Reklama

Najczulszy z punktów

Najczulszy z punktów

15.10.2018
Czyta się kilka minut
„Czuły punkt” Asbrink tłumaczy nam, dlaczego więzienny eksperyment teatralny w Tidaholm zakończył się katastrofą.
ROBERTO RICCIUTI / GETTY IMAGES
J

Jak zawsze w reportażach szwedzkiej dziennikarki kluczowe pytanie dotyczy odpowiedzialności – zarówno działających, jak i tych, którzy się bezczynnie przyglądają. Książka „Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia” Elisabeth Åsbrink (2014; tłum. Irena Kowadełko-Przedmojska) to nie tylko pogłębiona refleksja nad funkcjonowaniem systemu penitencjarnego w Szwecji czy próba odpowiedzi na pytanie, co powinniśmy zrobić, aby wychodzący z więzienia nie był tym samym człowiekiem, który do niego trafił. To przede wszystkim opowieść o nienawiści dumnych członków społeczeństwa do ludzi z marginesu, ale też nazistów do Żydów czy po prostu jednego człowieka do drugiego. I podobnie jak w poprzednich książkach szwedzkiej reporterki („1947” oraz „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa”), również tu punktem wyjścia dla opowieści jest historia rodzinna: bolesna i intymna.

Teatr, naziści i zbrodnia

15 marca 1998 r. Zakład karny Tidaholm o zaostrzonym rygorze na południu Szwecji. To tutaj spotykają się trzej bohaterowie reportażu. Carl, przywódca wojskowego gangu odpowiedzialnego za dziesięć napadów na banki i zamach bombowy. Tony, mający na sumieniu kradzieże, włamania – skazany ostatecznie za planowanie zabójstwa na zlecenie. Oraz Mats, odsiadujący wyrok za rozbój. Wyroki to kolejno: 14, 6 i 5 lat. Przez system penitencjarny zakwalifikowani do tzw. kategorii „siedem trzy”, czyli więźniów szczególnie zdolnych do ucieczki, z ryzykiem recydywy, podlegających szczególnym działaniom prewencyjnym. Taki sam tytuł nosić będzie sztuka teatralna, którą napiszą wspólnie z jednym z najważniejszych współczesnych szwedzkich dramaturgów, Larsem Norénem. Wystawią ją ponad 20 razy na deskach Riksteatern.

Noréna do pracy z więźniami motywuje to samo, co wielu innych pisarzy – ciekawość i chęć poznania przedstawicieli obcej mu części społeczeństwa. Jego sztuki teatralne opowiadają o ludziach na marginesie lub wręcz poza nim, istniejących w świadomości społecznej, lecz poza dyskursem: o bezdomnych, chorych umysłowo czy narkomanach. O dzieciach dorastających w rozbitych rodzinach dotkniętych przemocą, patologią, przestępczością. O więźniach. Cel, który mu przyświeca, jest od lat ten sam – pokazać Szwecji jej skrywane oblicze. Do Tidaholmu na listowne zaproszenie Carla reżyser przyjeżdża wspólnie z producentką jego sztuk, Isą Stenberg. Po jednym spotkaniu z osadzonymi oboje bez wahania decydują się na rozpoczęcie prac nad dramatem. Norén już wie, że trafił na żyłę złota – nowych rozmówców, którzy chętnie podzielą się swoimi doświadczeniami i historią. Isa jest pełna współczucia dla młodych ludzi, jej misja to leczenie ich dusz. Władze okręgu więziennego liczą na resocjalizacyjny sukces, a więźniowie na uniknięcie fizycznej pracy przy taśmie. Każdego motywuje co innego, działają jednak zgodnie.

W głowie Noréna rodzi się pomysł napisania sztuki, którą więźniowie mogliby odegrać w ramach kółka teatralnego: rozmowy trzech osadzonych i odwiedzającego ich pisarza, Johna. Więźniowie zawiązują więc z reżyserem umowę – mężczyźni opowiadają mu o sobie, ten zaś składa rozproszone historie w spójną opowieść. On decyduje o literackiej warstwie sztuki, za to oni podejmują ostateczną decyzję, co trafi do tekstu dramatu. „7:3” ma być próbą wyjaśnienia, dlaczego trzej mężczyźni znaleźli się za kratami.

Twórcy nie wiedzą jednak, że w tym samym czasie Tony koresponduje z niejakim Jackiem Arklövem, skazanym za zbrodnie przeciwko ludzkości. Z ich listów wyczytać można fascynację wojną i śmiercią. Są tam też plany założenia nazistowskiej bojówki. Tony od pięciu lat jest członkiem Riksfronten, szwedzkiego ruchu faszystowskiego. Jego przyjaciel, Mats, w pełni podziela jego nienawiść do Żydów, muzułmanów, homoseksualistów i szwedzkiego wymiaru sprawiedliwości. Wszyscy jednak wierzą w sukces projektu, dlatego ignorują oczywiste fakty. „Kim bylibyśmy, gdybyśmy nie mieli w sobie współczucia dla zagubionych dusz?” – zdają się mówić twórcy projektu.

Tymczasem pierwotnie przyjęte reguły zostają poluzowane: sztuka zostaje włączona do repertuaru teatru publicznego, a zamiast zawodowych aktorów role odegrają sami więźniowie. Rozpoczynają się codzienne, kilkugodzinne próby poza murami zakładu, a każda zainteresowana strona zaczyna inwestować w projekt coraz więcej energii. Musi się udać.

Co poszło źle?

W „Czułym punkcie” – podobnie jak w pozostałych książkach – Åsbrink stawia pytanie o granice. Kiedy ta cienka i łatwo negocjowalna linia została przekroczona? Kiedy twórcy tekstu, inicjatorzy przedsięwzięcia i nadzorcy zapomnieli o ostrożności i różnicy między więźniem a człowiekiem wolnym? Czy w momencie, gdy osadzeni zaczęli codziennie opuszczać mury więzienia i udawać się na próby do teatru? Gdy Isa Stenberg zaprzyjaźniła się z dwoma najbardziej niebezpiecznymi przestępcami w Szwecji? Gdy nikt nie wpadł na to, by skontrolować korespondencję więźniów? Albo chociaż ich zachowania na przepustkach? Gdy wyszło na jaw, że Tony i Mats są zagorzałymi neonazistami, a mimo to do sztuki postanowiono dołączyć scenę dziewiątą – jawną manifestację ich poglądów? A może gdy okazało się, że wszyscy – Norén, Stenberg, zarząd opieki penitencjarnej, dyrekcja teatru – utracili kontrolę nad więźniami, którzy przejęli faktyczną kontrolę nad realizacją projektu? W końcu jedno ich tupnięcie nogą mogło przekreślić miesiące ciężkiej pracy wielu osób.

W wyróżnionym Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego reportażu „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” Åsbrink przypomina losy założyciela firmy IKEA, wracając tym samym do niechlubnego romansu Szwecji z nazizmem – czarnej karty w historii narodu postrzeganego jako wzór demokratycznych i równościowych cnót. „Ingvar Kamprad nikogo nie zamordował, ale przyjaźnił się z mordercami; to modelowy przykład, jak Szwedzi uwikłani byli w nazizm” – mówiła Åsbrink w jednym z wywiadów. Taką samą postawę przyjęli twórcy spektaklu. John, porte-parole Noréna, w dziewiątej scenie nie podejmuje dialogu z neonazistowskimi teoriami głoszonymi dumnie przez Tony’ego i Matsa. Bezradnie milczy. Norén będzie później tłumaczył, że nie mógł włączyć polemiki do scenariusza, ponieważ Tony i Mats nigdy by się na to nie zgodzili.

To właśnie brak reakcji ze strony Johna zostanie odebrany przez krytyków jako gest najbardziej niedopuszczalny. Na scenie pokazano ludzką twarz więźniów, ich tragiczne życiorysy, trudne dzieciństwo i okrutną, brutalną twarz antysemityzmu, która była bez wątpienia reakcją na systemowe odrzucenie i wieloletnią pogardę wyłączającą ich ze społeczności. Ale antysemityzm był też gwarancją uznania w ideologicznej wspólnocie, która stała się ważniejsza niż cokolwiek innego. Zdanie z deklaracji programowej, przyświecające pracy nad sztuką, brzmiało: „zadaniem teatru jest również próba wzbudzenia w widzach empatii, bo bez niej pozostaje tylko obojętność i brutalna siła”. Współczucie, litość i bezapelacyjne wzruszenie publiczności zderzyło się jednak z nienawiścią zawartą w dziewiątej scenie.

Jako projekt artystyczny „7:3” bez wątpienia odniosło sukces. Jako projekt resocjalizacyjny okazało się jednak spektakularną katastrofą. Po ostatnim zaplanowanym spektaklu Tony, z pomocą Arklöva oraz drugiego mężczyzny, napadli na bank, a następnie zamordowali dwóch policjantów, którzy ruszyli za nimi w pościg. Kiedy Åsbrink spytała po latach Carla, czy to oklaski na scenie doprowadziły do tej tragedii, odpowiedział: „Nie, nie oklaski. Nienawiść publiczności”.

Czuły punkt

U Åsbrink wszystko ostatecznie rozbija się o jedną kwestię – o głos, spoiwo jej książek. Głos, który zabieramy w debacie publicznej i od którego się wstrzymujemy. Głos, który dajemy ofiarom i sprawcom. O to, co, gdzie, kiedy i w jaki sposób mówimy, a także co właściwie komunikujemy, gdy wybieramy milczenie. „Głos nie może jednak pozostać pojedynczy” – zdaje się mówić reporterka. Musi nieustannie wchodzi w dialog z innymi, być odpowiedzialny.

W eksperymencie teatralnym zabrakło przede wszystkim rozmowy – konfrontacji poglądów, próby dialogu traktowanej jako narzędzie edukacji i zmiany. Zabrakło również odpowiedzialności ze strony twórców spektaklu – uległa ona rozmyciu w obliczu partykularnych celów. Swoje dołożyła także pycha i naiwnością, a także przerośnięta ambicja. Dialog światopoglądowy między Tonym, Matsem i Larsem Norénem nie odbył się ani na scenie, ani poza nią. Zamiast tego widzowie zostali poinformowani o „silnych więzach”, które powstały między mężczyznami w trakcie prób. Podczas fali krytyki, która spadła na Noréna po premierze, jeden głos wybrzmiał w szczególności – dziennikarki Anity Goldman, która spytała dobitnie: „Co daje panu moralne prawo, aby nie być Żydem w spotkaniu z nazistami? Jakim prawem bierze pan udział w posiłku, z którego ja, z powodu mojego pochodzenia, jestem wykluczona?”. No właśnie – jakim prawem?

Dialog i odpowiedzialność, o których wspomniała reporterka, wymagają ciszy. Tylko wtedy można usłyszeć głosy dziesiątek osób powiązanych z projektem. A książka Åsbrink pozwala im wybrzmieć. Autorka „Czułego punktu” usuwa się na bok, aby cień rzucany przez jej sylwetkę – postawę, historię, przeszłość czy światopogląd – nie zakłócił obrazu. Ta skrzętna, sucha, faktograficzna wręcz relacja, na którą składają się setki rozmaitych źródeł, to walka o maksimum obiektywizmu w obliczu spraw, które od dekad są przedmiotem publicystycznych walk. A przecież to w obliczu faktów jesteśmy ze sobą najbardziej szczerzy.

Niegojąca się rana

Åsbrink snuje więc swą opowieść głosem pewnym, mocnym; jej zdania są proste i dobitne, konkretne jak w dziennikarskiej depeszy. I tylko czasami na tej gładkiej powierzchni reporterskiego rozliczenia z historią znajdujemy pęknięcia, rysy, szczeliny, przez które przesącza się pełna bólu poezja – rozpaczliwa i wzruszająca, choć i tak powściągnięta dziennikarskim rygorem konkretu oraz zwięzłości. Te krótkie przerywniki to bodaj najbardziej osobiste fragmenty, w których możemy odnaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego Åsbrink w ogóle pisze. To momenty, w których możemy zobaczyć tę niegojącą się ranę – resztki dawnego bólu i cierpienia oraz odziedziczony po przodkach strach. Choćby po Györgym Fenyö, niepoznanym nigdy dziadku, który uwięziony w obozie koncentracyjnym pisał w liście do żony: „Byłaś lepszą połową mojego życia”. Albo po ojcu, który jeszcze jako chłopiec pytał matkę, co oznaczają rzucone pod jego adresem słowa „parszywy Żyd”. Do tego dochodzi żal po pytaniach bez odpowiedzi – kim byli ci, którzy odeszli? I poczucie wyobcowania, które rodzice przekazali jej wraz z niewygodnym sekretem, szepcząc do ucha: „Im mniej ludzi o tym wie, tym lepiej”.

Autobiograficzne fragmenty w reportażach Elisabeth Åsbrink to nie tylko historia cenionej dziennikarki i pisarki, producentki telewizyjnej, dramatopisarki, laureatki wielu nagród. To także opowieść o nazistowskiej przemocy, o przeszłości, o której niewielu chce pamiętać, ale także hołd złożony ojcu uciekającemu w czasie wojny z Budapesztu, aby ratunku szukać w Szwecji. Powstaje w ten sposób prywatna historia traumy, wyczuwalna w każdej jej książce. Jej obecność jest jednak niezwykle subtelna – to zawsze zaledwie jeden z wielu głosów w polifonicznej kompozycji.

Dlatego Åsbrink opowiada historię Tony’ego i Matsa, dwóch szwedzkich neonazistów, nie tylko z perspektywy chłodnego obserwatora, lecz także ofiary ich nienawiści. Rozmawia z Carlem, terrorystą i członkiem bojówki, która napadła na pocztę, kiedy Åsbrink stała w kolejce do okienka. Zdaje się, że powtarza wtedy za swym ojcem: „Niech ci nigdy nie będzie żal samej siebie”. Świat toczy się dalej, a my wraz z nim. Odrobina prywatności pośród oceanu konkretu – to jedyne, na co pozwala ta ascetyczna relacja. Nie mogę powstrzymać zachwytu nad tym gestem powściągliwości, w którym znajduję i elegancję, i dumę.

Każda zbrodnia zostawia po sobie ranę. Taką, która na zawsze będzie już czułym punktem, bolączką serca lub sumienia, od której nie ma ucieczki. To odłamek przeszłości, który wciąż w nas tkwi. To moment, w którym przeszłość i teraźniejszość splatają się w jednym uścisku, zawiązując dziejowy supeł. Czuły punkt to trauma – czyli z greckiego „rana” – która cofa nas w przeszłość, tak jak robi to Åsbrink.

Sztuką jest się jej nie poddać. Chyba najlepiej obrazuje to samo zakończenie książki: „Historyk Yehuda Bauer powiedział kiedyś: »Pochodzę z narodu, który dał światu dziesięcioro przykazań. Sądzę, że nadszedł czas, by dodać jeszcze trzy: Nie będziesz przestępcą. Nie będziesz ofiarą. Nie będziesz stał z boku«”. Co należy więc robić? Wchodzić w nieustanny dialog z ideologiami, ludźmi i samym sobą. Zdobyć się na litość dla skrzywdzonego, ale nie usprawiedliwiać zła. Być odpowiedzialnym za swoje czyny. Nie ranić drugiego człowieka. Nie zastygać w spirali bólu i żalu, lecz raczej przekuć je w coś, co może stanowić wartość, nieść nadzieję. Nie odwracać wzroku od dysfunkcji, cierpienia, odrzucenia. Za Anitą Goldberg pamiętać, że zło – podobnie jak dobro – jest wyborem. ©

OLIWIA FRYC (ur. 1992) studiowała filologię polską i historię sztuki na uniwersytetach Warszawskim i Jagiellońskim. O sztuce pisała m.in. dla „K MAG Magazynu”, „Art & Business”, „Aktivista”, „Kultury Liberalnej” i „Enter the Room”. Pracuje w dziale literackim Krakowskiego Biura Festiwalowego.

ELISABETH ÅSBRINK (ur. 1965) jest szwedzką pisarką, dziennikarką i dramatopisarką. W 2011 r. za książkę „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa”, w której przez pryzmat historii najbardziej znanej dziś szwedzkiej firmy meblowej pokazuje bolesne i skomplikowane dzieje swojej ojczyzny flirtującej z nazizmem, otrzymała Nagrodę im. Kapuścińskiego. W Polsce ukazały się także dwie inne jej książki: „Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia” (2014), a także „1947” (2017) – reportaż historyczny, pokazujący Europę i świat w przełomowym dla całego powojennego porządku roku.

Każda wspólnota posiada jakąś czarną kartę w swojej historii. Pytanie, w jaki sposób się do niej odnosi – czy próbuje ją ukryć, przekonując, że nie ma na swoim koncie żadnych przewin, czy też odważnie konfrontuje się z przeszłością, by wyciągnąć wnioski na przyszłość i uniknąć błędów. O trudnej przeszłości, którą niebezpiecznie jest zapominać, rozmawiać będą Elisabeth Åsbrink i Maciej Zaremba Bielawski.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]