Reklama

Kenia na skraju przepaści

Kenia na skraju przepaści

14.08.2017
Czyta się kilka minut
Nazajutrz po kenijskich wyborach prezydenckich 8 sierpnia doszło do pierwszych walk demonstrantów z policją.
Nairobi, sierpień 2017. Fot: AFP / AFP PHOTO / CARL DE SOUZA
L

Ludzie wyszli na ulice po wystąpieniu przegranego kandydata opozycji Raula Odingi, który oświadczył, że wybory sfałszowano, a system liczenia głosów zhakowano.

Napięcie rosło od wielu dni. 31 lipca nieznani sprawcy zabili szefa Komisji Wyborczej Christophera Msanda (wcześniej go torturując). Tymczasem Odinga twierdzi, że ktoś logował się w systemie Komisji Wyborczej po śmierci Msanda, używając jego danych. Zabity należał do Luo, tej samej grupy etnicznej co Odinga. Spór między Odingą i dotychczasowym prezydentem Uhuru Kenyattą ma w dużej mierze charakter etniczny.

Kenyata, syn bohatera walk o niepodległość i pierwszego prezydenta Kenii – należy do Kikuju, największej z wielu grup etnicznych. W 2007 r. podobny spór między rywalami o fotel prezydenta przyniósł długotrwałe walki; zginęło ponad tysiąc ludzi, a setki tysięcy musiały uciekać. Efektem było też postawienie obu ówczesnych kandydatów przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze i... oburzenie wielu państw Afryki na tenże Trybunał. Wtedy stronami byli wygrany kandydat Kikuju i przegrany z grupy etnicznej Kalenjin (sprzymierzonej z Luo). W 2007 r. zagraniczni obserwatorzy uznali, że wybory sfałszowano.

Dziś misja UE wyraża się powściągliwie, a jeden z ponad 400 obserwatorów, były sekretarz stanu USA John Kerry nie potwierdza dowodów poważniejszych uchybień. Problemów nie dopatruje się też Unia Afrykańska. Po oficjalnym potwierdzeniu zwycięstwa Kenyaty wybuchły kolejne zamieszki, które w niedzielę zwiększyły liczbę śmiertelnych ofiar do 15 osób. Kandydat opozycji, która uważa go za faktycznego zwycięzcę i nie uznaje oficjalnych wyników, wezwał do uczestnictwa w poniedziałek w pogrzebach z jednoczesnym niepójściem do pracy. Warto przypomnieć, że podczas poprzednich wyborów Odinga, który również przegrał z Kenyatą, co prawda kwestionował ich uczciwość, ale ostatecznie zażegnał konflikt i pogratulował kontrkandydatowi zwycięstwa. Instytucje międzynarodowe przypominają mu obecnie, że miejscem do kwestionowania wyników wyborczych są sądy, nie ulica. Opozycja odpowiada, że w Kenii sądy to fikcja. Powyborcza frustracja połączona z atmosferą ogólnej biedy i korupcji, którą przeżarte jest całe państwo, może stać się mieszanką wybuchową. Dla Kenijczyków to ważny moment: wielu czekało na otwarcie lokali wyborczych przez całą noc. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]