Tak tej wojny nie wygramy

Starszy pan umiera zatłuczony na krakowskim osiedlu. Sprawcy nawet nie zatrzymano, bo prokuratura nie wie, czy pobicie było przyczyną śmierci. Kibole zasiekli kogoś maczetami. Nie zabili – pobili. Co wyprawiają prokuratorzy?
Czyta się kilka minut

W walce z przestępczością stosowanie istniejącego prawa jest równie istotne jak jego stanowienie. Dlatego trudno się nie martwić praktykami prokuratorów, którzy już na etapie kwalifikacji czynu robią niejednokrotnie wszystko, żeby dać przestępcom sygnał: nic wielkiego wam nie grozi.

Gdyby polska prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie ludobójstwa w Rwandzie, mogłoby się okazać, że... nikt nikogo nie zabił. Co najwyżej sprawcy, którzy polowali na swoje ofiary z maczetami, dopuszczali się „pobicia z użyciem niebezpiecznego narzędzia”, ewentualnie „pobicia ze skutkiem śmiertelnym”.

Na szczęście w przypadku Rwandy ani sądy krajowe, ani międzynarodowe nie miały wątpliwości, że jeśli grupa ludzi posieka kogoś maczetami, to jej członkowie brali udział w zabójstwie. Nieważne było ustalenie, która z dziesięciu czy pięćdziesięciu maczet zadała śmiertelny cios, ani czy każdy z uczestników zdążył dosięgnąć ofiarę.

Jednak co Kigali, to nie Kraków. W przypadku tutejszych plemiennych walk pomiędzy kibolami inaczej kwalifikowane są czyny przestępcze. Grupa bandytów, która zrobiła jakiś czas temu obławę na konkurencyjnego bandytę i zasiekła go maczetami i nożami, może się cieszyć: nikt nie usłyszał zarzutu zabójstwa. Mimo że wiadomo, iż każdy w zabójstwie uczestniczył, nawet jeśli nie można wskazać, kto konkretnie zadał cios czy ciosy śmiertelne. Czy to sygnał dla bandytów, że jeśli chcą kogoś zabić, to mają to zrobić w parę osób, bo wtedy będą odpowiadać za kwalifikowaną formę pobicia?

Tylko pozornie inną sytuacją jest niedawny wypadek w Katowicach, kiedy to bandyta, który „nie lubił inaczej wyglądających”, uderzył młotkiem w głowę Egipcjanina. Na nagraniu z kamery widzimy, jak sprawca podbiega, bierze zamach i uderza. Całe szczęście trafił w nos. Po zatrzymaniu dostał zarzuty uszkodzenia ciała i pobicia z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Zarzut byłby logiczny, gdyby uderzenie skierowane było w palec, ale nie w tak witalny obszar ciała jak głowa. Dziecko wie, że uderzając młotkiem w głowę zazwyczaj się zabija. Nawet jeśli sprawca nie był pewien, że cios będzie śmiertelny, to przynajmniej musiał „przewidywać taką możliwość i się na nią godzić” – jak definiuje kodeks karny w art. 9 par.1 winę umyślną w tzw. zamiarze ewentualnym. A że ofiara przeżyła? To mamy do czynienia z tym samym czynem, tyle że usiłowanym. Kodeks karny w art. 13 par. 1 stwierdza, że „odpowiada za usiłowanie, kto w zamiarze popełnienia czynu zabronionego swoim zachowaniem bezpośrednio zmierza do jego dokonania, które jednak nie następuje”, a następnie precyzuje w art. 14 par.1, że „Sąd wymierza karę za usiłowanie w granicach zagrożenia przewidzianego dla danego przestępstwa”.

Czyli bandyta z Katowic powinien odpowiadać za usiłowanie zabójstwa, gdzie zagrożenie karą byłoby takie samo jak za zabójstwo. Ergo, społeczeństwo miałoby go z głowy na znacznie dłużej. I pewnie będzie miało – ale dopiero, gdy po krótkim wyroku za „pobicie” wyjdzie z więzienia i tym razem skutecznie kogoś zabije w warunkach recydywy... Pytanie, ilu znajdzie naśladowców, zachęconych liberalną kwalifikacją prawną czynu?

Choć ostatnio można się doszukać pozytywnych zmian. Krakowska prokuratura w przypadku niedawnej śmierci kolejnego człowieka, który wykrwawił się po obcięciu mu ręki maczetą, zastosowała opisaną powyżej kwalifikację czynu. Niestety, zmiany pozytywne zagłusza przypadek starszego pana (69 lat) w krakowskim Prokocimiu, który usiłował uspokoić chuligana w wieku 29 lat. Ten pobił go ciężko – co widać na monitoringu – i oddalił się, natomiast ofiara zmarła. Sprawca... nie został zatrzymany, bo brak wyników sekcji i nie wiadomo, czy śmierć była skutkiem pobicia. 


PAWEŁ LESKI, z wykształcenia prawnik, był policjantem, pracował dla organizacji międzynarodowych w Afryce, a także w Międzynarodowym Trybunale Karnym. Stale współpracuje z „TP”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2013