Reklama

Kampania słów

Kampania słów

14.11.2015
Czyta się kilka minut
Dopóki myślenie o bezpieczeństwie będzie elementem ideologii, a nie chłodnej analizy i działania, przeciwnik będzie górą.
Policjanci przed salą koncertową Bataclan
Policjanci przed salą koncertową Bataclan, jednym z obiektów piątkowego ataku terrorystycznego w Paryżu. 13/14 listopada 2015 r. fot.Reporter
P

Prezydent nuklearnego mocarstwa właśnie oświadczył, że jego kraj stał się przedmiotem „aktu wojny”. To prawda – wojna się toczy, tylko że przeciwnikiem nie jest uznane państwo, więc i zasady jej prowadzenia są inne. Nie dysponuje armią taką jak Francja, czy - mówiąc szerzej - Europa. Ale dysponuje skuteczną „piątą kolumną” i rzeszą zagubionych w swej tożsamości tłumów, będącą znakomitym rezerwuarem do rekrutacji bojowników.

Ma jeszcze jedną przewagę – działa, podczas gdy my głównie gadamy.

Ziarna prawdy

Nasze gadanie – jak to w Europie. Para idzie w gwizdek i sprowadza do absurdów o różnym zabarwieniu, w zależności od ideologicznych upodobań gadających. W tym czasie przeciwnik rekrutuje nowych bojowników i zabija.



Myślenie o bezpieczeństwie wymaga trzeźwego myślenia bez zbytniej ideologii. Skrajności mają to do siebie, że w każdej z nich tkwi ziarno prawdy. Element prawdy tkwi w wypowiedziach tych, którzy mówią o „wojnie cywilizacji” i zakorzenieniu przemocy w elementach kulturowych wyniesionych z krajów pochodzenia terrorystów (czy ich rodziców). Zaprzeczanie temu faktowi jest absurdalne, podobnie jak absurdalnym jest argument „z wojen krzyżowych” czy innych przykładów morderczego fanatyzmu opanowującego niegdyś chrześcijan. Bywało tak w historii, ale obecnie jest to problem nieistniejący (oby na zawsze). Natomiast fanatyzm i agresja motywowana islamem jest widoczna we wszystkich częściach świata i raczej zyskuje na popularności niż traci.

Ale element prawdy tkwi również w argumentacji opcji przeciwnej, która kontruje, że skoro do mordowania „niewiernych” skłania się kilka procent muzułmanów francuskich, to znaczy, że reszta nie ma takich skłonności, więc stosowanie odpowiedzialności zbiorowej jest absurdem. Co więcej, można dodać, że doprowadzenie do zbiorowego konfliktu i odwetu może być jednym z głównych celów architektów Kalifatu. Ogólna rzeź uniemożliwiająca dialog, jako element konieczny do budowy nowego świata. Znamy to podejście od ideologów bolszewickich, do których szaleńcy z ISIS są znacznie bardziej podobni i w sposobie myślenia, i w przyjętym modus operandi, niż mogłoby się wydawać. Znacznie bardziej niż do europejskich konserwatystów, tak chętnie nazywanych „Talibami” przez część publicystów...

Myślenie życzeniowe

Dopóki myślenie o bezpieczeństwie będzie elementem ideologii, nie chłodnej analizy i działania, przeciwnik będzie górą. Myślenie życzeniowe prowadzi do uproszczonej, ale bezpiecznej psychologicznie, bo dającej fałszywe poczucie nieomylności, wizji świata. Prowadzi do diagnozy: "wszyscy inni są źli, należy więc pozbyć się wszystkich innych, co jakiś czas zdewastować meczet, może pobić turystę w ramach »obrony cywilizowanego świata«, i można spokojnie iść na piwo".

Wobec takiego myślenia, poza oczywistymi elementami etycznymi, nasuwają się wątpliwości praktyczne: otóż elementem obrony przed furią coraz liczniejszych fanatyków powinno być budowanie przeciwwagi poprzez wchodzenie w sojusze z normalnymi muzułmanami w kraju i za granicą. Nie jest to możliwe, jeśli każdego inaczej wyglądającego, czy inaczej modlącego się, wrzucimy do tego samego worka.

Ale myślenie życzeniowe idzie często w inną stronę: "wszyscy ludzie są równi, więc wszystkie ludy i religie są na tym samym etapie rozwoju. Zatem nie wolno zauważać zagrożeń, jeśli mają jakikolwiek kontekst kulturowy, bo to czyni z nas »faszystów«". Efektem jest całkowita niemoc w walce z przeciwnikiem pozbawionym moralnych zahamowań. Nasze dywagacje o równości i demokracji, prawach człowieka posuniętych do politycznie poprawnej cenzury, wzbudzają w fanatykach jedynie pogardę. Mogą czasem używać instrumentalnie tych terminów, jak robili to onegdaj bolszewicy, co jednak nie zmniejsza w nich chęci wybicia nas do nogi (chyba że dostosujemy się do ich sposobu życia).

Na poziomie makro walka z fanatyzmem musi odejść od myślenia ideowo-życzeniowego. Ogromne skupiska ludzi przeniesionych z państw odmiennych kulturowo i odmiennie rozumiejących pojęcia takie jak „wolność”, podwyższają ryzyko – to stamtąd rekrutują się niemal wszyscy europejscy ochotnicy somalijskiego Al-Shebabu czy syryjskiego ISIS. To oni mordują ludzi w Paryżu, Londynie czy Madrycie. To wśród nich prowadzą rekrutację skrajni imamowie we francuskich czy brytyjskich więzieniach, zamieniając zwykłych przestępców w przestępców skażonych poczuciem misji. Nieuwzględnianie tego choćby w polityce imigracyjnej jest zwykłą ślepotą lub obłudą. Co więcej, zagraża to doskonale zasymilowanej części muzułmanów - których jest niemało, ale nie są żadnym „newsem” dla mediów - czy muzułmanom rodzimym, jak choćby polscy Tatarzy. Zagraża im fizycznie: przez agresję niezintegrowanych, często fanatycznych i roszczeniowych mas, jak i przez agresję radykalnych miejscowych osiłków, którzy wierzą, że są obrońcami Europy, a w których łapy wpaść  niestety coraz łatwiej.

Europa się miota

Ostatnia sytuacja w Niemczech jest zapewne dowodem na to, że zideologizowanie myślenia może przybrać rozmiary absurdu: kanclerz Niemiec najpierw zaprasza „wszystkich uchodźców syryjskich”, z których połowa z Syrią nie ma nic wspólnego, rezygnując ze stosowania unijnych przepisów nakazujących rejestrowanie i sprawdzanie uchodźców. Nie wiadomo często, kim są i czy w ogóle są uchodźcami. W parę tygodni później minister spraw zagranicznych Niemiec oświadcza, że zamknie granicę i nadmiar imigrantów będzie wydalał, bo brakuje miejsca. W międzyczasie kanclerz Niemiec wybiera się do Turcji tuż przed wyborami  w tym kraju, i w ten sposób udziela poparcia obecnej administracji tureckiej, która najpierw przez lata wspierała po cichu ISIS, teraz zaś jako antidotum na ISIS wymyśliła wspieranie konkurencyjnych fanatyków islamskich powiązanych z Al-Kaidą. Jednocześnie prowadzi wojnę z Kurdami, którzy jako jedyna siła w regionie z fanatykami skutecznie walczą, sami będąc muzułmanami, sunnitami. W tym samym czasie powoduje – być może świadomie – kryzys migracyjny w Europie…  Działania niemieckie, a za nimi europejskie, układają się w tym wszystkim w bezradne miotanie się, a nie politykę.

Prawo wobec wszystkich

Strategia walki musi się opierać na jednoczesnym wspieraniu potencjalnych sojuszników – zwłaszcza w ugrupowaniach regionalnych na Bliskim Wschodzie i zwłaszcza wśród muzułmanów na całym świecie – oraz na drakońskim stosowaniu prawa wobec wszelkich przejawów ideologicznej agresji. Z jednej strony skinhead atakujący cudzoziemca czy inaczej wyglądającego rodaka powinien natychmiast iść do więzienia. Z drugiej Czeczeni, którzy w jednym z ośrodków  terroryzowali  niemuzułmańskich uchodźców, zabraniając im chodzenia w krótkich spodniach czy noszenia krótkich spódnic, twierdząc, że „tam gdzie żyją muzułmanie jest prawo muzułmańskie” - powinni natychmiast zostać deportowani. Podobnie uchodźcy, którzy jakiś czas temu wyrzucili z łódki „niewiernych” towarzyszy podróży, kiedy ci w czasie sztormu zaczęli się „źle" modlić. Zakładanie, że tego typu ludzie się ucywilizują i nie będą stanowić zagrożenia w Europie, jest przejawem już nie  tylko bezmyślności, ale tendencji samobójczych. Zamiast natychmiastowych działań, ochrona ośrodka przymyka oczy. Tak jak policja niemiecka czy brytyjska przymyka oczy na „patrole szariackie” w Londynie bądź Berlinie. Duńskie władze wracających z Syrii dżihadystów obejmują opieką psychologiczną, bo ci mają traumę…

Konieczna jest również weryfikacja pochodzenia funduszy na działalność religijną. Nie przeszkadza mi choćby sto meczetów tatarskich. Jednak jeden budowany za pieniądze saudyjskie wzbudza mój niepokój. Za nimi idzie wahabicka literatura i wahabiccy imamowie. Jak może bronić się Europa, która w imię „demokracji” i „wolności słowa” toleruje kazania nawołujące do jej zniszczenia i dehumanizujące chrześcijan i Żydów („małpy i świnie” wg oficjalnej nomenklatury wielu kaznodziejów – kto nie wierzy, niech posłucha kazań, z których część tłumaczona jest na angielski). Kazania takie uchodzą płazem w tej samej Europie, w której do więzienia wsadza się szwedzkiego pastora za nazwanie homoseksualnego seksu grzechem.

Wydaje się, że strategia australijska sprowadzająca się do polityki „chcesz być Australijczykiem, masz szanować tutejsze wartości i sposób życia”, jest polityką minimum, bez której o bezpieczeństwie nie ma co marzyć. Oczywiście konieczne wydaje się odejście również od europejskiej tendencji deprecjacji własnej tradycji kulturowej, której skrajne przejawy widać choćby we Francji, gdzie oficjalna, „religijna” wręcz dyktatura laickości stwarza znakomite warunki dla rozwoju radykalnego islamu. Fanatyzmy lubią się przyciągać, a ich głównym wrogiem jest miejscowa tradycja i normalność – zanim zaczną wyrzynać się nawzajem.

W skali mikro niezbędne zdaje się dopasowanie narzędzi walki do przeciwnika. Ten przeciwnik nie boi się śmierci. Komfort, jaki kaznodzieje dają bojownikom, to pewność, że na swojej śmierci wygrywają. Na Bliskim Wschodzie zaobserwowano, że zamachowcy-samobójcy przed wysadzeniem się w powietrze szli do fryzjera i elegancko się ubierali. Mieli przecież za kilka godzin zapukać do bram raju i musieli ładnie wyglądać. Czekały tam na nich upragnione dziewice. To wszystko traktowali w kategoriach prostych i dosłownych. Czy możliwość bycia zastrzelonym przez komandosa jest w rozumieniu takiego człowieka rzeczywistym zagrożeniem? Wejście w sposób myślenia przeciwnika i znalezienie odpowiednich metod wydaje się konieczne.

Jedno jest pewne – gadanie i wzajemne opluwanie się wyznawców lewicowej „otwartości” z wyznawcami „białej siły” i „polski jedynie katolickiej” nie prowadzi do niczego. Otwarte mówienie o zagrożeniach i bezwzględne stosowanie procedur wobec każdego, kto je łamie, wydaje się niezbędne. Zwłaszcza wobec tych, którzy dopuszczają się agresji fizycznej. Bez względu na wyznanie czy kolor skóry.

PAWEŁ LESKI, z wykształcenia prawnik, był policjantem, pracował m.in. dla organizacji międzynarodowych w Afryce, a także w Międzynarodowym Trybunale Karnym. Stale współpracuje z „TP”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Trudno będzie powstrzymać nielękających się umierać zabójców, którzy wiedząc, że Europejczyków łatwo jest przerazić taką masakrą, będą to powtarzać do upadłego. Powstrzymamy ich tylko wtedy, gdy sami opanujemy strach przed śmiercią i podobnie jak ci mordercy nie będziemy się jej bać. W tym znaczeniu nie mają najmniejszego powodu by szanować pieszczochów, którzy pławią się w samounicestwiającej się iluzji, że są czymś lepszym od innych, wzorcem do naśladowania. Nie pojmują i tego, że ich wzorzec egzystencji jest już w fazie schyłkowej.

Spróbujmy zrobić wszystko, żeby nie odbijać się od ściany do ściany. Tylko, czy nas (Europejczyków) na to stać.

Może teraz niektórzy Europejczycy zrozumieją czym jest pobłażliwość dla aktów terroryzmu i filozofii radykalnego islamu w wykonaniu Palestyńczyków w Izraelu. Łatwo potępiać innych kiedy to nas nie dotyczy. A gdyby dodatkowo Paryż ostrzeliwano rakietami tak jak robią to z miastami izraelskimi terroryści ze strefy Gazy? Czy wówczas wojsko francuskie by nie reagowało? Kiedy terrorysci arabscy wysadzali się w izraelskich kawiarniach i autobusach - w Europie mało kto ich potępiał. Poprawność polityczna i latami przymykanie oka na problemy ze światem muzułmańskim przyniosły efekty – najpierw w USA, a obecnie w Europie. Macie to na własne życzenie - bo na to pozwoliliście. Barbarzyńskie rządy ISIS (Islamic State of Iraq and Sham) oraz agresywna polityka dokonywana przez ISIL (po zmianie nazwy 8 kwietnia 2013 na Islamic State of Iraq and the Levant) dotknęła Europę. Czy francuskie służby specjalne nie powinny uczyć sie od MOSSADU? A może już czas na koalicję antyterrorystyczną która położy kres istnieniu ISIL? W krajach arabskich brak było kiedykolwiek, jakiejkolwiek demokracji - dlatego brak jest także u nich odpowiednich wzorców – tam (w niektórych krajach) zgodnie z ich prawem ucina się głowy i ręce, za gwałt każe się ofiarę (jeżeli jest kobietą), a za zmianę wyznania - karą jest śmierć SIC! Dlatego rozwiązanie problemu z terroryzmem muzułmańskim na świecie (w tym w Europie) nie może dokonać się bez powstrzymania ich indoktrynacji religijnej w meczetach przez IMAMÓW, oraz wpajanej od dzieciństwa ideologii - przez różnych spadkobierców czarowników, szamanów i nacjonalistów! To ich powinno się bezwzględnie ścigać za podżeganie do nienawiści i szerzenie ideologii sprzecznej z wartościami i prawem krajów do których emigrują, a meczety będące źródłem siania nienawiści – zamykać! Mamy XXI wiek i nadal są kraje w których jest więcej religii niż logiki w szkołach! SIC. W takich warunkach kształtują się ludzie dla których przemoc jest w ich przekonaniu naturalnym elementem rozwoju. Czy można było tak ukształtowanych ludzi importować do Europy bez minimalnej choćby reedukacji w obozach przejściowych? Oni nie znają prawa europejskiego i obowiązujących w Europie zasad i zwyczajów. Czy Europa może zostać jak Ameryka nowym tyglem narodów? Jakie są jej dalekosiężne cele i plany? Jak zapobiec odnowieniu rasizmu w krajach w których w XX wieku dał on swój tragiczny wyraz zakończony HOLOCAUSTEM? Na te pytania nikt nie odpowiada… . Bo brak spójnej polityki i planów działania - obawiam się, że może spowodować powtórkę z historii. WSZYSTKO CO BYŁO KIEDYŚ POWRACA, CZASAMI TYLKO MIEJSCA I LUDZIE SIĘ ZMIENIAJĄ. Nie ulegają jednak zmianie procesy historyczne, gdyż mentalność ludzi tylko w niewielkim stopniu wykazuje postęp - szczególnie w krajach pozostających pod silnym wpływem zcentralizowanych instytucji religijnych. Nacjonalizm w wielu krajach tylko czeka okazji do masowego ujawnienia się. Masakra w centrum Europy - W SREBRENICY (1995 r.) jest tego dobitnym przykładem. Społeczeństwa należy edukować oswajając je z pewnymi procesami już na etapie elementarza szkoły podstawowej. Był na to czas, jednak niewiele krajów w Europie wyciągnęło wnioski z rasistowskiej polityki z I połowy XX wieku. Problem z uchodźcami czy ekonomicznymi emigrantami z rejonu Middle Est oraz Afryki należało rozwiązać kompleksowo już dawno - nie tyle poprzez przyjmowanie coraz to większej ich liczby (która zapewne nadal będzie rosła), ale poprzez usuniecie przyczyn ich emigracji. A wiedziano, że to kwestia kilku lat. EMIGRANCI POWINNI ZADEKLAROWAĆ PRZED ICH WPUSZCZANIEM DO EUROPEAN UNION, PRZESTRZEGANIE OBOWIĄZUJĄCYCH W NIEJ ZASAD I PRAW - POD KARĄ DEPORTACJI. Idea państw etnicznych w Europie jest w XXI nie do utrzymania. Wieloetniczność także jest sporym ryzykiem, ale jest to jedyna droga w coraz bardziej globalnym świecie. W Europie nikt tak naprawdę nie weryfikuje emigrantów, a mogą tam być przedstawiciele różnych służb jak i terroryści! Poprawność polityczna UE idzie w kierunku coraz większej naiwności. To władze USA i UE poprzez brak właściwego rozeznania, oraz brak zdecydowanych działań militarnych doprowadziły do obecnej sytuacji na terenie Middle Est i północnej Afryki. WSZYSCY MAJĄ PRAWO DO WOLNOŚCI, ALE NA OKREŚLONYCH WARUNKACH. Niestety Muzułmanie przechodzą ten sam okres jaki dominował w chrześcijaństwie jeszcze do XIX wieku. Należy racjonalnie oceniać problemy społeczne i nie dokonywać segregacji ludzi ze względu na wiarę. Mamy XXI wiek i jedną zamieszkałą przez HOMO SAPIENS planetę! CZY NADAL NACJONALIZM I RELIGIE MAJĄ OKREŚLAĆ PRZYSZŁOŚĆ LUDZKOŚCI? Bo wszelkie waśnie na tle rasowym czy religijnym świadczą wyłącznie o prymitywizmie ich uczestników. Jest to totalny bezsens. Ludzie strzelają do siebie bo podobno ich wiara jest lepsza lub kraj w którym mieszkają powinien mieć więcej praw! ©℗ Natin

Papiez Franciszek sam nie naprawi swiata. Waldemar Lysiak juz 15 lat temu mowil .... http://lysiak2.chrzanik.com/wyw/islam.htm .

Przywraca wiarę w rzetelne i profesjonalne dziennikarstwo.

Zgadzam się z prawdziwą satysfakcją:)) Redaktor Leski trzyma poziom i wciąż jest gwiazdą TP

"Czy możliwość bycia zastrzelonym przez komandosa jest w rozumieniu takiego człowieka rzeczywistym zagrożeniem?" - Więc czy im grozić? Torturami?

że nie spotkają się z dziewicami.

Niczym nie grozić. Likwidowac bez ostrzeżenia. Tylko proszę mnie nie porównywać do prof. Wolniewicza, który radził topić tratwy z uchodźcami:)))

Polecam film "Bez reguł"(Unthinkable), taki świat nas czeka, kto wie czy już nie jest naszym udziałem?

to koniec Europy jaką znamy. Prawdopodobnym pokłosiem tych zamachów będzie zwycięstwo Marine Le Pen w wyborach prezydenckich, a później także sukcesy partii narodowych w innych krajach UE, co może też doprowadzić do końca samego projektu wspólnoty i powstania Europy słabych gospodarczo i politycznie państw. Również w Polsce za jakiś czas znaczącą siłą polityczną mogą stać się narodowcy. Znamienne jest to, że obecnie najbardziej islamofobiczna i najbardziej prawicowa grupa wiekowa to młodzi ludzie. Widać zresztą to po komentarzach i wpisach na fb czy ostatnich wynikach wyborów. O ile w Polsce nie grozi nam islamizacja to realna jest duża reprezentacja narodowców w Sejmie przyszłej kadencji, a przy (nie)odpowiednim rozkładzie głosów nawet udział w koalicji rządowej. Lecz czy nie był to cel ISIS ? Skłócenie Europejczyków z muzułmanami, odrodzenie się nacjonalizmu, którego skutkiem będzie osłabienie jedności Europy, a także wybuch powszechnej nienawiści wobec wszystkich muzułmanów żyjących w Europie ? Zaś następnie odwrócenie się europejskich muzułmanów zrażonych rasizmem i wrogością swoich sąsiadów i zwrócenie ku Państwu Islamskiemu ?

Tak, chyba czeka nas taki scenariusz. Niemniej proszę nie dowartościowywać bandziorów z ISIS sugerując, ze taki był ich zamiar. Powstanie państw rządzonych przez stronnictwa homofobiczne i narodowe doprowadzi do wojny swiatowej, w której ISIS zostanie zmiecione, co nie znaczy, ze powstanie swiat wiecznej szczęśliwości. Zanim to nastapi, państwa o rodowodzie chrześcijańskim zawieszą kłótnie na kołku, co odbije się na interesach takich państw, jak Polska, Ukraina i państwa bałtyckie, które będą musiały podporzadkowac się interesom Rosji. Bo bez niej nie da się obalić islamu. Tfu, tfu, zgiń, przepadnij, maro nieczysta...

Ja nich nie dowartościowuję, tylko próbuję zrozumieć ich tok myślenia, bo na pewno przywódcy ISIS nie są prostymi beduinami z syryjskiej pustyni, a inteligentnymi i cynicznymi (...) wykorzystującymi radykalny islam do własnych celów. Dla nas przy "nacjonalizacji" Europy niebezpieczni są zwłaszcza nacjonaliści niemieccy, którzy są nie mniej antypolscy niż antyislamscy. Zapewne po rozprawieniu się z islamem u siebie będą chcieli zabrać nam to co stracili w 1945, a może i w latach 1918-1922.

Dlatego czarno to widzę zwłaszcza w kontekście interesów Polski. Putin już składa Zachodowi ofertę współpracy w walce z ISIS, a mnie moja rusofobia wyssana z mlekiem matki podpowiada, ze Rosja maczała palce u zarania tej awantury.

ISIS to robota Amerykanów i Rosjanie raczej nie mają z nimi nic wspólnego. Dżihadyści wywodzą się z rebeliantów walczących z Assadem tylko oni po prostu urośli w siłę i Amerykanie stracili nad nimi kontrolę, stali się od nich niezależni. Najpewniej za wsparcie z wojnie z ISIS Rosja dostanie wolną rękę na Ukrainie. Czy coś więcej? Nie wiem, możliwe, że jeszcze Gruzję i Mołdawię. Ale nawet w tym "minimalnym" układzie Ukraina z prorosyjskimi władzami, zdradzona przez Zachód bez Donbasu i Krymu to dla nas też łagodnie mówiąc "nieciekawa" sprawa.

Jakże ważne i celne słowa. Zastanawiam się tylko, dlaczego podobnej analizy nie potrafią, lub nie chcą, przeprowadzić czołowi politycy europejscy???

Przychodzą mi do głowy 3 powody. 1. Bo Rosja jest daleko od nich - w razie problemów nie oni to odczują, 2. Przed wojną na Ukrainie była bardzo ważnym partnerem gospodarczym - ważniejszym od choćby Polski, 3. Chyba najważniejszy powód. Chcą mieć święty spokój za wszelką cenę - w rozbiciu Państwa Islamskiego tylko Putin jest gotów na tą chwilę zrobić coś więcej niż tylko punktowe naloty. Aż się nasuwa analogia do Jałty z 1945 r. Tam podobnie za zaprowadzenie tego samego świętego spokoju Zachód w "nagrodę" oddał Stalinowi Polskę - swojego lojalnego sojusznika (sic!). To zadam pytanie retoryczne czy tym bardziej w przypadku Ukrainy miałoby być inaczej ?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]