U Pana Boga w ogródku

Ten film powstał trochę na życzenie polskich krytyków, którzy z zazdrością opiewali kino naszych południowych sąsiadów. Jakże brakowało nam tej lekkiej, ciepłej tonacji i rozgrzeszającego spojrzenia na ludzkie przywary - tak charakterystycznych dla filmów Hřebejka czy Sveráka. Oczekiwaliśmy alternatywy dla prymitywnych komedii gangsterskich czy żenująco naiwnych komedii romantycznych, które zdominowały polską produkcję rozrywkową po 1989 roku.
Czyta się kilka minut

No i dostaliśmy: najpierw "U Pana Boga za piecem" (1998), a dziś jego swobodny sequel - "U Pana Boga w ogródku", oba w reżyserii Jacka Bromskiego. Realizowane w okolicach Supraśla, z dużym udziałem miejscowych aktorów teatralnych, mówiących charakterystycznym, "wschodnim" zaśpiewem, oba tytuły składają także hołd naszej rodzimej tradycji komediowej, przywołując w pamięci nieśmiertelną serię o "samych swoich".

Podobny jest także klimat filmów Bromskiego: krzepiący, dający poczucie swojskości, operujący przaśnym, ale nie agresywnym humorem. Podlaska "wsi sielska, anielska", gdzie zawsze świeci słońce, ludzie trzymają się razem, a trunki rozmaitych receptur leją się obfitym strumieniem, opisana zostaje z perspektywy przybyszów: ukrywającego się tu przed mafią świadka koronnego oraz mało rozgarniętego aspiranta policji, zesłanego karnie do podlaskiego miasteczka.

Historia ich perypetii tkana jest dosyć grubymi nićmi, w oparciu o mocno zakorzenione stereotypy. Jak policja - to przekupna i niegrzesząca lotnością umysłu. Jak katolicyzm - to plebejsko-obrzędowy z mocnym autorytetem miejscowego plebana, niegardzącego wszakże ziemskimi przyjemnościami. Jak niewiasta - to zdecydowanie prosta w obsłudze, tęskniąca głównie za rychłym ożenkiem, najlepiej z przyjezdnym. Jak przyjezdny - to ani chybi zamorski kapitalista, który chce zbudować w miasteczku supermarket, a tym samym zdestabilizować lokalny rynek. Jak lokalna władza - to niezbyt przejrzysta w swoich poczynaniach i mocno powiązana z plebanem. A w tym wszystkim jeszcze przedstawiciele gangsterskiego półświatka, którzy bywają groźni, ale wcale nie bardziej niż niektórzy skorumpowani stróże prawa.

Jednym słowem: samo życie, czyli zamknięty świat popularnych wyobrażeń. Twórcy filmu z jednej strony podśmiewają się z niego, ale z drugiej znajdują w nim nieodparty urok spod znaku "A to Polska właśnie". Urok zapomnianych małych ojczyzn, będących ostoją wielokulturowości i konserwatywnej tradycji.

Stąd w filmie Bromskiego znaleźć można więcej poczciwej gęby niż ostrej karykatury. Więcej miłego łechtania niż drażnienia. Mimo grubych przerysowań ogląda się tę komedię bez bólu. Płynnie opowiedziany, konsekwentny w sielankowej poetyce, raczy nas nawet szczyptą sztuki wysokiej pod postacią miejscowego chóru kościelnego. Jego solistki śpiewają głosami tak świetnie ustawionymi i w takim natchnieniu, że nie możemy mieć wątpliwości, iż jesteśmy u Pana Boga w ogródku, a nie na zapyziałej prowincji z jej przyziemnymi problemami.

"U PANA BOGA W OGRÓDKU" - scen. i reż.: Jacek BromSki; zdj.: Ryszard Lenczewski; muz.: Henri Seroka, wyst.: Andrzej Beya-Zaborski, Krzysztof Dzierma, Emilian Kamiński, Wojciech Solarz, Małgorzata Sadowska, Jan Wieczorkowski, Agata Kryska-Ziętek i inni; prod.: Polska 2007; dystryb.: Vision.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2007