Reklama

W oczekiwaniu na katastrofę

W oczekiwaniu na katastrofę

21.10.2019
Czyta się kilka minut
Gaston pokazuje zwykłych ludzi w sytuacjach skrajnych. Nigdy jednak nie potrafi do końca zachować powagi – być może dlatego jego historie są tak poruszające.
C

Ciotka Sally wiedzie nudne, umiarkowanie nieszczęśliwe życie, mając jednocześnie przeczucie, że to prawdziwe jest gdzieś indziej. Wujek Phil umiera tak, jak żył – banalną, głupią śmiercią. Anne Marie musi skonfrontować się z duchami przeszłości, które, niczym wyrzut sumienia, pewnego dnia powracają ze zdwojoną siłą. Postacie stworzone przez Billa Gastona w znakomitym zbiorze opowiadań „Bogowie pokazują klaty” są wyjątkowe i niepowtarzalne, a przy tym na tyle wyraziste, że każda z nich spokojnie mogłaby unieść pełnowymiarową powieść – historię o sfrustrowanym everymanie, który pewnego dnia ma już dosyć.

Gaston niezwykle czułym okiem spogląda na swoich bohaterów – zwykłych, szarych ludzi, których mijamy w osiedlowym spożywczym, porannym autobusie czy na niedzielnym spacerze. Pozostawieni sami sobie, zmuszeni z samotności uczynić podstawową regułę egzystencji, zanudzeni na śmierć przeciętnością własnych małżeństw – wszyscy brną bezwiednie utartymi szlakami. Przełom następuje dopiero wówczas, gdy zostają postawieni w sytuacji skrajnej.

Okruchy życia, którymi do tej pory się żywili, przestają wystarczać. Konieczny staje się też rachunek sumienia – bolesna autorefleksja nad tym, kim się stali i co utracili. Dla każdego z nich prędzej czy później nadchodzi ten jeden, sądny dzień, kiedy to, co swojskie i wygodne, staje się nie do zniesienia. Presja jest na tyle duża, że trzeba przekroczyć barierę lęku i pchnąć swoje życie w innym, nieznanym kierunku. We wszystkich dziewiętnastu mikroopowieściach jesteśmy milczącymi obserwatorami tego krótkiego momentu, gdy ich los waży się na szali.

Gaston nie poprzestaje bowiem na portretowaniu współczesnych mieszczan, których życiowy dramat polega na nudzie i zwyczajności. Jego opowiadania to galeria ludzkich pożądań, pasji i instynktów, długo wypieranych, które jednak ostatecznie dochodzą do głosu. „Wściekłość może narastać w czymś słabym, zwyczajnym, ignorowanym przez wszystkich” – przypomina jeden z narratorów. Styl i powody bywają najróżniejsze, ale ostatecznie wszyscy bohaterowie Gastona decydują się na radykalną zmianę (lub zostają do niej zmuszeni). Szukają zemsty, ale też godzą się z przeszłością, zrywają więzi albo tworzą nowe, zdradzają lub sami są zdradzani.

Odrzucenie dotychczasowego stanu rzeczy to każdorazowo gest gwałtowny i niekontrolowany, niczym erupcja długo tłumionej, autodestrukcyjnej energii. Sabotaż własnego życia sprawia, że nic już nie może być jak wcześniej. Czy ta dywersja to pierwszy krok ku wyzwoleniu, czy raczej równia pochyła? Tego pytania owładnięci żywiołem destrukcji bohaterowie już sobie nie zadają, dlatego Gaston również nie udziela na nie odpowiedzi. Na rewizje przyjdzie jeszcze czas – teraz trzeba przygotować grunt pod to, co dopiero nadejdzie.

Gaston nigdy jednak nie potrafi do końca zachować powagi – być może dlatego jego historie są tak poruszające. Wszystkie momenty transgresji wydają się tak bliskie i ludzkie, bo podszyte są groteską, niedorzecznością i absurdalnym humorem, które rozbijają narastający niebezpiecznie patos. Wystarczy spojrzeć na plejadę straceńców Gastona, aby zobaczyć, że gdy puszczają nerwy, tragedia osuwa się w farsę. Tak jest choćby w przypadku dotkniętego kryzysem męskości prowincjonalnego nauczyciela, który postanawia oddać hołd swojemu zmarłemu psu, zjadając kawałek jego serca. Albo gdy młody poeta zbyt serio traktujący ideę życia na miarę literatury postanawia sterroryzować nieuczciwego sprzedawcę serią gróźb pisanych wierszem.

Opowieść o każdym z nich dałoby się zamknąć w obrębie barwnej anegdoty, lecz Gaston nigdy na tym nie poprzestaje. Za każdym razem dobudowuje drobiazgowe i domknięte uniwersa, które dodają niepokojącą głębię ich mieszkańcom. A jednocześnie to proza oszczędna, w której autor przechodzi od razu do rzeczy. Jakby doskonale wiedział, co motywuje jego bohaterów; jakby znał nas na wylot. ©

Bill Gaston BOGOWIE POKAZUJĄ KLATY, przeł. Krzysztof Majer, Kaja Gucio, Marginesy, Warszawa 2019

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]