Strzały w kościele. Polska będzie miała nowego męczennika

Do św. Stanisława i abp. Romero dołączy wkrótce kolejny kapłan zamordowany przy ołtarzu: proboszcz z wielkopolskiego Lubonia ks. Stanisław Streich.
Czyta się kilka minut
Ks. Stanisław Streich (z prawej) z grupą dziewcząt przystępujących do Pierwszej Komunii // Fot. www.ksiadz-streich.org
Ks. Stanisław Streich (z prawej) z grupą dziewcząt przystępujących do Pierwszej Komunii // Fot. www.ksiadz-streich.org

Msza dla dzieci zaczęła się o 10.00. Wcześniej ks. Stanisław Streich przez pół godziny spowiadał. Po odprawieniu mszy zdjął ornat, wziął ewangeliarz i ruszył w kierunku ambony, by wygłosić kazanie. Wtedy z tłumu zgromadzonych wyskoczył mężczyzna i z bliska wypalił mu z pistoletu prosto w twarz.

Z zimną krwią

Wybuchła panika, wierni rzucili się do drzwi. Tymczasem zamachowiec wskoczył na ambonę i wykrzykiwał: „Niech żyje komunizm” i „Wynoście się z kościoła, zabiłem księdza za naszą i waszą wolność”. Potem próbował uciec, ale rzucił się na niego kościelny Franciszek Krawczyński. Zamachowiec wypalił, raniąc go w skroń i ramię.

Kościół był w budowie; wyjście znajdowało się w lewej nawie i tam tłoczyli się spanikowani wierni. Zamachowiec wiedział o rezerwowym wyjściu w nawie głównej, jednak drogę zabiegli mu kolejarz Józef Mańczak i organista Franciszek Szulc. Mańczak chwycił i wykręcił dłoń mężczyzny, rozbrajając go, i powalił na ziemię. Ludzie rzucili się, gotowi do linczu. Kolejarzowi i organiście udało się jednak opanować sytuację i poprowadzili zabójcę na dworzec. Wkrótce potem pojechał pod eskortą do poznańskiego aresztu śledczego.

Zamachowiec – stwierdzono w śledztwie – użył łatwego do ukrycia, sześciostrzałowego pistoletu Browning Baby. Ks. Streicha trafiły dwie kule: pierwsza utkwiła w mózgu, druga przebiła płuco. Kapłan zginął na miejscu, jak zanotowano: 27 lutego 1938 roku, o godzinie 10.30.

Pieczęć papieska

23 maja 2024 r. papież Franciszek upoważnił prefekta Dykasterii ds. Kanonizacyjnych do promulgowania ośmiu dekretów. Jeden z nich dotyczy męczeństwa ks. Stanisława Streicha. Wcześniej nad jego sprawą obradowali kardynałowie i biskupi z Dykasterii. Uznali, że prowadzony od 2017 r. proces wykazał, iż ks. Streich zginął za wiarę, a jego zabójca działał w odium fidei – nienawiści do wiary.

Orzeczenie o męczeństwie skraca drogę na ołtarze: nie trzeba czekać na świadectwo cudu. Polski Kościół może liczyć niebawem na kolejnego błogosławionego, który dołączy do grona czczonych kapłanów zamordowanych przy ołtarzu: Tomasza Becketa, św. Stanisława czy współczesnego biskupa Óscara Romero.

Patron proboszczów

W przeciwieństwie do wyżej wymienionych ks. Stanisław Streich nie walczył z okrucieństwem tyranów. Z powodzeniem będzie mógł zostać patronem proboszczów, którzy z cierpliwością, wytrwale i bez rozgłosu po prostu wykonują swoją robotę duszpasterską.

Urodził się w 1902 r. w Bydgoszczy, po osiągnięciu pełnoletności wstąpił do seminarium duchownego w Poznaniu, potem w Gnieźnie. W 1925 r. otrzymał święcenia kapłańskie, po czym pracował jako kapelan zakonnic, katecheta i wikariusz. W 1933 r. został proboszczem parafii w podpoznańskim Żabikowie. Na jej terenie znajdowała się wieś Luboń, według Streicha potrzebująca własnego kościoła. Wystarał się w diecezji o wydzielenie tam parafii pw. św. Jana Bosko i w 1935 r. został jej proboszczem.

Luboń zamieszkiwały głównie ubogie rodziny robotnicze. Abp Stanisław Gądecki, który od lat starał się o beatyfikację ks. Streicha, tak opisywał jego działalność duszpasterską w liście pasterskim z 2016 r.: „Młody proboszcz zorganizował niemal od podstaw życie parafialne, dokonując wewnętrznego zjednoczenia wiernych i nadając kierunek rozwoju parafii. Powołał do życia szereg znakomicie rozwijających się organizacji katolickich”.

W ukryciu i podstępnie

Proboszcz nie miał łatwego życia. Od 1937 r. powtarzały się akty wandalizmu: w kwietniu nieznani sprawcy włamali się do kościoła, uszkadzając tabernakulum i skarbonę, w sierpniu napadnięto stróża, a w październiku ktoś obrzucił księdza kamieniami. Miał też otrzymywać listy z groźbami śmierci. Później zdarzenia te powiązano z osobą przyszłego mordercy, Wawrzyńca Nowaka.

To postać tajemnicza, a jego życiorys, którego wobec zniszczenia większości dokumentacji ze śledztwa nie da się szczegółowo odtworzyć, jest pełen sprzeczności. Urodził się w 1890 r. w Luboniu, ukończył tylko cztery klasy szkoły i wyjechał do Niemiec, gdzie pracował na budowach. W 1914 r. wcielono go do armii niemieckiej, a podczas walk dostał się do niewoli rosyjskiej. W 1917 r. zaciągnął się do oddziałów generała Józefa Dowbora-Muśnickiego, ale rok później włożył mundur bolszewicki. W wojnie obronnej 1920 r. walczył jednak po stronie polskiej (trafiając do niewoli sowieckiej). W wolnej Polsce toczył awanturniczy żywot, ścigany za defraudacje i pobicia – aż w 1936 r. osiedlił się w Luboniu.

Czy był komunistą? Ze względu na okrzyki, które wzniósł po zastrzeleniu księdza, morderstwo w Luboniu powiązano z działalnością komunistów. Pod hasłem walki ze skrajną lewicą odbyły się manifestacje środowisk nacjonalistycznych w Poznaniu i innych miastach. Broszury głosiły: „Zbrodnia w Luboniu jest groźnym ostrzeżeniem dla nas, że komunizm działa w naszym kraju, wprawdzie w ukryciu i podstępnie, ale dość silnie i szeroko”.

Wątpliwości nie mieli mieszkańcy, którzy w wypowiedziach dla prasy opowiadali o rzekomej naradzie komunistów w noc poprzedzającą zabójstwo, podczas której Nowak jakoby miał wyciągnąć los jako wykonawca wyroku. Jednoznacznie z komunistami wiąże Nowaka postulator ks. Wojciech Mueller, pisząc, że śmierć ks. Streicha „zaledwie o dwa lata wyprzedziła zbrodnię katyńską, dokonaną przez ten sam komunistyczny ustrój”.

Wyrok: śmierć

Sprawa jednak nie jest tak prosta. Nowakowi wkrótce po aresztowaniu postawiono zarzut „pospolitego morderstwa”. Oskarżony tłumaczył, że początkowo „chciał dokonać zamachu na jakiego ministra”, potem jednak doszedł do wniosku, że „Kościół ma wielką władzę i powziął myśl zgładzenia księdza”. Później zeznawał niespójnie: najpierw zapewniał że „jest zwolennikiem nauki chrystusowej, a tylko nienawidzi księży” i że jest przeciwnikiem komunizmu, potem przyznał, że w 1918 r. był bolszewickim komisarzem. Sąd skazał Nowaka na karę śmierci, a prezydent Mościcki nie skorzystał z prawa łaski; z Warszawy przyjechał kat i wyrok wykonano.

Co istotne: sąd przyznał, że w toku procesu nie udało się przypisać Nowakowi członkostwa organizacji komunistycznej (choć podkreślił, że zbrodnia miała oparcie w tej ideologii). Historyk IPN Marcin Jurek, który badał przedwojenną działalność komunistów w Wielkopolsce, nie znalazł śladów przynależności do nich Wawrzyńca Nowaka.

Warto dodać, że w drugiej połowie lat 30. Komunistyczna Partia Polski właściwie nie istniała. Od odzyskania przez Polskę niepodległości nie zyskała istotnych wpływów w społeczeństwie, działalność komunistyczna ze względu na powiązania KPP z Moskwą i negowanie polskiej państwowości była ścigana. W dodatku Stalin nie ufał KPP, uważając, że jest zinfiltrowana przez kontrwywiad; jej przywódcy od połowy lat 30. padali ofiarą czystki, a w styczniu 1938 r. rozwiązano KPP. Polscy komuniści nie byli środowiskiem zdolnym do destabilizacji życia społecznego i planowania zamachów.

Jak w pierwszych wiekach

Są to jednak rozważania akademickie. Nowak nie musiał być członkiem KPP, żeby działać pod wpływem wrogiej Kościołowi idei komunistycznej, mogły nim kierować wewnętrzne motywacje – tak czy inaczej działał w odium fidei, zabijając księdza Streicha jako kapłana i przywódcę wspólnoty. Postulator ks. Wojciech Mueller podkreśla, że zbrodnia „zaistniała na tle politycznym, światopoglądowym i społecznym”, natomiast na gruncie prawa kanonicznego jest ona męczeńska.

Takie opinie rozeszły się niebawem po śmierci kapłana: gazety pisały, że śmierć ks. Streicha „przypomina pierwsze wieki chrześcijaństwa”. Wybuch wojny uniemożliwił podjęcie starań beatyfikacyjnych, a w PRL władze zwalczały pamięć o zamordowanym, utrudniając organizowanie w parafii uroczystości ku jego czci. Kult jednak przetrwał, a w Luboniu parafianie w intencji wyniesienia Streicha na ołtarze modlili się w poniedziałki koronką, w soboty różańcem, a 27. dnia każdego miesiąca poświęcali temu intencję mszalną.

Propagatorem kultu ks. Streicha był abp Gądecki, który nazywał go „poprzednikiem Popiełuszki”. Podkreślał przede wszystkim wartość jego męczeńskiej śmierci, ale w cytowanym już liście z 2016 r. przypomniał też inny aspekt: „Był ofiarnym pasterzem, szukającym przede wszystkim ludzi oddalonych od Boga, których zagubienie napawało go bólem”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Strzały w kościele