Reklama

Wikipedia, czyli jeszcze nigdy...

Wikipedia, czyli jeszcze nigdy...

03.11.2009
Czyta się kilka minut
Encyklopedie, zwłaszcza te ogólne ("powszechne"), są uważane za najbardziej ambitny, najtrudniejszy rodzaj popularyzacji. Wielotomowe dzieło obejmujące całość wiedzy z najróżniejszych dziedzin, napisane z naukowym rygoryzmem, przeznaczone jednak dla odbiorcy nie tylko nieznającego się na jakiejś konkretnej dziedzinie, ale często dopiero odbierającego nauki - czy można sobie wyobrazić trudniejsze zadanie?
Matura z języka polskiego. III LO w Białymstoku, 4 maja 2012 r. / fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
S

Słowo "encyklopedia" pochodzi od greckich słów enkýklios - ogólny i paideia -(wy)kształcenie. Od lat używa się go na określenie wydawnictwa informacyjnego zawierającego zbiór wiedzy ogólnej lub z wybranej dziedziny. Pierwsze encyklopedie, książki pod takim tytułem, zaczęły się pojawiać w XVI wieku, choć zbiory o podobnym charakterze, tyle że inaczej nazywane, były tworzone już w starożytności i średniowieczu.

Najnowszy artykuł Stanisława Bajtlika w Magazynie Literackim "Książki w Tygodniku" przygotowanym specjalnie na Warszawskie Targi Książki. Będzie on dodatkiem do najbliższego wydania "TP". W kioskach już od środy 9 maja!

Popularyzatorski charakter, przydatność dla szerokich kręgów użytkowników, nadawał encyklopediom wyjątkowe znaczenie. Były przez wieki tym, czym internet jest dziś. Trudno przecenić rolę, jaką odegrała w historii "Wielka Encyklopedia Francuska", wydawana przez Diderota i d’Alemberta w latach 1751-1780, i środowisko ją tworzące. W tym samym czasie zaczęto wydawać kilka encyklopedii, które kontynuowane są do dziś, jak na przykład "Encyclopaedia Britannica".

Tworzenie encyklopedii to wielkie przedsięwzięcie organizacyjne, finansowe i edytorskie. Nowa wersja XV wydania "Encyclopaedia Britannica", powstała w 1974 roku, była dziełem przeszło czterech tysięcy autorów ze 131 krajów. Koszt przygotowania (nie licząc kosztów druku) wyniósł 32 miliony ówczesnych dolarów, co przekłada się na sumę około 100 milionów dolarów dzisiejszych. Można powiedzieć, że każde społeczeństwo ma taką encyklopedię, na jaką je stać, jakiej potrzebuje i jaką jest w stanie stworzyć, ale też na jaką pozwalają warunki. Pamiętamy konflikty pod koniec lat 60. pomiędzy władzami PRL a zespołem redakcyjnym trzynastotomowej "Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN". Jest też znaczące, że po 1989 roku w Polsce nie powstała właściwie żadna prawdziwie nowa encyklopedia powszechna. Wydawcy ograniczają się do reprintów, tłumaczeń lub uaktualniania i poszerzania encyklopedii wydanych wcześniej. Być może nowa polska encyklopedia w tradycyjnej papierowej (książkowej) wersji już nigdy nie powstanie.

Od 15 stycznia 2001 roku realizowany jest bezprecedensowy projekt stworzenia największej encyklopedii w dziejach ludzkości - Wikipedia, czyli "Wolna encyklopedia, którą każdy może redagować". Inicjatorem tego przedsięwzięcia jest Jimmy Wales, amerykański biznesmen o wielkim, idealistycznym zacięciu. Nazwa pochodzi z języka hawajskiego: "wiki wiki" to po hawajsku "szybko". Wales wpadł na genialny pomysł: zamiast tworzyć zespół specjalistów, który przez dziesięciolecia budowałby zaplecze kolejnego dzieła encyklopedycznego, postanowił wykorzystać entuzjazm, dobrą wolę, a przede wszystkim wiedzę milionów ochotników na całym świecie, którzy wykorzystają okazję, by zostać "encyklopedystami" XXI wieku.

Dziś Wikipedia istnieje w ponad dwustu wersjach językowych, z tego w trzydziestu dwóch ma ponad 50 tysięcy haseł, a w około siedemdziesięciu - ponad 10 tysięcy. Największa jest wersja angielska, zawierająca przeszło 3 miliony haseł. Polska Wikipedia ma przeszło 600 tysięcy haseł i jest czwartą co do wielkości, po angielskiej, niemieckiej i francuskiej, ale przed hiszpańską, japońską, chińską czy rosyjską. We wszystkich wersjach językowych Wikipedia zawiera przeszło 10 milionów haseł. Łączne nakłady poniesione przez Walesa na Wikipedię wyniosły zaledwie około 500 tys. dolarów. Jimmy Wales nazwał swoje dzieło "próbą stworzenia i rozpowszechnienia wielojęzycznej wolnej encyklopedii o najwyższym możliwym poziomie dla każdej osoby na Ziemi w jej własnym języku". Dziś ocenia się, że korzysta z niej około siedmiuset milionów użytkowników rocznie (przez co rozumie się liczbę wejść na jej strony, a nie liczbę fizycznych osób).

Równie imponująca, jak liczba haseł, wersji językowych i użytkowników, jest liczba autorów. Wikipedię stworzyło około 100 tysięcy autorów. Ich praca nie była opłacana. Jest to więc chyba największy "czyn społeczny" w dziejach! Ochotniczy zaciąg do grona autorów, swoboda tworzenia haseł, brak hierarchicznej redakcji, ucieranie wersji hasła w toku sporów i dyskusji, nośnik (internet) to nie jedyne różnice pomiędzy Wikipedią a tradycyjnymi encyklopediami. Niezwykle ważne jest to, że korzystać z niej może każdy za darmo.

Ten anarchiczny sposób tworzenia encyklopedii oraz jej darmowy charakter wzbudzały wielkie emocje, oskarżenia, próby dyskredytacji z jednej strony, a deklaracje o prawdziwie wolnościowym i demokratycznym sposobie dystrybucji i upowszechniania wiedzy z drugiej. Prawda leży po obu stronach.

Brak kontroli nad akademickimi standardami haseł to najczęstszy zarzut. Obrońcy odpowiadają na to, że każdy może przecież hasło poprawić, uściślić czy rozbudować. Tylko skąd laik ma wiedzieć, które hasło należy do jakiej kategorii? (Obecnie przy wielu hasłach znajduje się uwaga, że wymagają one uzupełnienia). Wikipedia padała też (i pada nadal) ofiarą aktów wandalizmu. Niektórzy lubią umieszczać bazgroły na murach, łamać ławki w parku czy niszczyć przystanki autobusowe - inni korzystają z okazji, by zdewastować niezabezpieczone niczym hasła w największej encyklopedii świata.

Niestety, niektóre hasła trzeba było chronić przed swobodnym dostępem pseudoautorów. Dotyczy to zwłaszcza biogramów najbardziej znanych (i kontrowersyjnych) osób oraz bieżących wydarzeń politycznych. Ten wandalizm bywa dziełem zaskakujących ośrodków. Skandalem zakończyło się śledztwo w sprawie dewastacji stron dotyczących przeciwników politycznych prezydenta G.W. Busha. Okazało się, że niektórych aktów wandalizmu dokonywano z komputerów znajdujących się w Białym Domu.

Inny, częsty zarzut pod adresem poziomu rzetelności Wikipedii, to rzekomo "nijaki", pozbawiony autorskiej werwy charakter artykułów, będący wynikiem ucierania się poglądów i kompromisów zawieranych przez wielu autorów. Cóż, to zarówno wada, jak i zaleta. Anarchiczny sposób powstawania tej "księgi" wpływa też na bardzo przypadkowy dobór haseł. Nawet w bardzo obszernej, polskiej wersji często brakuje artykułów na, wydawałoby się, bardzo ważny temat, a można znaleźć szczegóły na temat czegoś mało istotnego.

Moje osobiste doświadczenie z używaniem i tworzeniem haseł w Wikipedii pokazuje, że jest to niezwykle użyteczne źródło informacji, ale wymagające dużej ostrożności. Nadaje się jako bardzo szybki i łatwy, podręczny odnośnik, przypomnienie podstawowych rzeczy, zbiór odsyłaczy, ale w żadnym wypadku nie może być traktowane jako wyrocznia, materiał źródłowy, coś, na co można się powoływać, ani tym bardziej zastępować podręcznika czy akademickich rozpraw i monografii. Świetne rezultaty przynosi porównanie treści tego samego hasła w kilku wersjach językowych.

Wielki sukces Wikipedii wynika nie tylko z entuzjazmu autorów, niebywałego pospolitego ruszenia ludzi chcących się podzielić swoją wiedzą, ale i z tego, co odziedziczono po poprzednikach. Newton w słynnym liście do Hooke’a napisał: "jeśli widziałem dalej, to dlatego, że stałem na ramionach gigantów". Szybki start projektu był możliwy dzięki wchłonięciu zbiorów haseł z kilku encyklopedii i słowników, które stały się publicznie dostępne w sieci. Były to między innymi: słynne wydanie "Encyclopaedia Britannica" z 1911 roku, "Dictionary of Greek and Roman Biography" Smitha, "Encyclopaedia" Nuttalla z 1906 roku, "Cyclopaedia" Chambersa, "General Biography" Aikena, "Biographical Dictionary" Rose’a, "Bible Dictionary" Eastona. I wiele innych, jak np. grupa artykułów z "Short Account of the History of Mathematics" Balla.

Biorąc pod uwagę popularność Wikipedii, można powiedzieć, parafrazując Churchilla, że "jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym". Pamiętając jednak o wielkiej liczbie autorów, może lepiej powiedzieć: "jeszcze nigdy tak wielu czytelników nie zawdzięczało tak wiele tak licznym autorom".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]