The end, my friend

Wciąż jeszcze się szczypię. Szczypię się sam, szczypią mnie na mą prośbę bliscy i dalsi też. Szczypanie trwa rano, wieczór, we dnie i w nocy. I ciągle sobie zadaję pytanie: czy to naprawdę?
Czyta się kilka minut

Czyżby niemożebne możebnym się stało? I to ot, tak? Zbieg okoliczności? Najpierw siatkarze, później cyklista, a teraz... Nie bez szczęsnego przypadku, ale jednak faktycznie?

Proszę Państwa, dnia 11 października na Stadionie Nomen-Omen Narodowym skończyła się w Polsce era transformacji. Po raz pierwszy od z górą tysiąca lat pokonaliśmy Niemców w gałę! Po raz pierwszy ever! Jedną ręką piszę, drugą jeszcze się szczypię i jednocześnie oczęta ze zdumienia przecieram, a na umysł nasuwa mi się ważkie pytanie: co teraz? Jak żyć? Czy po 11 października będzie możliwe uprawianie sztuki? Raczej nie. Może jeno sztuki walki co poniektóre się ostaną, ale i w to chyba wątpię. Ale co tam sztuki, czy możliwe będzie w Polsce po 11 października uprawianie czegokolwiek? Nie. Historia nie tyle zatoczyła koło (przecie nigdy z nimi nie wygraliśmy), co się skończyła. Czas wypadł z ram. „Out of joint”, po prostu.

Coś pękło, coś się skończyło – że zacytuję paru klasyków naraz. A ja wietrzę spisek. Czyżbyśmy teraz musieli się przebiegunować? Czyżbyśmy mieli teraz przestać być wyjątkowi? Jedyni w swoim męczeńskim rodzaju? Nie zawsze heroicznie przegrywający? Nie tylko moralnie zwycięscy? Nie zawsze pokopani? Niejednoznaczni? Nie chcę tak. Protestuję! Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz! Niech nas w swoją normalność nie wciąga swą porażką podstępną w wyniku wrażych zakusów. Loew i spółka wyprowadza nas w wilcze doły bagien dwuznaczności – nie możemy pójść tą drogą! Przebudźmy się, rodacy, nie dając się uśpić epokową wiktorią pozorną. Multikulti dla niepoznaki Germanie podłożyli się nam, by zabrać to, co najcenniejsze: naszą unikalność. Że też przyszło mi tego dożyć, północ w busoli stracić. Że też moje dzieci musiały wczoraj na to patrzeć...

Veto! Z honorem na dno! Na tygrysy visy! Nie dajmy sobie wydrzeć immanentnego polskiego jestestwa. Piszmy skargi do Fifa oraz Uefa i Oenzeta. Do Hagi i Strasburga, jeśli zajdzie potrzeba. Na gwałt szukajmy kruczków! Zmobilizujmy macherów naruszeń proceduralnych. Na pewno da się coś zrobić, żeby ten mecz formalnie unieważnić. Murawa była zbyt zielona, zupa Niemców za słona, dach niedomknięty, zraszacz nieszczelny, chorągiewka pod złym kątem, hymn za szybko odegrany. Powtórz pan ten mecz, panie Turek! Inny wynik musi pójść w świat. Wiadomo, jaki rezulat. Niech znów będzie jak zwykle. Ament.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2014