Kenia na skraju przepaści

Nazajutrz po kenijskich wyborach prezydenckich 8 sierpnia doszło do pierwszych walk demonstrantów z policją.
Czyta się kilka minut
Nairobi, sierpień 2017. Fot: AFP / AFP PHOTO / CARL DE SOUZA /
Nairobi, sierpień 2017. Fot: AFP / AFP PHOTO / CARL DE SOUZA /

Ludzie wyszli na ulice po wystąpieniu przegranego kandydata opozycji Raula Odingi, który oświadczył, że wybory sfałszowano, a system liczenia głosów zhakowano.

Napięcie rosło od wielu dni. 31 lipca nieznani sprawcy zabili szefa Komisji Wyborczej Christophera Msanda (wcześniej go torturując). Tymczasem Odinga twierdzi, że ktoś logował się w systemie Komisji Wyborczej po śmierci Msanda, używając jego danych. Zabity należał do Luo, tej samej grupy etnicznej co Odinga. Spór między Odingą i dotychczasowym prezydentem Uhuru Kenyattą ma w dużej mierze charakter etniczny.

Kenyata, syn bohatera walk o niepodległość i pierwszego prezydenta Kenii – należy do Kikuju, największej z wielu grup etnicznych. W 2007 r. podobny spór między rywalami o fotel prezydenta przyniósł długotrwałe walki; zginęło ponad tysiąc ludzi, a setki tysięcy musiały uciekać. Efektem było też postawienie obu ówczesnych kandydatów przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze i... oburzenie wielu państw Afryki na tenże Trybunał. Wtedy stronami byli wygrany kandydat Kikuju i przegrany z grupy etnicznej Kalenjin (sprzymierzonej z Luo). W 2007 r. zagraniczni obserwatorzy uznali, że wybory sfałszowano.

Dziś misja UE wyraża się powściągliwie, a jeden z ponad 400 obserwatorów, były sekretarz stanu USA John Kerry nie potwierdza dowodów poważniejszych uchybień. Problemów nie dopatruje się też Unia Afrykańska. Po oficjalnym potwierdzeniu zwycięstwa Kenyaty wybuchły kolejne zamieszki, które w niedzielę zwiększyły liczbę śmiertelnych ofiar do 15 osób. Kandydat opozycji, która uważa go za faktycznego zwycięzcę i nie uznaje oficjalnych wyników, wezwał do uczestnictwa w poniedziałek w pogrzebach z jednoczesnym niepójściem do pracy. Warto przypomnieć, że podczas poprzednich wyborów Odinga, który również przegrał z Kenyatą, co prawda kwestionował ich uczciwość, ale ostatecznie zażegnał konflikt i pogratulował kontrkandydatowi zwycięstwa. Instytucje międzynarodowe przypominają mu obecnie, że miejscem do kwestionowania wyników wyborczych są sądy, nie ulica. Opozycja odpowiada, że w Kenii sądy to fikcja. Powyborcza frustracja połączona z atmosferą ogólnej biedy i korupcji, którą przeżarte jest całe państwo, może stać się mieszanką wybuchową. Dla Kenijczyków to ważny moment: wielu czekało na otwarcie lokali wyborczych przez całą noc. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2017