Reklama

Sumienni oportuniści

Sumienni oportuniści

28.12.2020
Czyta się kilka minut
Badania ekonomiczne pozwalają na ilościowe wyznaczenie poziomu naszej uczciwości. Jest lepiej, niż zakładały klasyczne modele, ale nie mamy szczególnych powodów do dumy.
JEROME SESSINI / MAGNUM PHOTOS / FORUM
E

Ekonomiści modelujący ludzkie zachowania zakładają, że człowiek jest istotą racjonalną i maksymalizuje swoją użyteczność. Na potrzeby tego tekstu możemy założyć, że pod pojęciem tym kryje się po prostu korzyść. Jeśli więc ludzie działają w celu osiągnięcia korzyści, to siłą rzeczy moralność musimy odłożyć na bok, prawda? Jeszcze do niedawna tak się wydawało. Szacować mieliśmy jedynie koszty i korzyści, prawdopodobieństwo nagród, wypłat lub kar. W tym równaniu nie było miejsca na poczucie sprawiedliwości. Jednak kolejne eksperymenty przeprowadzane przez psychologów, ekonomistów i filozofów eksperymentalnych skomplikowały ten prosty świat ekonomicznych wzorów.

Idee mają znaczenie

Jeśli zostaniemy poproszeni, aby uzupełnić zbitkę WO_A tak, by powstało poprawne słowo, a przed chwilą mignęła nam przed oczami pusta szklanka albo zdjęcie znad morza, to raczej wpiszemy literę „D”, a nie „L”. Okazuje się bowiem, że sam fakt, iż nasz mózg miał kontakt z jakąś ideą lub pojęciem, wpływa na wzorzec przetwarzania kolejnych informacji, które do niego docierają. Mechanizm odpowiedzialny za ten proces nazywany jest torowaniem lub prymowaniem.

Idee mają wpływ nie tylko na to, jak myślimy, ale również jak się zachowujemy. Jednym z najbardziej znanych eksperymentów, w których badano zjawisko torowania, był ten przeprowadzony przez Johna Bargha.

Bargh poprosił studentów, aby ułożyli zdania z rozsypanych wyrazów. W przypadku połowy studentów wyrazy dotyczyły starości, choć to słowo nie padło. W kolejnym etapie uczestnicy mieli przejść do innego pokoju. Okazało się, że ci studenci, którzy układali zdania z wyrazów dotyczących starości, poruszali się wolniej i więcej czasu zajmowało im przejście do kolejnej sali. Losowo dobrane wyrazy najpierw w sposób nieświadomy torowały ideę starości, a następnie ta idea zmieniła sposób zachowania. Zjawisko opisane przez Bargha zostało nazwane „efektem Florydy” (to stan kojarzony w USA z osobami na emeryturze) – choć, co warto dodać, kilku niezależnym grupom badawczym nie udało się go później odtworzyć.


CZYTAJ CAŁY DODATEK WIELKIE PYTANIA NA NOWO: MORALNOŚĆ >>>


Sam mechanizm prymowania jest jednak solidnie potwierdzony. Do moich ulubionych eksperymentów należą te związane z badaniem wpływu idei pieniądza na nasze zachowanie. W jednym z badań wystarczyło umieszczenie w pokoju monitora z wygaszaczem ekranu z banknotami, a ludzie zachowywali się bardziej samolubnie. Gdy prowadzący spotkanie upuścił garść ołówków na ziemię, badani, u których utorowano ideę pieniądza, podnosili ich mniej niż ci, którym oszczędzono procesu torowania. Chętniej też pozostawali w samotności, a gdy proszono ich o ustawienie dwóch krzeseł, to ustawiali je od siebie dalej (średnio 118 cm) niż osoby, których nie „potraktowano” ideą pieniądza (średnio 80 cm). Badania nad zjawiskiem torowania idei pieniędzy stały się bardzo popularne w ostatnich 20 latach. Metaanaliza ponad stu sześćdziesięciu badań wykazała, że ludzie, którym przypominano o pieniądzach (w dowolny niemal sposób), z jednej strony poświęcali więcej czasu i wysiłku, by zrealizować zadania, które im powierzono, ale z drugiej – byli mniej empatyczni, mniej kooperatywni i w mniejszym stopniu poszukiwali kontaktu z innymi.

Ultimatum dla dyktatora

Czy w takim razie – w społeczeństwie, w którym pieniądz jest wszechobecny – jesteśmy skazani na egoizm i brak współpracy? Niekoniecznie. Przyjrzyjmy się grze o nazwie „ultimatum”. Bierze w niej udział dwóch graczy. Jeden otrzymuje do dyspozycji pewną sumę pieniędzy i dzieli je według uznania między siebie i drugiego gracza. Następnie ten drugi decyduje, czy zgadza się na ten podział: jeżeli tak, każdy otrzymuje swoją część. Jeżeli nie – pieniądze przepadają.

Wyniki badań nad zachowaniem ludzi grających w „ultimatum” opisano w artykułach naukowych ponad sto razy (stworzono także wersje dla dzieci i małp). Niemniej już pierwszy taki eksperyment pokazał, że ludzie nie muszą być aż takimi egoistami, jak zakłada się to w podręcznikach mikroekonomii. W badaniu z 1982 r. aż jedna trzecia uczestników dzieliła otrzymaną do dyspozycji kwotę po połowie. Jeszcze więcej uczestników wcielających się w rolę gracza pierwszego oferowało między 30 a 45 proc. wyjściowej sumy.

Analiza przeprowadzona dwadzieścia jeden lat później przez jednego z czołowych ekonomistów behawioralnych i współtwórcę neuroekonomii, Colina Camerera, wykazała, że połowa uczestników odrzuca oferty mniejsze od 20 proc. kwoty, którą rozporządzał pierwszy gracz, ale średnio proponuje on 30-40 proc. kwoty wyjściowej. Ludzie nie są specjalnie szczodrzy, ponieważ bardzo rzadko zdarzały się propozycje wyższe niż 50 proc., ale nie są też przesadnie egoistyczni – rzadko oferowali drugiemu graczowi mniej niż 10 proc.

Jak widać, uczciwość ma znaczenie. Ludzie dążą do sprawiedliwego podziału dóbr. Eksperyment ten przeprowadzono na członkach wielu kultur – zachowania graczy w niewielkim stopniu zależały od pochodzenia. Dążenie do sprawiedliwości nie jest więc cechą zależną od kultury, ale raczej dotyczy natury ludzkiej. Zaobserwowane różnice kulturowe dotyczyły tego, jaka oferta może być już uznana za sprawiedliwą.

W grze o nazwie „dyktator” również bierze udział dwóch graczy, z których jeden proponuje podział otrzymanej kwoty, jednak tym razem drugi gracz nie może jej odrzucić. Cokolwiek ustali gracz pierwszy, tak się stanie.

Cztery lata po opublikowaniu wyników pierwszego eksperymentu z grą „ultimatum” Daniel Kahneman, Richard Thaler i Jack Knetsch (dwóch pierwszych zostało później laureatami ekonomicznego Nobla) opisali eksperyment z grą „dyktator”. Uczestnicy badania mieli podzielić 20 dolarów na jeden z dwóch sposobów: albo w stosunku 18 do 2, albo po równo (10 i 10). Gracz „decyzyjny” miał więc wybór pomiędzy podziałem „zachłannym” i „sprawiedliwym”. Okazało się, że niemal 75 proc. uczestników wybierało opcję drugą (10 do 10).

Od tego czasu wyniki eksperymentów z grą „dyktator” opublikowano w literaturze fachowej kilkadziesiąt razy (w rzeczywistości badań takich przeprowadzono znacznie więcej). Gracze oferowali średnio 25 proc. kwoty wyjściowej. Minimalna oferta wynosiła 10 proc., a najwyższa – co może zdziwić – aż 52 proc. Warto dodać, że wyższe stawki częściej oferują kobiety niż mężczyźni.

Wydaje się więc, że jesteśmy mniej egoistyczni, niż zakłada to ekonomiczny model racjonalnego decydenta. Nawet gdy utoruje się w nas idea pieniądza, nasz współgracz jest dla nas anonimowy, gramy tylko raz i nie grożą nam kary za egoizm, to i tak oferujemy całkiem wysokie kwoty, a nie zgarniamy jak najwięcej dla siebie.

Gry „dyktator” i „ultimatum” mają jednak swoje ograniczenia – nie oddają całej złożoności sytuacji, w których na co dzień podejmujemy decyzje moralne. Dlatego wnioski z tych badań warto uzupełnić o inne: prowadzone w bardziej naturalnych warunkach oraz takie, w których pojawia się możliwość oszustwa.

Elastyczny łotr

Dan Ariely, psycholog i ekonomista behawioralny, w serii starannie zaprojektowanych eksperymentów postanowił przyjrzeć się właśnie naszej skłonności do oszukiwania. W pierwszym z nich uczestnicy otrzymali kartki z dwudziestoma macierzami. W każdej znajdowało się 12 liczb, z których dwie i tylko dwie sumowały się do 10 (przykład z tych badań: 3,91 i 6,09). Uczestnicy mieli pięć minut na znalezienie takiej pary w jak największej liczbie macierzy, a każda zidentyfikowana para gwarantowała wypłatę 50 centów.

W grupie kontrolnej – w której uczestnicy oddawali kartki „sędziom”, którzy sprawdzali ich odpowiedzi – rozwiązywano średnio cztery macierze. Ariely ze współpracownikami zaczęli następnie modyfikować warunki eksperymentu. Po pierwsze, wprowadzili „wersję z niszczarką”. Po skończonym teście uczestnicy szli na koniec sali i niszczyli swoje arkusze, następnie podchodzili do stolika z obsługą i mówili, ile macierzy udało im się rozwiązać. Okazało się, że średnia liczba relacjonowanych prawidłowych wyników wzrosła do sześciu – duża liczba ludzi nieznacznie zaczęła oszukiwać i nieznacznie zawyżyła swoje wyniki.

W kolejnych wersjach eksperymentu postanowiono zmodyfikować wypłaty za rozwiązane macierze. Można było uzyskać za każdą prawidłową odpowiedź 25 centów, 50 centów, 1 dolar, 2 dolary, 5 dolarów, a nawet 10 dolarów. Ariely ze współpracownikami zapytali wcześniej innych studentów o to, jak ich zdaniem zmieni się skala oszustwa wraz ze zmianą wysokości nagród. Byli ciekawi, czy ludzie będą zakładać, że stopień oszustwa będzie wzrastał wraz ze wzrostem nagród. Taki był też wynik badania ankietowego. Wynik eksperymentu nie potwierdził tych przekonań. Przy najwyższych wypłatach – 10 dolarów za rozwiązaną macierz – poziom oszustwa nie tylko nie wzrósł, ale nawet nieznacznie się obniżył.

W serii trzech kolejnych powiązanych ze sobą eksperymentów badacze pozwolili uczestnikom na zniszczenie w niszczarce jedynie połowy arkusza z macierzami, drugiej grupie pozwolili na zniszczenie wszystkich macierzy, a trzeciej grupie na zniszczenie całego arkusza, wyjście z sali i samodzielne pobranie nagrody z wielkiego naczynia z pieniędzmi. Choć można było oczekiwać, że poziom oszustwa wzrośnie najbardziej w grupie trzeciej, to wyniki pokazały, że ludzie oszukiwali nieznacznie, a poziom oszustwa był mniej więcej taki sam w każdej z grup.

Niedawno głośnym echem na całym świecie odbiły się wyniki innego eksperymentu, przeprowadzonego przez Alaina Cohna i współpracowników w warunkach naturalnych. Badacze pozostawili w miejscach publicznych w kilkuset miejscowościach z 40 państw świata ponad 17 tys. portfeli z danymi kontaktowymi i różnymi kwotami w środku (część nie zawierała żadnych pieniędzy). Pomiędzy państwami zaobserwowano spore różnice dotyczące procentu zwracanych portfeli, ale okazało się zarazem, że niemal wszędzie prawdopodobieństwo zwrotu rosło, jeśli portfel zawierał pieniądze. Im więcej – tym chętniej był oddawany. Wyników nie wyjaśniały okoliczności znalezienia – dla decyzji o zwrocie nie miało znaczenia to, czy w danym miejscu obecny był monitoring albo świadkowie. Liczyła się tylko wysokość kwoty – co nieźle koresponduje z wynikami eksperymentów przeprowadzonych przez Ariely’ego.

On sam zaproponował interesujące wyjaśnienie fenomenu naszej umiarkowanej nieuczciwości. Jego teoria nosi nazwę teorii współczynnika elastyczności. Wbrew temu, co proponowała klasyczna teoria „racjonalnego łotra”, nasze decyzje o tym, jak postąpić, nie zależą jedynie od wyników rachunku korzyści i kar. Kierują nami dwa przeciwstawne dążenia. Po pierwsze, rządzi nami standardowa motywacja finansowa. Chcemy mieć jak najwięcej pieniędzy, a co za tym idzie: godzimy się na czerpanie pieniędzy z oszustwa. Po drugie, mimo wszystko chcemy uważać się za ludzi uczciwych, sprawiedliwych, dobrych. Nie chcemy mieć wyrzutów sumienia i trudności z patrzeniem na swoje odbicie w lustrze. Jeśli oszukujemy tylko trochę, to udaje nam się pogodzić oba dążenia. Zdaniem Ariely’ego nieustannie staramy się wyznaczyć sobie granice, jak dalece możemy się posunąć w naszych małych nieuczciwościach (rozliczając podatki, koszty uzyskania przychodów, relacjonując liczbę faktycznie przepracowanych godzin), a jednocześnie nadal uważać się za osoby prawe.

Co zepsuł socjalizm

Ariely przeprowadził jeszcze inne badania, które mogą być interesujące m.in. dla nas, Polaków. Brali w nich udział Niemcy żyjący po obu stronach żelaznej kurtyny, np. mieszkańcy Berlina Zachodniego i Wschodniego, a celem było zbadanie wpływu norm społecznych i ekonomicznych – powstałych w kapitalizmie i socjalizmie – na skłonność do oszustwa.

W eksperymencie wykorzystano grę w kości i choć struktura tego badania jest bardziej skomplikowana niż eksperymentu z macierzami, nie ma potrzeby szczegółowo jej tu opisywać. Istotne są same wyniki.

Skłonność do oszukiwania wiązała się z życiem w socjalizmie. Mieszkańcy Berlina Wschodniego urodzeni przed zjednoczeniem oszukiwali częściej niż ich sąsiedzi z Berlina Zachodniego będący w tym samym wieku. Ci, którzy żyli co najmniej 10 lat w socjalizmie, oszukiwali jeszcze częściej, a w przypadku osób żyjących dwie dekady w socjalizmie i ich rówieśników z zachodu różnice w prawdopodobieństwie dokonania drobnego oszustwa wynosiły już 65 proc. W innych badaniach mieszkańcy Niemiec Wschodnich okazali się mniej skłonni do dzielenia się swoimi pieniędzmi, popierali politykę opartą na redystrybucji, zarazem byli mniej skłonni do popierania nowych podatków, które by tę redystrybucję umożliwiły.


Im dłużej mieszkańcy BerlinaWschodniego byli „narażeni” na socjalizm, tym mieli większą skłonność do oszukiwania. / FOT. OLGA BANDELOWA / CC 2.0

Na podstawie wyników tego badania nie należy jednak wyciągać wniosków dotyczących obecnego średniego poziomu uczciwości mieszkańców kraju byłego bloku wschodniego. W eksperymencie Cohna i współpracowników okazało się bowiem, że Niemcy i Polacy chętnie zwracali portfele z pieniędzmi (w ok. 70 proc. przypadków – tylko w kilku krajach zanotowano wyższy wynik).

W badaniach z macierzami eksperymentatorzy stracili setki dolarów na wypłaty dla oszustów, którzy relacjonowali, że udało im się rozwiązać wszystkie dwadzieścia macierzy. Takich pełnokrwistych łotrów było jednak niewielu. Za to na wypłaty dla setek umiarkowanych oszustów stracili kilka tysięcy dolarów. Eksperymenty Bargha, Kahnemana, Ariely’ego i innych badaczy pokazały przede wszystkim, że jesteśmy lepsi, niż nam się wydaje. Oszukujemy mniej, niż można byłoby przypuszczać, ale suma naszych małych nieuczciwości prowadzi do dużych strat na poziomie makro. Znaczenie dla naszej moralności ma również to, jak urządzamy sobie naszą przestrzeń polityczno-ekonomiczną. Pisał już o tym zresztą polski filozof prawa Leon Petrażycki na przełomie XIX i XX w., gdy podkreślał, że złe regulacje mogą wniknąć w krwiobieg społeczeństwa i zatruwać ludzi na długo po tym, jak znikną one z ustaw. ©

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Trudno bym tekstu nie skomentował, tym bardziej, że autor oportunizm sprowadził do złodziejstwa i chytrości kosztem innych. To model marksistowski propagowany za komuny i wypacza sens tego pojęcia. Oportunizm raczej odnosi się do indywidualisty, racjonalnie oceniającego sytuacje i podejmujący najkorzystniejsze dla siebie decyzje. Jak zwykle posłużę się osobistym doświadczeniem. Żona zachorowała na "kowid", jedyną skuteczną terapią było pojenie jej i namawianie do zjedzenia czegokolwiek. O tym się nie mówi ale wstręt do picia i jedzenia strasznie wycięcia organizm. Jest też strach, tutaj jedynym lekarstwem jest dosłowna obecność bliskiej osoby. Wręcz trzymała mnie za rękę, niechętnie pozwalając bym ogarnął to co było do zrobienia w domu. Bezpieczeństwo psychiczne, to coś czego nie zapewni szpital i jego brak jest fatalny w skutkach. Ja nie zachorowałem, a że przysługuje mi pierwszeństwo w dostępie do szczepionki i mógłbym już być zasępiony, odmówiłem jej przyjęcia, uznałem że jestem odporny. Władza mi mówi, że przez takich jak ja umrze X ludzi. Ja tak nie uważam i tego się trzymam, Może za rok, dwa, się zaszczepię, bo nie jestem antyszczepionkowcem. Czy jestem egoistą, nie wydaje mi się, oportunistą raczej tak. Czy brak zaufania do prawodawstwa, dekretów władzy, krytyczny stosunek do przekazu medialnego, sceptycyzm względem autorytetów moralnych, naukowych, politycznych jest zaletą czy wadą niech oceni każdy sobie sam.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]