetu Boga. Ów rygoryzm widać jeszcze w obowiązującym do końca lat 70. XX w. Kodeksie Prawa Kanonicznego (z 1917 r.), w którym samobójstwo obłożone było karą ekskomuniki oraz utratą praw do pośmiertnych obrzędów religijnych. W mentalności ludowej gotowość zbezczeszczenia zwłok samobójcy nie zaniknęła całkiem nawet po Soborze Watykańskim II.

Od sprawcy do ofiary

W okresie międzywojennym dokonano typologii sześciu kategorii przyczyn samobójstw: psychopatologiczne (zaburzenia psychiczne), psychologiczne (załamanie psychiczne), erotyczne (zawód miłosny, porzucenie, zdrada, niemożność wstąpienia w związek małżeński, niechciana ciąża), choroby fizyczne (zwłaszcza nieuleczalne), zmiana warunków materialnych (bezrobocie, ruina finansowa, degradacja ze stanowiska), niepowodzenia szkolne. Mówi się również o tzw. syndromie pre­suicydalnym, na który składają się: zawężenie możliwości życiowych (faktyczne lub subiektywne), wzrastająca agresja (ostatecznie skierowana przeciw sobie) oraz rosnące pragnienie śmierci (fantazje samobójcze). Ich łączne zaistnienie może prowadzić do próby samobójczej.

Postawy wobec śmierci u samobójców są wciąż mało zbadane. Każde samobójstwo zatem, jak podkreśla prof. Barbara Pilecka, można traktować jako tajemnicze zjawisko.

Z pewnością nie wchodzi tu w grę tylko jeden czynnik. Dziś wiemy, że ból psychiczny jest równie realny jak fizyczny, a może być bardziej dotkliwy od niego. Być może jest on tak intensywny i długotrwały (a czasami wystarczy tylko pierwszy warunek), że doprowadza do przekonania: „mogę zatrzymać ten ból, mogę siebie zabić”, które staje się imperatywem do działania. Dla każdego to „psychiczne piekło” ma swoiste i osobne wymiary.


Czytaj także: Wszędzie ściana: Marek Rabij o samobójstwach w Polsce


Aaron Beck, twórca terapii poznawczej, przeprowadził rozłożone w czasie badania 800 pacjentów ze skłonnością do samobójstwa. Badał osoby hospitalizowane po próbach samobójczych oraz te borykające się z myślami samobójczymi i towarzyszył im przez następne dziesięć lat, aby przekonać się, kto przeżył, a kto podjął kolejną, udaną próbę odebrania sobie życia. Przeanalizował i porównał postawione im diagnozy, liczbę oraz rodzaj występujących sym­ptomów psychicznych i medycznych, poziom fizycznego bólu, jakiego doświadczały, czynniki społeczne, ekonomiczne itd. Okazało się, że najniebezpieczniejszym czynnikiem prowadzącym do odebrania sobie życia było osobiste poczucie beznadziei.

Logika miłosierdzia

Badania wskazują, że wiara religijna i praktyki duchowe obniżają ryzyko samobójstwa na trzy sposoby. Poprzez zapewnienie lepszej społecznej integracji dają wsparcie na płaszczyźnie między­ludzkiej i poczucie solidarności z innymi (wspólnotą). Na poziomie moralnym – poprzez normy odstraszające od podjęcia takich czynów. Na płaszczyźnie wiary – poprzez budzenie nadziei. Nie ma bowiem recepty ani procedur medycznych, które są w stanie ją zaszczepić.

Badania przeprowadzone w Finlandii na 1348 krewnych osób, które popełniły samo­bójstwo w 1988 r., pokazały, że diagnozę psychozy bądź depresji miały częściej osoby wierzące, które dokonały samobójstwa. Wyniki badań sugerują, że w przypadku osób religijnych odbierających sobie życie konieczne było wyższe natężenie cierpienia psychicznego, zanim doszło do samobójstwa. Należy jednak pamiętać, że nawet jeśli religia działa zapobiegająco, to nie można przeceniać jej siły i znaczenia w kontekście innych czynników ryzyka.

W obecnym nauczaniu Kościół nie patrzy już na samobójstwo wyłącznie „od zewnątrz”, jako na działanie autodestruktywne, wyrażające negację istnienia, a co za tym idzie – również negację Boga, i pociągające za sobą winę nie do odkupienia (wieczne potępienie). Stoi na stanowisku, że w przypadku samobójstwa trudno jest mówić o dobrowolności śmierci, i przyjmuje, iż niemożliwe może być zrozumienie takiego czynu bez przyjęcia faktu poważnych zaburzeń psychicznych. W obowiązującym Kodeksie Prawa Kanonicznego (1983) nie wyodrębniono samobójstwa w kategorii zamachów na życie; nie ma również zapisu zabraniającego pogrzebu kościelnego samobójców – chyba że w przypadku „jawnych grzeszników” (zob. kan. 1184 § 1), ale wtedy przeszkodą nie jest sam rodzaj śmierci, tylko prowadzone życie.

Kościół nadal naucza, że na płaszczyźnie obiektywnej samobójstwo pozostaje zawsze czynem moralnie złym – z tego powodu dla niedoszłych samobójców została zachowana przeszkoda do święceń kapłańskich (zob. KPK 1041 § 5) – jednak od strony subiektywnej uwzględnia uwarunkowania społeczno-kulturowe, obciążenia biologiczne i dramaty życiowe, które mogą złagodzić, a czasami nawet znieść całkowicie odpowiedzialność osobistą. Co w efekcie prowadzi do tego, że należy z wielką powściągliwością dokonywać oceny czynów samobójczych – a już na pewno nie ferować wyroków potępienia!

Katechizm przypomina, że „Nie powinno się tracić nadziei dotyczącej wiecznego zbawienia osób, które odebrały sobie życie. Bóg, w sobie wiadomy sposób, może dać im możliwość zbawiennego żalu. Kościół modli się za ludzi, którzy odebrali sobie życie”.

„Sam je oddaję”

James Hillman pisał, że niektórzy wybierają śmierć z lęku przed życiem, inni życie z lęku przed śmiercią – z zewnątrz zaś nie możemy sprawiedliwie wyrokować o odwadze lub tchórzostwie. „Same statystyki – jak podkreśla psychiatra Aaron Kheriaty – nie są w stanie ukazać całej złożoności i tragizmu samobójstwa. Ostatecznie, gdy ktoś odbierze sobie życie, zostajemy sam na sam z tajemnicą, która nie może być całkowicie wyjaśniona w tym życiu”. Świadome rozważanie o znaczeniu śmierci rzadko ma miejsce przed aktem samobójstwa. Takie refleksje przychodzą najczęściej dopiero po akcie nieudanego samo­bójstwa. Z drugiej strony – osoby, które mają skłonności do samobójstwa, są osobami ambiwalentnymi (jakaś ich cząstka chce umrzeć, a druga cząstka żyć). Musimy więc mówić o życiu i śmierci w odpowiedzialny sposób i przywracać nadzieję. Nie zawsze jednak łatwo jest wyznaczyć granicę pomiędzy religijnie motywowanym samobójstwem a męczeństwem, czy pomiędzy samobójstwem a altruistycznym poświęceniem życia.

Nawet jeśli przezwyciężenie lęku przed śmiercią potraktujemy jako akt odwagi, nie oznacza to jeszcze bohaterstwa. Nie zawsze również gotowość do poświęcenia swego życia jest moralnie usprawiedliwiona. Nie taką ofiarę ze swego życia uczynił Jezus, ani nie o taki dar z życia prosił swoich uczniów. „Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je [potem] znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję” (J 10, ­17-18a). Jezus od nikogo i niczego nie jest zależny. Nie pada ofiarą stosunków politycznych ani żadnych nacisków. Pozostaje wewnętrznie wolny, a nie zdesperowany czy omnipotentny. Oddaje swoje życie, ponieważ miłuje, i potrafi tego dokonać, ponieważ czuje się kochany, a nie opuszczony przez Ojca, i nawet śmierć nie może go pozbawić tej miłości i nadziei. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Jezuita, teolog, psychoterapeuta, publicysta, doktor psychologii. Dyrektor Instytutu Psychologii Uniwersytetu Ignatianum w Krakowie. Członek redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Autor wielu książek, m.in. „Wiara, która więzi i wyzwala” (2023). 

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2017