Zabić księdza

To męczennik totalitaryzmu - mówią księża z kurii, która stara się o beatyfikację. - Naszego proboszcza zastrzelił szpieg Stalina - powtarzają wierni. Poznański historyk: - Księdza zabił wariat.
Czyta się kilka minut
 /
/

Blisko 70 lat temu w Luboniu pod Poznaniem komunista Wawrzyniec Nowak zastrzelił ks. Stanisława Streicha. Morderstwo przypominało egzekucję. 27 lutego 1938 r. podczas szkolnego nabożeństwa zamachowiec wyszedł na środek kościoła i na oczach przerażonych dzieci cztery razy strzelił do kapłana. Ksiądz zginął na miejscu.

W tamtym czasie było to wydarzenie na miarę zamordowania ks. Popiełuszki. Na pogrzeb księdza przyszło 200 tys. ludzi. Od Gdyni po Lwów przetoczyły się antykomunistyczne manifestacje. Zabójcę nazywano “bezbożnikiem" i “sowieckim agitatorem". Gazety pisały o spisku komunistycznej międzynarodówki. Trzy tygodnie po zamachu sąd w Poznaniu skazał Wawrzyńca Nowaka na karę śmierci. Prezydent Mościcki odmówił prawa łaski. Morderca miał zostać powieszony na początku 1939 r.

Miał. Bo niektórzy wątpią, czy Wawrzyńca Nowaka stracono.

***

Na zrobionej kilka tygodni przed śmiercią fotografii ks. Streich (ciemne włosy, wysokie czoło) siedzi w środkowym rzędzie, otoczony gromadką ministrantów.

- To ja. Ten w pierwszym rzędzie, drugi od prawej - pokazuje Stanisław Malepszak. - Trzymam torebkę z cukierkami od proboszcza.

Dobiegający osiemdziesiątki Malepszak jest jednym z ostatnich świadków śmierci kapłana. Przez lata zbierał informacje o ks. Streichu. Napisał o nim książkę. Teraz nie może doczekać się beatyfikacji: - To był święty człowiek - powtarza.

Zyta Błażejak, trzy lata starsza od Malepszaka, pamięta lekcje religii z proboszczem. - Raz mówił nam: “Księdzu najtrudniej zostać świętym. Chyba że poniósłby śmierć za wiarę, ale dziś to raczej niemożliwe".

***

Inna fotografia: mężczyzna w średnim wieku, zaczesane do tyłu ciemne włosy, pod nosem wąs podobny do tego, jaki nosił Bierut. Tak wyglądał Wawrzyniec Nowak.

Urodził się w 1890 r. w Luboniu. Po skończeniu czterech klas uciekł z domu. Reszta życiorysu jest niejasna. Nie zachowały się akta śledztwa. Na podstawie dziennikarskich relacji z procesu wiemy, że: był pomocnikiem murarza w Niemczech; walczył podczas I wojny światowej w niemieckiej armii; dostał się do rosyjskiej niewoli; był komisarzem u bolszewików, potem żołnierzem Wojska Polskiego (za głoszenie bolszewickich haseł spędził trzy miesiące w areszcie); walczył z bolszewikami w 1920 r., potem brał udział w powstaniu śląskim; założył radykalny związek zawodowy na Wołyniu (wyrzucono go za malwersacje finansowe). W 1935 r. na rynku w Brodach Nowak napadł na miejscowego starostę. Żeby umknąć przed więzieniem, wrócił do Lubonia. Zamieszkał kątem u miejscowego komunisty. Zakładał czerwone harcerstwo i zapisał się do związku bezwyznaniowców.

- Kilkakrotnie karany, a do tego lekko niezrównoważony - stwierdza prof. Wiesław Olszewski, historyk na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Profesor specjalizuje się w ruchu robotniczym. Dobrze zna sprawę ks. Streicha, bo kilka lat temu jeden ze studentów pisał u niego pracę magisterską o zbrodni w Luboniu: - Kościół zwlekał z rozpoczęciem procesu beatyfikacyjnego, bo wiedział, że sprawę trudno będzie podciągnąć pod zbrodnie komunizmu - uważa Olszewski.

Ks. Karol Biniaś, obecny proboszcz parafii w Luboniu: - Przecież za komuny nawet pisnąć nie było można, że komunista zastrzelił kapłana, a co dopiero myśleć o beatyfikacji.

Olszewski: - Nowak był człowiekiem nieprzystosowanym społecznie i awanturnikiem, a nie ideowym komunistą. Miał etykietę radykała, za którą nic nie stało.

W gabinecie profesora z wielkiego plakatu spogląda Che Guevara. - Mam do niego duży sentyment - mówi profesor. Po chwili dodaje: - Idealizm rewolucyjny to Che, ale nie Nowak z Lubonia.

***

- Proboszcz wiedział, że zginie - twierdzi Zyta Błażejak. Na tydzień przed zbrodnią Ludwika Florczak, matka Zyty, wróciła wzburzona z mszy: - Mama opowiadała, jak do konfesjonału podszedł jakiś mężczyzna, nie przyklęknął ani nie przeżegnał się, tylko nakrzyczał na proboszcza i odszedł. Ksiądz zrobił za nim w powietrzu znak krzyża.

Gdy po morderstwie zdjęcie Nowaka zamieściły gazety, Ludwika Florczak rozpoznała w nim mężczyznę, który awanturował się przy konfesjonale. Kilka miesięcy wcześniej ks. Streich zaczął dostawać anonimy z wezwaniami, by zaprzestał budowy kościoła w Luboniu: “Nie buduj tej obory, bo zostaniesz zakatrupiony".

Do budowanego kościoła włamali się nieznani sprawcy. Rozbili skarbonki, zabrali zegar i kilkanaście żarówek. Kilka miesięcy potem grupa wyrostków obrzuciła proboszcza kamieniami.

22 października 1937 r. ksiądz spisał testament.

***

Ostatnia niedziela lutego 1938 r. w Luboniu była ciepła i słoneczna: - Wiosenny dzień, ani śladu zimy - pamięta Malepszak. Rano matka wysłała go z siostrą na dziesiątą do kościoła. W południowej nawie świątyni zebrało się około dwustu dzieciaków. Było z nimi kilku dorosłych.

Malepszak nie ma służby przy ołtarzu i stoi dwa metry od ambony. Za jego plecami czeka Wawrzyniec Nowak. Świadkowie zeznali, że w lewej ręce trzyma książeczkę do nabożeństwa, a prawą chowa w kieszeni płaszcza. Ks. Streich zdejmuje ornat i idzie w stronę ambony, żeby przeczytać Ewangelię i powiedzieć kazanie.

Stanisław Malepszak podnosi się z krzesła i jak na zwolnionym filmie odtwarza ostatnie chwile życia księdza: - W lewej ręce proboszcz trzymał ewangeliarz, a prawą dotykał główek stojących dzieciaków.

Kapłan jest już przy ambonie. Malepszak czuje, jak ktoś trąca go w prawe ramię. Odwraca się.

- Zobaczyłem rękę trzymającą pistolet. Ksiądz uniósł ręce, jakby chciał się zasłonić.

Teraz Stanisław Malepszak zasłania dłońmi twarz.

***

Pierwsza kula trafia księdza w prawy policzek, druga przechodzi przez ewangeliarz. Proboszcz upada. Prawdopodobnie już wtedy nie żyje. Nowak podchodzi i strzela jeszcze dwa razy, w plecy.

Malepszak: - Niektórzy mówili potem, że po zastrzeleniu księdza Nowak wskoczył na ambonę i krzyknął: “Niech żyje komunizm!". Ale ja tego nie słyszałem.

***

W przedwojennym Luboniu nie było posterunku policji. Najbliższy znajdował się w oddalonym o pięć kilometrów Fabianowie. - Może na to liczył Nowak - rozważa Malepszak. Wyliczył, że na zawiadomienie posterunku i przyjazd policjantów do Lubonia (mieli tylko rowery) potrzeba co najmniej pół godziny. Tymczasem na ucieczkę samochodem do Poznania, gdzie łatwo byłoby zgubić pościg, wystarczyło kilkanaście minut.

Ówczesny ministrant Józef Pawlicki (miał wtedy 16 lat) twierdzi, że tamtej niedzieli widział zaparkowane niedaleko kościoła ciemnobrązowe auto. W całej parafii przed wojną był tylko jeden samochód. Jego właścicielem był dyrektor zakładów ziemniaczanych.

Pawlicki: - Samochód, który widziałem, był obcy.

Ale scenariusz Nowaka (jeżeli morderca taki zakładał) nie sprawdził się. Kiedy próbował uciec główną nawą, obezwładnili go dorośli. Niektórzy chcieli go na miejscu zlinczować.

Pawlicki: - Jak ludzie prowadzili Nowaka, auto odjechało.

***

Rano 21 marca 1938 r. Wawrzyńca Nowaka wprowadzono do największej sali Sądu Okręgowego w Poznaniu. Proces trwał jeden dzień.

Z ławy oskarżonych Nowak poprosił trybunał, aby powstał i oddał cześć świętej pamięci księdzu Streichowi. Sąd prośbę zignorował.

Motywy zbrodni zabójca tłumaczył tak: “Gdy patrzyłem na nieszczęścia tych wszystkich bezrobotnych, na te nieszczęścia, które się dzieją koło nas, to widzę tę wielką niesprawiedliwość, która wynika z religii". Zaklinał, że nie jest komunistą. W ostatnim słowie poprosił, by osądzono go “według sumienia". Sąd orzekł: kara śmierci. Reporter “Kuriera Poznańskiego" odnotował: “Oskarżony Nowak przyjął wyrok z całkowitym spokojem".

***

W celi śmierci Nowak przesiedział 10 miesięcy. Przed Bożym Narodzeniem 1938 r. napisał do matki księdza, Władysławy Streich: “Jako matka, która poniosła wielkie cierpienia przeze mnie, ma prawo mnie sądzić, nazwać najgorszym, ale ma także prawo mi przebaczyć". Tłumaczył, że księdza zabił “nie z chęci zysku, ani też z nienawiści lub zemsty, tylko z miłości dla dobra ludzkości".

“Wybaczam mu o tyle, jeżeli on się rzeczywiście ze skruchą nawróci i z Bogiem pojedna" - odpisała więziennemu kapelanowi matka księdza. Kapelan spędził w celi Nowaka ostatnie godziny przed egzekucją. Zeznał potem, że morderca nie wyraził skruchy ani nie pojednał się z Bogiem.

Według dokumentów Wawrzyniec Nowak został powieszony 28 stycznia 1939 r. na podwórzu więzienia przy ul. Młyńskiej. Władze więzienia odmówiły siostrze Nowaka pokazania zwłok brata.

***

Stanisław Żygulski (jako dziecko był sąsiadem ks. Streicha) wątpi, czy Nowak został stracony: - Sowieci wymienili go za więzionych na Syberii polskich księży, wywinął się od wyroku. Mam na to dowód.

Rzekomy dowód to historia, jaką opowiedział mu zmarły kilka lat temu kolega, Józef Banaszkiewicz. Tak jak Żygulski mieszkał przed wojną w Luboniu. Pod koniec wojny leżał ranny w szpitalu. Do łóżka podeszła komisja: dwóch oficerów w polskich i dwóch w sowieckich mundurach. Jeden z sowieckich oficerów zaczął czytać na głos z zawieszonej przy łóżku karty szpitalnej: “Józef Banaszkiewicz, Luboń, ulica Strumykowa cztery". Potem odezwał się: “Wy, Banaszkiewicz, poznajecie mnie?". Banaszkiewicz skinął potakująco głową. Tamten miał odpowiedzieć: “Widzisz, Banaszkiewicz, ja jestem tyle wart, co waszych dwóch klerów". Podał mu rękę i rzekł: “Jestem lejtnant Nowak".

Z wersji o wymianie Nowaka na polskich księży śmieje się profesor Olszewski: - Polska i ZSRR wymieniały ważnych więźniów politycznych, a nie byle kogo.

Żygulski (oburzony): - To Banaszkiewicz kłamał?

***

Gdy Nowak strzelał w Luboniu do ks. Streicha, w Moskwie Stalin szykował się do rozwiązania Komunistycznej Partii Polski. Wcześniej kazał rozstrzelać przebywających w Związku Sowieckim partyjnych przywódców.

Stanisław Malepszak: - Nowak mógł być tajnym agentem NKWD i dostał rozkaz zabicia księdza na oczach ludzi, żeby skompromitować KPP.

Malepszak tym tłumaczy brak dokumentów sądowych w archiwach, odmowę okazania rodzinie zwłok Nowaka i nieznane miejsce pochówku.

Dziennikarz “Przewodnika Katolickiego" Michał Gryczyński zgadza się z Malepszakiem: - Gdyby chodziło o zwykłe zabójstwo, Nowak zastrzeliłby księdza na plebanii, a nie dokonywał teatralnego mordu w pełnym kościele.

- Gdyby Stalin chciał się dopuścić prowokacji, wybrałby kościół Świętego Krzyża w Warszawie - puka się w czoło prof. Olszewski.

Ks. Rafał Pajszczyk pracuje w Metropolitalnym Sądzie Duchownym w Poznaniu. Nie chce roztrząsać politycznych motywów zbrodni. Mówi krótko: - Proces beatyfikacyjny wykaże, czy morderca kierował się nienawiścią do Kościoła i religii. Oraz czy księdza Streicha można uznać za męczennika za wiarę.

Korzystałem z książki Stanisława Malepszaka “Luboń i okolice - dzieje dziewięciu parafii".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2005