W bezpośrednim doświadczeniu nie było to na pewno sympatyczne, zwłaszcza jeśli ziemia miała konsystencję błota. Z perspektywy czasu Szimei pozostaje jednak postacią z marginesów historii. Nie należy poświęcać mu zbyt wiele uwagi, jako że prawdziwych dramatów życiowych dostarczały w tamtym okresie biografie Dawida, Saula czy Absaloma. Historii zazwyczaj nie tworzą ci, którzy lubią sobie porzucać błotem. Zachowujmy więc poczucie proporcji i wewnętrzny spokój wśród gradu świszczących kamieni.
Każdy ma własną wersję życiowego Szimeia, który lubi się rozerwać klnąc i rzucając na oślep. Nie należy przywiązywać przesadnej wagi do jego zachowań. Trzeba wliczyć w koszty własne akompaniament donośnych przekleństw i nie reagować na krzykliwe komentarze płynące ze zbocza. Trzeba, w stylu Dawida, spokojnie posuwać się konsekwentnie naprzód ku Bożym celom, niezależnie od tego, jak liczna okazuje się populacja towarzyszy Szimeia.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















