Reklama

Przeciw Kasandrom

Przeciw Kasandrom

11.01.2021
Czyta się kilka minut
Po pandemii nie ma powrotu do szkoły, jaką znaliśmy. Nauczanie online obnażyło bezsens dydaktyki opartej na transmisji wiedzy, którą umocniła ostatnia reforma PiS.
Zdalnie prowadzona lekcja w szkole w Katowicach, październik 2020 r. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AGENCJA GAZETA
C

COVID-19 nie tylko zabija, ale powoduje trzęsienie ziemi chyba we wszystkich dziedzinach życia, także w życiu młodych ludzi. Alarmują WHO i UNICEF. Nawet papież Franciszek. Dzieci pozbawione ruchu, zamknięte w domach, siedzące przed komputerami zapłacą (niektóre już płacą) wysoką cenę zdrowotną, w tym psychiczną.

Utrwalą się, a nawet pogłębią różnice społeczne, a w konsekwencji polityczne – znacznie lepiej, co nie znaczy, że dobrze, radzą sobie dzieci ze środowisk o wyższym statusie ekonomicznym i większym kapitale kulturowym. Tak zostanie na lata.

Zwiększają się różnice między krajami, a wręcz kontynentami. Ekonomiści przestrzegają, że „pokolenie COVID-19” (wszystkie roczniki, które obecnie są objęte nauką szkolną, a nawet dzisiejsi studenci) może być trwale upośledzone na rynku pracy. Lekarze dodają, że z braku ruchu mogą żyć krócej niż ich rodzice i dziadkowie.

...
17292

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Szanowny Autorze, pandemia spowodowała tyle, że upadł mit nauczania on-line jako tego, który jest odpowiedzią na problemy klasycznej szkoły. Relacje typu uczeń-nauczyciel, czy też uczeń-uczeń w szkole zawsze były. Zmiana roli nauczyciela z mistrza na przewodnika już była kreowana za czasów rządów Hall-Szumilas-Kluzik. Szkoła wymaga bardziej elastycznej postawy. Po prostu w pewnych sytuacjach trzeba być mistrzem (ex cathedra), a w innych przewodnikiem.

Szanowny Panie, jak zauważył ostatnio pewien nastolatek, to nie tylko ministrowie i partie wyłącznie psują edukację, ale pańscy koledzy naukowcy, każdy oddany całym sercem swojej dziedzinie, którzy upychają w programach szkolnych encyklopedyczną wiedzę w ilościach przeciążających nie tylko umysły ale i tornistry dzieci. Mam wrażenie, że to oni swoim autorytetem przyczyniają się z jednej strony do przeładowania programów, a z drugiej, stawiają w nich pytania "co?","kiedy" i "ile", zamiast "jak to się dzieje i dlaczego?" reforma administracyjna szkół nie zmieniła takiego podejścia. Nauczyciele gimnazjów ze swym doświadczeniem i wiedzą nie odlecieli na Marsa, tylko pracują pod innym szyldem, często w tym samym budynku. Nauczyciele często rzeczywiście nie chcą niczego zmieniać w swoim modelu pracy, mimo, że są bombardowani dziesiątkami konferencji i szkoleń. Tak się składa, że znam środowiska, o których Pan pisze, ale nie słyszałem o lobby dyrektorów liceów, ani lobby naukowców dydaktyków. Łatwo jest biadać, ale to właśnie środowiska naukowe mają obowiązek i możliwość wpływu na kształt edukacji, ale z tej strony oprócz pojedynczych głosów nie słyszę chóru sprzeciwu. Szkoda

Ja tam się nie znam, ale wydaje mi się, że szkoła ma za zadanie nauczyć liczyć, pisać, czytać, było by pięknie gdyby uczyła samodzielnie i kreatywnie myśleć. Niestety ostatni postulat w szkole jest systematycznie tępiony, z prostego powodu. Kreatywny myślący uczeń jest niczym czyrak na dupie nauczyciela. Za moich czasów umiejętność pacyfikowania klasy była szczególnie ceniona u nauczyciela. Gdy do szkól chodziły moje dzieci, nic się nie zmieniło, a i po pokoleniu wnuków widzę, że nadal się to ceni. Może byłoby fajnie gdyby w zdalnym nauczaniu pedagog był pierwszym z równych, przewodnikiem. Niestety w większości jest zjawiskiem obśmiewanym przez uczniów, który nieudolnymi sztuczkami próbuje utrzymać się na powierzchni. Zamartwiać się należy nauczaniem początkowym, troszczyć się o jego poziom, zadbać o najwyższej klasy specjalistów i sowicie ich opłacać, lepiej od nauczycieli akademickich. To oni na starcie ukierunkowują dzieci, wskazują możliwości i cele jaki ich wychowankowie mogą osiągnąć. W tym okresie dziecko obdarza nauczyciela bezgranicznym zaufaniem, oszukane nigdy nie zaufa kolejnym etapom urabiania edukacyjnego. Nie wiem czy można kogokolwiek zmusić, wpompować w niego wiedzę, z której w przyszłości będzie czerpał. Tak już jest, że dzielimy się na samouków i nieuków, a szkoła ma z nas uczynić tylko potulnych ułożonych baranów. Jeśli coś się zmieniło bardzo proszę o oświecenie.

Zderzenie z systemem edukacji przeżywam właśnie po raz trzeci i już na nic nie liczę - będę przed nim chronić dziecko. W środowisku wybuchają cyklicznie strzeliste myśli o okrojeniu programu nauczania - który zadaniem wielu jest wciąż przeładowany. Jednak przy konkretnych próbach z każdej strony wybucha głos oburzenia: "przecież człowiek ze średnim wykształceniem nie może nie wiedzieć co to jest .... (wybrać dowolną bzdurę - i tak się sprawdzi). Otóż rzeczywistość jest taka że nawet człowiek z wyższym wykształceniem żyje bez świadomości wielu spraw i procesów, które go dotyczą i nawet o tym nie wie. Jestem w stanie podać przykłady adwokatów, którzy mają problemy ze zrozumieniem zakresu kognicji sądów szczególnych - która to problematyka jest przedmiotem nauczania w ramach wiedzy o społeczeństwie (oczywiście kompletnie bez zrozumienia istoty problemu bo to materia skomplikowana). Zrezygnowanie z wciskania dzieciom do głów wszelkich encyklopedycznych świętości przygotowujących je do studiów z danej dziedziny nie mieści się w profesorskich głowach. Jako argument dla bezsensownego trudu młodzieży można nawet usłyszeć "przyda wam się kiedyś do krzyżówek" (moja "ukochana" biologiczka z LO). Konsekwencją jest wkuwanie danych bez zrozumienia, bez szerszego kontekstu, przeciążenie ucznia i chaos. Namiar materiału prowadzi do pobieżnego przelatywania nad tematem, który nawet na chwilę zapamiętany nie jest ćwiczony więc nie przechodzi do pamięci trwałej. Nauka nie prowadzi do umiejętności korzystania z nabytej wiedzy. Ale my Polacy nie umiemy inaczej stworzyć programu. Mamy w sobie wewnętrzny imperatyw porywania się na niemożliwe, nawet gdy to nie ma większego sensu, bo przecież rezygnacja z czegokolwiek jawi się jako porażka. Zawsze się może przydać choćby do krzyżówki.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]