Cokolwiek by mówić, słowo „encyklopedia” robi swoje. Ten spokojny głos ekspertów, ta nobliwa powściągliwość... Od razu czuję, że Wikipedia, „wolna encyklopedia”, to takie miejsce w internecie, gdzie dom swój mają wyłącznie fakty i gdzie nie ma miejsca na ideologiczne przepychanki.
Owszem, kogoś mogłoby zdziwić, dlaczego właściwie artykuł encyklopedyczny na temat Donalda Trumpa zawiera we wstępie enigmatyczne stwierdzenie, że zdaniem naukowców i historyków był jednym z najgorszych prezydentów USA w historii, albo dlaczego artykuł na temat aktualnego prezydenta, Joego Bidena, starannie omija wszelkie wzmianki o jego słabnących władzach poznawczych.
Za kulisami tych artykułów toczą się jednak dyskusje, czasem rozciągnięte na lata i setki stron maszynopisu, w których wikipedyści oskarżają się wzajemnie o najgorsze intencje i gorączkowo debatują, czym jest osławiony „neutralny punkt widzenia”. W dyskusjach tych padają nazwy tajemniczych akronimów, administratorzy wymierzają kary i nakładają blokady, a pojedyncze słówka w artykułach bywają roztrząsane staranniej niż niejeden akt prawny. Tak rodzi się prawda, która za chwilę trafi do miliardów ludzi.
Jak działa Wikipedia
Idea jest prosta: wchodzisz i edytujesz. Gdy jako nastolatek zacząłem bawić się Wikipedią, jej polska edycja była młodziutka i zachęcająco pusta. Wieczorami tworzyłem dziesiątki artykułów na interesujące mnie tematy – po prostu, bo mogłem. Czasem ktoś dołączał do zabawy, a czasem mój prosty zalążek wisiał w internecie latami. Dzisiaj zwykle nie umiem już rozpoznać swojego tekstu pod warstwą setek, a czasem tysięcy, drobnych zmian.
Każda edycja jest widoczna: przykładowo, wiem, że w ciągu ostatnich trzech minut polską Wikipedię edytowano dokładnie 15 razy. Ktoś rozdzielił zdanie złożone na dwa zdania pojedyncze w artykule „Chrześcijaństwo”. Użytkownik Gjakovarus doprecyzował, że żona greckiego polityka Sofoklisa Wenizelosa nazywała się Katerina Zerwudaki. Użytkownik Pikador dodał przypisy do artykułu o widłonogu Faurea princeps. Itd.
Metoda ma oczywiście ograniczenia. Znanym zjawiskiem jest wandalizm: od zastąpienia całego artykułu słowami „Sprzedam Opla”, aż po uporczywe dodawanie do biografii jakiegoś polityka określeń „świnia” i „zdrajca narodu”. Dziś edycje dokonane przez niezarejestrowanych użytkowników są początkowo niewidoczne, a odsiewaniem ziarna od plew zajmuje się bohaterska armia administratorów ochotników. Użytkownikom zarejestrowanym grozi szereg kar.
Są i bardziej złożone mistyfikacje. W Polsce sławą okrył się Henryk Batuta – nieistniejący działacz komunistyczny, na cześć którego nazwano rzekomo ulicę Batuty w Warszawie. Spore hasło na jego temat istniało przez 15 miesięcy, a wzmianki o nim rozproszono w dodatkowych hasłach.
Angielska Wikipedia też ma podobne historie. Przez 11 lat informowała o nieistniejącej górze Kiligantian w Filipinach, a przez 14 lat o pojęciu ekonomicznym o nazwie „punkt Morrisa-Putnama”, który miał rzekomo służyć do analizy cen soku i metali ciężkich, przewidywania epok lodowcowych i optymalnego stosowania staccato w utworze operowym. Trudno oszacować, ile tego typu „ciekawostek” znajduje się na Wikipedii w tej chwili.
Internetowa encyklopedia stała się także areną globalnej bitwy na penisy. Dla kontekstu: Wikipedia nie jest cenzurowana, więc artykuł na temat kału ilustruje kał, a artykuł na temat powieszenia – zdjęcie wisielca; tysiące mężczyzn zapragnęły więc, aby to ich narząd stał się globalnym prototypem. Repozytorium Wikimedia, które służy Wikipedii jako baza mediów, zostało zalane fotografiami i filmami. W 2018 r., gdy licznik dobił do pięciu tysięcy, zablokowano możliwość dodawania kolejnych zdjęć, a artykułowi „Human penis” towarzyszy odezwa adresowana do wikipedystów pragnących przysłać kolejną fotografię: „Niestety, prawa popytu i podaży nie są po twojej stronie”.
Poważniejszym zjawiskiem jest edycja artykułów przez ludzi lub instytucje, które chcą sobie poprawić image. W 2007 r. powstał WikiScanner, który wynajdywał edycje dokonywane z „podejrzanego” miejsca. Metodą tą wykryto, przykładowo, że artykuł na temat Pfizera wielokrotnie „polepszano” z komputerów zlokalizowanych w siedzibie firmy. Podobne praktyki stosowali m.in. AstraZeneca, Boeing, Disney, Dow Chemical, DuPont, Pepsi, Sony, Walmart. W 2008 r. udokumentowano, że proizraelska organizacja CAMERA opłacała kampanię systematycznego edytowania Wikipedii, przemycając do niej sentymenty proizraelskie i antypalestyńskie.
Reguły internetowej encyklopedii
Szybko okazało się, że nieregulowana aktywność tysięcy ochotników nie sprawdza się na dłuższą metę jako metoda tworzenia encyklopedii. Wikipedia wymaga też systematycznej, płatnej pracy, np. programistów i prawników. Dziś ok. 700 osób jest na stałe zatrudnionych w Wikimedia Foundation – organizacji matce Wikipedii i spokrewnionych projektów, finansowanej z drobnych datków od użytkowników oraz większych grantów od organizacji i firm. Strategiczną rolę odgrywają programiści botów, które automatycznie edytują Wikipedię, realizując proste, powtarzalne zadania, jak usuwanie wandalizmów.
Sercem Wikipedii są jednak wciąż wikipedyści ochotnicy, którzy tworzą złożoną, hierarchiczną społeczność. Na samym dnie są użytkownicy niezarejestrowani. Spośród zarejestrowanych jako pierwsza wyłoniła się rola „administratora”, który może usuwać artykuły albo blokować innych użytkowników. „Redaktor” ma prawo zatwierdzać edycje robione przez użytkowników niezarejestrowanych. Bardziej techniczne uprawienia mają „checkuserzy”, „rewizorzy” albo „administratorzy interfejsu”; są też „stewardzi”, „ombudsowie” czy „researcherzy”. Poważniejsze konflikty rozwiązują członkowie Komitetu Arbitrażowego. Istnieje również wąskie grono „biurokratów”, którym wolno nadawać tego typu funkcje specjalne.
Równolegle trwa ewolucja zasad i wskazówek redakcyjnych. Nowi użytkownicy są zwykle witani „pięcioma filarami”, istnieje też jednak „sześć zasad założycielskich” oraz „uproszczony zbiór zasad” (zawierający 20 punktów). Nikt nie wie, ile reguł istnieje tak naprawdę. „WP:GUIDELINES”, czyli strona matka dla „regulaminu” edytowania Wikipedii głosi, że „ponad 200”. Znajdują się tam linki do ponad stu głównych reguł, ale prowadzą one zwykle do całych zbiorów szczegółowych zasad. Choć łatwo sobie wyobrazić, jak powstała każda z osobna, lista robi przytłaczające wrażenie. Zwłaszcza że każda zasada ma określenie kodowe, a administratorzy swobodnie się nimi posługują.
„WP:HOAX” to zakaz tworzenia mistyfikacji à la Batuta. „WP:NNUM” to jedna z licznych reguł dotyczących „notability”, czyli „encyklopedyczności” danego tematu: to reguły pomagające ocenić, czy dany temat jest na tyle istotny, że zasługuje na artykuł. Jest ich sporo. Ta konkretna zasada dotyczy liczb, „WP:NCRYPTO” – kryptowalut, a „WP:JUDGE” – sędziów. „WP:NCENPOV” opisuje, jak zachować neutralność przy nazywaniu artykułów o wydarzeniach („Zamachy z 11 września 2001 roku” czy „Zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 roku”?). „WP:MTAU” dotyczy przystępnego pisania na tematy techniczne, a „WP:MPN” pomaga zadecydować, którego wariantu nazwy geograficznej używać, gdy jest ich kilka.
Kto może edytować Wikipedię?
System zasad Wikipedii jest równie spójny i zrozumiały jak prawo. Już w 2008 r. „The Economist” pisał o „samozwańczych strażnikach Wikipedii, którzy usuwają wszystko, co nie spełnia ich standardów, uzasadniając swoje działania lawiną akronimów – proces znany jako wiki-lawyering [wiki-prawniczenie]”. W 2013 r. administrator Oliver Moran narzekał na natłok zasad i „luźny kolektyw rządzący stroną (...) prowadzący opresyjną biurokrację w często agresywnej atmosferze, która zniechęca nowicjuszy”.
W miarę jak rósł poziom skomplikowania Wikipedii, słabł początkowy twórczy entuzjazm. Dobry orientacyjny punkt przegięcia na drodze od spontanicznego kolektywu do dojrzałej biurokracji to lata 2006-2007. To wtedy maksimum osiągnęło tempo powstawania nowej treści oraz liczba aktywnych twórców – od tego czasu powolutku malejące.
Z „luźnym kolektywem” spotka się dziś każdy, kto zacznie regularnie edytować Wikipedię. Jego rolę – i władzę – najłatwiej odczuć przy pracy nad artykułami o dużym znaczeniu społecznym. Wtedy zaczynają pojawiać się problemy, które w zwykłym procesie wydawniczym rozwiązuje się w gronie redakcyjnym. Z jakiej perspektywy pisać? Co trzeba powiedzieć, a co jest niekonieczne?
Poważne media informacyjne powinny, czysto teoretycznie, dążyć do tego, co Wikipedia określa jako NPOV – „neutralny punkt widzenia”.
Wszyscy wiemy, jak z tym bywa w przypadku czasopism albo stacji telewizyjnych: są media lewicowe czy prawicowe, od lekkiej skłonności po ewidentną sympatię. Słowo „encyklopedia” wydaje się jednak wymuszać najwyższy standard suchego obiektywizmu. Wszelkie „skrzywienia” Wikipedii budzą więc potężne emocje. Po Facebooku czy Reddicie mogę się rozsądnie spodziewać sympatii politycznych. Ale po encyklopedii?
Serce Wikipedii bije po lewej
Nie jest tajemnicą, że angielska Wikipedia zmaga się z problemem liberalnego skrzywienia ideologicznego. Ba, większość najlepszych przykładów znalazłem właśnie na Wikipedii (pod hasłem „Ideological bias on Wikipedia”). Dodajmy, że na Wikipedii polskiej problem nie jest aż tak jaskrawy.
Po pierwsze, to kwestia skali. Polski artykuł o Andrzeju Dudzie edytowano 1613 razy. Angielski artykuł o Joe Bidenie – 12 636. To 8 razy więcej pretekstów do ideologicznej walki na słówka. Po drugie, na różnych Wikipediach panuje po prostu różny klimat, choćby ze względu na nastroje społeczne wśród mówców danego języka. Przykładowo, dużym problemem było swego czasu silne skrzywienie prawicowe na Wikipedii chorwackiej. Skupmy się jednak na Wikipedii angielskiej – jest nie tylko największa, ale ma też największy wpływ na globalny rynek idei.
Larry Sanger, współtwórca Wikipedii, gdy opuszczał projekt, jako jedną z przyczyn podał fakt, że zaczyna ona reprezentować „lewicowy, liberalny i »oficjalny« [establishment] punkt widzenia”. Potwierdził to też inny współtwórca, Jimbo Wales, a w 2012 r. – pierwsze duże badanie naukowe (S. Greenstein i F. Zhu z Harvard Business School). Co istotne, Wikipedia została w nim zestawiona z Britanniką i okazała się wyraźnie bardziej „skrzywiona ideologicznie” od swojej brytyjskiej prababci, co zadało kłam przytaczanemu czasem sloganowi, że to „rzeczywistość ma lekkie skrzywienie liberalne”. Oj, da się pisać neutralnie. Tylko „kolektyw” wikipedystów najwyraźniej tego nie umie.
W 2024 r. analityk mediów David Rosado opublikował raport, w którym posłużył się standardowymi dziś narzędziami do oceny nacechowania emocjonalnego tekstu. Przeanalizowano „nastawienie” – pozytywne lub negatywne – z jakim na Wikipedii opisano 1628 tematów; na ich liście znalazły się m.in. nazwiska amerykańskich senatorów, europejskich przywódców czy nazwy mediów. Wynik był jednoznaczny: Wikipedia opisuje osoby i instytucje prawicowe bardziej negatywnie niż lewicowe.
W sekcji „Dyskusja”, która towarzyszy każdemu artykułowi, zachowały się niezliczone żmudne, czasem wieloletnie dyskusje nad tym, czym jest NPOV w danym przypadku. Mój ulubiony przykład to debata zajmująca ekwiwalent setek stron maszynopisu, czy Nikola Tesla powinien być przedstawiony jako Serb, Chorwat czy Amerykanin. Nawet credo nicejskie nie było staranniej redagowane, a ostatecznie stanęło na: „serbsko-amerykański inżynier, urodzony w Cesarstwie Austrii, dzisiaj: Chorwacja”.
Gdy czyta się wikipedyjne sekcje „Dyskusja”, staje się jasne, jak silnie oś liberalizm-konserwatyzm organizuje dziś myślenie o... praktycznie wszystkim. Niekończące się wzajemne oskarżenia o zlewaczenie i pro-Trumpizm czytamy więc przy dyskusjach o: zmianach klimatu (czy powinno mu towarzyszyć zdjęcie samotnego misia polarnego na krze lodowej?), używkach (czy niektóre artykuły nie zachęcają do spożywania?), feminizmie (a może by wspomnieć o jego agresywnie antymęskim skrzydle?), płci czy religii, nie mówiąc już o historii i polityce. Są wręcz wysuwane oskarżenia o „zafałszowywanie historii”, a jednym z gorących punktów jest artykuł „Socialism”, który niektórzy wikipedyści określają niemal jako reklamę socjalizmu. A mówimy, bądź co bądź, o źródle numer jeden dla uczniów na całym świecie, próbujących na szybko przygotować esej albo nauczyć się do sprawdzianu.
A oto i problem bieżący: dlaczego w artykule na temat Joe Bidena nie ma nic o jego pogarszających się siłach poznawczych – co jest już dziś czymś więcej niż plotkarską ciekawostką, bo realnie wpływa na historię najnowszą? Administratorzy zwykle ucinają tę dyskusję tak: „Nie piszemy o tym z powodu WP:BLP i WP:MEDRS”. Te dwa akronimy odsyłają do dwóch obfitych katalogów zasad dotyczących biografii żyjących osób oraz wiarygodnych źródeł medycznych. Czy wynika z nich jednak wprost i jednoznacznie, co konkretnie powinno się znaleźć w artykule na temat Bidena? Oczywiście nie. Do ich interpretacji potrzebne jest żmudne „wiki-prawniczenie”, a kto ma w nim największe doświadczenie, jeśli nie doświadczeni administratorzy?
Źródła liberalne, źródła konserwatywne
Początkujący wikipedysta próbujący edytować któreś z tysięcy „kontrowersyjnych” haseł szybko natrafi na mur. Wybrane artykuły są całkowicie zablokowane, tj. ich edycja jest technicznie niemożliwa. Znacznie większa liczba teoretycznie może być edytowana, jednak próby są automatycznie cofane, jeśli nie poprzedzi ich uzyskanie zgody administratorów, a czasem i głosowanie. Kluczowe jest uzasadnienie swoich racji. To jednak może być niełatwe – uzasadnienie musi być bowiem „poprawne”. Obok „WP:NPOV”, drugą mantrą administratorów tłumaczących nowicjuszom, co wolno napisać, jest zasada „WP:RS”: na Wikipedii może znaleźć się tylko to, o czym piszą „wiarygodne źródła”.
Ta zasada traktowana jest ze śmiertelną powagą. Nieoficjalny, ale i tak powszechnie cytowany, jest esej „Wikipedia is wrong” („Wikipedia się myli”). Główna idea: wikipedystów nie interesuje prawda. Cytat: „Kryterium akceptowalności czegoś na Wikipedii jest weryfikowalność, a nie prawda”. Wikipedia ma być wyłącznie rzetelną relacją z tego, co twierdzą inni, choćby i się mylili. Jacy inni? Oczywiście: „wiarygodni inni”.
Pytanie brzmi: które źródła są wiarygodne? Regulują to rozliczne zasady, istnieje też jednak gigantyczny dokument („WP:RSP”), w którym szczególnie popularne źródła podzielono na trzy główne kategorie: czerwone „niewiarygodne”, żółte „podejrzane” i zielone „wiarygodne”. Cóż za wygoda! Teraz, gdy któryś wikipedysta niezadowolony z tego, jak negatywnie Wikipedia opisuje Trumpa, z dumą potrząśnie artykułem przedstawiającym go w dobrym świetle, można szybko sprawdzić, czy ów artykuł opublikowano w „wiarygodnym źródle”. Jeżeli nie – dziękujemy: to tak, jakby ów tekst nie istniał. Haczyk tkwi w tym, że – jak wspomniałem – Wikipedia ma wyraźne tendencje liberalne, również jeśli chodzi o ocenę źródeł.
Skutki tego zostały już nawet policzone. W 2022 r. P. Yang i G. Colavizza stwierdzili na Wikipedii istotną przewagę źródeł liberalnych nad źródłami konserwatywnymi, nawet po uwzględnieniu stopnia ich wiarygodności. Użytkownik próbujący znaleźć „wiarygodne źródło” na to, że Trump nie jest aż tak okropny, albo że Biden miewa już dziś trudności z logicznym wysławianiem się, jest więc trochę w takiej sytuacji, w jakiej znalazłby się Polak próbujący udokumentować wszystkie pozytywne dokonania PiS-u na podstawie stosu „Newsweeków”. Co gorsza, na Wikipedii trzeba wykazać „konsensus wiarygodnych źródeł”, co prowadzi czasem do żmudnego zliczania odwołań – po czym do artykułu trafia głos większości.
Przypuśćmy jednak, że ktoś uparty próbowałby zmienić status jakiegoś źródła w wielkiej tabeli na WP:RSP, aby wpuścić do Wikipedii „konserwatywny głos”. Teoretycznie jest to oczywiście możliwe, jednak administratorzy napominają, że jeśli dyskusja na temat danego źródła prowadzona była już wielokrotnie, to szanse na zmianę są niewielkie, a wniosek trzeba poprzedzić dogłębną lekturą zarchiwizowanych dyskusji. Co więcej, wiarygodność źródła też by trzeba dobrze uzasadnić, najlepiej... wiarygodnymi źródłami.
Kto jest ekstremistą?
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych „wiarygodnych źródeł” Wikipedii jest Southern Poverty Law Center (SPLC), amerykańska organizacja non-profit zrzeszająca prawników walczących o prawa czarnych Amerykanów. SPLC publikuje regularnie listę „ekstremistów” i „grup nienawiści”: organizacji nacjonalistycznych czy skinheadowskich, ale też „anty-LGBT” albo „męskich suprematystów”. W 2019 r. liczebność tej listy przekroczyła 1000, co wywołało szereg komentarzy (tak, również w „wiarygodnych źródłach” Wikipedii, jak „Washington Post”, „The Atlantic” czy „Politico”...), że organizacja czasem przesadza, nawet jeśli z dobrej woli.
„Suprematysta” i „ekstremista” to mocne słowa, będące bardziej oskarżeniem niż kategoryzacją. I po czym konkretnie poznać, czy dana grupka religijna głosząca „świętość rodziny” promuje tym samym „nienawiść” wobec LGBT? Są już zresztą przypadki wygranych pozwów o zniesławienie, które kończyły się sądowym nakazem usunięcia kogoś z listy SPLC. Organizacja ta pozostaje jednak na Wikipedii koronnym argumentem, że ktoś jest „suprematystą”, a jakaś instytucja „grupą nienawiści” – mimo ponad 20 zarchiwizowanych wniosków o przesunięcie jej choćby do „grupy żółtej”.
Temat wraca jak bumerang choćby przy artykułach na tematy z kręgu „manosfery”. Polska Wikipedia jest w tej kwestii dość ostrożna, określając (stan na 2 października 2024) manosferę jako „nieformalną sieć blogów, forów internetowych i stron internetowych, które skupiają się na kwestiach związanych z mężczyznami i męskością”. Dalej: „Często jest on interpretowany jako maskulinizm, tj. męski odpowiednik feminizmu lub sprzeciw wobec niego. Wspólne tematy obejmują prawa mężczyzn, prawa ojców i MGTOW; samodoskonalenie; antyfeminizm; męskie ofiary przemocy”. Nie brzmi to źle. Tymczasem na angielskiej Wikipedii artykuł o manosferze wita, w samym tylko wstępie, mizoginią, skrajną prawicą, cyberprzemocą, radykalizmem, przemocą wobec kobiet oraz masowymi strzelaninami.
Czy jest na to wszystko jakaś systemowa odpowiedź? Wikipedia ma trudną, nieoczywistą relację ze „sztuczną inteligencją” typu ChatGPT, ale jeszcze trudniejsza jest historia prób jej reformowania od środka. Choć obrosły tysięcznymi regułami i miejscami mocno pachnący biurokracją, jest to wciąż, co do swojej zasady, projekt otwarty i rozwijający się metodą samoorganizacji.
Sanger i Wales marzyli o tym, że otwarta encyklopedia stanie się jednym z wiodących głosów w światowej infosferze, ale nie mogli przewidzieć, co to oznacza w praktyce dla globalnego przepływu informacji, wiedzy, przekonań, a nawet emocji i działań ludzkich. Wikipedia jest więc nieodrodnym dzieckiem, wręcz kwintesencją internetu.
* W pierwszej wersji tekstu pojawiła się nieprecyzyjna informacja dotycząca zawartości artykułu o Donaldzie Trumpie w anglojęzycznej Wikipedii.
AI też się uczy z Wikipedii
Rozmaite „skrzywienia” Wikipedii – obok politycznego, pisze się też czasem o płciowym, geograficznym, pronarkotykowym czy (anty)religijnym; nie mówiąc już o mistyfikacjach i korporacyjnych „akcjach ocieplania wizerunku” – to nie tylko jej wewnętrzna sprawa. Niemal wszystkie aplikacje typu ChatGPT (technicznie: duże modele językowe, „LLM”) są trenowane również na Wikipedii. Nic dziwnego: to gigantyczny zbiór tekstu (angielska Wikipedia liczy 4,6 miliarda słów), otwarcie dostępny, na wszelkie wyobrażalne tematy, i o mimo wszystko dość dużej wiarygodności. Chwali się tym sama Wikimedia Foundation: „Jak na razie każdy LLM jest trenowany na Wikipedii i niemal zawsze jest ona największym źródłem danych treningowych”. To realistyczna przechwałka: analiza zlecona w kwietniu tego roku przez „Washington Post” wykazała, że Wikipedia jest prawdopodobnie drugim głównym źródłem tekstu dla najważniejszych LLM-ów (tuż po zgromadzonej przez Google gigantycznej bazie treści patentów).

Wersja rzeczywistości, którą przedstawia Wikipedia, trafia więc do nas nie tylko przy okazji googlowania. Jest ona zakodowana w języku, jakiego używa „sztuczna inteligencja” – ta zaś z każdym miesiącem coraz silniej i zarazem coraz dyskretniej pośredniczy pomiędzy nami i światem informacji. Jeśli więc na Wikipedii jakaś sfera rzeczywistości jest konsekwentnie opisana jako groźna, jakaś ideologia jako negatywna, a jakaś firma jako solidna – LLM-y do pewnego stopnia odziedziczą te sentymenty jako oczywistość językową i będą „zakładać”, że tak po prostu jest.
ŁL
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















