Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Teraz albo nigdy

Teraz albo nigdy

22.01.2018
Czyta się kilka minut
Szwankuje mi ostatnio jakiś poznawczy narząd, przyznaję bowiem bez bicia, że c oraz trudniej przychodzi mi zrozumieć niektórych polskich, katolickich konserwatystów.
W

W ubiegłym tygodniu ruszyli do internetu na swoje kolejne żniwa, komentować newsa o tym, że papież Franciszek pobłogosławił na pokładzie samolotu sakrament małżeństwa stewarda i stewardesy.

Historię wszyscy znają. Wieloletnia para (z dwójką dzieci) żyła w związku cywilnym. Mieli zaplanowany ślub kościelny, ale trzęsienie ziemi zburzyło im parafię, a później sprawa rozeszła się po kościach. Do papieża podeszli prosząc o zdjęcie i błogosławieństwo, on zapytał, czy są parą, opowiedzieli mu więc swoją historię. Franciszek zaproponował (w stylu człowieka, który jeszcze w Argentynie udzielał sakramentów na ulicy, tam gdzie w danej chwili byli potrzebujący tego ludzie), że jeśli chcą ślubu kościelnego, mogą zawrzeć go teraz i tutaj. I zawarli. Co potwierdza spisany odręcznie na kartce formatu A4 protokół.

No i się zaczęło: „Niszczenie w ludzkich sercach obrazu sakramentu”, „...

6773

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Panie Szymonie, dziękuję Panu za ten artykuł! Chroń nas Panie przed sztywnością i zamknięciem na dobro, miłość i pomoc drugiemu! czyny i słowa Papieża Franciszka tak bardzo nas ostatnio "nawiedzają" (bo w tym samym czasie pochylił się nad policjantką, która spadła z konia) i powinny dawać radość i dumę, że mamy takiegoooo Pasterza. Tak bardzo chcę być wrażliwa na wołanie innych o miłość! Wspierajmy się więc w takiej postawie wdzięczności i otwartości! pozdrawiam z Gdańska!!!

Franciszek jest inny. Inny niż kodeksy i paragrafy. A artykuł trafny.

Moje doświadczenie z łamaniem zwyczaju w Kościele jest takie, że nie radząc sobie z nałogami, przez kilka lat nie chodziłem do spowiedzi i nie przyjmowałem komunii, ale potem stwierdziłem że takie chodzenie dla chodzenia nie ma sensu, więc zaczałem przystępować do komunii. Uznałem, że albo mnie Bóg uzdrowi, albo trzaśnie piorunkiem za świętokradztwo. Uzdrowił. Trwało to kilka lat, to był proces, ale Bóg mnie wyzwolił z nałogów i pociągnął za sobą. Ratunkiem dla mnie było to, że komunia przestała dla mnie być nagrodą za dobre sprawowanie, a zaczęła być lekarstwem na chorą duszę. Co ciekawe - dopiero przy jednej z ważniejszych w moim życiu spowiedzi dowiedziałem się że grzech wynikający z nałogu nie jest przez Kościół klasyfikowany jako grzech ciężki i że przez te lata wcale się świetokradztwa nie dopuszczałem. Idąc teraz w stronę sytuacji osób w drugim związku. Jeśli popatrzymy na to czym jest nałóg - stanem permanentnej grzeszności, któremu albo zaprzeczamy, albo z którego nie potrafimy sami wyjść mimo chęci (kto przeszedł przez jakiś nałóg to mnie zrozumie, a kto nie ten raczej nie),to czy nie powinniśmy właśnie tak patrzeć na drugi związek - jak na nałóg? Jak na silne uzależnienie od drugiego człowieka? Jeśli (co jest chyba rzadkie) ktoś w takiej sytuacji chce przystępować do komunii, to uważam, że nie tylko może - ale powinien, bo bliskość Chrystusa to nie nagroda ale dar. Tylko Chrystus może każdego człowieka wyprowadzić z największego bałaganu. Problem jest chyba nie natury teologicznej ale duszpasterskiej, bo oceniamy stan duchowy wspólnoty wg procentu communicantes, a jak pozwolimy przychodzić do Jezusa tym którzy Go najbardziej potrzebują, to zburzą się statystyki i zbulwersują się ci, którzy w rytuale widzą swoja nagrodę. A tak naprawdę wszyscy jesteśmy potłuczeni, i choć niektórzy potrafią to skrzętnie ukrywać, to tak naprawdę nikt z nas nie jest godzien aby On przyszedł do nas. A On przychodzi, bo kocha.

Pozdrawiam zdrowo myslacych i rozumiejacych.

Ja tez ich pozdrawiam,no za ten artykul to chyba. Szymona ekskomunikuja

Chyba nigdy nie spotkałem się z podobnym rozumowaniem, a zdecydowanie warto byłoby je podać do szerszej dyskusji. Brawo!

Bardzo ważne spostrzeżenie!

Bardzo interesujący komentarz. Ma Pan rację, że niewiele osób wie o "okoliczności łagodzącej", jaką jest nałóg. Sam dowiedziałem się o tym dopiero czytając katechizm. Nie demonizowałbym jednak przeciwników komunii dla rozwodników w nowych związkach, ponieważ sam mam trudność, żeby pogodzić apel Franciszka z obecnie obowiązującymi zasadami. I nie kieruje mną nienawiść do kogokolwiek. Chodzi o to, że decyzja Franciszka wydaje się być wybiórcza w tym sensie, że dotyczy konkretnie określonej grupy, a z niewiadomych względów nie każdego, kto trwa w grzechu ciężkim i nie zamierza z niego zrezygnować. Nie mam nic przeciwko spojrzeniu na Eucharystię jako na lek dla chorych, a nie nagrodę dla zdrowych, ale taka argumentacja wymagałaby aktualizacji sporej części Katechizmu. Nie wystarczy dopisać gwiazdki z objaśnieniem, kogo nie dotyczy obowiązująca definicja łaski uświęcającej. Na ile zrozumiałem temat (a nie twierdzę, że zgłębiłem go w całości), ta zmiana wprowadza konflikt między zapisami Katechizmu. Albo jest zbyt daleko idąca, albo zbyt blisko. No bo tak: - Nie da się zmienić, że cudzołóstwo jest grzechem ciężkim (Stary Testament stwierdza to wprost) - Nie da się zmienić, że ponowne małżeństwo (nie "białe") to cudzołóstwo (Nowy Testament stwierdza to wprost) - Da się zmienić, że do Komunii można przystąpić będąc w łasce uświęcającej, ale dotyczyłoby to wszystkich grzeszników (generalnie pojęcie łaski uświęcającej stałoby się zbędne). Trudno to po prostu logicznie pogodzić ze sobą, chyba że celem Franciszka jest rozciąganie tego podejścia stopniowo też na inne grzechy.

bo jestem pewien ze gdyby byly sprzyjajace warunki ku temu Pan Jezus tez udzielilby takiego szybkiego slubu /niejako na wyrost/-bo w tym spotkaniu przy studni odbyl sie juz sakrament spowiedzi:"mialam siedmiu mezow...";ale ten obecny wlasnie wyslal mnie po wode, wiec pomoz mi Panie. Gdyby przyszla tam ze swoim ukochanym P.Jezus wyspowiadalby rowniez i jego i udzielilby im blogoslawienstwa na dalsza wspolna droge. On przeciez raz nawet na weselu Kanie rozmnozyl wino i wcale w zamian nic nie chcial..., a ksieza oczywiscie po takich Papieskich slubach sa zmartwieni bo ucieka im kasa ze wszystkimi tymi kwitkami itd,oni maja wlasnie problem z Papiezem, my zas nie ,my Go podziwiamy za odwage lamania pewnych przestarzalych juz narosnietych przez wieki wielu wymogow ktore nieraz sa calkiem zbedne w szczegolnosci gdzie dwoje sie miluje.

Czy instruktor nauki jazdy , który zna świetnie wszystkie przepisy ruchu drogowego , ale nigdy nie prowadził samodzielnie samochodu miałby duże zaufanie wśród kursantów ? Czy osoba duchowna, która nie jest w związku małżeńskim może być wiarygodna jako nauczyciel na kursie przedmałżeńskim?Czy kurs przedmałżeński to jakaś zaawansowana tecologia Dekalogu lub Dobrej Nowiny wypływającej z Ewangelii?Czy uczucia dwojga kochających się osób są tak skomplikowane , że potrzeba akademickiej katedry, żeby im to uzmysłowić ? W którym momencie zaczyna się współżycie seksualne lub jeszcze nie ?

Pisze pan o rozumieniu "i od strony ducha, i od strony psychologii...." Jestem wiernym czytelnikiem TP i po raz kolejny mam wątpliwość czy traktujecie swoich dyskutantów jako poważnych oponentów teologicznych? Czytając krytyczne komentarze na FB wobec pana, czy na Deonie wobec o.Kapronia widać silny i poważny nurt antysoborowy. Często traktuje pan te głosy jako zwykłe nieporozumienie, ale proszę wreszcie przestać się dziwić, że nawet św. Pawła można interpretować jako fundatora religii plemiennej i instytucjonalnej. Kiedyś ten nurt mógł wydawać się marginalny, ale nie można go wiecznie ubierać w krótkie spodenki kiedy widać, że dawno dojrzał i urósł w siłę. Zrozumieć konserwatystów to może po prostu zacząć traktować ich na poważnie - jako poważną propozycję anulowania postanowień sw2, a tym samym także poważną propozycję teologiczną, bo przecież chrześcijaństwo nie zaczęło się wraz z soborem.

Wrażenie że Ojciec Św. Franciszek zachowuje się jak Pan Jezus a hierarchowie kościoła zachowują się jak faryzeusze.Przepisy,przepisy a nie szczęście drugiej osoby. Nie neguję przykazań kościelnych oczywiście.

W moim odczuciu w takiej "kodyfikacyjnej" postawie kryje się grzech pychy - ja zrobiłem wszystko jak trzeba, więc jestem lepszy i mam prawo pouczać innych. Mam wrażenie, że ludzie zarzucający papieżowi Franciszkowi "niszczenie obrazu sakramentu" nie znaleźli w tym sakramencie i drodze do niego radości, tylko drogę do wywyższenia (dość dla nich męczącą mam wrażenie) i za sobie równych są skłonni uważać tylko tych, którzy tą samą drogę przeszli. Nie ma w tych wypowiedziach radości z powrotu syna marnotrawnego...

Problem o którym Pan pisze rozciąga się o wiele szerzej. Skąd się wziął? Myślę, że od dobrych kilku lat Kościół w Polsce prowadzi "politykę" oblężonej twierdzy. Skutecznie strasząc swoich wiernych wszelkim złem CZYHAJĄCYM na każdym rogu za kościelnymi drzwiami. Sam Pan dobrze o tym wie, bo wiele takich lęków sam opisywał - a to gender, a to lewactwo, a to ekolodzy-terroryści, a to feministki, a to ateiści, WOŚP czy uchodźcy ponoć kamikadze. Nasz katolicyzm jest pełen lęku i wątpliwości. Wiele lat upłynie zanim się cokolwiek zmieni w myśleniu.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]