1 września niewielu Niemców wspomniało 85. rocznicę wybuchu II wojny światowej. Całą swoją uwagę kraj poświęca obecnie teraźniejszości. W wyborach we wschodnich landach prawicowi ekstremiści z AfD zdobyli jedną trzecią głosów. Wciąż trwa opłakiwanie ludzi zabitych w Solingen przez syryjskiego islamistę. Dysfunkcyjna koalicja Olafa Scholza jest już rządem chyba tylko z nazwy.
W Berlinie skromna ceremonia upamiętniająca 1 września odbyła się z inicjatywy polskiej dyplomacji na Brytyjskim Cmentarzu Wojennym, położonym z dala od centrum stolicy. Skalą i rangą gości nie można tego porównać do polskich obchodów, które odbyły się tradycyjnie już i na Westerplatte, i w Wieluniu; niemieckie państwo reprezentował tam tylko Dietmar Nietan, rządowy pełnomocnik ds. polsko-niemieckich.
Od dekady dyskusje pożerają czas i energię
Ceremonia w Berlinie musiała odbyć się w takim, a nie innym miejscu, gdyż w stolicy Niemiec wciąż brakuje pomnika polskich ofiar II wojny światowej. Takiego miejsca domagał się Władysław Bartoszewski już w 2013 r. Niestety po ponad dekadzie niewiele się zmieniło.
Co roku szereg osób i instytucji po stronie niemieckiej prezentują nowe gremia, które przedstawiają nowe koncepcje, jakie w nieokreślonej bliżej przyszłości mają zamienić się w realny znak takiego upamiętnienia. Od kilku lat zamiast eksponowanego pomnika Niemcy promują inicjatywę Domu Niemiecko-Polskiego – kompleksu, na który miałaby składać się wystawa, strefa edukacyjna, a także symboliczny monument.
Tyle że projekt o tej wielkości jest trudny do zrealizowania. Nie wiadomo, gdzie i kiedy miałby on powstać. Dyskusje wokół niego pożerają czas i energię, dzięki której można by już wznieść sam pomnik.
Pomnik – i „cała reszta”
Czy to się może wkrótce zmienić? – My oczekujemy pomnika, a cała reszta jest wewnętrzną sprawą niemiecką – tak oficjalne rządowe stanowisko wyłożył „Tygodnikowi” w Berlinie Krzysztof Ruchniewicz, pełnomocnik MSZ do spraw polsko-niemieckich. Ten ostry ton wskazuje na buzujące nieporozumienia, które trawią dialog polsko-niemiecki.
Z Ruchniewiczem, profesorem historii i znawcą relacji polsko-niemieckich, rozmawialiśmy bowiem na wydarzeniu zorganizowanym również 1 września. Strona niemiecka, chcąc w jakiś sposób zareagować na upomnienia Warszawy, odsłoniła blisko Urzędu Kanclerskiego tablicę informującą o Operze Krolla. Przemawiając w tym nieistniejącym już budynku, 1 września Adolf Hitler poinformował społeczeństwo o ataku na Polskę. To z pewnością ciekawa historia, ale nijak ma się do pierwotnego życzenia postawienia pomnika.
Smutny spektakl toczy się od lat
Dlatego, mimo obecności szefowej dyplomacji Annaleny Baerbock, przedstawiciele polskiej ambasady i organizacji zaangażowanych w dialog polsko-niemiecki wyrażali irytację kolejnym niezrozumiałym działaniem. – Lata mijają, a o pomniku wciąż się dyskutuje. W tym czasie umarły tysiące świadków historii – sformułował to dobitnie w swoim przemówieniu Jan Tombiński, nowy polski ambasador.
Ten smutny spektakl nieporozumień ciągnie się od lat. Pod przykrywką pozornie prostego i oczywistego zadania – upamiętnienia milionów polskich ofiar – toczy się jest skomplikowana gra o to, kto i w jaki sposób będzie kontrolował narrację historyczną.
A choć Niemcy czują się mistrzami świata w przepracowaniu historii (o czym mówią najnowsze badania Instytutu Pileckiego; piszemy o tym w „Tygodniku”), wciąż z wielkim trudem przychodzi im otwarcie się na percepcję i emocje Polaków.
Tekst aktualizowany 3 września 2024 r.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















