Świerszcze w otwartym słoiku

Przemysław Staroń, nauczyciel i psycholog: Praca polskiego nauczyciela to niewielka przestrzeń wolności przy dramatycznej wręcz odpowiedzialności. To, że tak wielu z nas się jakoś trzyma, zakrawa na...

Reklama

Świerszcze w otwartym słoiku

Świerszcze w otwartym słoiku

28.06.2021
Czyta się kilka minut
Przemysław Staroń, nauczyciel i psycholog: Praca polskiego nauczyciela to niewielka przestrzeń wolności przy dramatycznej wręcz odpowiedzialności. To, że tak wielu z nas się jakoś trzyma, zakrawa na cud.
Gala konkursu Nauczyciel Roku 2018. Przemysław Staroń odbiera nagrodę na Zamku Królewskim. Warszawa, 9 października 2018 r. Fot. ADAM STĘPIEŃ / AGENCJA GAZETA
P

PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Wakacje!

PRZEMYSŁAW STAROŃ: Mnie akurat trudno myśleć o nich jako przerwie od jakiejkolwiek aktywności związanej z pracą.

Bo?

Bo nie jestem w stanie wziąć urlopu od tego, co dzieje się w edukacji zarządzanej przez ministra Przemysława Czarnka.

Jesteś z nim na wojnie.

Ale nie tylko o to chodzi: redaguję drugi tom mojej książki – kontynuację „Szkoły bohaterek i bohaterów”, a także jestem zaangażowany w operacjonalizację wizji oświaty „Edukacja dla przyszłości”, tworzonej w ramach Polski 2050 Szymona Hołowni. Co nie zmienia faktu, że cieszę się z rozpoczęcia wakacji.

To dziwny czas: dopiero co wróciliśmy do tzw. normalności, a już musimy od niej odpoczywać. Gdy wrócimy we wrześniu, może znowu zacząć się epidemiczna niepewność.

Ja mam ciągle z tyłu głowy, że o żadnym powrocie do normalności nie może być mowy. Po pierwsze, pandemia się nie skończyła. Po drugie, nie możemy wrócić do normalności, bo jej nigdy nie było – także przed marcem 2020 roku.

Co masz na myśli?

Polska szkoła była i jest zaprzeczeniem istoty edukacji, która najpełniej zachodzi w relacji i więzi. Nasza szkoła jest systemowo arelacyjna. Edukacja jest realnie możliwa tam, gdzie uczniowie czują się bezpiecznie i komfortowo – dokładnie odwrotnie niż w naszym systemie, opartym na przymusie i nieustannym ocenianiu. Edukacja udaje się wtedy, gdy jej uczestnicy doświadczają autonomii i wolności. A w polskiej szkole króluje podporządkowanie i kontrola.

Taka jest ta szkoła od dekad – nie od ministra Czarnka.

To prawda, ale w ostatnich latach przymus, kontrola i dławienie wolności gwałtownie się nasiliły. Znakiem firmowym tej ekipy jest deformacja. I nie chodzi jedynie o zniszczenie struktury, czyli gimnazjów i sześcioletnich podstawówek. To deformacja bazy wartości, włącznie z sięganiem po przemoc. Przykłady? Uruchomienie nagonki na nauczycieli i nauczycielki w czasie strajku z 2019 roku. Wielopoziomowa przemoc wobec środowiska LGBT+, do którego sam należę: walka z akcją „Tęczowy Piątek”, nienawistne wypowiedzi, takie jak ta małopolskiej kuratorki Barbary Nowak, które spotkały się z aprobatą obozu władzy, a w ostatnim roku – wstrząsające wypowiedzi Czarnka.

Byłeś jednym z pierwszych polskich nauczycieli, którzy dokonali coming outu jako osoby homoseksualne. Ale ja chciałbym porozmawiać o innym Twoim coming oucie.

Miałem ich wiele, więc nie jestem pewien, o którym mówisz (śmiech).

Opowiadasz otwarcie o depresji.

To prawda, choć uściślając – chodzi o niekrycie się z tym, że biorę antydepresanty, mimo iż depresji jako takiej mi oficjalnie nie zdiagnozowano. Leki zostały mi przepisane ze względu na zaburzenia lękowo-depresyjne, które na pewnym etapie, ze względu na bardzo nasilone objawy psychosomatyczne, wzięto za depresję maskowaną. Leki były krokiem, który umożliwił mi kolejny: rozpoczęcie psychoterapii.

Depresja może i kojarzy się z nauczycielami, ale niekoniecznie takimi jak Ty: docenianymi, nagradzanymi, uwielbianymi.

Tak jak nie kojarzy się ze zdobywcami Oscarów. W ogóle z reguły nie kojarzy się depresji z sukcesem. Tymczasem lęk przed porażką, ale i sukcesem, oraz poczucie pustki po jego osiągnięciu to stany bardzo często spotykane. Pamiętam rozmowę ze swoją terapeutką, tuż przed galą finałową konkursu Nauczyciel Roku 2018, do którego zostałem zgłoszony. Zapytałem ją z niepewnością w głosie, co będzie, jak tym Nauczycielem Roku nie zostanę. A ona na to: a co będzie, jeśli nim pan zostanie?

Polski nauczyciel jest szczególnie narażony na depresję?

Na depresję i wszelkiego rodzaju zaburzenia emocjonalno-afektywne. Powiem więcej, to, że tak wielu z nas jeszcze się jakoś trzyma, zakrawa na cud. Albo wyjaśnienie jest inne – nasze psychiczne zaburzenia są po prostu maskowane psychosomatyką. Bólami głowy, kręgosłupa, problemami z głosem, układem pokarmowym itd.

Dlaczego tak jest?

Powód pierwszy z wielu – bo pracujemy z dużą liczbą ludzi, nieustannie „zbierając” ich emocje, nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi. I nie mamy zwykle możliwości, żeby je skanalizować, bo nie ma w naszym zawodzie superwizji.

Powinna być?

Naturalnie i bezwzględnie! Skoro bezwarunkowo jest potrzebna psychoterapeucie z dziesięciorgiem pacjentów tygodniowo, to dlaczego nie miałbym mieć do niej dostępu ja, wychowawca, nauczyciel ponad trzech setek uczniów rocznie, z których wielu chce mi coś powierzyć, z czegoś się zwierzyć, poprosić o pomoc, przychodząc do mnie najczęściej z wielkimi emocjami?

A ja i tak jestem w niezłej sytuacji – mam wykształcenie psychologiczne, pracuję jako psycholog, sam jestem w procesie terapii.

Za którą sobie sam zapłaciłeś.

O niczym innym nie może być mowy – system tego nie funduje.

W ogłoszonym niedawno raporcie Centrum Edukacji Obywatelskiej znajdziemy m.in. taką informację: połowa nauczycieli deklaruje, że po powrocie do stacjonarnej nauki potrzebuje wsparcia psychologicznego. Z innego raportu, przygotowanego przez Fundację Orange, wiemy z kolei, że połowa pedagogów nie ma dostępu do psychologa.

A ci, w których placówce pracuje psycholog szkolny, i tak nie bardzo mogą z jego pomocy skorzystać. Jest on przeznaczony głównie do pomocy uczniom, a nawet gdyby tak nie było, to wielu nauczycieli krępowałoby się, zwracając się po pomoc do kogoś, kto jest przecież częścią tej samej społeczności. Znam niejednego nauczyciela, którego od sięgnięcia po pomoc w szkole odwiodły myśli w rodzaju: „Co powiedzą inni? Że się skarżę na pracę? Na innych nauczycieli? Na dyrektora? Że sobie nie radzę?”. Ani de iure, ani de facto polski nauczyciel w kryzysie psychicznym nie ma szans na systemową pomoc.

W „Szkole bohaterek i bohaterów” piszesz, że nie ma najważniejszej lekcji: o ludziach i ich emocjach. Rozumiem, że ta uwaga dotyczy też studiów pedagogicznych?

Oczywiście! Ujmę to metaforycznie. Jesteśmy krajem, w którym trzeba zrobić długi i trudny kurs, by jeździć samochodem. A równocześnie nikt nas nie uczy i nikt od nas nie wymaga kończenia kursu z poruszania się po drogach życia – swojego i innych.

Więcej niż co trzeci pedagog pytany o obszary, w których chciałby podnieść swoje kompetencje, wskazuje na radzenie sobie ze stresem i umiejętność rozwiązywania konfliktów. Na studiach się tego nie uczy?

Bardzo niewiele, mimo że stres jest nieodłącznym elementem tego zawodu, a konflikt – także ten na linii uczeń–nauczyciel – jest zjawiskiem permanentnym. Co ciekawe, dużo czasu i miejsca poświęca się np. na trening emisji głosu, bardzo potrzebny, ale w kontekście braku treningu psychologicznego jakby wyrwany z większej całości. Przecież od sfery psyche wszystko się zaczyna, także ta emisja głosu! Nawet nieustanne wpajanie nauczycielom zasady tzw. przeponowego mówienia zawiera ukryte założenie, że ten nauczyciel ma ciągle stać i przemawiać. Bo na to, by usiąść, zamilknąć, obserwować, oddać inicjatywę uczniom – co jest znacznie skuteczniejsze niż metoda „podawcza” – brakuje wielu pedagogom świadomości, pewności siebie i umiejętności. A brakuje, gdyż nikt ich w te kompetencje nie wyposażył.

Gdzie Ty je nabyłeś?

Mój przypadek nie jest reprezentatywny, bo ukończyłem też psychologię. Na KUL-u, gdzie studiował również nasz imiennik, minister Czarnek (śmiech).

Rozumiem, że sobie te studia chwalisz.

Wtedy psychologia na KUL-u to było coś, wybrałem ją świadomie – miałem na nią wstęp wolny dzięki zdobyciu tytułu finalisty Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Na studiach były np. zajęcia z dydaktyki, niesamowicie praktyczne, oparte na mnóstwie przypadków. To tam dowiedziałem się, że wciąganie nauczyciela w konflikt to jedna z najczęstszych sytuacji – główna strategia choćby dzieci z dysfunkcyjnych domów, pozwalająca im zostać w jakikolwiek sposób zauważonym. Większość nauczycieli wchodzi w ten konflikt jak w masło.

Jak go uniknąć?

Przerwać go. Już jako nauczyciel stażysta uczyłem w III klasie liceum wiedzy o kulturze. I wtedy w sytuacji narastającego konfliktu powiedziałem: „Słuchajcie, widzę, że gramy w jakąś grę, jakieś przeciąganie liny, ale w białych rękawiczkach. Ja z wami w tę grę nie wygram: jestem jeden, was jest wielu. No i w ogóle nie mam aspiracji do wygrywania. Chciałbym tylko dokończyć lekcję”. Balon został przebity. Niby w prosty sposób, a jednak z jakiegoś powodu niedostępny wielu nauczycielom, bo nas tego się nie uczy.

Co może pomóc poza kompetencjami?

W tym systemie niewiele. Przecież tym czymś, co generalnie człowiekowi w kryzysie – i nie tylko – pomaga, jest poczucie sprawczości, wpływu na rzeczywistość. I na odwrót: tym, co go niszczy, wywołuje jeszcze większą degrengoladę, jest poczucie, że nic od niego nie zależy. A teraz zagadka: która z sytuacji jest typowa dla polskiego nauczyciela?

Od nauczyciela nie zależy nawet termin wypoczynku.

Nawet to! W pierwszych latach swojej zawodowej kariery zdarzało mi się kłócić o to z kolegami i koleżankami nienauczycielami. „Wy możecie sobie lecieć tanimi liniami w październiku albo lutym w dowolne miejsce – mówiłem. – Ja w lipcu na żaden lot nie mam pieniędzy”.

Ale wakacje to jest drobiazg, są rzeczy fundamentalne.

Jakie?

Zacznijmy od tych najbardziej ogólnych – politycznych. Przecież my kompletnie nie mamy wpływu na to, co się wokół edukacji wyprawia. Był strajk, ale został rozbity.

A popierało go, jak się dowiadujemy ze wspomnianego raportu Fundacji Orange, 82 proc. nauczycieli.

Tylko co z tego, skoro jego postulaty zostały zignorowane, a nam zafundowano masową akcję szczucia?

Idźmy dalej, a w zasadzie niżej. Polski nauczyciel nie może liczyć na to, że jego kompetencje, pracowitość, zaangażowanie przełożą się w jakikolwiek sposób na to, jak będzie doceniany i wynagradzany. Mamy kostyczny, anachroniczny, nieuzasadniony wnioskami płynącymi z nauki system awansu zawodowego.

Pokonywanie kolejnych jego szczebli niekoniecznie zależy od kompetencji. Poza tym jest antymotywacyjny: bardzo szybko osiąga się najwyższy szczebel.

Nagrody, premie – też niekoniecznie zależą od tego, jaki jesteś dobry, bo i tak o wszystkim decyduje dyrektor. Ciężko jest w związku z tym stworzyć nauczycielowi bezpieczny i motywujący plan rozwoju zawodowego.

Sprawa kolejna: nawet pandemia, która generalnie wpłynęła na stopień elastyczności pracy, nie zmieniła trwale niczego w życiu nauczyciela. Zwróć uwagę, że na rynku pracy wiele rzeczy uległo przewartościowaniu. Pracownik X, jeśli jest częścią dobrej firmy i ma świadomego szefa, może sobie polecieć na miesiąc na Maltę i stamtąd pracować.

Przemek Staroń, nauczyciel etyki z Sopotu, leci w listopadzie na Maltę i przez miesiąc prowadzi stamtąd zdalne lekcje?

A dlaczego nie? Nauczanie zdalne nie było idealne, ale dlaczego z tych doświadczeń nie skorzystać? Dlaczego wybór formy zajęć znowu zależy od decyzji siedzącego za biurkiem pseudoministra Czarnka?

Dlaczego?

Bo pruski model nauczania, który obowiązuje nadal w Polsce, polega m.in. na tym, że nieważne są efekty pracy – grunt, by była ona widzialna, choćby była bzdurna, i dała się skontrolować.

I tak można by mnożyć przykłady pokazujące, że polski nauczyciel ma na niewiele rzeczy wpływ. Dodajmy nauczane treści, czytane z uczniami lektury…

Ale przecież sam jesteś przykładem, że jednak można mieć wpływ na to, co i jak się w szkole robi – w ramach oficjalnego programu bądź nawet wbrew niemu.

Tyle że po latach obowiązywania systemu opartego na kontroli i przymusie nie wymagajmy od każdego nauczyciela, że będzie chciał się buntować i konfrontować. Prawda jest taka, że część nauczycieli nie widzi już potrzeby większej sprawczości. W naszej pracy została zaburzona fundamentalna równowaga. Sednem funkcjonowania polskiego nauczyciela i polskiej nauczycielki jest bardzo mała przestrzeń wolności i autonomii, przy dramatycznej wręcz odpowiedzialności. To sprzyja zjawisku, które znamy pod nazwą wyuczonej bezradności: jak przywykłeś do sytuacji, że niewiele od ciebie zależy, to przestajesz też dostrzegać sens walki o siebie. To jak z zamkniętym w słoiku świerszczem, który po jakimś czasie izolacji i po iluś tam próbach wydostania się nie wylatuje na wolność, kiedy wieko jest już uchylone.

Sztywne ramy – pracy, nauczanych treści, trybu lekcji – dają poczucie bezpieczeństwa?

Jestem pewien, że część nauczycieli miałaby problem z większą dozą wolności.

W „Szkole bohaterek i bohaterów” odpowiedzi na lęki i problemy młodych ludzi szukasz w opowieściach: z literatury, filmu, animacji, gier. Jakie opowieści nadają się dla znękanego epidemią – i nie tylko nią – polskiego nauczyciela AD 2021?

Najbardziej symboliczna, jaka przychodzi mi od razu do głowy, to „Cykada” Shauna Tana. O biurowym pracowniku, szarym robaczku wykonującym codziennie tę samą, niewidzialną pracę. Do czasu.

To Twoja rada: wyjść z roli cykady? Zbuntować się?

Tak. To esencja na absurd, który – jak mówił Camus – rodzi się, gdy wołanie człowieka spotyka się z milczeniem świata. Ale na bunt trzeba mieć siłę. Dlatego ja mam przekonanie, że jedyną drogą jest zaoranie tego systemu opartego na przymusie, braku autonomii i niszczeniu wewnętrznej motywacji – i ucznia, i nauczyciela. Właśnie dlatego postanowiłem walczyć o to w skali makro.

Dlaczego akurat w ramach Polski 2050 Hołowni?

Miałem wiele doświadczeń z różnymi osobami, organizacjami, partiami, które walczą o demokrację liberalną, krzyczą, jak PiS zniszczył oświatę, i… nic. Tak naprawdę nie rozumieją jej roli, a mówiąc prostym językiem – mają ją gdzieś. Szymon jako jedyny polityczny lider rozumie, że edukacja to klucz do wszystkiego. W dodatku ma do mnie zaufanie jako do eksperta, daje mi autonomię. Nawet jeśli istnieją obszary, w których się nie zgadzamy, robimy to, co jest istotą agory – rozmawiamy, argumentujemy. A już w ogóle nie ma mowy o tym, co jest standardem gdzie indziej, a co najlepiej pamiętam z sytuacji, gdy Paweł Rabiej dostał reprymendę od Rafała Trzaskowskiego za słowa o adopcji dzieci przez pary jednopłciowe i zaczął się tłumaczyć. W Polsce 2050 żyjemy standardami, o których boomerom się nie śniło.

To jest zresztą ideał do przeniesienia na grunt szkoły – nauczyciel musi mieć odwagę głoszenia swoich poglądów. I równocześnie musi stworzyć przestrzeń, by każdy z uczniów czuł się bezpiecznie w wyrażaniu własnych. A wracając do rad, o które pytałeś, dałbym jeszcze jedną: aby zadawać sobie pytania fundamentalne.

Jakie?

Czy na pewno chcę tu być? W tej szkole, z tymi nauczycielami, z tym dyrektorem? A jeśli tak – to czy na pewno chcę trwać w tym systemie?

Co jeśli odpowiedzi są przeczące?

A jak myślisz? ©℗


Przemysław Staroń na manifestacji „W rękach rządu nasza matura”. Gdańsk, 23 kwietnia 2019 r. Fot. MICHAŁ RYNIAK / AGENCJA GAZETA

PRZEMYSŁAW STAROŃ jest pedagogiem, z wykształcenia psychologiem i kulturoznawcą. Uczy m.in. etyki i filozofii. Nauczyciel Roku 2018, nominowany do międzynarodowej Global Teacher Prize. Autor bestsellerowej książki „Szkoła bohaterek i bohaterów, czyli jak radzić sobie z życiem” (Wydawnictwo Agora, Warszawa 2020). Ekspert ds. edukacji w Instytucie Strategie 2050.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Balon został przebity. Niby w prosty sposób, a jednak z jakiegoś powodu niedostępny wielu nauczycielom, bo nas tego się nie uczy" Po 40 latach pracy zawodowej zupełnie zmieniłem branżę, nic czego się uczyłem przygotowując się do zawodu nie jest mi do niczego potrzebne. Nikt mnie nie uczył tego co dziś muszę wiedzieć. Bo ludzi dzieli się na samouków i nieuków, bez względu na wiek. Strajk nauczycieli, który z taką łatwością został rozbity, najlepiej świadczy o morale i poziomie polskiego nauczyciela. Nie wiem czym zdeterminowana jest ta ogromna odpowiedzialność zawodowa. Kiedyś w prywatnej rozmowie z dyrektor gimnazjum, które ukończyły moje dzieci, wspomniałem, czy nie warto by zorganizować spotkania z absolwentami, tymi choćby, którzy poszli do bardziej wymagających szkół. Spytać czego im zabrakło w sensie edukacyjnym, na co zwrócić uwagę by następnym rocznikom ułatwić start. po jakimś czasie dowiedziałem się , że jestem pretensjonalny i upierdliwy. Mam kontakty w środowisku wielu szkół i model świętego spokoju wszędzie przeważa. Nauczycieli z pasją w życiu spotkałem zaledwie kilku, na mój gust 95% odwala sztampę. Jest ogromne zapotrzebowanie na dobrych nauczycieli i znam takich co porzucili szkoły i udzielają prywatnych lekcji. Nie narzekają na zarobki, ani na przeciążenie emocjonalne, nie oczekują na laurki i kwiaty z okazji dnia nauczyciela czy zakończenie roku szkolnego. Nie minister Czarnek jest głównym winowajcą upadku tego zawodu.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]