Reklama

Udręczenie

Udręczenie

26.10.2003
Czyta się kilka minut
Myślałem sobie: autorka Trybów tak zaciekle praktykuje cnotę literackiej powściągliwości, że kiedy angażuje się jako tłumaczka, oznacza to wybór, za którym domyślać się trzeba bliskości, jakiejś intymnie przeżywanej sprawy wspólnej. Istotnie, w pisarstwie Tulli i w pisarstwie Jaeggy czuje się wspólną wibrację, nad ich światami unosi się obłok rozpaczy.
Fleur Jaeggy
L

Literatura pisana przez Jaeggy, zalecająca się pełną dezynwoltury elegancją, a przecież żałobna i podszyta desperacją, jest wpatrywaniem się w pustkę, w której przepadają ludzie i rzeczy, bez żadnego zadośćuczynienia. Trudno nie myśleć o niej także jako o swego rodzaju ćwiczeniu duchowym: raz przypomina medytację, innym znowu razem zabiegi magiczne pomagające oswoić to, co nas przeraża, albo egzorcyzmy odprawiane po to, by uwolnić się od zmór, co nas męczą.

Znakomity przekład Tulli sprawił, że krótkie, rzeczowe zdania Jaeggy, z których prawie każde jest jak gwóźdź wbity w nieodwołalność, rozbudziły moją ciekawość osobą autorki. Fleur Jaeggy urodziła się w roku 1940 w Zurichu i pochodzi ze starej szwajcarskiej burżuazji. Dzieciństwo i młodość spędziła w szkolnych internatach, włoskich i szwajcarskich. Kiedy skończyła osiemnaście lat, zaczęła pracować jako fotomodelka. Również pisać. Do opublikowania pierwszej powieści ośmieliła ją Ingeborg Bachmann, z którą Jaeggy zaprzyjaźniła się w czasach, gdy obie mieszkały w Rzymie. Od roku 1968 Jaeggy mieszka w Mediolanie. Jej mężem jest Roberto Calasso, wydawca i pisarz, znany polskim czytelnikom jako autor komentarza do mitologii greckiej “Zaślubiny Kadmosa z Harmonią". Opublikowała sześć książek, trzy ostatnie, “Szczęśliwe lata udręki", “Gniew niebios" i “Proleterka", przyniosły jej rozgłos i nagrody literackie.

Jaeggy pisze w języku matki, po włosku, ale jej postaci, przynajmniej we wspomnianych książkach, mówią po niemiecku. To zacni szwajcarscy mieszczanie i wieśniacy z protestanckich wiosek położonych w sielskich okolicach nad Lemanem, koleżanki ze szkoły z internatem w kantonie Appenzell, stateczna socjeta, jaką tworzą członkowie anonimowej zurychskiej korporacji jej ojca, która wyczarterowała jugosłowiański statek “Proleterka" (czyli “Proletariuszka") na wakacyjny rejs po Adriatyku. Ten wybór zdaje się mieć wymiar symboliczny. Dziewczynka, która stała się dorosłą, niezależną i podziwianą kobietą, chce wymierzyć sprawiedliwość światu, który ją zranił, chce zemścić się na nim, ale może także chce mu wybaczyć, tak jak wybacza się komuś, z kim było się kiedyś w miłosno-nienawistnym związku, związku, z którego prawdziwe zyski i straty znamy dopiero po latach. I - kto wie? - może także chce wybaczyć coś sobie? Może była bardziej częścią tamtego świata, aniżeli tego chciała.

“Myślałam tylko o jednym. Rwałam się do świata" - zwierzy się narratorka “Szczęśliwych lat udręki". “Jedyne co się wtedy liczyło, to chwila obecna, tu i teraz" - czytamy w “Proleterce". Ale właśnie chwila, będąca synonimem najprostszego szczęścia i zgody ze światem, jest w tej prozie nieobecna. Powieści Jaeggy obejmują różne lata i miejsca, są rozpamiętywaniem, zadawaną sobie pokutą, kontemplowaniem straty, nekrologiem. Niemieckojęzyczna ojczyzna jest krainą idyllicznych krajobrazów i śmiertelnego chłodu uczuć, ceremonialnej gnuśności, będącej pożywką szaleństwa i okrucieństwa, utajonego pod przykrywką przyzwoitości i hipokryzji.

“To Arkadia choroby", “urocze błędne koło sielskości i przemijania" - powiada narratorka “Szczęśliwych lat udręki", ale jej bohaterka jeszcze o tym nie wie. Głosem narratorki powie o sobie: “Szłam przed siebie gryząc jabłko. Szukałam samotności, a może objawienia. Ale gardziłam światem". Książka jest opowieścią o miłosnej nieledwie fascynacji czternastolatki koleżanką z internatu, prymuską z literatury francuskiej, “nieosiągalną" Frédérique, która po wielu latach zostanie pensjonariuszką zakładu dla obłąkanych. “I jeśli nic się nie zmieni, przed nią już tylko cmentarz".

Szkolna przyjaźń i młodość spędzona w internacie to literacki topos. Alain-Fournier w swojej słynnej powieści “Mój przyjaciel Meaulnes", napisanej w imię odmowy pogodzenia się z tym, że spełnienie pragnienia jest równoznacznie z jego śmiercią, przedstawił historię życia iluzją trwania młodzieńczej intensywności uczuć, trwania chwili z jej cudownością. Frédérique, odnaleziona po latach, okazuje się martwa za życia. Zresztą historia tej przyjaźni to od początku “idylla śmierci w pełnym blasku", a życie Frédérique okazuje się mimowiednym powtórzeniem losu pisarza Roberta Walsera, który ostatnich dwadzieścia sześć lat swego życia spędził w zakładzie dla umysłowo chorych w sąsiadującym z internatem młodych panien Herisau. “Naprawdę szkoda, że nic nie wiedzieliśmy o istnieniu Walsera. Mogłyśmy zanieść mu kwiaty. Nawet Kant przed śmiercią wzruszył się różą od nieznajomej".

Szesnastoletnia bohaterka “Proleterki" żyje ubezwłasnowolniona przez sterującą jej losem z dalekiej Brazylii matkę i jej plenipotentkę, babkę. Babka Urszula “jest wdową. Można by pomyśleć, że od zawsze".

Z bezduszną bezwzględnością ogranicza kontakty dziewczyny z ojcem do przewidzianego wyrokiem sądu minimum.

Na dwutygodniowej morskiej wycieczce bohaterka nawiązuje desperackie romanse z marynarzami. I od nich także nie otrzymuje niczego. Piszę “i od nich", bo wakacyjna próba nawiązania kontaktu z ojcem również pozostaje nieudana. On sam nie szuka bliskości. Wkrótce okaże się, że, ciężko chory, wyruszył w podróż przedśmiertną uznając, że jest ją winien bardziej sobie niż córce. Można być proletariuszką, istnieć w poczuciu nieustannego braku, żyjąc życiem zamożnej turystki.

“Popatrz! Wie glücklich sie sind!" - mówi bohaterka Jaeggy w czasie pobytu w kolejnej hotelowej kwarantannie, jakby próbując oszukać los, który jednak nazajutrz szyderczo udzieli jej surowego napomnienia. Uczucie szczęścia jest tu czymś niestosownym, czymś, co domaga się kary, zmierza do swego przeciwnego bieguna, wydaje na zatratę. “Miodowy miesiąc nie rozpalił w niej pychy i egzaltacji, objawów owej choroby nazywanej szczęściem" - czytamy w opowiadaniu “Żona" ze zbiorku “Gniew niebios". W najlepszym wypadku szczęście jest słowem ze znanego od dziecka języka, ale w świecie dorosłych zawsze pozostaje w służbie czyjegoś egoizmu i zimnej kalkulacji. Podobnie jak prawda.

Bohaterka “Proleterki", już jako dorosła, nieoczekiwanie dowiaduje się od obcych sobie ludzi (tacy zresztą pozostaną) o rodzinnym skandalu, o najbardziej intymnej dla niej tajemnicy, z której teraz, po latach czuje się obrabowana, ale która ją także rani. Mówią jej to, bo sami już stoją nad grobem, dla spokoju swoich protestanckich sumień. “Dla nich prawda nie potrzebuje żadnej ozdoby. Ta prawda jest jak umyty nieboszczyk, pomyślałam". Jaeggy pisze swoje powieści w narzuconym sobie kiedyś języku Rodziny, Internatu i Korporacji, z ich skrupulatnym sumieniem, które leczy się tabletkami zapomnienia, z ich odruchem niechęci i pogardy przekazywanym z pokolenia na pokolenie, z ich bezwzględnością w egzekwowaniu należnych sobie praw, z egotycznymi maniami, które kulminują w cichych łajdactwach i zbrodniach.

Nic tu nie jest takie, jakie się wydaje, udrapowane w pozory zwyczajności. “Wątpię, czy istnieje jakikolwiek sposób życia nieskażony obsesyjnością" - powiada narratorka “Szczęśliwych lat udręki" i to przekonanie rozpisuje na opowiadania z “Gniewu niebios". Objawia w nich mistrzowską zdolność wiwisekcji patologii czającej się pod powłoką normalności, wyczulenie na to, co w psychice stanowi residuum ciemnych, pierwotnych sił, jakąś symetryczną wobec bytu bezwzględność pisarskiego spojrzenia.

To wszystko sprawia, że Jaeggy, która na zdjęciach wygląda jak duchessa z filmu Viscontiego “Portret rodzinny we wnętrzu", nigdy nie wpada w sentymentalizm czy minoderię. Jej porównania czy metafory nigdy nie zmierzają w stronę stylistycznej przesady. A zadawałoby się, że to niebezpieczeństwo, na jakie jest narażona najbardziej. Wiadomo, przepaść wzywa przepaści, i tak jest i tym razem: eksploracja tego, co naznaczone śmiercią i szaleństwem, spycha jej literacką wyobraźnię w obsesyjne pole semantyczne. Ale nie. Jaeggy pisze na przykład o starej, oddanej służącej: “Z daleka wyglądała jak urna na prochy: mała, ciemna i pełna godności". I czytelnik opowiadania odnosi wrażenie, że nie można było użyć innego porównania. Jeśli więc ktoś lubi być z czytanym autorem w takiej zgodzie, niech czyta Fleur Jaeggy (choć nie jest to lektura krzepiąca).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]