Reklama

To był mecz, nie bitwa

To był mecz, nie bitwa

16.06.2016
Czyta się kilka minut
Polacy wiedzieli, jak radzić sobie z Niemcami, zarówno przed własną bramką, jak w ofensywie. To nowa polska jakość.
Robert Lewandowski i Sami Khedira, mecz Polska-Niemcy, Paryż 16 czerwca 2016 r. / fot. East News
D

Dla ludzi niezainteresowanych futbolem na co dzień to chyba najprzyjemniejszy aspekt sprawy: zarówno przed, jak w trakcie meczu i, miejmy nadzieję, także po jego zakończeniu w polskich mediach niemal nie pojawiały się odniesienia do trudnej polsko-niemieckiej przeszłości. Gdyby zapomnieć o ekscentrycznym pomyśle TVP, nadającej w trakcie meczu „Krzyżaków”, należałoby z ulgą powiedzieć, że piłkarze rywala byli po prostu piłkarzami, grającymi w czołowych europejskich klubach, z których niektórzy zdobywali przed dwoma laty mistrzostwo świata. Nie potomkami hitlerowców, którym powinno się obciąć głowy (przed ośmioma laty jeden z tabloidów apelował o to do ówczesnego trenera Polaków, Leo Beenhakkera), nie krzyżakami, którym należałoby powtórzyć Grunwald albo Prusakami w pikielhaubach (ówczesne rozwiązania graficzne z okładki drugiego tabloidu). Po prostu arcytrudnymi przeciwnikami, z którymi wszakże – i to też kolejna zmiana – można powalczyć. To już nie tylko kwestia wygranej z Niemcami w Warszawie, podczas eliminacji, i meczu rewanżowego we Frankfurcie, przegranego wprawdzie, ale po może najlepszej grze w historii występów drużyny Adama Nawałki – w każdym razie najlepszej do dziś. To generalnie kwestia atmosfery, jaka wytworzyła się wokół reprezentacji: zaufania, spokoju i przekonania, że cokolwiek się wydarzy, kompromitacji nie będzie. Jeśli tabloidy ocierały się o granicę dobrego smaku, to sugerując kłopoty z pęcherzem selekcjonera reprezentacji Niemiec Joachima Loewa (szczerze mówiąc, sam dał powody do szyderstw niesmacznym zachowaniem podczas meczu z Ukrainą).

Dla zainteresowanych futbolem jest i inny przyjemny aspekt sprawy: to był naprawdę ładny mecz. W pierwszej fazie popis gry Niemców w ataku pozycyjnym, próby prostopadłych podań w polskie pole karne, po kwadransie jednak podejście wyżej przez naszą reprezentację, udana walka o odbiór piłki, w której przykład kolegom dawał kapitan, Robert Lewandowski, a gdy Niemcy znów odzyskiwali inicjatywę – znakomita gra w obronie, której nieoczekiwanym liderem stał się tym razem bezbłędny przez całe 90 minut Michał Pazdan (o ile odkryciem meczu z Irlandią Północną, a zarazem dowodem na skuteczność przeprowadzonej przez trenera Nawałkę selekcji, był Bartosz Kapustka, o tyle dziś nie mogliśmy się nachwalić innego krakowianina, choć grającego obecnie w Legii). 

Michał Pazdan i Mario Goetze, mecz Polska-Niemcy na Euro 2016, Paryż 16 czerwca 2016 r. / fot. Reproter
Michał Pazdan i Mario Goetze, mecz Polska-Niemcy na Euro 2016, Paryż 16 czerwca 2016 r. / fot. Reporter

W przerwie natrafiłem na informację, że Polska była jedynym na tym turnieju zespołem, który przez 135 minut nie pozwolił przeciwnikom na oddanie celnego strzału – w jej świetle również zmiana w polskiej bramce (kontuzjowanego w spotkaniu z Irlandią Północną Wojciecha Szczęsnego zastąpił Łukasz Fabiański) nie jawiła się jako problem.

Oczywiście Niemcy w końcu zaczęli uderzać na bramkę Fabiańskiego: dwie minuty po przerwie po raz pierwszy strzelał Goetze, ale był to chyba efekt dekoncentracji Polaków, przeżywających jeszcze doskonałą okazję Milika sprzed kilkudziesięciu sekund (nie trafił czysto piłki po świetnym dośrodkowaniu Grosickiego). Nie była to zresztą jedyna szansa Polaków: po sprytnym rozegraniu Lewandowskiego z rzutu wolnego (skądinąd: widać, że Polacy je ćwiczyli) minimalnie niecelnie uderzał Milik, chwilę później Boateng powstrzymał zwlekającego ze strzałem kapitana Polaków, potem Milik skiksował w polu karnym Niemców po kolejnym rozegraniu z Lewandowskim i Grosickim, a w odpowiedzi Oezil zmusił Fabiańskiego do jedynej tak naprawdę wymagającej interwencji. Tak jest: jeśli podsumować sytuacje strzeleckie w tym meczu, Niemcy stworzyli ich więcej, ale te najgroźniejsze należały do Polaków.

Mesut Oezil i Grzegorz Krychowiak, mecz Polska-Niemcy na Euro 2016, Paryż 16 czerwca 2016 r. / fot. Reporter
Mesut Oezil i Grzegorz Krychowiak, mecz Polska-Niemcy na Euro 2016, Paryż 16 czerwca 2016 r. / fot. Reporter

Były to zresztą sytuacje nieprzypadkowe. Kolejny bowiem powód do zadowolenia: Polacy wiedzieli, jak radzić sobie z Niemcami, zarówno przed własną bramką, jak w ofensywie. Solidni w obronie, świetnie przygotowani kondycyjnie (gdzie jesteście teraz, krytycy, z przedturniejowych sparingów z Holandią i Litwą?), zorganizowani i skoncentrowani – zaiste, jak pisaliśmy w poprzednim numerze „Tygodnika”, mamy tu do czynienia z nową polską jakością. Której eksportowy efekt wzmacniał jeszcze na paryskim stadionie fantastyczny doping kibiców znad Wisły.

W Europie jesteśmy jak u siebie w domu. Patrzymy na Lewandowskiego, śmiejącego się w tunelu z kolegami z Bayernu, patrzymy na rozradowanych fanów na trybunach, czytamy pierwsze porównania Adama Nawałki do trenera Włochów Antonio Conte i raz jeszcze przychodzi nam do głowy dzisiejsza okładka „Berliner Morgenpost”, z nagłówkiem brzmiącym właśnie „90 minut Europa” i dwujęzycznym komentarzem-życzeniami: „Halo sąsiedzie. Taka jest piłka. Czasem wygrywa lepszy. Pięknej gry i dużo szczęścia!”. 


Okładka Berliner Morgenpost, 16 czerwca 2016 r. / fot. Twitter / @Antosiewicz

Taka jest piłka, sąsiedzi. Tym razem szczęście nie było potrzebne, a lepszego nie było.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Niemniej bramkarze obu drużyn się nie napracowali. Obie drużyny bardziej czekały na błędy przeciwnika niż prowadziły jakiś heroiczny bój. Wynik tez satysfakcjonujący. Fajnie byłoby wygrać z Ukrainą, a może nawet pierwsze miejsce z grupy by się trafiło? A Ukraina na tych mistrzostwach w polskim dawnym stylu, "mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor".

W nawiązaniu do wstępnych uwag autora. U nas też Krzyżacy: dzisiaj zaszczycił nas swoją obecnością Wielki Mistrz Krzyżacki Bruno Platter. W homilii podkreślał historyczną rolę Polaków w powstrzymaniu naszych braci muzułmanów przed osiedlaniem w Europie ( Jan III Sobieski ). Nie omieszkał też wspomnieć, że wnuk Jana Sobieskiego - Klemens August był wielce zasłużonym dla Zakonu Wielkim Mistrzem. Wtedy były inne priorytety, a elity Europy myślały trzeźwo, czego nie da się powiedzieć o elitach współczesnych. Wracając do naszych piłkarzy - gra pozycyjna nie jest naszą najmocniejszą stroną ( w posiadaniu piłki byliśmy jedynie przez jedną trzecią meczu ), ale przecież w życiu nie chodzi o to aby dominować ale o to aby wygrywać ( o czym chyba nie wie Władimir Putin oraz feministki ).

dawniej też były "nie do końca trzeźwe", z drobnymi wyjątkami, np. Władysław Jagiełło był wyjątkowo racjonalny i pragmatyczny. Bitwa pod Grunwaldem nie była jakimś tam wielkim honorowym zwycięstwem, byliśmy w całej kampanii brutalni czym sprowokowaliśmy Krzyżaków do odsłonięcia się, potrafiliśmy przykamuflować własne słabości (te sławetne msze przed bitwą, gdy na dobrą sprawę po prostu zaskoczeni zbieraliśmy wojska do kupy, na szczęście Krzyżacy też byli zaskoczeni), niestety tradycyjnie skuteczności nam brakło i wroga nie dobiliśmy, ale dzisiejsze Niemcy to na szczęście nie kontynuatorzy Krzyżaków, to państwo i ten system zniknął, i oby nigdy nie wrócił. ps. a o tym jak to było naprawdę z bitwą nad Worsklą zapewne nigdy się nie dowiemy, jak na mój gust Jagiełło wiedział więcej niż się wydaje i nie wykluczone, że z jednym z najsłynniejszych "synów Beliala" Tamerlanem w tej sprawie "spiskował"(po prostu po cichu się dogadał), być może Spytko z Melsztyna też wiedział za dużo? no i tą wiedzę przypłacił życiem. Bitwę nad Worsklą przypomniałem, bo nie zawsze wygrana gwarantuje globalny sukces, czasem lepiej jest przegrać, po to by potem skuteczniejsze odnieść zwycięstwo ;p
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]