Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Trakt i zwierciadło

Trakt i zwierciadło

19.08.2016
Czyta się kilka minut
Jak co roku, na początku września w stolicy polskich Tatr rozbrzmiewać będzie – w wykonaniach znakomitych kameralistów – cykl siedmiu koncertów, ułożony przez Pawła Mykietyna, dyrektora artystycznego festiwalu Muzyka na Szczytach.

​Na szczytach panuje... oczywiście muzyka. Wyrafinowana, choć przystępna; kameralnie delikatna w brzmieniu, choć z doniosłym przesłaniem; nasycona znaczeniami, ale też czysto rozrywkowa, tworzona wyłącznie dla przyjemności zmysłów. Sztuka dźwięków XX wieku i początków naszego stulecia przeglądać się będzie w zwierciadle wieku XVIII. Całość ułoży się w traktat o nieubłaganym upływie czasu.
Kolacja na cztery ręce
Słynna sztuka teatralna „Kolacja na cztery ręce” Paula Barza opowiada o fikcyjnym spotkaniu dwóch gigantów baroku: Jana Sebastiana Bacha z Jerzy Fryderykiem Händlem. Autor z prawdziwą maestrią zderza ze sobą dwie diametralnie różne osobowości, zestawia dwa całkowicie odmienne życiorysy. Nie wszystko w jego opowieści jest prawdą, a niektóre fakty zostały wyraźnie podkoloryzowane (w rzeczywistości Bach wcale nie był ubogim, niedocenianym, prowincjonalnym organistą, który nieustannie musiał stawiać czoło przeciwnościom losu). Niewątpliwie jednak Barz trafnie wskazuje dwie różne koncepcje sztuki: jedna to ta tworzona ku chwale Stwórcy (Soli Deo gloria), druga – ku uciesze publiczności. Ta pierwsza jest poważna i uczona, powstająca w rzemieślniczym znoju, naznaczona odniesieniami pozamuzycznymi; ta druga, czasami zbyt łatwa, oparta na niczym nieskrępowanej inwencji, niesie ze sobą wyłącznie proste przesłanie, a jej zadaniem jest po prostu poruszenie zmysłów. Ale czy obie sztuki rzeczywiście istnieją wyłącznie obok siebie? Czy intelekt i zmysły nigdy się nie spotykają? Czy muzyka „poważna” nigdy nie bywa rozrywką?
Projekcja najsłynniejszej polskiej wersji „Kolacji na cztery ręce” (tej z Teatru Telewizji z Januszem Gajosem, Romanem Wilhelmim i Jerzym Trelą) tworzy oś programu zakopiańskiego festiwalu. Jednak nie dzieli, lecz łączy – tak jak cały program festiwalu i poszczególne koncerty łączą muzykę „intelektualną” z „lekką, łatwą i przyjemną”. Händlowskie arie operowe zabrzmią obok Bachowskiej „Sztuki fugi” BWV 1080, a francuski neoklasycyzm spod znaku Jacques’a Iberta – w sąsiedztwie dramatycznej kameralistyki Dymitra Szostakowicza (VII Kwartet smyczkowy fis-moll op. 108) i Mieczysława Wajnberga (Kwintet fortepianowy op. 18). Słodko-gorzka, momentami wręcz tragiczna opowieść o niespełnionym uczuciu w cyklu „Miłość poety” op. 48 Roberta Schumanna zestawiona została z „Wielką fugą” op. 133 – traktatem na temat sztuki polifonii, skomponowanym przez głuchego Beethovena. Kontrapunktem dla XX-wiecznej „bagatelowej” i w dużej części stylizowanej muzyki przeznaczonej na kwintet dęty (Ligeti, Szeligowski, Say, Maslanka) będą mistyczne, religijno-filozoficzne arcydzieła Oliviera Messiaena („Narodzenie Pańskie”, „Kwartet na koniec czasów”). Muzyka w stylu „wzmożonej uczuciowości” Johanna Joachima Quantza rozbrzmiewać będzie w kontekście Sonat Domenica Scarlattiego, jedynych takich w historii muzyki pedagogiczno-wirtuozowskich minitraktatów o wszechświecie.
Nowa antropologia
W kolorowej mozaice, jaką zdaje się być program tegorocznego festiwalu Muzyka na Szczytach, zwraca uwagę zestawienie utworów epoki baroku z kompozycjami XX i XXI wieku. To nie przypadek. Wszak uwielbiamy barok i czujemy wyraźne z nim pokrewieństwo. Czuli je również ludzie XIX wieku – wystarczy przypomnieć sobie händlowskie aluzje w cyklu pieśniowym Schumanna czy fugi Beethovena i Césara Francka, nad którymi unosi się duch Bacha. Nie bez przyczyny pierwszy renesans muzyki barokowej przypadł na czasy Mendelssohna, a drugi – na epokę ponowoczesną.
To właśnie w baroku, jak słusznie zauważył w jednym z wywiadów Dariusza Czaja, „pojawiły się zręby nowej antropologii, związanej z ekspansją ducha świeckiego i odkryciami naukowymi. W tej nowej wizji świata człowiek tracił grunt pod nogami i przestawał być częścią wszechświata otulonego płaszczem Opatrzności. Bez trudu odnajdujemy się dzisiaj w pracach Pascala, który pisał o człowieku zawieszonym między dwiema nieskończonościami: nieobserwowalnym gołym okiem światem molekuł i czarną otchłanią kosmosu”.
Przypomnijmy sobie i takie fundamenty nowoczesności: Kopernik i jego „O obrotach...”, Kepler i trajektorie ruchu planet, William Harvey i opis układu krwionośnego. Jak chcą niektórzy, barokowy bas ostinatowy w ciacconach i passacagliach jest muzycznym odwzorowaniem owych układów, okręgów, spirali. Ale jest jeszcze zjawisko przeciwstawne, ucieczka do przodu – charakterystyczna dla nowożytnego Zachodu linearna koncepcja czasu, bez oglądania się za siebie i obsesyjnego powracania do punktu wyjścia. W muzyce jej symbolem mogłyby być rozmaite kompozycje cykliczne i formy zamknięte na czele z fugą (od łacińskiego „uciekać”). Ta ostatnia zabrzmi „na szczytach” kilkakrotnie w rozmaitych ujęciach, co podkreśli główną ideę tegorocznego festiwalu – zjawisko upływającego czasu.
Od samego początku istnienia zakopiańskiej imprezy jej nazwa odnosiła się nie tylko do wyrafinowanego repertuaru, lecz także do wysokiego poziomu wykonawczego. Pod Tatrami spotykają się bowiem najlepsi polscy i zagraniczni kameraliści. Klarnecistka Shirley Brill, Royal String Quartet, {oh!} orkiestra historyczna, śpiewacy Olga Pasiecznik i Karol Kozłowski, flecistka Magdalena Di Blasi, LutosAir Quintet, gitarzysta Michał Nagy – to tylko część doborowej ekipy tegorocznych artystów festiwalowych. Będzie można ich posłuchać podczas wieczornych koncertów, ale też – jak zawsze – spotkać się z nimi w Klubie Rozmów na Szczytach w niezwykłym Domu pod Jedlami.
A zatem: Muzyka na Szczytach, czyli świeży powiew wielkiej sztuki? Jak najbardziej – w Zakopanem od 3 do 10 września. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]