Reklama

Dużo się stało!

Dużo się stało!

01.07.2016
Czyta się kilka minut
Polska przygoda z mistrzostwami Europy skończyła się w ćwierćfinale. Skończyła się bez porażki – o tym, że to Portugalia znajdzie się w najlepszej czwórce turnieju, zdecydowały dopiero rzuty karne. To dobry moment, by myśleć o polskiej drużynie jako niepokonanej.
Jakub Błaszczykowski po niestrzelonym karnym w ćwierćfinale Euro 2016. Mecz Polska-Portugalia, Marsylia 30 czerwca 2016 r. / fot. Michael Zemanek / BPI / EAST NEWS
Jakub Błaszczykowski po niestrzelonym karnym w ćwierćfinale Euro 2016. Mecz Polska-Portugalia, Marsylia 30 czerwca 2016 r. / fot. Michael Zemanek / BPI / EAST NEWS
W

Wszystko jedno, czy mówimy o tym konkretnym meczu, czy o całym turnieju: do niczego tak naprawdę nie potrafię się przyczepić. Do żadnej decyzji selekcjonera, o powołaniu czy niepowołaniu któregoś zawodnika albo o wystawieniu bądź niewystawieniu go do pierwszego składu. Do wyboru taktyki na którykolwiek z meczów. Do analizy gry rywali. Do zmian. Do przygotowania fizycznego – nawet w końcówce dogrywki z Portugalią biegali jeszcze, dotrzymując kroku rywalom i łamiąc po raz enty na tym turnieju stereotypy na temat polskiego futbolu. I do zachowania poszczególnych zawodników także – wiem, że wielu niedzielnych kibiców zapamiętało np. niewykorzystane sytuacje Arkadiusza Milika, ale i w jego przypadku powinno się doceniać choćby ciężką pracę dla drużyny w środku pola.

Jarosław Kaczyński przestrzegał wprawdzie w jednym z wywiadów przed postawą typu „Polacy, nic się nie stało”, bo kiedy się odpada z turnieju, to znaczy, że się stało, ale trudno: niechże prezes zarzuca nam „mikromanię” czy minimalizm, a my i tak nie możemy się uwolnić od poczucia wdzięczności za to, czego przez ostatnie tygodnie byliśmy świadkami. Za konsekwencję, dojrzałość, taktyczny plan. Za arcymądrze rozegrany mecz z Niemcami. Za grę z Portugalią, Szwajcarią, Irlandią Północną. Za kompletny brak bałaganiarstwa i przypadku, za nieliczenie na ślepy traf czy szczęście. Za stałe fragmenty gry (tak przecież udało się strzelić Ukraińcom – po sprytnie rozegranym rzucie rożnym). Za atak pozycyjny także – wreszcie Polska nie była wyłącznie drużyną grającą z kontry. Za sposób przywództwa tych najbardziej znanych w świecie – harujących na całym boisku Lewandowskiego i Krychowiaka. Za odkrycia polskich ligowców – Kapustki, Mączyńskiego, Pazdana czy Jędrzejczyka. Za piękno kilku akcji, zwłaszcza tej z dwudziestej minuty meczu z Portugalią, kiedy błyskawiczna wymiana między Lewandowskim, Milikiem, Jędrzejczykiem i Grosickim na małej przestrzeni, z przepuszczeniem piłki, zwodem, odegraniem bez przyjęcia już w polu karnym rywala, zasługiwała naprawdę na zakończenie golem. Za postawę Jakuba Błaszczykowskiego w pierwszym rzędzie.

To, że właśnie on nie strzelił karnego w ćwierćfinale było – jeśli się dobrze wmyśleć w to, czym jest w istocie piłka nożna (proszę pamiętać, że autor tych słów pisze bloga pod tytułem „Futbol jest okrutny”) – oczywistością. Dzieje tego sportu pełne są karnych niewykorzystanych przez legendy, najlepszych piłkarzy i ikony swoich zespołów. Błaszczykowski jest dla Polski taką właśnie ikoną. Dzięki bramkom i asystom – na tym turnieju, w drodze do niego, a także na turnieju poprzednim. Dzięki tytanicznej pracy w defensywie, gdzie wspierał Łukasza Piszczka, blokował dośrodkowania, odbierał piłkę, rozpoczynał kontrataki. Dzięki budowaniu – na boisku i poza nim – ducha drużyny, w ostatnich dniach, ale zwłaszcza wcześniej, kiedy tracił kapitańską opaskę na rzecz Roberta Lewandowskiego.

Dla mnie Polska ma dziś twarz Błaszczykowskiego. Człowieka, który wie, że jest częścią zespołu, czasem potrafi samemu wziąć odpowiedzialność, a czasem poświęcić się dla drużyny, a kiedy coś mu się nie udaje – zaciska zęby, podnosi się i idzie dalej. Bywało tak w przeszłości, będzie i tym razem. Widywałem gorsze twarze.

fot. imago / Nordphoto / EAST NEWS
fot. imago / Nordphoto / EAST NEWS

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Bardzo boli.

mnie nie boli, ale chłopaków żal; zal mi każdego kto musi byc pod ostrzałem oceniających go dziennikarzy/ludzi, a sportowców w szczególności. Podziwiam ich za odporność psychiczną.

A ja im dziękuję za to, że mogłam zobaczyć w końcu DRUŻYNĘ, która zostawia serce na boisku, a nie pospolite ruszenie.

zakochasz się a potem boli.

bo zna się na rzeczy. Ale. Dwie rzeczy. Po pierwsze Kapustka powinien grać od początku. Byłby jak Sanchez. Taki sam w piątej i dziewięćdziesiątej minucie. Młodość ma swoje prawa. Zresztą Grosicki po tej koronkowej akcji powinien strzelać. Do tytuły zagrał w ciemno. A bramkarza widział. I druga rzecz. Trener Nawałka mógł z ławki tego nie widzieć. Ale "z góry" to znaczy sprzed telewizora było widać "kiks" Kuby na dwie minuty przed końcem. To świadczyło o tym, że mówiąc słowami Jana Tomaszewskiego, Kubie zapalało się światło. Padał z nóg. To mogło być przyczyną tej drobnej dekoncentracji, że nie podniósł piłki o te 10 cm. Zresztą jego sposób egzekwowania karnych jest charakterystyczny. Zrobił to z zatrzymaniem w preferowaną stronę. Nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że bramkarz Portugalczyków był na to przygotowany przez analityków (sztab). Nie chce gderać, bo przecież bez Kuby ze Szwajcarią nie byłoby Portugalii. Suma sumarum: Dziękować, dziękować. PS. Fotka z Lewandowskim i Ronaldo w punkt. Lewandowski wielkim piłkarzem jest.

przepraszam Vespa - czy jesteś dziewczynką? podziwu godna wiedza!! :)

Dokładnie, tak to wyglądało ze strony widza. Nieudany strzał Błaszczykowskiego (karny ze Szwajcarią potwierdził przecież, że Kuba odrobił lekcję) nie był kwestią szczęścia czy pecha. Jak dla mnie Kuba od początku turnieju ciągnął grę. Kiks zapewne spowodowany był brakiem sił. Mecz powinien (no właśnie) rozstrzygnąć się na naszą korzyść w przewidzianym czasie gry. W pierwszej części spotkania mogliśmy sobie zapewnić dwubramkową przewagę. Może na dzień dzisiejszy brakowało nam tej kropki nad "i". Tak jak w meczu ze Szwajcarią, kiedy zostaliśmy zdominowani przez Szwajcarów w drugiej połowie meczu. Historia lubi się powtarzać, ale też niewykorzystane sytuacje mszczą się. Pozostaje kwestia czy Nawałka nie widział tego, czy jednak bał się podjąć tak duże ryzyko. W razie odsunięcia Kuby i nietrafnej decyzji znalazłby się pod ostrzałem mediów. Wiadomo, scenariuszy mogło być wiele, ale szkoda trochę ogromnego wkładu pracy całego sztabu i dobrej formy/przygotowania naszych piłkarzy, a także łatwiejszej mimo wszystko drabinki turniejowej. Awans do półfinału był jak najbardziej realny, ale dzisiaj trzeba podziękować za ogrom pozytywnych emocji :)) DZIĘKUJeMY!
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]