W politycznych kuluarach i eksperckich gremiach Berlina o tym projekcie mówi się w ostatnich tygodniach szczególnie dużo. Również na linii Warszawa–Berlin w pośpiechu ustalane są ostatnie szczegóły. Coraz mniej czasu zostało do okrągłej, 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej, którą będziemy obchodzić 8 maja.
„Tygodnik” ustalił w kręgach organizatorów, że do tego czasu w centrum Berlina powstać ma tymczasowy pomnik upamiętniający polskie ofiary tej wojny. Ma stanąć w parku w centrum miasta, naprzeciw gmachu Reichstagu, gdzie dziś jest siedziba Bundestagu. Finalnie w przyszłości powstać ma tam też docelowy pomnik. Ale ten wymaga jeszcze szeregu decyzji i rozpisania konkursu. A strona polska naciskała na symbol widoczny już teraz.
„Wszystko wskazuje, że się uda” – mówi polski ambasador
– Łopaty jeszcze nikt nigdzie nie wbił, ale wszystko na tę chwilę wskazuje, że dzięki wsparciu władz Berlina uda się do tego doprowadzić – Jan Tombiński, polski chargé d’affaires w Berlinie (w zasadzie ambasador; jego nominacji nie chce podpisać prezydent Andrzej Duda – red.), mówi w rozmowie z „Tygodnikiem”. – 85 lat po wybuchu II wojny światowej w Berlinie wciąż brakuje miejsca, w którym można byłoby upamiętnić polskie ofiary. To się wkrótce może zmienić – dodaje z nadzieją.
Informacji tej oficjalnie nie chciał jeszcze potwierdzić jeden z głównych partnerów po stronie niemieckiej. – Ostateczne decyzje co do formy czy napisu na tablicy jeszcze nie zapadły – mówi nam prof. Peter Oliver Loew, dyrektor Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich (DPI).
Krótka historia projektu polskiego pomnika
Idea takiego pomnika sięga postaci Władysława Bartoszewskiego: to on w 2013 r. wyraził nadzieję na jego budowę. Następnie w 2017 r. grupa prominentnych postaci niemieckiego życia publicznego wezwała do jego urzeczywistnienia.
Jednak od tego czasu wśród zaangażowanych osób i instytucji po obu stronach Odry trwały ostre spory co do ostatecznej formuły. Strona polska kładła nacisk na klasyczną formę pomnikową i jak najszybszą budowę. Strona niemiecka przedstawiła szerszy pomysł budowy Domu Polsko-Niemieckiego: centrum z ekspozycją stałą dotyczącą historii niemieckiej okupacji, ale i relacji polsko-niemieckich w szerszym kontekście historycznym.
Dlaczego doszło do impasu
W ostatnich latach wokół projektu zapanował impas. Nieoficjalnie nawet przedstawiciele DPI krytykowali opieszałość federalnych instytucji, od których zależała przyszłość projektu. W końcu rząd Olafa Scholza zaakceptował realizację szerszej koncepcji Domu Polsko-Niemieckiego.
Jednak nie doczekała się ona niezbędnego głosowania w Bundestagu – rządząca koalicja zdążyła się w listopadzie 2024 r. rozpaść. Doszło wręcz do sytuacji, w której pierwotni inicjatorzy zagrozili samowolką i postawieniem pomnika na własną rękę.
Ostatnio atmosferę dodatkowo podgrzała wypowiedź historyczki Agnieszki Wierzcholskiej, jednej z autorek koncepcji Domu Polsko-Niemieckiego. Na łamach „Die Welt” stwierdziła na temat samego pomnika, że problem polega częściowo na tym, iż oddawałby też hołd Polakom, „którzy np. podczas pogromu w Jedwabnem w 1941 r. brali udział w mordowaniu swoich żydowskich rodaków”.
Przyszły kanclerz Merz podkreśla chęć poprawy stosunków z Polską
Znający kulisy sprawy wskazują na ważną rolę burmistrza Berlina Kaia Wegnera i jego prawej ręki Floriana Hauera, sekretarza stanu ds. europejskich w berlińskim Senacie. Oni nadali sprawie tempa. Obaj należą do chadeckiej CDU. Chadecja wygrała niedawne wybory i wkrótce utworzy rząd wraz z SPD.
Doprowadzenie do powstania pomnika, choćby tymczasowego, może być rozumiane jako przyjazny gest nowego rządu wobec Warszawy. Przyszły kanclerz Friedrich Merz w czasie kampanii wielokrotnie podkreślał chęć poprawy stosunków polsko-niemieckich. Te w ostatnich latach naznaczone były antagonizmami i brakiem zaufania.
A co z finalnym pomnikiem i centrum polsko-niemieckim? – Koncepcja Domu Polsko-Niemieckiego jest wciąż aktualna i mam nadzieję, że nie będziemy teraz musieli czekać kolejne lata na postępy – mówi nam Jan Tombiński. Ambasador zapewnia, że rozmawia już z politykami przyszłej koalicji, by koncepcja ta jak najszybciej została poddana pod dyskusję i następnie przyjęta w nowej kadencji Bundestagu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















