Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Stan zawieszenia

Stan zawieszenia

09.09.2012
Czyta się kilka minut
O ówczesnej Polsce widzianej oczami jej własnych obywateli Marcin Zaremba opowiada w „Wielkiej trwodze”. Nie jest to lektura pokrzepiająca.
W

W pięknej autobiograficznej książce „Rozejm” Primo Levi daje obraz Polski, która wyłania się z wojny: wędrówka ludów, obozy dla dipisów, radzieckie oddziały, ruiny i miasta, Katowice i Kraków, budzące się z wojennego koszmaru, handlujące, zatłoczone, żywiołowe, nie zawsze bezpieczne. Marcin Zaremba Leviego cytuje, pamiętając, że „Rozejm” to opowieść snuta przez cudzoziemca, który z tej części świata znał wyłącznie druty Auschwitz.

Obraz powojnia (a właściwie wojny, bo jak zauważył współtowarzysz tułaczki Leviego, „wojna jest zawsze”) kreśli Zaremba na podstawie rozlicznych relacji, wspomnień i dokumentów, z których bodaj najciekawsze, i po raz pierwszy wykorzystane na taką skalę, to fragmenty listów zatrzymanych przez cenzurę wojenną, odnalezione w raportach bezpieki. Listów obywateli, którzy na różne sposoby próbują okiełznać chaos i odbudować życie, i swoimi sukcesami, a częściej kłopotami i lękiem dzielą się z najbliższymi. Jest o czym pisać i co cytować: bandytyzm, drożyzna, milicja, UB, „radzieccy”, alkoholizm, strach, szaber, głód, choroby, zamieszki, pogromy, wybuchające miny... Zaremba przedstawia świat, w którym więzi społeczne przestały istnieć, lata demoralizacji, nacjonalistycznego wzmożenia i oczekiwań na radykalne zmiany polityczne, jednym słowem – epokę mającą, z uwagi na osobliwy stan zawieszenia i niepewności, wszelkie cechy przejściowej, a przy tym na długie dziesięciolecia zepchniętą w narodową niepamięć.

W żadnym razie nie jest to obraz pokrzepiający i choć Zaremba jasno wskazuje głównego winowajcę: hitlerowskie Niemcy, które rozpoczęły wojnę i toczyły ją w Polsce w wyjątkowo bestialski sposób, to nie oszczędza tych, którzy przeżyli, pokazując, że wojna i okupacja, a zwłaszcza bolesny proces wychodzenia z niej niekoniecznie sprzyjają postawom heroicznym. Takie stanowisko pośrednio podcina legendę „kontynuacji”, której zwolennicy wierzą, że gdyby nie komuniści, udałoby się odtworzyć jakąś formę II Rzeczypospolitej. Skala zniszczeń i przemieszczeń każe sądzić, że tak by się nie stało. Nie znaczy to, że Zaremba oszczędza komunistów. Przeciwnie, pisze zarówno o terrorze UB, jak i o bezsensownych, ideologicznie umotywowanych decyzjach w rodzaju szybkiej wymiany pieniędzy i walki ze spekulacją, czyli naturalnie odtwarzającym się rynkiem wymiany towarowej. Jednocześnie przypomina, że niemała część pozostałych przy życiu obywateli II RP czekała na zmiany. Podobnie z Armią Czerwoną: wbrew tym, którzy w krasnoarmiejcach i walczących u ich boku kościuszkowcach widzą wyłącznie nowych okupantów i ich sługusów instalujących w Polsce obcą władzę, Zaremba pokazuje, że na przełomie lat 1944-45 „radzieccy” naprawdę byli postrzegani jako wyzwoliciele, chociaż, fakt faktem, wskutek grabieży i gwałtów, jakich się dopuszczali, prędko zrujnowali swoją reputację.

Pogromy Żydów, w Rzeszowie, Krakowie i Kielcach, Zaremba – niejako polemicznie wobec Grossa – stara się ukazać w szerszym kontekście zawieruchy i brutalności, dzieląc odpowiedzialność pomiędzy „ciemny lud” i równie „reakcyjną” i straszną milicję obywatelską, filar ludowej władzy. Nie wiem, czy wiele to wnosi do sprawy, choć trzeba przyznać, że wychwycona przez badacza współzależność pogromów i obecności grup wojennych kalek i dezerterów, jeszcze jednej kategorii „ludzi zbędnych” i chętnie sięgających po przemoc, jest bardzo interesująca.

Wobec bohaterów swojej narracji Zaremba niejednokrotnie przyjmuje postawę rozumiejącą. Nie rozgrzesza, ale zakłada, że u początku wszystkich powojennych dramatów stała wojna z jej terrorem i stare stereotypy (np. Żyda-bolszewika, mordu rytualnego, „kałmuckich hord”). Można mieć wątpliwości, czy rzeczywiście wszystkie opisane patologie da się objaśnić tytułową trwogą (u Zaremby przyjmuje ona niekiedy postać złowrogiego fatum, które panuje nad całością ludzkich poczynań), tym niemniej stanowiła ona stały element krajobrazu pierwszych lat kształtującego się dopiero ładu.

PIOTR PAZIŃSKI jest pisarzem, dziennikarzem, eseistą, krytykiem literackim i tłumaczem. Od 2000 r. redaktor naczelny miesięcznika „Midrasz”. Laureat Paszportu „Polityki” w dziedzinie literatury (2009) za debiutancką powieść „Pensjonat”. Prócz tego opublikował „Labirynt i drzewo. Studia nad »Ulissesem« Jamesa Joyce’a” (2005) oraz „Dublin z Ulissesem” (2008).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]